Connect with us

Użycie pomo­cy - rzecz oczy­wi­sta? cz. 3

Sport i wyścigi

Użycie pomo­cy - rzecz oczy­wi­sta? cz. 3

Jan Skoczylas

Pomocy! Ciąg dal­szy…
Ciągle o tych pomo­cach… i cią­gle bez kon­kre­tów.

Wiemy, że pomo­ce jeź­dziec­kie są rodza­jem kodu, któ­rym poro­zu­mie­wa­my się z koniem. Często uży­wam takie­go okre­śle­nia: „koń musi to zro­zu­mieć”. I zda­rza mi się widzieć jeźdź­ców gorą­co ape­lu­ją­cych do konia: „no, zro­zum, ja chcę, żebyś zro­bił ciąg”, „no, zro­zum, trze­ba to prze­sko­czyć, to pro­ste!” Kłopot w tym, że żad­nych takich ape­li koń nie rozu­mie! Nie da się też go posta­wić przed ekra­nem i zapo­znać z wyja­śnia­ją­cą poglą­do­wą pre­zen­ta­cją. Bezcelowe jest poka­zy­wa­nie makie­ty par­ku­ru. Doraźne „kon­fe­ren­cje doszka­la­ją­ce” (za pomo­cą bata, w krza­kach) też nie przy­no­szą ocze­ki­wa­nych efek­tów. Wydaje wam się to oczy­wi­ste? Wcale takie oczy­wi­ste nie jest.

W naszych eko­lo­gicz­nych cza­sach ten­den­cja do antro­po­mor­fi­za­cji zwie­rząt jest ogrom­na. Końskie zacho­wa­nia i reak­cje nazy­wa­my sło­wa­mi i poję­cia­mi odno­szą­cy­mi się do ludz­kiej fizjo­lo­gii i psy­cho­lo­gii. W ślad za tym jeste­śmy skłon­ni sądzić, że koń myśli, czu­je, reagu­je, postrze­ga, uczy się dokład­nie w ten sam spo­sób jak czło­wiek.

Konie są isto­ta­mi obda­rzo­ny­mi boga­tą pale­tą reak­cji emo­cjo­nal­nych. Niewykluczone, że nawet bogat­szą niż czło­wiek. Wykazują ogrom­ne zróż­ni­co­wa­nie indy­wi­du­al­nych cech (oso­bo­wo­ści???). Relację czło­wie­ka i konia cechu­je wza­jem­na empa­tia (zdol­ność wyczu­wa­nia sta­nów emo­cjo­nal­nych). Codzienna wspól­na pra­ca i spor­to­we part­ner­stwo two­rzą głę­bo­ką więź mie­dzy czło­wie­kiem a zwie­rzę­ciem. Na tym pole­ga pięk­no spor­tu jeź­dziec­kie­go. Niestety, budu­jąc naszą więź z koń­mi, posu­wa­my się czę­sto zbyt dale­ko. W pro­ce­sie szko­le­nia postrze­ga­nie konia jako czło­wie­ka, tyl­ko czwo­ro­noż­ne­go, może przy­no­sić nie­od­wra­cal­ne szko­dy. Podstawowym błę­dem wyni­ka­ją­cym z takie­go sty­lu myśle­nia jest kom­pli­ko­wa­nie spo­so­bów komu­ni­ko­wa­nia się z koniem, czę­sto poza gra­ni­ce jego per­cep­cji (a póź­niej jeste­śmy peł­ni żalu i pre­ten­sji).

Konie nie tyle rozu­mie­ją, ile koja­rzą. Sieć sko­ja­rzeń może być bar­dzo pro­sta lub bar­dziej zło­żo­na. Każdy prak­tyk wie, że nigdy nie jest bar­dzo skom­pli­ko­wa­na. Co wię­cej, zdol­ność budo­wa­nia zło­żo­nych sko­ja­rzeń zale­ży od indy­wi­du­al­nych pre­dys­po­zy­cji konia i w nie­wiel­kim stop­niu ule­ga zmia­nie (na korzyść) w trak­cie tre­nin­gu. Po pro­stu są konie bar­dziej i mniej pojęt­ne.

Konie uczą się ina­czej niż czło­wiek. Człowiek ucząc się, przy­swa­ja wie­dzę, roz­wi­ja swo­ją zdol­ność myśle­nia, kształ­ci zdol­no­ści twór­cze. Koń w tre­nin­gu, wyko­rzy­stu­jąc bio­lo­gicz­ne mecha­ni­zmy adap­ta­cyj­ne, roz­wi­ja swój orga­nizm (układ mię­śnio­wy, szkie­le­to­wy, odde­cho­wy, krwio­no­śny). Dojrzewa układ ner­wo­wy. Poprawia się koor­dy­na­cja rucho­wa, kon­tro­la instynk­tow­nych reak­cji, prze­wo­dze­nie bodź­ców. Rozszerza się zakres ruchów konia i zdol­ność kon­cen­tra­cji (nie­re­ago­wa­nia na bodź­ce z punk­tu widze­nia jeźdź­ca roz­pra­sza­ją­ce). Ale przede wszyst­kim koń nabie­ra nawy­ków, kształ­tu­je ste­reo­ty­py rucho­we: dzię­ki powtó­rze­niom przy­swa­ja kon­kret­ne reak­cje rucho­we w danej sytu­acji, w taki spo­sób, że samo powta­rza­nie i dosko­na­le­nie ruchów sta­je się źró­dłem odprę­że­nia i przy­jem­no­ści.

To wszyst­ko nadal brzmi zna­jo­mo. Jest podob­ne do opi­su roz­wo­ju czło­wie­ka spor­tow­ca. Od spor­tow­ców rzad­ko ocze­ku­je­my wybit­nych moż­li­wo­ści poznaw­czych i inte­lek­tu­al­nych. Oczekujemy peł­ne­go wyko­rzy­sta­nia pre­dys­po­zy­cji rucho­wych i wydo­sko­na­le­nia reak­cji ukła­du ner­wo­we­go. I tak nale­ży postrze­gać konia spor­to­we­go: jako spor­tow­ca w tre­nin­gu, a nie maskot­kę czy part­ne­ra inte­lek­tu­al­ne­go. Oczywiście, poga­dać do konia moż­na. Ale pomo­że to nam, a nie konio­wi. Oczekiwanie, że koń „domy­śli się”, o co nam cho­dzi, jest ocze­ki­wa­niem błęd­nym i szko­dli­wym. Podstawowym źró­dłem kształ­to­wa­nia pożą­da­nych reak­cji konia jest czy­tel­ny kod pomo­cy jeź­dziec­kich.

Co to zna­czy czy­tel­ny? Odpowiedź jest krót­ka: pro­sty! jak naj­prost­szy! Wszystko, co jest zbęd­ne, jest szko­dli­we (dla jasno­ści prze­ka­zu). Jeżeli sto­su­je­my wymyśl­ne tri­ki, żeby „doga­dać się” z koniem, to zna­czy, że błą­dzi­my!

Gdy pytam kogo­kol­wiek, co chciał­by wie­dzieć o uży­ciu pomo­cy jeź­dziec­kich, sły­szę: chcę wie­dzieć, jak zapa­no­wać nad koniem; jak spra­wić, żeby zro­bił to, a nie robił tam­te­go… Ogromnie trud­no jest jeźdź­com uwie­rzyć, że na worek pro­ble­mów ist­nie­je zale­d­wie garść zawsze tych samych, spraw­dzo­nych, sku­tecz­nych zło­tych środ­ków: siedź pro­sto, pię­ta i kola­no jak naj­ni­żej, utrzy­muj sta­ły i mięk­ki kon­takt z pyskiem (nigdy nie wol­no ci tra­cić kon­tak­tu), uży­waj dosia­du aktyw­nie i zgod­nie z ruchem konia, przy­łóż sta­bil­nie łyd­ki, patrz, dokąd jedziesz. Wyginaj konia zgod­nie z łukiem i zupeł­nie pro­stuj na pro­stej. Nie cią­gnij za wewnętrz­ną wodzę. Nie siłuj się. Nie wyma­chuj ręka­mi. Żądaj pil­ne­go i ryt­micz­ne­go ruchu do przo­du. Nie wol­no ci pchać i cią­gnąć rów­no­cze­śnie! Kontroluj pra­cę zadu. Zanim zaczniesz ocze­ki­wać cudów od konia, musisz opa­no­wać rów­no­wa­gę w sio­dle. Naucz się uży­wać bata i ostróg wte­dy, gdy to potrzeb­ne, tak, jak to potrzeb­ne. A potrzeb­ne, gdy nie ma reak­cji konia na sko­or­dy­no­wa­ne „żąda­nie” dosia­du i łydek. Chwal konia, gdy dobrze zare­agu­je, i tyl­ko wte­dy! Chwal natych­miast! Jeżeli kar­cisz - też natych­miast. Przynajmniej ty musisz być pew­ny - za co! Dąż do tego, żeby two­je sygna­ły sta­wa­ły się coraz sub­tel­niej­sze, nigdy nie uży­waj pomo­cy inten­syw­niej niż to koniecz­ne. Postępuj mądrze: dowiedz się, jakie ćwi­cze­nia są odpo­wied­nie dla wie­ku i stop­nia zaawan­so­wa­nia konia i jaka (dla konia) jest kolej­ność łatwe- trud­ne i znajdź tre­ne­ra, któ­ry to wie! Nie dopusz­czaj do powta­rza­nia „złych” reak­cji; uni­kaj sytu­acji pro­wa­dzą­cych do kon­fron­ta­cji, bo kon­fron­ta­cję musisz wygrać, a nie zawsze będziesz w sta­nie - mierz zamiar według sił, nie szu­kaj przy­czyn nie­po­wo­dzeń w „rąb­ku spód­ni­cy”.

Koń musi być zamknię­ty w „kory­ta­rzu” utwo­rzo­nym przez łyd­ki i ręce-wodze-wędzi­dło, nie tyl­ko w kie­run­ku zad-przód, lecz tak­że lewo-pra­wo. Koń nie ma pra­wa wyko­ny­wać ruchów poza gra­ni­ca­mi wyzna­czo­ny­mi przez jeźdź­ca, a w tych gra­ni­cach ma mieć mak­sy­mal­ną wol­ność, a raczej sil­ne wra­że­nie wol­no­ści. W mia­rę zaawan­so­wa­nia tre­nin­go­we­go konia gra­ni­ce, począt­ko­wo luź­ne i pozo­sta­wia­ją­ce mło­de­mu konio­wi wie­le swo­bo­dy, stop­nio­wo się zawę­ża­ją, aż do osią­gnię­cia peł­ne­go zebra­nia.

To jest ABC jeź­dziec­twa. Z kil­ku, naj­wy­żej kil­ku­na­stu ele­men­tar­nych zasad, „liter alfa­be­tu”, skła­da się cała sztu­ka jeź­dziec­ka. Najbardziej skom­pli­ko­wa­ne ruchy wyko­nu­je się uży­wa­jąc pro­stych pomo­cy. Nie trze­ba wymy­ślać „nowych kloc­ków”. Do zbu­do­wa­nia zło­żo­nych kon­struk­cji w zupeł­no­ści wystar­cza kil­ka zna­nych i od lat spraw­dzo­nych form. Sztuką jest spo­sób ich zasto­so­wa­nia i zło­że­nia.

Droga do nie­ba jest pro­sta: wystar­czy nie grze­szyć! Do roz­wią­za­nia 90% pro­ble­mów z koń­mi pro­wa­dzi wyeli­mi­no­wa­nie ewi­dent­nych błę­dów u sie­bie. Kłopot w tym, że te błę­dy są ewi­dent­ne wyłącz­nie dla oso­by patrzą­cej z zie­mi (lub innej try­bun­ki). My prze­cież nie popeł­nia­my żad­nych błę­dów!

Zadałem sobie trud wypi­sa­nia naj­bar­dziej powszech­nych błę­dów popeł­nia­nych przez jeźdź­ców. Obserwacje pocho­dzą z par­ku­rów i roz­prę­żal­ni zawo­dów ogól­no­pol­skich, gdzie, jak wia­do­mo, nie powin­ni się zna­leźć jeźdź­cy począt­ku­ją­cy.

  • Utrata kon­tak­tu: naj­czę­ściej ryt­micz­nie luzo­wa­ne wodze lub jed­na wodza luź­na.
  • Wymyślne ruchy rąk, cha­rak­te­ry­stycz­na posta­wa „gita­rzy­sty”.
  • Ciągnięcie za wewnętrz­ną wodzę.
  • Nieświadomy lub świa­do­my dosiad fote­lo­wy. Nieświadomy jest skut­kiem wyrzu­ca­nia łydek do przo­du i źle wyjeż­dżo­nych sio­deł. Świadomy - rezul­ta­tem prze­ko­na­nia, że waląc w grzbiet konia swo­im cię­ża­rem, zysku­je­my nad nim kon­tro­lę. Dosiad fote­lo­wy unie­moż­li­wia rów­no­wa­gę jeźdź­ca, kon­tro­lę zadu, upo­śle­dza ruch konia, dostar­cza zaję­cia leka­rzom i fizjo­te­ra­peu­tom ludz­kim i zwie­rzę­cym!
  • Jazda „z zaci­śnię­ty­mi zęba­mi”, czy­li z zablo­ko­wa­ny­mi cały­mi gru­pa­mi mię­śni i sta­wów.
  • Jazda z odsta­wio­ny­mi łyd­ka­mi.
  • Utrata rów­no­wa­gi bocz­nej - zjeż­dża­nie na jed­ną stro­nę sio­dła.
  • Nieuświadomiona i nie­sko­ry­go­wa­na prze­wa­ga domi­nu­ją­cej stro­ny cia­ła czło­wie­ka.
  • Gapienie się w dół.
  • Dramatycznie nie­umie­jęt­ne uży­wa­nie bata i ostróg.
  • Mylenie zga­na­szo­wa­nia konia z zebra­niem.
  • Wykonywanie pół­pa­rad jako szarp­nięć zabu­rza­ją­cych rytm i tem­po, a nie jako sygna­łów zwra­ca­ją­cych uwa­gę konia.
  • Siłowanie się z koniem”.

Będę powta­rzał to do znu­dze­nia, bo te błę­dy leżą u źró­dła „suk­ce­sów” mię­dzy­na­ro­do­wych naszych jeźdź­ców! I nigdy nie uwie­rzę, że o pod­sta­wach nie war­to pisać, bo wszy­scy je zna­ją. Wróćmy zatem do ABC.

O dzia­ła­niu łyd­ki piszę nie­chęt­nie. Jest to spra­wa w teo­rii jeź­dziec­twa kon­tro­wer­syj­na i róż­ni­ce w poglą­dach co do wła­ści­we­go uło­że­nia i posłu­gi­wa­nia się łyd­ką przy­czy­nia­ją się do for­mo­wa­nia róż­nych tzw. szkół jeź­dziec­kich. Pozwolę sobie wyra­zić wła­sne poglą­dy. Pisałem już, że sta­bil­nie przy­ło­żo­na łyd­ka wpły­wa na poczu­cie bez­pie­czeń­stwa u konia. Według mnie koń musi być obję­ty łyd­ka­mi i łyd­ka nie ma pra­wa prze­miesz­czać się bez potrze­by. Gdzie powin­na znaj­do­wać się łyd­ka? Najbardziej uner­wio­nym miej­scem na kło­dzie konia są oko­li­ce poprę­gu. Ale… znaj­du­je się tam popręg. Tworzy barie­rę mecha­nicz­ną i znie­czu­la koń­ców­ki ner­wów. Klatka pier­sio­wa konia w tym miej­scu sil­nie zwę­ża się ku doło­wi. Przyłożenie łyd­ki na całej dłu­go­ści w miej­scu tego zwę­że­nia jest moż­li­we tyl­ko u osób o tzw. nogach na becz­ce pro­sto­wa­nych. Za poprę­giem kło­da konia roz­sze­rza się w płasz­czyź­nie pio­no­wej i pozio­mej. Łydka za poprę­giem, a przed naj­szer­szym miej­scem kło­dy, zapew­nia jeźdź­co­wi sta­bil­ne pod­par­cie, leżąc nie­co sko­śnie i two­rząc stycz­ną do bry­ły kło­dy. Zbyt dale­kie cofa­nie łyd­ki nie ma sen­su. Powinna być uło­żo­na tak, aby moż­li­we było jej cof­nię­cie (wyma­ga­ne przy żąda­niu wygię­cia), a pię­ta nadal pozo­sta­wa­ła naj­niż­szym punk­tem cia­ła jeźdź­ca.

Współczesny dosiad jeźdź­ca jest opar­ty na jak naj­niż­szym poło­że­niu kola­na. Nisko uło­żo­ne kola­no uła­twia „bycie z koniem” i umoż­li­wia aktyw­ne dzia­ła­nie dosia­du; pre­cy­zyj­ną kon­tro­lę inten­syw­no­ści pra­cy zadu przy pozo­sta­wie­niu moż­li­wo­ści swo­bod­nej pra­cy grzbie­tu konia - jeź­dziec (nawet w pół­sia­dzie) jest w sio­dle, a nie ponad nim. Taki styl uło­że­nia cia­ła wymu­si­ły cią­gle wzra­sta­ją­ce trud­no­ści tech­nicz­ne par­ku­rów i kro­sów (tak­że czwo­ro­bo­ków). Jest to rezul­tat kom­pro­mi­su pomię­dzy pre­cy­zyj­ną kon­tro­lą konia a pozo­sta­wie­niem mu mak­sy­mal­nej swo­bo­dy ruchu. Przy nisko uło­żo­nym, nie­prze­miesz­cza­ją­cym się kola­nie, sil­nie roz­war­tym kącie pomię­dzy bio­drem a udem, zacho­wa­nej zasa­dzie pię­ty w dole i roz­war­cia (ale nie wypro­sto­wa­nia) sta­wu kola­no­we­go - na zmia­ny uło­że­nia łyd­ki zosta­je zale­d­wie kil­ka cen­ty­me­trów na koń­skiej kło­dzie. Inne uło­że­nie jest ana­to­micz­nie nie­moż­li­we. Proszę to spraw­dzić w sio­dle.

Łydka dzia­ła sil­niej­szym lub słab­szym naci­skiem. Łydka nie słu­ży do popę­dza­nia konia. Silniejszy nacisk obu łydek to żąda­nie inten­syw­niej­sze­go ruchu. Jeżeli koń się ocią­ga, pra­wi­dło­we dzia­ła­nia jeźdź­ca pole­ga­ją na koja­rze­niu popę­dza­ją­ce­go dzia­ła­nia bata jeź­dziec­kie­go (wystar­czy dotknię­cie) z żąda­niem łydek. Dlatego z batem powin­no się jeź­dzić zawsze. Użycie ostro­gi wzmac­nia, uzu­peł­nia dzia­ła­nie łyd­ki. Działanie ostro­gi zawsze spra­wia konio­wi ból, dla­te­go też nad­uży­wa­nie ostróg pro­wa­dzi do znie­czu­le­nia konia albo do bun­tu. Nie wol­no trak­to­wać ostróg jako pomo­cy bez­po­śred­niej i uczyć koni reak­cji tyl­ko na ostro­gi (np. zaga­lo­po­wa­nie od ostro­gi).

Wzajemne uło­że­nie łydek decy­du­je o for­mie sko­or­dy­no­wa­nia pomo­cy jeź­dziec­kich. Tak jak ist­nie­ją dwie zasad­ni­cze for­my dosia­du: peł­ny siad i pół­siad, tak ist­nie­ją dwie for­my uży­cia pomo­cy. Jedna doty­czy konia pro­ste­go i cechu­je się syme­trią uło­że­nia ludz­kie­go cia­ła. Druga, któ­rej naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­ną cechą jest cof­nię­ta zewnętrz­na łyd­ka, znaj­du­je zasto­so­wa­nie we wszyst­kich ruchach, w któ­rych koń jest wygię­ty: poczy­na­jąc od usta­wie­nia, poprzez jaz­dę po łukach aż do tra­wer­su. Wybierając odpo­wied­nią for­mę, pamię­ta­jąc o zasa­dzie rów­no­le­gło­ści bar­ków jeźdź­ca do łopa­tek konia, a bio­der do poprzecz­ne­go prze­kro­ju kło­dy, i o zasa­dzie dąże­nia konia w kie­run­ku wspól­ne­go środ­ka cięż­ko­ści (jeże­li prze­mie­ści­my śro­dek cięż­ko­ści w pra­wo, koń prze­su­nie się w pra­wo), jeste­śmy w sta­nie wyko­nać każ­de jeź­dziec­kie ćwi­cze­nie. Oczywiście dosiad kon­tro­lu­je aktyw­ność zadu. No i trze­ba mieć konia, któ­ry reagu­je na pomo­ce!

Dlaczego koń reagu­je na pomo­ce? Istnieją dwa odmien­ne obsza­ry źró­deł sku­tecz­no­ści pomo­cy jeź­dziec­kich. Pierwszy to obszar natu­ry konia, jego instynk­tow­nych reak­cji, odru­chów ukła­du ner­wo­we­go. Szkoląc konia, wyko­rzy­stu­je­my jego dąże­nie do zacho­wa­nia rów­no­wa­gi, instynkt stad­ny (w tym naśla­dow­nic­two), instynkt uciecz­ki przed zagro­że­niem, odruch kur­cze­nia się mię­śni na nacisk. Przede wszyst­kim wyko­rzy­stu­je­my wła­ści­wą każ­dej isto­cie żywej zasa­dę uni­ka­nia bólu i przy­kro­ści, a dąże­nia do dobro­sta­nu. Można sobie wyobra­zić (a cza­sem zoba­czyć) konia, na któ­rym jeź­dzi się, wyko­rzy­stu­jąc wyłącz­nie te natu­ral­ne źró­dła. Sport jeź­dziec­ki wyma­ga jed­nak natych­mia­sto­wych reak­cji konia na pole­ce­nia jeźdź­ca. Nie może­my cze­kać, aż koń „doj­dzie do wnio­sku”, że war­to zaga­lo­po­wać. Drugim obsza­rem źró­deł sku­tecz­no­ści pomo­cy jest wyucze­nie, zako­do­wa­nie reak­cji na sygna­ły. Proces kodo­wa­nia wyglą­da nastę­pu­ją­co:

  • decy­du­je­my się na roz­sąd­ny rodzaj sygna­łu (naj­czę­ściej czer­piąc z tra­dy­cji jeź­dziec­kiej);
  • stwa­rza­my warun­ki mak­sy­mal­nie unie­moż­li­wia­ją­ce konio­wi wyko­na­nie akcji nie­po­żą­da­nej;
  • spraw­dza­my wła­sne przy­go­to­wa­nie;
  • pro­wo­ku­je­my warun­ki sprzy­ja­ją­ce wyko­na­niu danej akcji;
  • wyda­je­my sygnał;
  • jeże­li koń wyko­nał żąda­ną akcję, szczo­drze chwa­li­my, z począt­ku nie przy­wią­zu­jąc zbyt­niej wagi do jako­ści;
  • powta­rza­my pro­ces od dru­gie­go punk­tu;
  • powta­rza­my trze­ci raz;
  • chwa­li­my i prze­cho­dzi­my do fazy odpo­czyn­ku (stęp i do staj­ni).

W następ­nych dniach pra­cu­je­my na tej samej zasa­dzie, wpro­wa­dza­jąc syme­trię ćwi­czeń (jaz­da na lewo i pra­wo), stop­nio­wo rezy­gnu­jąc z pro­wo­ka­cji, zwra­ca­jąc coraz więk­szą uwa­gę na jakość wyko­na­nia. Sygnały sta­ją się coraz bar­dziej sub­tel­ne i mniej widocz­ne. Z kon­tro­li wła­sne­go przy­go­to­wa­nia do ruchu nie rezy­gnu­je­my nigdy!

  • Jeżeli koń nie wyko­nał żąda­nej akcji - kar­ci­my, naj­le­piej gło­sem (uży­cie gło­su też pod­le­ga pro­ce­so­wi kodo­wa­nia).
  • Jeżeli zno­wu nie wyko­nał - do gło­su dołą­cza­my dotknię­cie batem.
  • Jeżeli koń po raz trze­ci nie zare­agu­je, to zna­czy, że popeł­nia­my błąd: albo koń nie jest wystar­cza­ją­co zaawan­so­wa­ny, albo zosta­ły popeł­nio­ne błę­dy we wcze­śniej­szym szko­le­niu (np. dopusz­cza­nie do lek­ce­wa­że­nia pole­ceń jeźdź­ca już w bok­sie), albo wyda­nie sygna­łu zosta­ło źle przy­go­to­wa­ne i/lub prze­pro­wa­dzo­ne.
  • Ryzykowanie czwar­tej odmo­wy jest nie­do­pusz­czal­ne. Trzeba zająć się czym innym, a do dane­go żąda­nia powró­cić po roz­po­zna­niu i sko­ry­go­wa­niu błę­dów.
  • Jeżeli koń za dru­gim lub trze­cim razem zare­ago­wał popraw­nie - chwa­li­my i koń­czy­my jaz­dę.

Teoretycznie jest moż­li­we zako­do­wa­nie konia na dość dowol­ne sygna­ły. Nie robi się tego z kil­ku przy­czyn. Kilkaset lat doświad­czeń zawar­tych w tra­dy­cji jeź­dziec­kiej - to jed­na. Wymogi i defi­ni­cje dopusz­czal­nych i nie­po­żą­da­nych zacho­wań jeźdź­ca obo­wią­zu­ją­ce w spo­rcie jeź­dziec­kim - to dru­ga. Liczenie się z ewen­tu­al­no­ścią zmia­ny skła­du pary koń-jeź­dziec - to trze­cia (sytu­acja przy­po­mi­na zasa­dy obo­wią­zu­ją­ce w tań­cu towa­rzy­skim; ana­lo­gii pomię­dzy tań­cem a jeź­dziec­twem jest zresz­tą znacz­nie wię­cej - pro­szę to sobie roz­wa­żyć). Najważniejszą przy­czy­ną jest jed­nak, według mnie, logi­ka pro­ce­su szko­le­nia konia.

Na mło­dym koniu jeź­dzi­my, wyko­rzy­stu­jąc zasa­dy natu­ral­ne, poszu­ku­jąc pożą­da­nej reak­cji i stop­nio­wo prze­cho­dzi­my do reak­cji na zako­do­wa­ny sygnał. Poszukując sygna­łów, na któ­re koń reagu­je, wybie­ra­my i utrwa­la­my takie, któ­re są naj­lep­sze z punk­tu widze­nia dyna­mi­ki ruchu, a nadal pozwa­la­ją na kon­tro­lo­wa­nie konia (czy­li wyda­nie następ­ne­go wyko­nal­ne­go pole­ce­nia). Repertuar takich sygna­łów jest ogra­ni­czo­ny. I całe szczę­ście, bo isto­ta i sens sto­so­wa­nia sygna­li­za­cji leży w mak­sy­mal­nym uprosz­cze­niu alfa­be­tu sygna­łów.

To, że ist­nie­je nie­wiel­ka licz­ba kla­wi­szy, nie ozna­cza, że nie moż­na zagrać skom­pli­ko­wa­nej melo­dii. Wielu jeźdź­ców, nie umie­jąc zagrać gamy, wymy­śla nowe kla­wi­sze.

Praca nad kodo­wa­niem wyma­ga logi­ki, kon­se­kwen­cji, cier­pli­wo­ści i żmud­ne­go powta­rza­nia. Unikanie tej pra­cy skut­ku­je sty­lem jaz­dy opar­tym na cią­głym poszu­ki­wa­niu sygna­łu, na któ­ry koń zechce wła­ści­wie zare­ago­wać. Taki jeź­dziec bez prze­rwy zmie­nia spo­sób uży­cia pomo­cy, dopro­wa­dza­jąc do cha­osu. Widocznym obja­wem zanie­dbań w pra­cy jest jaz­da na zaawan­so­wa­nym koniu przy uży­ciu dzia­łań z natu­ral­ne­go obsza­ru, wła­ści­we­go do pra­cy z koniem począt­ku­ją­cym (np. zaga­lo­po­wa­nie na dro­dze zabu­rze­nia rów­no­wa­gi). Objawem pra­wi­dło­wo prze­bie­ga­ją­cej pra­cy jest uży­cie pomo­cy nie­do­strze­gal­ne dla obser­wa­to­ra. Plusem nie­wi­docz­no­ści jest nie tyl­ko ele­gan­cja, lecz i peł­na har­mo­nii rów­no­wa­ga.

Czy wszyst­ko w jeź­dziec­twie zosta­ło już daw­no powie­dzia­ne? Nie. Nie musi­my być nie­wol­ni­ka­mi tra­dy­cji i ruty­ny. W dal­szym cią­gu pozo­sta­je ogrom­ne pole do wła­snej kre­atyw­no­ści, docie­kań i szu­ka­nia lep­szych roz­wią­zań. Nie wszyst­ko pod­le­ga rygo­rom, nie wszyst­ko zosta­ło zde­fi­nio­wa­ne. Przykładem nie do koń­ca zde­fi­nio­wa­nych dzia­łań jest wyko­na­nie pół­pa­ra­dy. Półparada ma na celu sku­pie­nie uwa­gi konia, przy­go­to­wa­nie do mają­ce­go nastą­pić ruchu. Polega na wyda­niu sygna­łu (sygna­łów) do akty­wi­za­cji zadu bez pozwo­le­nia na wydłu­że­nie syl­wet­ki. O sile tego dzia­ła­nia decy­du­je potrze­ba. O spo­so­bie wyko­na­nia… w dużej mie­rze inter­pre­ta­cja jeźdź­ca. Dla jed­nych zasad­ni­czą czę­ścią pół­pa­ra­dy będzie cof­nię­cie gór­nej par­tii bio­der, innym wystar­czy lek­kie ścią­gnię­cie bar­ków, jesz­cze innym zde­cy­do­wa­ne obni­że­nie pięt. Siłę i czas dzia­ła­nia łydek i przy­trzy­mu­ją­ce­go (wstrzy­mu­ją­ce­go) dzia­ła­nia rąk nale­ży dobrać zależ­nie od sytu­acji. W rezul­ta­cie otrzy­mu­je­my nie­co zaska­ku­ją­cą defi­ni­cję pół­pa­ra­dy: pół­pa­ra­dą jest to, cze­go nauczy­my konia jako pół­pa­ra­dę rozu­mieć; sygnał, pod któ­rym zako­du­je­my spe­cy­ficz­ną reak­cję mobi­li­za­cji zmie­rza­ją­cą na sku­tek następ­nych dzia­łań (dłuż­sze­go przy­trzy­ma­nia lub zezwo­le­nia na posze­rze­nie ram) - do skró­ce­nia lub wydłu­że­nia syl­wet­ki (i kro­ku). Pewne jest, że żad­na pół­pa­ra­da skut­ku­ją­ca istot­nym zabu­rze­niem ryt­mu i/lub rów­no­wa­gi nie zasłu­gu­je na to mia­no. Ważna jest dosko­na­ła moto­ry­ka konia, a ele­gan­cja… cóż, zawsze świad­czy­ła, świad­czy i świad­czyć będzie o zaawan­so­wa­niu i umie­jęt­no­ściach jeźdź­ca.

Szkoląc konie, powin­ni­śmy robić to świa­do­mie. Zdawać sobie spra­wę z tego, do cze­go dąży­my i jakie efek­ty mogą przy­nieść nasze dzia­ła­nia. W tym celu musi­my zdo­by­wać i pogłę­biać kon­kret­ną wie­dzę. Wiedza i kon­se­kwen­cja w postę­po­wa­niu pozwa­la­ją na uni­ka­nie efek­tów nie­za­mie­rzo­nych. Świadomość zawsze powin­na uzu­peł­niać ruty­no­we postę­po­wa­nie. Świadomy jeź­dziec (na przy­kład) wie, że koń nale­ży do zwie­rząt, u któ­rych dotyk przed­niej poło­wy cia­ła koja­rzy się z przy­jem­no­ścią, a tyl­nej - z zagro­że­niem i przy­kro­ścią. Pamięta, że mię­sień zasad­ni­czo może się tyl­ko kur­czyć. Do roz­kur­cze­nia jest potrzeb­na pra­ca (skurcz) mię­śnia prze­ciw­staw­ne­go (żaden mię­sień nie pra­cu­je też poje­dyn­czo). Zna róż­ni­ce w postrze­ga­niu zmy­sło­wym pomię­dzy czło­wie­kiem a koniem: koń ma lep­szy słuch, węch, widzi odmien­nie, praw­do­po­dob­nie dys­po­nu­je rodza­jem echo­son­dy.

Szkoląc konie, musi­my zwra­cać szcze­gól­ną uwa­gę na wszel­kie róż­ni­ce pomię­dzy natu­rą konia a czło­wie­ka. Ryzyko popeł­nia­nia błę­dów jest tym więk­sze, im bar­dziej sub­tel­ne są róż­ni­ce. Ludzie mają ten­den­cje do postrze­ga­nia podob­ne­go jako iden­tycz­ne­go: „wytęż wzrok i znajdź 10 szcze­gó­łów, któ­ry­mi róż­nią się te rysun­ki”. Konsekwencje dla koni bywa­ją smut­ne.

Garść przy­kła­dów:

  • Konie mają podob­ne para­me­try fizjo­lo­gicz­ne do czło­wie­ka (np. zawar­tość hemo­glo­bi­ny we krwi). Ale nie wszyst­kie. Układanie pla­nów tre­nin­go­wych dokład­nie wg ludz­kich wzor­ców przy­no­si szko­dy. Inne są na przy­kład cza­sy hiper­kom­pen­sa­cji.
  • Koń ma o wie­le więk­szą masę i siłę mię­śni w porów­na­niu z czło­wie­kiem. O ile zbyt szyb­kie budo­wa­nie masy mię­śnio­wej u czło­wie­ka rzad­ko skut­ku­je kon­tu­zja­mi (a prze­cież skut­ku­je), to u konia pozry­wa­nie ścię­gien jest bar­dzo praw­do­po­dob­ne.
  • Ludzie uwiel­bia­ją zróż­ni­co­wa­ną die­tę. Jesteśmy goto­wi kom­plet­nie roz­re­gu­lo­wać koń­skie żołąd­ki cią­głym uroz­ma­ica­niem paszy.
  • Dla czło­wie­ka mani­kiur to coś mało waż­ne­go. Dla konia zdro­we i całe kopy­ta są spra­wą życia i śmier­ci.
  • Ażurowa prze­szko­da wyda­je się łatwa czło­wie­ko­wi, a jest trud­na dla konia.
  • Przy zani­żo­nym tem­pie czło­wiek czu­je się bez­piecz­niej. Zbyt niskie tem­po stwa­rza konio­wi ryzy­kow­ne warun­ki do sko­ku.

I tak w nie­skoń­czo­ność. Wiele moż­na spro­wa­dzić do wypo­wie­dzi postron­ne­go obser­wa­to­ra „koń­skie­go świat­ka”: Konie mają szczę­ście, że mają kopy­ta, bo ina­czej trzy­ma­li­by­ście je w salo­nach!

Jesteśmy zobo­wią­za­ni do sza­cun­ku dla zwie­rząt, któ­re towa­rzy­sząc nam w spor­to­wym współ­za­wod­nic­twie, powie­rza­ją nam swo­je zdro­wie i życie. Szacunek dla innej isto­ty prze­ja­wia się tak­że w przy­zna­niu jej pra­wa do odmien­no­ści.

Dlatego zamiast „zro­zu­mieć” powi­nie­nem mówić: „koń musi jed­no­znacz­nie sko­ja­rzyć bodź­ce i przy­swo­ić reak­cje”. Ale „zro­zu­mieć” brzmi o wie­le milej. Z róż­nic trze­ba sobie jed­nak zda­wać spra­wę. Koń reagu­je pra­wie jak czło­wiek. „Prawie two­rzy jed­nak wiel­ką róż­ni­cę”. Rozumieć musi czło­wiek. Koń ma reago­wać w spo­sób ocze­ki­wa­ny przez jeźdź­ca. A że dopra­co­wa­nie się logicz­nie upo­rząd­ko­wa­nych i nie­zmien­nych pomo­cy jest bar­dzo trud­ne, to już zupeł­nie inna spra­wa.

Więcej w Sport i wyścigi

Na górę