Connect with us

Panie Stanisławie…

Kronika

Panie Stanisławie…

tekst: Małgorzata Józwik

…Chciałabym, żeby Pan wie­dział, że dla mnie jako tłu­ma­cza pro­wa­dze­nie roz­mów i tłu­ma­cze­nie ich w Pana towa­rzy­stwie było nie­zwy­kle kom­for­to­we. Rozmowy z Panem były uważ­ne, moż­na by powie­dzieć slow.

Szkoda i żal, że nie spo­tka­my się już w Liszkowie (…) nie będzie­my śmiać się, cza­sem nawet do łez
Małgorzata Józwik

Niewątpliwie sła­wę przy­niósł Panu Nevados, żaden pol­ski hodow­ca nie może się pochwa­lić takim tytu­łem i osią­gnię­ciem. Pana suk­ces hodow­la­ny jest jak wiatr w żagle dla innych. Pokazał Pan nam wszyst­kim, że moż­na!

Z suk­ce­su Nevadosa cie­szył się Pan szep­tem. Gdy w nie­dziel­ne popo­łu­dnie zadzwo­ni­łam z gra­tu­la­cja­mi, oka­za­ło się, że o tym zwy­cię­stwie z Lanaken wła­śnie w ten spo­sób Pan się dowie­dział. Bardzo się Pan ucie­szył, ale mógł Pan to robić szep­tem, i tyl­ko szep­tem, bo był Pan wte­dy na polo­wa­niu. Cieszę się, cie­szę się bar­dzo, ale mogę tyl­ko szep­tem.

Niewiele bra­ko­wa­ło, a Nevadosa mogło­by nie być. Niewiele bra­ko­wa­ło, by doszło do sprze­da­ży Nicol, bab­ci og. Nevados, zanim jesz­cze uro­dzi­ła Nestię, mat­kę przy­szłe­go Mistrza Świata 7-lat­ków. Urodziwa, żeń­ska, z pięk­nym okiem i bar­dzo dobrym cha­rak­te­rem, jezd­na. Wpadła w oko Danielowi Olbrychskiemu. Pan jako hodow­ca miał co do niej inne pla­ny, cza­sem nie­zro­zu­mia­łe dla nie­ho­dow­ców. Jak to, co to za koń, że nie jest na sprze­daż? I w tym wła­śnie cza­sie Nicol nie była. I Kmicic wyje­chał z Liszkowa bez Nicol. Wspaniała intu­icja.

Miał Pan też nie­złe­go nosa do mło­dych ogie­rów, nie bał się Pan ich uży­wać. U Pana wła­śnie jako u pierw­sze­go hodow­cy w Polsce bar­dzo czę­sto rodzi­ły się źre­bię­ta po mło­dych ojcach.

Dla Pana nie­zwy­kle waż­na była tak­że uro­da koni. Jasno tłu­ma­czył to Pan wzglę­da­mi komer­cyj­ny­mi. Stąd np. wybór mło­dziut­kie­go wów­czas ogie­ra sel­le fra­nça­is Top Gun Semilly czy Leoville, czy Chelssini (ten nie­ste­ty nic po sobie nie zosta­wił). Calvadosa użył Pan, gdy ten miał 5 – 6 lat, za radą Krzysztofa Kierzka. Ogiera Top Gun Semilly użył Pan w jego pierw­szym sezo­nie sta­nów­ko­wym, tak jak hodow­cy we Francji. Jego syn Nirgun od pół­sio­stry Nestii, mat­ki Nevadosa, został uzna­ny w ubie­głym roku w Polsce po ukoń­cze­niu ZT w Bielicach.

Szkoda i żal, że nie spo­tka­my się już w Liszkowie np. z Marie-Jo z Normandii, wła­ści­ciel­ką ogie­ra Leoville, nie będzie­my śmiać się, cza­sem nawet do łez. Pamiętam, jak w jakieś let­nie popo­łu­dnie z bar­dzo poważ­ną miną zadał Pan nam pyta­nie, czy wie­my, dla­cze­go jest Pan hodow­cą i wła­ści­cie­lem naj­szczę­śliw­szych koni na świe­cie. Nikt nie wie­dział, co odpo­wie­dzieć. Dlatego – odparł Pan z szel­mow­skim uśmie­chem – że na nich nie jeż­dżę.

Sam Pan nie jeź­dził, ale mie­li­śmy to szczę­ście, że za Pana przy­zwo­le­niem i pod okiem Krzyśka Kierzka kil­ka lat jeź­dzi­li­śmy gru­pą zapa­leń­ców stwo­rzo­ną po stu­diach tre­nin­go­wych we Wrocławiu. Nie było chy­ba w tym cza­sie konia w Liszkowie, któ­ry by nie cho­dził pod sio­dłem. Hubertusów nie cho­dzi­ły wte­dy chy­ba tyl­ko mat­ki ze źre­bię­ta­mi. Szła Nicol (po Nimmrod) – bab­cia Nevadosa, Centurio S (po Grand de la Cour), Grand de la Cour, Figaro (po Nurjev) – oba w Kanadzie, Concert, Nero S, Apollo S (sprze­da­ne do Francji), szła Promesa (obec­nie pod Warszawą) – mat­ka Paoli S, bar­dzo uda­nej cór­ki po Leoville (sprze­da­na do Estonii), Roma, któ­ra z Leovillem dała tak­że obie­cu­ją­cą cór­kę – Roville S, któ­rej nie­wie­le bra­ko­wa­ło, by zosta­ła zakwa­li­fi­ko­wa­na na aukcję Fences – Elite. Na aukcji Fences zosta­ła sprze­da­na do Francji, tak jak i Agrandius S (po Grand de la Cour), któ­ry tra­fił do Irlandii, do staj­ni lady Forbes. Jeden z Pana koni został sprze­da­ny nawet na Tajwan. Granit S, po bar­dzo uda­nych star­tach pod Hubertem Kierznowskim, został sprze­da­ny do Kanady, gdzie star­tu­je w kon­kur­sach 1,40 – 1,60. Wiele osób zaczy­na­ło swo­ją przy­go­dę z koń­mi wła­śnie u Pana, w Liszkowie. Każdego gościł Pan po pro­stu pięk­nie.

Troszczenie się o innych było dla Pana czymś natu­ral­nym, oczy­wi­stym. O tym pięk­nie mówił Pana brat, ksiądz Jan, nie­ste­ty na pogrze­bie. Troska to sło­wo klucz – zarów­no w sto­sun­ku do rodzi­ny, bli­skich, pra­cow­ni­ków, jak i do zwie­rząt, nie tyl­ko koni, nie tyl­ko swo­ich. Kiedyś przy­błą­kał się na lisz­kow­skie pola pół­dzi­ki wychu­dzo­ny pies. Było dla Pana nie do pomy­śle­nia, by taka bida cho­dzi­ła głod­na. Pracownicy Liszkowa dosta­li zatem zada­nie, by go dokar­miać, wyno­sić mu jedze­nie tak dale­ko, by mógł się do nie­go zbli­żyć i jeść, sko­ro bał się podejść do gospo­dar­stwa.

Osierocił Pan nie tyl­ko swo­je dzie­ci, wie­lu oso­bom bar­dzo Pana bra­ku­je. Całe Liszkowo jest teraz jak dziec­ko bez rodzi­ca.

Mam nadzie­ję, że ten list dotrze do Pana pięk­ne­go, zie­lo­ne­go nie­ba i że razem z konia­rza­mi, któ­rzy w tym roku nas opu­ści­li, jest Wam tam dobrze. Bo nam tutaj żal, ogrom­na szko­da i tęsk­no­ta za Wami i za tym, co już się nie będzie mogło wyda­rzyć, bez Was. Mam też nadzie­ję, że z tej nie­biań­skiej per­spek­ty­wy będzie Pan oglą­dał i Nevadosa w mar­cu przed komi­sją księ­gi BWP, i bar­dzo ocze­ki­wa­ne źre­bię­ta na wio­snę, m.in. po Cornet Obolensky, od peł­nej sio­stry Nevadosa i od jego mat­ki.

Według ks. Jana Twardowskiego wszyst­ko tak będzie jak ma być, choć cza­sem trud­no to zro­zu­mieć.

Więcej w Kronika

Na górę