Connect with us

Hodowca i Jeździec

Koński kod DNA w świe­cie telewizji

Konie i media

Koński kod DNA w świe­cie telewizji

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Po latach posu­chy, kie­dy to konie i sport jeź­dziec­ki poka­zy­wa­no w tele­wi­zji dość spo­ra­dycz­nie, nagle rok 2009 oka­zał się nie­sły­cha­nie szczę­śli­wy. Trudno powie­dzieć, co wywo­ła­ło ów pozy­tyw­ny ruch w inte­re­sie - chwi­lo­wa moda, sta­ły wzrost popu­lar­no­ści czy fakt coraz więk­szych środ­ków finan­so­wych zaan­ga­żo­wa­nych w hip­pi­kę - nie­mniej przy­by­ło sta­cji tele­wi­zyj­nych, któ­re uwzględ­ni­ły nasz tar­get. Między inny­mi Canal+ zna­lazł miej­sce w swej ramów­ce na cyklicz­ny pro­gram dedy­ko­wa­ny fanom jeź­dziec­twa. O obec­no­ści koni w świe­cie tele­wi­zji mówi Bertrand Le Guern, pre­zes spół­ki Canal+ Cyfrowy.

HiJ: Od czerw­ca 2009 Canal+ dołą­czył do wąskie­go gro­na sta­cji tele­wi­zyj­nych chcą­cych poka­zy­wać konie. Eksperyment?
Bertrand Le Guern: Absolutnie to nie przy­pa­dek. Bynajmniej, nie pla­nu­je­my dzia­ła­nia w danym kie­run­ku przez kil­ka mie­się­cy tyl­ko dla ewen­tu­al­nych son­da­ży. Nie musi­my ner­wo­wo „macać” tere­nu, bo od daw­na nosi­li­śmy się z zamia­rem wej­ścia w spor­ty kon­ne. O tym, że poważ­nie trak­tu­je­my temat, nie­chaj świad­czy fakt, iż konie uwzględ­nio­ne są w ramów­ce Canal+ do sierp­nia 2011 roku. Co wię­cej, już pla­nu­je­my naby­cie praw do poka­zy­wa­nia okre­ślo­nych imprez jeź­dziec­kich na dłu­żej, więc… Natomiast swe­go rodza­ju eks­pe­ry­men­tem jest dla nas pro­ces budo­wa­nia oglą­dal­no­ści, gdyż nie wystar­czy kupić i mieć, spo­cząć na lau­rach. Dlatego przed nami zde­cy­do­wa­nie dłu­go­fa­lo­we pla­no­wa­nie i fak­ty, budo­wa­nie świa­do­mo­ści odbior­ców, że nada­je­my coś bli­skie­go ich sercom.

Czy jeź­dziec­two w odczu­ciu eks­per­tów Canal+ - rady pro­gra­mo­wej - ma więk­szą siłę prze­bi­cia wśród pol­skiej widow­ni niż np. koszykówka?
Koszykówka ma aku­rat swo­je moc­ne miej­sce w naszej ofer­cie, więc odpo­wiem jed­no­znacz­nie - nie! Natomiast od daw­na szu­ka­li­śmy nowe­go pola „spor­to­wej aktyw­no­ści”. Musiało ono odpo­wia­dać trzem fun­da­men­tal­nym kry­te­riom. Po pierw­sze - sport pre­mium - czy­li atrak­cyj­ny do poka­zy­wa­nia, gwa­ran­tu­ją­cy efek­tow­ną trans­mi­sję. Po dru­gie - dys­cy­pli­na, któ­ra zapew­nia cyklicz­ność roz­gry­wek i pozwa­la stop­nio­wo pod­wyż­szać tem­pe­ra­tu­rę rywa­li­za­cji. A po trze­cie - ele­ment pol­sko­ści, czy­li przy­wią­za­nia do tra­dy­cji, w tym wypad­ku do koń­skiej tra­dy­cji w pol­skim spo­łe­czeń­stwie. Oczywiście wszyst­ko po, to aby była duża gru­pa kon­su­men­tów na nasz produkt.

Dlaczego zaku­pi­li­ście pra­wa licen­cyj­ne aku­rat do cyklu roz­gry­wek Pucharu Narodów i Pucharu Świata w sko­kach, a nie ligi rodeo i western?
Chcemy poka­zy­wać sport zapie­ra­ją­cy dech w pier­siach i w mia­rę zna­ny pol­skie­mu odbior­cy. Skoro nie ist­nie­je tutaj jesz­cze na sze­ro­ką ska­lę rodeo i western, to odpo­wiedź jest pro­sta - sko­ki przez prze­szko­dy funk­cjo­nu­ją w ogól­nej świa­do­mo­ści spo­łecz­nej. Dlatego jeśli poszcze­gól­ne kadry z zawo­dów sko­ko­wych zosta­ną z nale­ży­tą sta­ran­no­ścią dobra­ne, z tro­ską o final­ny este­tycz­ny efekt na widzu wyse­lek­cjo­no­wa­ne, wyko­rzy­stu­jąc dobro­dziej­stwa tech­no­lo­gii HD, to bli­żej nam do biz­ne­so­we­go suk­ce­su. Ponadto, prze­cięt­ne­mu obser­wa­to­ro­wi łatwiej zro­zu­mieć, o co cho­dzi w sko­kach, niż w wester­nie czy ujeż­dże­niu. Zamiast zupeł­nie obiek­tyw­nych kom­pli­ka­cji, jakie mamy na przy­kład w spo­rcie typu łyż­wiar­stwo figu­ro­we, gdzie świa­do­my odbiór zawę­żo­ny jest tyl­ko do ludzi, któ­rzy się na tym zna­ją, sko­ki są bar­dzo czy­tel­ne - zrzu­cił, nie zrzu­cił, zmie­ścił się w nor­mie cza­su lub zamknął foto­ko­mór­kę na linii mety wcze­śniej niż inni rywa­le… Nie trze­ba Bóg wie jak się na sko­kach znać, żeby móc spę­dzić przed tele­wi­zo­rem parę miłych chwil.

Trudna inwe­sty­cja?
Na razie poziom ryzy­ka finan­so­we­go nie jest zbyt wiel­ki. Koszt zaku­pu licen­cji na pol­skie tery­to­rium był ade­kwat­ny do dotych­cza­so­wej obec­no­ści jeź­dziec­twa w mediach, czy­li sto­sun­ko­wo skrom­ny. To pozwo­li­ło nam na szyb­ką decy­zję. Inaczej spra­wa by wyglą­da­ła, gdy­by na podo­bień­stwo Formuły 1 pol­skie jeź­dziec­two mia­ło swo­je­go Roberta Kubicę. Przecież TV4 przed laty, gdy temat wyści­gów samo­cho­do­wych był w Polsce abso­lut­nie dzie­wi­czy, kupo­wał licen­cję za gro­sze, a teraz ile pła­ci Polsat… ?! Modę na F1 wytwo­rzył szczę­śli­wy zbieg oko­licz­no­ści. Może i z koń­mi będzie podob­nie, sko­ro rysu­je się szan­sa wej­ścia pol­skiej repre­zen­ta­cji do Superligi. Chcemy nawet zro­bić z tre­ne­rem Rudigerem Wasibauerem kon­fe­ren­cję pra­so­wą poświę­co­ną temu histo­rycz­ne­mu wyda­rze­niu. Od cza­sów Jana Kowalczyka nie było chy­ba lep­sze­go pre­tek­stu, aby mówić o jeździectwie.

Intuicyjnie posta­wi­li­ście na sport jeź­dziec­ki przez duże „S”, czy­li wyczyn z naj­wyż­szej pół­ki. Do kogo pró­bu­je­cie tra­fić ze swo­ją ofer­tą programową?
W chwi­li obec­nej mamy pra­wie 1.5 milio­na klien­tów, więc pró­bu­je­my spro­stać ich sze­ro­kiej gamie potrzeb. Są wśród nich miło­śni­cy pił­ki noż­nej, teni­sa czy żeglar­stwa itp. Wreszcie sym­pa­ty­cy pro­gra­mów przy­rod­ni­czych, kuli­nar­nych tudzież kul­tu­ral­nych. To jest nasza widow­nia, któ­rej gusta pra­gnie­my zaspo­ko­ić, tak­że na nowy sport typu jeź­dziec­two. Teraz potrze­bu­je­my cza­su, żeby nowa pozy­cja pro­gra­mo­wa okrze­pła na ante­nie, czy­li pra­gnie­my przy­zwy­cza­ić klien­ta do fak­tu, iż zawsze tego same­go dnia o tej samej porze na 100% obej­rzy u nas konie.

Jeśli to nie tajem­ni­ca, pro­szę powie­dzieć o wyni­kach ponad pół­rocz­nych już dzia­łań emi­syj­nych - jak się kształ­tu­ją słup­ki oglą­dal­no­ści audy­cji jeź­dziec­kich w Canal+?
Daleko nam do rezo­nan­su, jaki daje fla­go­wy mecz ligo­wy, kie­dy docho­dzi­my nawet do 250 000 włą­czo­nych odbior­ni­ków - czy­li ok. 25% wszyst­kich klien­tów Canal+. Natomiast wyni­ki jeź­dziec­twa waha­ją się na razie na pozio­mie 2 - 5%, co jest dla nas abso­lut­nie akcep­to­wal­ne. Dobra ofer­ta pro­gra­mo­wa pole­ga m.in. na umie­jęt­nym balan­so­wa­niu pomię­dzy maso­wo pożą­da­nym kiczem a ambit­ną sztu­ką, na pozy­cjo­no­wa­niu danej audy­cji w ramów­ce, wresz­cie na umie­jęt­nej opra­wie mar­ke­tin­go­wej i pobu­dza­niu kon­sump­cji. Trzeba pró­bo­wać się zestro­ić z ocze­ki­wa­nia­mi ryn­ku na dany pro­dukt, któ­ry w naszym przy­pad­ku zawie­ra sza­le­nie zróż­ni­co­wa­ną i boga­tą pro­po­zy­cję spor­to­wą. Dzisiaj jeź­dziec­two w Canal+ oglą­da śred­nio ok. 50 000 widzów. Kto wie, czy za spra­wą wej­ścia Polaków do Superligi nie osią­gnie­my 10%. Pożyjemy - zobaczymy.

Jaki to ma poten­cjał rekla­mo­wy - poja­wił się nowy klient?
Trochę ina­czej defi­niu­je­my nasz pro­dukt. Nie mamy i nawet nie pla­nu­je­my mieć jako tele­wi­zja kodo­wa­na tylu reklam co inni emi­ten­ci otwar­tych pasm. Stąd poten­cjal­ny rekla­mo­daw­ca jest dla Canal+ raczej part­ne­rem niż klien­tem, czy­li jego obec­ność wize­run­ko­wa przy kon­kret­nej pozy­cji pro­gra­mo­wej musi być czymś eli­tar­nym, czy­taj nobi­li­tu­ją­cym. Na podo­bień­stwo wie­lo­let­niej współ­pra­cy wokół jeź­dziec­twa Eurosportu via FEI z mar­ką Volvo, Samsung czy Rolex. Właśnie w tym kie­run­ku chce­my iść, ale nie z mar­szu - naj­pierw moc­ne usa­dze­nie pro­duk­tu w ramów­ce i upew­nie­nie się, że potra­fi­my efek­tow­nie poka­zy­wać ten sport. Wówczas moż­na w spo­sób odpo­wie­dzial­ny szu­kać finan­so­wych sprzymierzeńców.

Jest Pan sym­pa­ty­kiem spor­tów kon­nych, ale nade wszyst­ko czło­wie­kiem mediów; wobec powyż­sze­go czy i na ile tele­wi­zja kształtuje/wpływa na zmia­ny realiów? Idealna impre­za jeź­dziec­ka a trans­mi­sja tele­wi­zyj­na - kto dla kogo i po co, czy­li koniecz­ność zmian… spor­tu pod kątem mediów?
Prawdą jest, że ile­kroć wcho­dzi­my w sport, wszyst­ko jed­no któ­ry, mamy bar­dzo twar­de żąda­nia, bowiem każ­da minu­ta trans­mi­sji kosz­tu­je kro­cie. Więc jeśli trans­mi­sja jest na żywo - na przy­kład jak z ostat­nich mistrzostw Polski w sko­kach przez prze­szko­dy w Warce - nie ma pra­wa być nawet 1 minu­ty opóź­nie­nia. To uczy żela­znej dys­cy­pli­ny, cze­mu nikt, kto chce mieć rela­cję tele­wi­zyj­ną, się nie sprze­ci­wia, a korzyść mają wszy­scy - począw­szy od orga­ni­za­to­ra i spon­so­rów, po spor­tow­ców i publikę.

Proszę o radę - jak orga­ni­za­to­rzy powin­ni przy­go­to­wy­wać impre­zy, aby były one atrak­cyj­ne dla poten­cjal­ne­go nadaw­cy telewizyjnego?
Telewizja nie cier­pi przy­dłu­gich spek­ta­kli. Coraz czę­ściej tyl­ko dyna­micz­ny prze­kaz się bro­ni. Im więk­szym wyzwa­niem dla kame­ry i ope­ra­to­ra „nadą­że­nie za obra­zem”, tym final­ny efekt wdzięcz­niej­szy. Ponadto koniecz­na - wpi­sa­na w DNA potrzeb trans­mi­sji tele­wi­zyj­nej - ewi­dent­na żywa dra­ma­tur­gia i peł­na eks­pre­sji opra­wa este­tycz­na. Nie ma nic gor­sze­go dla wido­wisk spor­to­wych niż sta­tycz­ny kadr. Zatem, jeśli mogę coś pora­dzić, to nie dopusz­czać do kon­kur­sów, w któ­rych leci na jed­no kopy­to 150 koni. Wówczas nuda odstra­sza nawet naj­za­go­rzal­szych fanów, a co dopie­ro bez­względ­ną i wybred­ną tele­wi­zję. Przecież nikt nie pra­gnie być obna­żo­nym, tyl­ko pokazanym…

Przejdźmy do wąt­ku oso­bi­ste­go - skąd u Pana zami­ło­wa­nie do koni?
Pierwszy raz doświad­czy­łem koni we Francji, gdy mia­łem 10 lat. Mama wysła­ła nas z sio­strą do Normandii na dwu­ty­go­dnio­wy obóz typu waka­cje w sio­dle i połkną­łem bak­cy­la. Żadnych tra­dy­cji rodzin­nych nie było, a jed­nak obo­je zaskoczyliśmy.

Jaki wpływ na losy Pana koń­skiej przy­go­dy ma oso­ba Andrzeja Orłosia?
Olbrzymie. To jest wyjąt­ko­wy czło­wiek; mie­szan­ka cha­ry­zmy, wiel­kie­go doświad­cze­nia i nie­spo­ty­ka­nej poko­ry. Tylko te cechy już wystar­cza­ły, żeby mi impo­no­wał. Każda roz­mo­wa z nim sta­no­wi cie­ka­wą i inspi­ru­ją­cą przy­go­dę. I mimo zna­czą­cej róż­ni­cy wie­ku doszli­śmy do obo­pól­nej, peł­nej sza­cun­ku zaży­łej przy­jaź­ni. Absolutnie uwiel­biam Andrzeja…

Stadnina koni na Mazurach. Przypadek czy świa­do­my wybór?
Wyłącznie moja ini­cja­ty­wa. Razu pew­ne­go przy­sze­dłem do Andrzeja, jesz­cze za cza­sów kie­dy sze­fo­wał w SK Kadyny i zapro­po­no­wa­łem, zna­jąc już wte­dy jego bez­gra­nicz­ne zaan­ga­żo­wa­nie oraz rzad­ko spo­ty­ka­ne kom­pe­ten­cje, że sfi­nan­su­ję zakup i koszt utrzy­ma­nia dowol­ne­go repro­duk­to­ra, któ­re­go on wybie­rze. Jedyny waru­nek - chcia­łem raz do roku dostać jed­ne­go potom­ka po moim ogie­rze. Tym spo­so­bem SK Rzeczna, gdzie póź­niej prze­nie­sio­no Andrzeja, uzy­ska­ła z cza­sem bar­dzo przy­zwo­ity mate­riał gene­tycz­ny. Wystarczy wspo­mnieć, że nasz pierw­szy „wspól­ny” koń o imie­niu Barasz jest ojcem aż trzech zna­ko­mi­tych kla­czy - zwy­cięz­ców Derby we Wrocławiu. To zna­czy, że moje zaan­ga­żo­wa­nie i facho­wość Orłosia zagra­ły, więc po kil­ku latach, widząc znu­że­nie mistrza realia­mi hodow­li pań­stwo­wej, zło­ży­łem kolej­ną pro­po­zy­cję - zało­że­nia eli­tar­nej pry­wat­nej stad­ni­ny. Następnie zaję­ło nam 2 lata zna­le­zie­nie miej­sca i zbu­do­wa­nie mode­lu wspól­ne­go funk­cjo­no­wa­nia. Tak wylą­do­wa­li­śmy w Januszewie, pomię­dzy Iławą a Suszem. Przepiękne tere­ny, łąki, lasy, woda, po pro­stu do zako­cha­nia - wszyst­ko, co potrzeb­ne, a nawet wię­cej niż potrze­ba, żeby z suk­ce­sem hodo­wać i tre­no­wać konie.

Czy będzie Pan chciał poka­zy­wać swo­je konie w sporcie?
Zdecydowanie tak. Sport jest jed­nym z celów.

Kierunek hodow­la­ny - w czym chce­cie się specjalizować?
Powiem tak - mam nadzie­ję, że z 30 matek rasy SP, któ­ry­mi na chwi­lę obec­ną dys­po­nu­je­my, za 15 lat na mię­dzy­na­ro­do­wych hipo­dro­mach będzie repre­zen­to­wał moją stad­ni­nę choć jeden wybit­ny sko­czek. Nastawiłem się na sko­ki i zamie­rzam tak stop­nio­wo selek­cjo­no­wać mate­riał, aby z cza­sem osią­gnąć cel. Nawet myślę o zaku­pie kil­ku kla­czy rasy SF, bowiem wyni­ki mówią same za sie­bie - na 100 naj­wy­żej skla­sy­fi­ko­wa­nych koni sko­ko­wych aż 30% ma rodo­wo­dy SF. A ja pra­gnę zła­pać marzenie…

Czyli może się tak zda­rzyć, że Pana konie zoba­czy­my kie­dyś w telewizji?
Żywię taką cichą nadzieję…

Tak czy ina­czej w imie­niu śro­do­wi­ska pol­skich konia­rzy dzię­ku­ję za przy­chyl­ność dla jeź­dziec­twa kie­ro­wa­nej przez Pana stacji.
Cała przy­jem­ność po mojej stro­nie, choć nie wdzięcz­ność pol­skich konia­rzy mną kie­ro­wa­ła. Konie to tak­że moje hob­by. Ponadto hoł­du­ję zasa­dzie „busi­ness & ple­asu­re”, zatem jeśli coś w sen­sie eko­no­micz­nym się bro­ni, a jed­no­cze­śnie słu­ży ogól­ne­mu pożyt­ko­wi - przy­kła­do­wo lep­szej eks­po­zy­cji spor­tu jeź­dziec­kie­go w mediach - to może­my mówić o peł­ni szczęścia.

Więcej w Konie i media

Na górę