Connect with us

Fizjologia kla­czy, cz. 2 - Ciąża i poród

Zdrowie i weterynaria

Fizjologia kla­czy, cz. 2 - Ciąża i poród

lek. wet. Grzegorz Majewski

We wcze­snych sta­diach roz­wo­ju zarod­ki wszyst­kich krę­gow­ców są bar­dzo do sie­bie podob­ne i dopó­ki nie moż­na ich odróż­nić, to okres ten nazy­wa­my zarod­ko­wym czy­li embrio­nal­nym. W mia­rę upły­wu cza­su zarod­ki przy­bie­ra­ją kształ­ty przy­na­leż­ne swe­mu gatun­ko­wi i sta­ją się pło­da­mi. U koni ma to miej­sce w 3 mie­sią­cu cią­ży. Płód ma wte­dy oko­ło 12 cm dłu­go­ści i wyglą­da jak mały konik. Widać nawet czy jest to klacz­ka czy ogie­rek. Rozpoczyna się okres pło­do­wy, któ­ry koń­czy się porodem.

Ciąża u kla­czy trwa 340 ą 20 dni. Długość koń­skie­go zarod­ka, a potem pło­du mie­rzo­na od poty­li­cy do nasa­dy ogo­na wzra­sta według wzo­ru: mie­siąc cią­ży x (mie­siąc cią­ży + 1) = dłu­gość w cm i tak:

  • 2 m-c x (2+1) = 6 cm
  • 3 m-c x (3+1) = 12 cm
  • 9 m-c x (9+1) = 90 cm
  • 10 m-c x (10+1) = 110 cm

Jak widać wzrost pło­du nabie­ra przy­śpie­sze­nia pod koniec cią­ży a waga jaką osią­ga przed poro­dem, to nie­raz 10% cię­ża­ru kla­czy. Do tego docho­dzi cię­żar błon i wód pło­do­wych rów­ny oko­ło 1/3 wagi płodu.

Koniec cią­ży to zara­zem począ­tek lak­ta­cji, czy­li pro­duk­cji mle­ka, nawet do 3% wagi kla­czy dzien­nie w szczy­to­wym jej okre­sie, tj. w 6 - 8 tygo­dniu po wyźre­bie­niu. Koniec lak­ta­cji to nie­jed­no­krot­nie pół­me­tek następ­nej cią­ży. Piszę to aby uświa­do­mić Szanownym Czytelnikom jak wiel­kim wysił­kiem dla kla­czy jest rodze­nie i odcho­wy­wa­nie źre­biąt, zwłasz­cza co roku.

Wróćmy do 3 mie­sią­ca cią­ży, kie­dy to koń­czy się okres embrio­nal­ny. Do tego cza­su zanu­rzo­ny w pły­nie, oto­czo­ny bło­na­mi zaro­dek był luź­no połą­czo­ny z maci­cą. Błony te zwa­ne począt­ko­wo otocz­ka­mi jajo­wy­mi zapew­nia­ły zarod­ko­wi z jed­nej stro­ny izo­la­cję a z dru­giej kon­takt ze śro­do­wi­skiem maci­cy. Dzięki nim na dro­dze osmo­zy nastę­po­wa­ło odży­wia­nie wydzie­li­ną gru­czo­łów endo­me­trial­nych tzw. mlecz­kiem macicz­nym. Ten spo­sób przyj­mo­wa­nia pokar­mów - odży­wia­nie histio­tro­po­we, sta­je się z cza­sem nie­wy­star­cza­ją­ce i musi być zastą­pio­ne odży­wia­niem hema­to­tro­po­wym - za pośred­nic­twem naczyń krwio­no­śnych. Do tego potrzeb­ne jest łoży­sko (pla­cen­ta), któ­re powsta­je z połą­cze­nia błon pło­do­wych z czę­ścią wewnętrz­ną maci­cy - endo­me­trium. U koni pro­ces powsta­wa­nia łoży­ska trwa sto­sun­ko­wo dłu­go, bo do trze­cie­go mie­sią­ca cią­ży. Stąd moż­li­wość jej utra­ty w tym okre­sie jest więk­sza niż u innych gatun­ków zwierząt.

Błona, któ­ra bez­po­śred­nio ota­cza płód to owod­nia, a prze­strzeń mię­dzy nią a pło­dem to jama owo­dnio­wa wypeł­nio­na pły­nem, w któ­rym pły­wa źre­bię. Całość oto­czo­na jest kolej­ną bło­ną o podwój­nych ścia­nach - jest to omocz­nia. Jej wewnętrz­na część zra­sta się z owod­nią, a zewnętrz­na z kosmów­ką (naj­bar­dziej na zewnątrz leżą­ca bło­na pło­do­wa). Przestrzeń mię­dzy nimi to jama omocz­nio­wa, wypeł­nio­na pły­nem omocz­nio­wym. Część pro­duk­tów prze­mia­ny mate­rii prze­do­sta­je się przez łoży­sko do krwio­obie­gu mat­ki, część nato­miast, przez prze­wód zwa­ny moczow­ni­kiem, do jamy omocz­nio­wej, któ­ra speł­nia rolę pęche­rza moczo­we­go, a płyn omocz­nio­wy to mocz płodu.

Oba pły­ny: owo­dnio­wy i omocz­nio­wy oddzie­lo­ne od sie­bie bło­ną owo­dnio­wą i zro­śnię­tą z nią zewnętrz­ną czę­ścią bło­ny omocz­nio­wej róż­nią się skła­dem i sta­no­wią wody pło­do­we, któ­re pozwa­la­ją pło­do­wi na ruchy, amor­ty­zu­ją wstrzą­sy i uła­twia­ją poród. Błona zewnętrz­na - kosmów­ka łączy się za pomo­cą licz­nych wypu­stek (kosm­ków) z bło­ną ślu­zo­wą maci­cy (endo­me­trium) na całej swej powierzch­ni wypeł­nia­jąc swym fał­dem tak­że nie­cię­żar­ny róg maci­cy. Łożysko utwo­rzo­ne z całej powierzch­ni kosmów­ki i endo­me­trium nazy­wa się roz­pro­szo­nym i jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla koni i innych nie­pa­rzy­sto­ko­pyt­nych oraz świń. Dla porów­na­nia prze­żu­wa­cze mają łoży­sko wie­lo­krot­ne, mię­so­żer­ne poprę­go­we, a gry­zo­nie i naczel­ne (w tym czło­wiek) tar­czo­we. To podział z uwa­gi na kształt, lecz dużo waż­niej­szym jest podział uwzględ­nia­ją­cy spo­sób połą­cze­nia czę­ści pło­do­wej (kosmów­ka) z czę­ścią mat­czy­ną (endo­me­trium) łoży­ska. W zasa­dzie powin­no się powie­dzieć oddzie­le­nia czę­ści mat­czy­nej od pło­do­wej, bowiem cho­dzi o tzw. barie­rę łoży­sko­wą, czy­li ilość warstw komó­rek oddzie­la­ją­cych krwio­bieg mat­ki od krwio­bie­gu pło­du. Najwięcej tych warstw jest m.in. u konio­wa­tych i innych kopyt­nych, naj­mniej u gry­zo­ni i naczel­nych (w tym czło­wie­ka), u któ­rych łoży­sko nosi nazwę inwa­zyj­ne­go. W żad­nym jed­nak przy­pad­ku nie docho­dzi do mie­sza­nia się krwi pło­du z krwią mat­ki. Między naczy­nia­mi wło­so­wa­ty­mi czę­ści pło­do­wej i mat­czy­nej, któ­re przy­le­ga­ją do sie­bie, oddzie­lo­ne tyl­ko barie­rą łoży­sko­wą docho­dzi do wymia­ny sub­stan­cji odżyw­czych, pro­duk­tów prze­mia­ny mate­rii, gazów, soli mine­ral­nych, hor­mo­nów (tak­że tok­syn). Łożysko kla­czy jest „nie­prze­pusz­czal­ne” dla immu­no­glo­bin, czy­li prze­ciw­ciał dają­cych nowo­rod­ko­wi odpor­ność bier­ną na wszel­kie zaraz­ki, z któ­ry­mi może się zetknąć po naro­dze­niu. Immunoglobiny te gro­ma­dzą się w gru­czo­le mle­ko­wym już na kil­ka tygo­dni przed poro­dem i źre­bię otrzy­mu­je je wraz z sia­rą. Siara (colo­strum) jest to mle­ko wydzie­la­ne przez pierw­sze 48 godzin. Różni się ono od mle­ka póź­niej­sze­go tym, że ma wię­cej bia­łek i soli mine­ral­nych, jest przez to cięż­sze i sło­ne. Immunoglobuliny to biał­ka, któ­re nor­mal­nie w prze­wo­dzie pokar­mo­wym ule­ga­ją stra­wie­niu tj. enzy­ma­tycz­ne­mu roz­kła­do­wi na ami­no­kwa­sy i wchło­nię­ciu. Jednakże w pierw­szych godzi­nach życia nowo­rod­ka enzy­my pro­te­oli­tycz­ne (tra­wią­ce biał­ka) jesz­cze nie funk­cjo­nu­ją, a nabło­nek jeli­to­wy może je wchło­nąć w posta­ci nie­zmie­nio­nej na dro­dze pino­cy­to­zy. Dlatego waż­ne aby źre­bię napi­ło się sia­ry zaraz po przyj­ściu na świat.

Przeciwciała (immu­no­glo­bu­li­ny) powsta­ją w orga­ni­zmie po wnik­nię­ciu do nie­go drob­no­ustro­jów i są prze­ciw­ko nim skie­ro­wa­ne. Często są one bar­dzo spe­cy­ficz­ne i dzia­ła­ją na okre­ślo­ny zara­zek. Dlatego też nie powin­no się zmie­niać śro­do­wi­ska kla­czy cię­żar­nej, a jeśli to robi­my, np. prze­pro­wa­dza­my do bok­su poro­do­we­go to mini­mum 3 - 4 tygo­dnie przed poro­dem aby zdą­ży­ły się wytwo­rzyć prze­ciw­cia­ła spe­cy­ficz­ne dla drob­no­ustro­jów wystę­pu­ją­cych w kon­kret­nym środowisku.

Z łoży­skiem płód połą­czo­ny jest pępo­wi­ną, w któ­rej znaj­du­ją się naczy­nia krwio­no­śne dwie tęt­ni­ce i żyła oraz wspo­mnia­ny już moczow­nik. Żyłą pęp­ko­wą pły­nie z łoży­ska do pło­du krew boga­ta w tlen i sub­stan­cje odżyw­cze, tęt­ni­ca­mi zaś wra­ca do łoży­ska nasy­co­na dwu­tlen­kiem węgla z dużą zawar­to­ścią pro­duk­tów prze­mia­ny mate­rii. Krew utle­no­wa­na tęt­ni­cza pły­nie żyłą pęp­ko­wą, a żyl­na tęt­ni­ca­mi. Łożysko speł­nia rolę płuc, jelit i czę­ścio­wo nerek. W krwio­bie­gu pło­du krew żyl­na mie­sza się z tęt­ni­czą gdyż komo­ry ser­ca oraz aor­ta i tęt­ni­ca płuc­na są ze sobą połą­czo­ne. Dzieje się tak do cza­su kie­dy płu­ca zaczną funk­cjo­no­wać czy­li do pierw­sze­go wdechu.

Zanim to nastą­pi klacz musi odbyć cięż­ką pra­cę, jaką jest poród. Choć jego obja­wy zwia­stu­no­we nastę­pu­ją już na dłu­go przed nim, to i tak jego ter­mi­nem klacz naj­czę­ściej nas zaska­ku­je wybie­ra­jąc naj­bar­dziej dogod­ny dla sie­bie moment, prze­waż­nie kie­dy niko­go nie ma w staj­ni. Ogromną rolę w utrzy­ma­niu cią­ży, a następ­nie w roz­po­czę­ciu i prze­bie­gu poro­du jak i w przy­go­to­wa­niu gru­czo­łu mle­ko­we­go do lak­ta­cji odgry­wa­ją hor­mo­ny. Produkowane są one w cza­sie cią­ży zarów­no przez płód jak przez mat­kę oraz wspól­nie w łoży­sku z pół­pro­duk­tów dostar­cza­nych z obu stron. Jeszcze w okre­sie zarod­ko­wym w bło­nie ślu­zo­wej maci­cy two­rzą się kub­ki endo­me­trial­ne, któ­re pro­du­ku­ją hor­mon gona­do­tro­po­wy, tzn. dzia­ła­ją­cy na gona­dy, w tym wypad­ku jaj­ni­ki. Pobudza je on do two­rze­nia się na nich pęche­rzy­ków (mogą nawet wystą­pić obja­wy rujo­we), któ­re prze­kształ­ca­ją się w ciał­ka żół­te dodat­ko­we pro­du­ku­ją­ce pro­ge­ste­ron - hor­mon, któ­ry m.in. poprzez obni­że­nie pro­gu wraż­li­wo­ści mię­śniów­ki maci­cy na bodź­ce powo­du­ją­ce jej kur­cze­nie się jest odpo­wie­dzial­ny za utrzy­ma­nie cią­ży. Hormon ten zwa­ny gona­do­tro­pi­ną suro­wi­cy źreb­nej kla­czy PMSG (ang. pre­gnant mare serum gona­do­tro­pin), stwier­dza się we krwi kla­czy mię­dzy 40 a 120 dniem po zapłod­nie­niu. Możliwe jest to za pomo­cą pro­ste­go i szyb­kie­go testu immu­no­lo­gicz­ne­go, któ­ry moż­na prze­pro­wa­dzić w tere­nie jako pró­bę cią­żo­wą. Należy jed­nak pamię­tać, że hor­mon ten pro­du­ku­je maci­ca nawet po reduk­cji zarod­ka i wynik bada­nia na cią­żę będzie wte­dy fał­szy­wie dodat­ni. U kobiet w cią­ży tak­że prze­pro­wa­dza się immu­no­lo­gicz­ny test cią­żo­wy na obec­ność gona­do­tro­pi­ny ale jest o wie­le łatwiej­szy do wyko­na­nia, bowiem hor­mon ten u kobiet wystę­pu­je w moczu. Nie potrze­ba więc pobie­rać krwi i pro­du­ko­wa­ny jest przez łoży­sko co wyklu­cza wynik fał­szy­wie dodat­ni spo­wo­do­wa­ny ronieniem.

O PMSG nale­ży pamię­tać chcąc usu­nąć nie­po­żą­da­ną cią­żę bliź­nia­czą. Najlepiej zro­bić to przed 40 dniem cią­ży, zanim roz­pocz­nie się jego pro­duk­cja, któ­ra unie­moż­li­wi zaj­ście w cią­żę przez następ­ne dwa mie­sią­ce. Można więc stra­cić sezon (klacz nie wej­dzie w nor­mal­ny cykl rujo­wy). Kiedy endo­me­trium prze­sta­je wytwa­rzać PMSG, jaj­ni­ki nie są już sty­mu­lo­wa­ne, funk­cje wewnątrz­wy­dziel­ni­cze przej­mu­je łoży­sko. Klacz może dono­sić cią­żę nawet po usu­nię­ciu jaj­ni­ków. Powstające w łoży­sku hor­mo­ny ste­ry­do­we: pro­ge­ste­ron i estro­ge­ny pozo­sta­ją w rów­no­wa­dze dla­te­go ich prze­ciw­staw­ne dzia­ła­nie jest niwelowane.

W okre­sie oko­ło­po­ro­do­wym ste­ry­dy te są prze­twa­rza­ne w nad­ner­czach pło­du w kor­ty­ko­ste­ry­dy, któ­re z kolei powo­du­ją obni­że­nie pro­duk­cji pro­ge­ste­ro­nu. Spadek jego pozio­mu uwraż­li­wia maci­cę na kur­czą­ce dzia­ła­nie oksy­to­cy­ny. Oksytocyna jest neu­ro­hor­mo­nem przed­nie­go pła­ta przy­sad­ki. Hormonem, bo osią­ga narząd doce­lo­wy dro­gą krwi, a neu­ro-, bo do jej uwol­nie­nia potrzeb­ny jest bodziec ner­wo­wy. Stąd moż­li­wość, oczy­wi­ście do pew­ne­go stop­nia, nad roz­po­czę­ciem porodu.

Pod koniec cią­ży źre­bię uło­żo­ne jest w maci­cy w posta­wie dol­nej z zagię­ty­mi koń­czy­na­mi i głów­ką. Przed poro­dem nastę­pu­je zmia­na posta­wy na gór­ną, przed­nie koń­czy­ny wypro­sto­wu­ją się a głów­ka ukła­da się na nich. Powoduje to podraż­nie­nie splo­tów ner­wo­wych oko­li­cy szyj­ki maci­cy, co powo­du­je, na dro­dze odru­chu ner­wo­we­go, uwol­nie­nie oksy­to­cy­ny, któ­ra wywo­łu­je skur­cze maci­cy (uczu­lo­nej spad­kiem pozio­mu pro­ge­ste­ro­nu). Duża ilość estro­ge­nów, któ­re od poło­wy cią­ży pro­du­ko­wa­ne są w łoży­sku i stwier­dza­ne w moczu, dodat­ko­wo uwraż­li­wia maci­cę na oksy­to­cy­nę. Pod koniec cią­ży ich ilość gwał­tow­nie wzra­sta i to za ich przy­czy­ną nastę­pu­je przy­go­to­wa­nie dróg rod­nych, „roz­pulch­nie­nie” błon ślu­zo­wych pochwy i sro­mu, roz­luź­nie­nie wię­za­deł mied­ni­cy i powięk­sze­nie gru­czo­łu mle­ko­we­go. Zmiany te widocz­ne są nie­raz na kil­ka tygo­dni przed poro­dem jako obja­wy zwia­stu­no­we poro­du. Nie moż­na jed­nak na ich pod­sta­wie okre­ślić kie­dy to nastą­pi. Precyzyjną meto­dą jest ozna­cze­nie pozio­mu sodu i pota­su, któ­rych stę­że­nia zmie­nia­ją się w wydzie­li­nie przed­sia­ro­wej 48 godzin przed poro­dem, a zwłasz­cza wap­nia, któ­re­go poziom wzra­sta pię­cio­krot­nie na 24 godzi­ny przed poro­dem i co moż­li­we jest do wyko­na­nia w staj­ni (test bibułowy).

Skurcze maci­cy wywo­łu­ją ból, na któ­ry sami­ca reagu­je skur­cza­mi mię­śni brzu­cha i prze­po­ny (tłocz­nia brzusz­na) co uła­twia wypar­cie pło­du. Pierwsza pęka zewnętrz­na bło­na pło­do­wa czy­li kosmów­ko - omocz­nia i z jamy omocz­nio­wej wyle­wa się płyn omocz­nio­wy żół­to - brą­zo­wej bar­wy. Jest to „odej­ście wód pło­do­wych”. Pęcherz poka­zu­ją­cych się w szpa­rze sro­mo­wej to bło­na omocz­nio­wo - owo­dnio­wa wypeł­nio­na jaśniej­szym od poprzed­nie­go pły­nem owo­dnio­wym. Pęka on przy wydo­sta­wa­niu się pło­du na zewnątrz, nie­raz zda­rza się że wcze­śniej w dro­gach rod­nych i jeśli poród się prze­dłu­ża dro­gi rod­ne mogą być wte­dy zbyt suche.

Gorzej jeśli nie pęk­nie i wyda­la­ny nowo­ro­dek oto­czo­ny jest wor­kiem omocz­nio­wo - owo­dnio­wym. Wtedy nale­ży bło­nę tę jak naj­szyb­ciej prze­rwać aby uła­twić źre­bię­ciu pierw­szy oddech. Oczywistym jest, że świad­czy to o sła­bej żywot­no­ści źre­ba­ka i nie roku­je pomyślnie.

Czasami płyn owo­dnio­wy jest żół­ta­wo lub brą­zo­wo zabar­wio­ny z powo­du smół­ki. Smółka (meco­nium) to wydzie­li­na prze­wo­du pokar­mo­we­go, któ­ra gro­ma­dzi się w cza­sie życia pło­do­we­go w jeli­tach pło­du i wyda­la­na jest po poro­dzie, po napi­ciu się sia­ry, kie­dy to prze­wód pokar­mo­wy zaczy­na funk­cjo­no­wać (poja­wia się pery­stal­ty­ka jelit).

Jeżeli płód dozna w okre­sie oko­ło­po­ro­do­wym stre­su to może poja­wić się wcze­śniej, co nie jest pra­wi­dło­we. Pępowina źre­bię­cia jest na tyle dłu­ga, że nie­raz kie­dy nowo­ro­dek jest już na zewnątrz i „łapie” pierw­szy oddech nadal połą­czo­ny jest z mat­ką (z łoży­skiem). Nie nale­ży się spie­szyć z jej prze­rwa­niem, gdyż szko­da każ­dej kro­pli krwi. Zresztą naj­le­piej jeśli prze­rwie się sama, bowiem nastą­pi to w naj­cień­szym miej­scu a prze­rwa­ne tęt­ni­ce skur­czą się odru­cho­wo (lepiej niż prze­cię­te) i nie ma obaw o krwotok.

Źrebię powin­no jak naj­szyb­ciej wstać i napić się sia­ry. Ssanie na zasa­dzie odru­chu ner­wo­we­go powo­du­je uwol­nie­nie z przy­sad­ki oksy­to­cy­ny, a ta z kolei uła­twia jej odda­wa­nie z wymie­nia. Działa tak­że kur­czą­co na maci­cę co powo­du­je wyda­le­nie łoży­ska i lochii (lochia to pozo­sta­łe w maci­cy reszt­ki wód pło­do­wych, wydzie­li­ny maci­cy, krwi itp.). Dawniej uwa­ża­no, że nie­wiel­kie two­ry w kształ­cie małych bochen­ków chle­ba, któ­re moż­na zna­leźć przy nowo­na­ro­dzo­nym źre­bię­ciu to pokarm, któ­rym odży­wiał się przed przyj­ściem na świat. Stąd nazwa „chle­bek źre­bię­cy”. Są to skry­sta­li­zo­wa­ne sole mine­ral­ne pło­do­we­go moczu w połą­cze­niu ze złusz­czo­ny­mi nabłon­ka­mi. Nie zawsze wystę­pu­ją i nie wia­do­mo dla­cze­go. Wiadomo nato­miast, że ich zna­le­zie­nie przy­no­si szczęście.

lek. wet. Grzegorz Majewski
spe­cja­li­sta cho­rób koni
Bonin 31
73-150 Łobez
0-602-433-713
www.bonin.pl

Więcej w Zdrowie i weterynaria

Na górę