Connect with us

Dobry kie­ru­nek

Hodowla

Dobry kie­ru­nek

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Rozmowa z Andrzejem Wodą, Prezesem Polskiego Związku Hodowców Koni w przed­dzień Walnego Zjazdu Sprawozdawczo-Wyborczego

Panie Prezesie, w związ­ku ze zbli­ża­ją­cym się Walnym Zjazdem PZHK, chciał­bym poru­szyć kil­ka kwe­stii doty­czą­cych przy­szło­ści Związku. Czy może się zda­rzyć, że Stada Ogierów, któ­re w dużej mie­rze utrzy­mu­ją ogie­ry odpo­wied­nie do kry­cia kla­czy z pro­gra­mów ochron­nych, ule­gną likwi­da­cji? Co w takiej sytu­acji powi­nien zro­bić Związek, aby zapew­nić roz­ród w tych popu­la­cjach?
Jeśli cho­dzi o pierw­szą część pyta­nia, mówią­cą o przy­szło­ści Związku, jestem prze­ko­na­ny, iż jest on na tyle moc­ną orga­ni­za­cją, któ­ra dosko­na­le pora­dzi sobie z nowy­mi wyzwa­nia­mi. Będzie się na pew­no tro­chę prze­kształ­cał, zmie­niał swo­je dzia­ła­nia, ewo­lu­ował, ale funk­cjo­no­wa­nie stad nie jest warun­kiem cine qua non jego ist­nie­nia. Co do dru­gie­go tema­tu, to śro­do­wi­sko nie­ustan­nie oskar­ża mnie o prze­sad­ne zain­te­re­so­wa­nie i zaan­ga­żo­wa­nie w obro­nę stad. Tymczasem nasze dzia­ła­nia są poświę­co­ne ich uspraw­nia­niu w realiach gospo­dar­ki wol­no­ryn­ko­wej. Nawet ostat­nie zda­rze­nia potwier­dza­ją, iż bez nich nie będzie moż­li­wy roz­ród koni. Przyczynę tego sta­nu rze­czy nale­ży szu­kać w tere­nie, tzn. wie­le regio­nów Kraju nie jest na tyle zasob­nych, aby hodow­ców było stać na zakup dobre­go mate­ria­łu gene­tycz­ne­go w posta­ci wła­snych ogie­rów. Właśnie ci ludzie posił­ku­ją się ogie­ra­mi z pań­stwo­wych stad.

Jakie kon­kret­nie wyda­rze­nia ma Pan na myśli?
Otóż nie ma moż­li­wo­ści doto­wa­nia stad przez budżet pań­stwa. Dlatego też sta­da w celu prze­trwa­nia wpro­wa­dzi­ły opła­ty dzier­żaw­ne, jak na nasze warun­ki dość wyso­kie, co skut­ku­je tym, że część ogie­rów nie wyj­dzie na punk­ty, a teren nie będzie zabez­pie­czo­ny pod wzglę­dem roz­rod­czym. Jest to szcze­gól­nie odczu­wal­ne na tere­nach ubo­gich - np. Małopolska czy Podkarpacie, gdzie SO w Klikowej odno­to­wu­je coraz to więk­sze stra­ty. Z dru­giej zaś stro­ny otrzy­mu­je­my tele­fo­ny od hodow­ców, któ­rzy pyta­ją, co mają robić, bo na danym tere­nie nie ma np. repro­duk­to­rów mało­pol­skich. Wszystko to jedy­nie utwier­dza mnie w prze­ko­na­niu, że sta­da ogie­rów są potrzeb­ne. Nawet dziś byli­śmy na roz­mo­wach w Agencji Nieruchomości Rolnych i w ich wyni­ku będzie­my podej­mo­wa­li kolej­ne dzia­ła­nia, mają­ce na celu ura­to­wa­nie stad. A co nale­ży zro­bić? Przede wszyst­kim okre­ślić pro­ble­my - zna­ko­mi­ta więk­szość obiek­tów to budyn­ki o cha­rak­te­rze zabyt­ko­wym. Chcemy zatem roz­ma­wiać z mini­strem kul­tu­ry, żeby zechciał par­ty­cy­po­wać w kosz­tach utrzy­ma­nia tej sub­stan­cji, bowiem jest to prze­cież dzie­dzic­two kul­tu­ro­we. To, co pła­cą hodow­cy za wydzier­ża­wie­nie ogie­ra, w dużej czę­ści idzie na utrzy­ma­nie i remont miejsc, w któ­rych znaj­du­ją się SO. Gdyby uda­ło się zna­leźć nie­co środ­ków u mini­stra kul­tu­ry i jeśli jed­no­cze­śnie Agencja była­by goto­wa prze­ka­zy­wać okre­ślo­ne fun­du­sze dro­gą pośred­nią, np. poprzez nasz Związek bądź róż­ne­go typu sto­wa­rzy­sze­nia, ale z prze­zna­cze­niem na sta­da (nie­ste­ty nie może prze­ka­zy­wać środ­ków bez­po­śred­nio do stad!), to zary­so­wa­ła­by się pew­na szan­sa na dal­sze ich funk­cjo­no­wa­nie. Poza tym pro­po­nu­je­my, aże­by tam gdzie jest wola samo­rzą­du i gdzie jest to moż­li­we, kon­tro­lę nad sta­da­mi prze­jął samo­rząd woje­wódz­ki. Wstępnie mar­szał­ko­wie i sej­mi­ki wyra­ża­ją zain­te­re­so­wa­nie takim roz­wią­za­niem. Tam, gdzie ist­nie­je dobrze funk­cjo­nu­ją­ca stad­ni­na koni, wspar­ta np. pro­duk­cją mle­ka, mię­sa, czy zbóż; gdzie ist­nie­je zin­ten­sy­fi­ko­wa­na pro­duk­cja rol­na, tam sta­do powin­no być inte­gral­ną czę­ścią stad­ni­ny. Przykładowo ist­nie­je praw­do­po­do­bień­stwo, iż Nowe Jakowice mogły­by połą­czyć się z Kętrzynem, w wyni­ku cze­go powsta­ło­by jed­no przed­się­bior­stwo hodow­li koni zim­no­krwi­stych. Byłaby to jed­no­cze­śnie stad­ni­na i sta­do ogie­rów. Mają oni duży are­ał, a więc kosz­ty utrzy­ma­nia ogie­rów były­by mniej­sze, a pro­duk­cja ogie­rów pokry­wa­ła­by przy­naj­mniej w pew­nej czę­ści zapo­trze­bo­wa­nie sta­da. Jestem prze­ko­na­ny, że sko­ro takie pań­stwa, jak Niemcy czy Francja, a więc poten­ta­ci na ryn­ku, utrzy­mu­ją sta­da mimo że jest tam tak dobrze roz­wi­nię­ta inse­mi­na­cja, zamoż­ność spo­łe­czeń­stwa jest znacz­nie więk­sza, a dro­gi w o nie­bo lep­szej kon­dy­cji, to zna­czy, że nie robią tego dla czy­stej idei, ale przede wszyst­kim dla­te­go, iż sta­da są tam po pro­stu potrzeb­ne. Na każ­dym Zjeździe zada­wa­łem dele­ga­tom pyta­nie o zasad­ność utrzy­ma­nia stad ogie­rów. Za każ­dym razem pada­ła odpo­wiedź pozy­tyw­na.
Następny zarząd PZHK musi zatem tej spra­wie poświę­cać dużo cza­su, bo to nie tyl­ko pro­blem Agencji i stad ogie­rów, ale nasz wspól­ny inte­res. Oczywistym jest, że wyko­rzy­sta­nie ogie­rów będzie się może tro­chę zmniej­sza­ło, że zmia­nie ule­gnie ich roz­miesz­cze­nie w Kraju, ale na pew­no nie wol­no nam z nich rezy­gno­wać. W tym przy­pad­ku nie może­my myśleć tyl­ko i wyłącz­nie w kate­go­riach eko­no­micz­nych - co defi­cy­to­we, to trze­ba się tego pozbyć… Musi nas być stać na ich utrzy­ma­nie, tak jak stać nas na utrzy­ma­nie biblio­tek, muze­ów czy teatrów. A ponad­to jest to ogrom­na spu­ści­zna naro­do­wa, któ­rej nie wol­no nam zaprze­pa­ścić.

Jakie dzia­ła­nia w przy­szło­ści powi­nien pod­jąć Związek, żeby sku­tecz­nie kon­ku­ro­wać z coraz bar­dziej eks­pan­syw­ny­mi związ­ka­mi hodow­ców koni szcze­gól­nie z Europy Zachodniej? Co noż­na zro­bić, aby na tery­to­rium Polski nie napły­wa­ła coraz więk­sza licz­ba ogie­rów i kla­czy, nie­ste­ty nie zawsze dobrej jako­ści?
Temat jest trud­ny do zre­ali­zo­wa­nia, bowiem żyje­my w wol­nym i otwar­tym Kraju… Na Zachodzie rów­nież mamy nad­pro­duk­cję koni. Oczywistym jest więc, że pro­du­cen­ci zro­bią wszyst­ko, żeby zna­leźć nowe ryn­ki zby­tu. Polska nie­ste­ty - w myśl powie­dze­nia „cudze chwa­li­cie, swe­go nie zna­cie” - cią­gle hoł­du­je zasa­dzie, że wszyst­ko co obce, jest lep­sze niż to, co sami uzy­sku­je­my. Między inny­mi dla­te­go wal­ka z napły­wem koni z Zachodu jest bar­dzo utrud­nio­na. Jednak przez odpo­wied­ni mar­ke­ting i rekla­mę musi­my poka­zy­wać, że nasze konie są dobre. A jaką dro­gą? Przede wszyst­kim orga­ni­zu­je­my Mistrzostwa Polski Młodych Koni, pod­czas któ­rych poka­zu­je­my zarów­no rodzi­me konie, jak i impor­to­wa­ne. Nie zawsze konie zachod­nie wygry­wa­ją z naszy­mi. Możemy, a nawet powin­ni­śmy brać przy­kład z hodow­ców z Zachodu. Dajmy na to - prze­bi­cie się nasze­go ogie­ra jako repro­duk­to­ra na Zachodzie gra­ni­czy z cudem. Zaledwie poje­dyn­cze egzem­pla­rze - wybit­ne jed­nost­ki - kwa­li­fi­ko­wa­ne są tam do roz­ro­du, i to tyl­ko wów­czas, kie­dy obda­rzo­ne są sil­ny­mi cecha­mi aktu­al­nie poszu­ki­wa­ny­mi przez hodow­ców. My nato­miast popeł­nia­my zasad­ni­czy błąd, otwie­ra­jąc się sze­ro­ko i bez­kry­tycz­nie na napły­wa­ją­cy z Zachodu mate­riał. Jednocześnie sytu­acja ta nie ozna­cza, że mamy się zamknąć na współ­pra­cę z Zachodem. Na pew­no - szcze­gól­nie w rasach szla­chet­nych - zda­rza­ją się konie lep­sze od naszych. Należy jed­nak pamię­tać, że w Polsce przez 50 lat zupeł­nie inne było prze­zna­cze­nie koni i w związ­ku z tym pod innym kątem odby­wa­ła się selek­cja mate­ria­łu.

Holendrzy dużo mniej lat potrze­bo­wa­li, by pod­nieść jakość swo­jej pro­duk­cji…
… a w dobry towar zaopa­try­wa­li się m.in. w Polsce. Sam pamię­tam, jak w latach 60-tych przy­jeż­dża­li do Starego Sącza przed­sta­wi­cie­le Beneluksu i doko­ny­wa­li selek­cji mate­ria­łu spo­śród koni z całe­go regio­nu. Mieli pomysł na swo­ją hodow­lę, byli kon­se­kwent­ni i osią­gnę­li cel. W tej chwi­li my rów­nież pró­bu­je­my zna­leźć jakiś zło­ty śro­dek, ale w hodow­li nie dzie­je się to z dnia na dzień. Podsumowując - import koni na pew­no jest nam potrzeb­ny, ale musi­my to robić z roz­my­słem. Powinniśmy spraw­dzać to, co zaim­por­to­wa­li­śmy, jeśli potwier­dzi się dobra opi­nia począt­ko­wa, to wyko­rzy­stać na sze­ro­ką ska­lę, a jeśli nie, to po pro­stu pozbyć się złe­go nabyt­ku. A’propos, nie rozu­miem hodow­ców, któ­rzy sami mają impo­nu­ją­cych roz­mia­rów pro­duk­cję ogie­rów, a jed­no­cze­śnie rów­nież w znacz­nym stop­niu impor­tu­ją kolej­ne ogie­ry z Zachodu. Podcinają prze­cież tym samym gałąź, na któ­rej sie­dzą, bowiem zapeł­nia­ją rynek, na któ­ry za chwi­lę będą pró­bo­wa­li wpro­wa­dzić wła­sne konie. To jest sza­le­nie krót­ko­wzrocz­na poli­ty­ka. Tymczasem umiar w tych dzia­ła­niach jest napraw­dę sed­nem spra­wy. Dlatego PZHK, sto­jąc na stra­ży zdro­we­go roz­sąd­ku, chciał­by móc i sta­ra się, na ile to moż­li­we, zapo­bie­gać szko­dli­wym ten­den­cjom ryn­ko­wym, choć­by nie­ustan­nie pod­no­sząc poprzecz­kę koniom zachod­nim.

Jednocześnie kra­jo­we Championaty pozwa­la­ją hodow­com nama­cal­nie prze­ko­nać się o sile nasze­go rodzi­me­go mate­ria­łu - wyni­ki kon­fron­ta­cji czę­sto dają do myśle­nia…
Prowadzimy dodat­ko­wo zakła­dy tre­nin­go­we dla kla­czy, któ­re tak­że pozwa­la­ją na lep­szą ich oce­nę. Wielu hodow­com nie podo­ba się pomysł wpro­wa­dze­nia kwa­li­fi­ka­cji obo­wiąz­ko­wych poprzez ZT dla mło­dych ogie­rów. Mamy ponad­to zakła­dy tre­nin­go­we dla koni ślą­skich. Dzięki stop­nio­we­mu zaostrza­niu selek­cji popra­wia się jakość naszych koni, co mam nadzie­ję pozwo­li posta­wić pew­ną tamę dla koni zachod­nich. Szczęśliwie dla spra­wy rośnie zamoż­ność spo­łe­czeń­stwa, a wraz z nią świa­do­mość fak­tu, iż hodow­la dobrych koni może tak­że dawać pra­cę - co sta­ra­my się wpo­ić wszyst­kim zwią­za­nym z hodow­lą i jeź­dziec­twem, orga­ni­zu­jąc od 2005 r. cykl kon­fe­ren­cji przy­bli­ża­ją­cych ideę „prze­my­słu koń­skie­go”, wspól­nie z Polskim Związkiem Jeździeckim, Stowarzyszeniem Hippica Pro Patria, Agencją Nieruchomości Rolnych, fir­mą Polish Prestige i Polskim Klubem Wyścigów Konnych

Trzeba udo­wod­nić 40-milio­no­we­mu spo­łe­czeń­stwu, że konie mogą być poważ­ną gałę­zią prze­my­słu…
Niemcy obli­czy­li, że 4-5 koni daje 1 miej­sce pra­cy.

Ci sami Niemcy obli­czy­li, że jeź­dziec­two jest dru­gą co do popu­lar­no­ści po fut­bo­lu dys­cy­pli­ną spor­to­wą…
My tak­że powin­ni­śmy iść w tym kie­run­ku. To zwięk­szy zapo­trze­bo­wa­nie na wyso­kiej jako­ści pro­duk­cję koni.

Czy i jakie dzia­ła­nia, ponad już wspo­mnia­ne przez Pana, mają­ce na celu pro­mo­cję pol­skich koni na forum mię­dzy­na­ro­do­wym, zamie­rza pod­jąć PZHK. Może zechciał­by Pan Prezes opo­wie­dzieć o nowych ini­cja­ty­wach, któ­re pod­ję­li­ście bądź dopie­ro dys­ku­tu­je­cie?
W ubie­głym roku, po latach prze­rwy, pod­ję­li­śmy pró­bę orga­ni­za­cji aukcji ogie­rów. Przy czym nie do przy­ję­cia jest sytu­acja, w któ­rej jed­na ze stad­nin zgło­si­ła do aukcji 2 ogie­ry, przy­je­chał klient z Niemiec, a konie w ostat­niej chwi­li zosta­ły z niej wyco­fa­ne. Takie stu­dium przy­pad­ku abso­lut­nie nas kom­pro­mi­tu­je jako orga­ni­za­cję i Kraj. Aukcje są oczy­wi­ście jed­nym z narzę­dzi, któ­re mogą pomóc pro­mo­wać pol­skie konie. Stąd też w PZHK zosta­nie zatrud­nio­ny czło­wiek do spraw pro­mo­cji i mar­ke­tin­gu, któ­re­go zada­niem będzie jak naj­efek­tyw­niej­sze docie­ra­nie z koń­ski­mi tema­ta­mi i prze­ko­ny­wa­nie do nich pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa.
Reasumując, trze­ba uświa­do­mić ludziom, iż mamy dobre konie i że nie musi­my kupo­wać konia do rekre­acji za gra­ni­cą, bo ten pol­ski będzie na pew­no zdrow­szy, z lep­szym cha­rak­te­rem, przy­sto­so­wa­ny do naszych warun­ków i, co dla nie­któ­rych klien­tów naj­waż­niej­sze - tań­szy!

Czy PZHK myślał o zaan­ga­żo­wa­niu się w roz­wią­za­nie pro­ble­mu Wyścigów Konnych na Służewcu i popu­la­ry­za­cję prze­my­słu koń­skie­go poprzez ten rodzaj aktyw­no­ści?
Wyścigi zwią­za­ne są głów­nie z koń­mi ras czy­stych - ara­ba­mi bądź fol­blu­ta­mi. Natomiast my jako Związek pro­wa­dzi­my przede wszyst­kim dzia­ła­nia na rzecz utrzy­ma­nia same­go toru wyści­go­we­go dla spra­wy wyści­gów, bowiem to z jed­nej stro­ny rodzaj selek­cji, dzię­ki któ­rej wszy­scy korzy­sta­my - sty­mu­lu­je­my i dyna­mi­zu­je­my postęp bio­lo­gicz­ny, z dru­giej zaś stro­ny to tak­że dosko­na­ła for­ma pro­mo­cji koni w ser­cu duże­go mia­sta. Nie wyobra­żam sobie sytu­acji, w któ­rej słu­że­wiec­ki tor został­by prze­zna­czo­ny pod jaką­kol­wiek inną niż koń­ską zabu­do­wę…

Zmieńmy pro­szę nie­co temat - czy według Pana współ­pra­ca Związku z pla­ców­ka­mi nauko­wy­mi jest dosta­tecz­na i jak powin­na wyglą­dać w przy­szło­ści?
Nauka powin­na słu­żyć prak­ty­ce. Nie chcę niko­go ura­zić, ale wyda­je mi się, że nie zawsze ist­nie­je ten zwią­zek pomię­dzy teo­rią i prak­ty­ką. Naukowcy narze­ka­ją, że prak­ty­cy nie dostar­cza­ją im tema­tu, my zaś mówi­my, że naukow­cy zaj­mu­ją się rze­cza­mi, któ­re nam nie do koń­ca są przy­dat­ne. A jed­nak współ­pra­ca ist­nie­je, na popar­cie cze­go powiem, że prze­wod­ni­czą­cym Rady Hodowlanej jest prof. Kazimierz Kosiniak-Kamysz, prak­ty­ku­ją­cy lekarz wete­ry­na­rii. W pra­ce komi­sji ksiąg stad­nych zaan­ga­żo­wa­ni są pro­fe­so­ro­wie z uczel­ni rol­ni­czych. Współpracujemy z Instytutem Zootechniki w Krakowie, koor­dy­nu­ją­cym pro­gra­my ochron­ne. Efektem ponad 10-let­niej współ­pra­cy z Instytutem Genetyki i Hodowli Zwierząt w Jastrzębcu będzie przed­sta­wie­nie w tym roku infor­ma­cji nt. war­to­ści hodow­la­nej ogie­rów pół­krwi na pod­sta­wie wyni­ków w zakła­dach tre­nin­go­wych

Awans dr Doroty Lewczuk z IGiHZ w Jastrzębcu w struk­tu­rach Europejskiej Federacji Zootechnicznej (EAAP) o czymś świad­czy…
Fakt - szczę­śli­wy traf, że pani Doktor zna­la­zła się w orbi­cie PZHK, a jed­no­cze­śnie jest doce­nia­na na forum mię­dzy­na­ro­do­wym. To rze­czy­wi­ście jasny punkt, gdzie współ­pra­ca prak­ty­ki z nauką ukła­da się wzo­ro­wo i mam nadzie­ję, że będzie dalej słu­żyć i roz­wi­jać się z korzy­ścią dla obu stron. A prze­cież to bie­rze swój począ­tek w bar­dzo pro­stej, jak­by się mogło zda­wać, kwe­stii - na pod­sta­wie pro­wa­dzo­nych przez dr Dorotę Lewczuk ana­liz i badań, każ­dy zain­te­re­so­wa­ny może wycią­gać odpo­wied­nie wnio­ski hodow­la­ne. To jest wła­śnie ta usłu­go­wa funk­cja nauki w sto­sun­ku do hodow­li, któ­ra z kolei gwa­ran­tu­je postęp…

PZHK obok człon­ków dzia­ła­ją­cych w obsza­rze rol­nic­twa zrze­sza rów­nież oso­by, dla któ­rych rol­nic­two nie jest pod­sta­wą dzia­łal­no­ści, a hodow­la koni rzad­ko kie­dy jest ich pod­sta­wo­wym źró­dłem utrzy­ma­nia. Czy ta sytu­acja rodzi jakieś trud­no­ści w dzia­łal­no­ści orga­ni­za­cji związ­ko­wej?
Nie wyma­ga­my, by każ­dy, kto posia­da konia był człon­kiem PZHK. Siła Związku nie pole­ga na jego liczeb­no­ści, ale na aktyw­no­ści tych, któ­rzy, do Związku chcą nale­żeć, bowiem to oni decy­du­ją o jako­ści naszej orga­ni­za­cji. Ten pro­ces zapew­ne będzie postę­po­wał. Koń w tra­dy­cyj­nie rozu­mia­nym rol­nic­twie tra­ci rację bytu i Związek nie może się opie­rać tyl­ko na rol­ni­kach hodow­cach czy hodow­cach hob­by­stach. Co praw­da część z nich na pew­no prze­obra­zi się w praw­dzi­wych hodow­ców, ale musi wpierw przejść pewien pro­ces - zaczy­na się on od jed­nej czy dwóch kla­czy i pra­gnie­nia posia­da­nia źre­ba­ka… Dalej, jak już to ćwi­czy­my, czę­sto poja­wia się chęć spraw­dze­nia się w roli stwór­cy - chce­my zoba­czyć, jak będzie wyglą­dał źre­bak z naszych koni. Potem może­my potrze­bo­wać facho­wej pomo­cy i tak zacznie­my anga­żo­wać się w pra­cę orga­ni­za­cji. Poza tym wśród hodow­ców koni jest cały sze­reg ludzi o zawo­dach zde­cy­do­wa­nie odbie­ga­ją­cych od wykształ­ce­nia rol­ni­cze­go - inte­lek­tu­ali­ści, arty­ści, praw­ni­cy itp. ci ludzie, chcę wie­rzyć, wno­szą i będą wno­si­li do Związku powiew innej, nowej myśli, będą sty­mu­la­to­rem postę­pu i zmian.

Dotacje do admi­ni­stro­wa­nia księ­ga­mi stad­ny­mi i oce­ną war­to­ści użyt­ko­wej sta­no­wią waż­ną pozy­cję w przy­cho­dach orga­ni­za­cji. Proszę powie­dzieć, co powi­nien zro­bić Związek w przy­pad­ku dra­stycz­ne­go obni­że­nia wyso­ko­ści dota­cji z budże­tu pań­stwa?
Państwo nie może się cał­ko­wi­cie zwol­nić z obo­wiąz­ku wspie­ra­nia hodow­li, cho­ciaż­by dla­te­go, aby moż­li­we było utrzy­ma­nie naj­cen­niej­sze­go mate­ria­łu gene­tycz­ne­go. W prze­ciw­nym razie była­by to wyjąt­ko­wo kom­for­to­wa sytu­acja dla pro­du­cen­tów z Zachodu, bo nasz rynek stał­by się wte­dy dla nich ist­nym eldo­ra­do. Za chwi­lę wej­dzie w życie kolej­ny unij­ny prze­pis, a mia­no­wi­cie czi­po­wa­nie koni. PZHK, jako orga­ni­za­cja, któ­ra opra­co­wa­ła i zbu­do­wa­ła wła­snym kosz­tem sys­tem infor­ma­tycz­ny i bazę danych, któ­ra pro­wa­dzi iden­ty­fi­ka­cję koni i ma szcze­gó­ło­wo przy­go­to­wa­ne do tego kadry, powin­na się samo­dziel­nie zająć tym zagad­nie­niem. To będzie dodat­ko­wym źró­dłem docho­du, któ­re pomo­że orga­ni­za­cji w dal­szym jej funk­cjo­no­wa­niu. Tymczasem war­to pod­kre­ślić, iż skład­ka w wyso­ko­ści 20 zło­tych (śred­nio w kra­ju) jest abso­lut­nie sym­bo­licz­ną kwo­tą i nie pozwa­la na utrzy­ma­nie dzia­łal­no­ści związ­ko­wej na odpo­wied­nim pozio­mie, nie sta­no­wi nawet o być albo nie być naszej orga­ni­za­cji.

Tylko 4% wpły­wów do kasy PZHK sta­no­wią skład­ki człon­kow­skie. Dla porów­na­nia wpły­wy z wyda­wa­nia pasz­por­tów to bli­sko 50%. Czipowanie będzie kolej­nym poważ­nym źró­dłem docho­du dla Związku?
M.in. dla­te­go Związek nie powi­nien rezy­gno­wać z wal­ki o prze­ję­cie czi­po­wa­nia. Pieniądze zaro­bio­ne na tej dzia­łal­no­ści będą sta­no­wi­ły wła­sność hodow­ców i pozo­sta­ną w hodow­li. Z tej puli moż­na choć­by finan­so­wać nagro­dy dla hodow­ców, zawo­dy, pucha­ry, bada­nia nad postę­pem bio­lo­gicz­nym itp. One nie zgi­ną, zatrosz­czy się o to Zarząd PZHK. Jeśli sta­ło­by się tak, jak pro­po­nu­ją inni, iż czi­po­wa­niem zaję­ła­by się Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, to muszę ze smut­kiem stwier­dzić, iż jest do tego zupeł­nie nie­przy­go­to­wa­na.

Mogłaby sobie rościć pra­wo do prze­ję­cia Waszej bazy danych.
Nie, na to pra­co­wa­ło u nas wie­le osób. Druga kwe­stia to wpły­wy z czi­po­wa­nia - jak­kol­wiek zna­czą­ce, to jed­nak mniej­sze z uwa­gi na ponie­sio­ne przez Agencję kosz­ty przy­go­to­wa­nia się do tej ope­ra­cji, któ­re my już pokry­li­śmy. Oprócz tego, wyko­na­nie czi­po­wa­nia przez Agencje ozna­cza­ło będzie wpły­wy do budże­tu, nie zaś do kasy hodow­la­nej. Nowy Zarząd musi więc bar­dzo pil­no­wać pozy­tyw­ne­go dla PZHK zakoń­cze­nia tego tema­tu. Jeśli nasze spo­łe­czeń­stwo będzie coraz bogat­sze i świa­do­me sen­su przy­na­leż­no­ści do orga­ni­za­cji, to wpły­wy z tytu­łu skła­dek człon­kow­skich nie będą sta­no­wi­ły 4% cało­ści budże­tu, ale np. 10%. Ustępujący Zarząd pozo­sta­wia orga­ni­za­cję w mia­rę w dobrej kon­dy­cji finan­so­wej i orga­ni­za­cyj­nej. Mamy spo­ro nowo zatrud­nio­nych, mło­dych ludzi, któ­rzy zdo­by­wa­ją kwa­li­fi­ka­cje i któ­rzy będą kon­ty­nu­owa­li naszą pra­cę. Związek ma ponad 100-let­nią tra­dy­cję, więc pozo­sta­je życzyć mu następ­nych 100 lat w dobrej for­mie.

Nie żal Panu roz­sta­wać się z PZHK?
Nie roz­sta­ję się, nadal jestem jego człon­kiem. Przez ostat­nie 8 lat, a więc dwie kaden­cje, byłem jego pre­ze­sem, teraz pora ustą­pić pola innym.

Jest Pan lubia­ny, uda­ło się Panu wpro­wa­dzić w życie kil­ka cie­ka­wych i dobrych dla śro­do­wi­ska pro­jek­tów…
To już pozo­sta­wiam oce­nie innych. Natomiast muszę pod­kre­ślić, iż nie było­by tych wszyst­kich dobrych rze­czy, jakie zadzia­ła­ły się przez owych 8 lat, gdy­by nie dosko­na­ły zespół ludz­ki. Gdyby nie było ludzi, któ­rzy rze­tel­nie i uczci­wie pra­cu­ją każ­de­go dnia, i z któ­ry­mi spo­sób współ­pra­co­wać, na pew­no nie osią­gnę­li­by­śmy zbyt wie­le.

Stąd wła­śnie moje pyta­nie, czy nie przy­kro Panu roz­sta­wać się z tym pro­fe­sjo­nal­nym zespo­łem?
Trzeba umieć przyjść i trze­ba wie­dzieć, kie­dy odejść. Zawsze bar­dzo było mi żal ludzi, któ­rzy uwie­rzy­li, że są nie­za­stą­pie­ni. Częstokroć wiek i per­cep­cja już nie pozwa­la­ją na spraw­ne zarzą­dza­nie, ale dany czło­wiek nie potra­fi tego dostrzec i się z tym fak­tem pogo­dzić. Nie chciał­bym, aby mnie oso­bi­ście coś takie­go spo­tka­ło. Upłynęło tyl­ko a może aż osiem lat, kie­dy odcho­dzę z funk­cji pre­ze­sa PZHK z w mia­rę trzeź­wym umy­słem i zosta­wiam orga­ni­za­cję w dobrej for­mie - dobra chwi­la na poże­gna­nie. Bardzo moż­li­we, że będę pra­co­wał z ramie­nia OZHK w Krakowie w pra­cach Zarządu, jako jego sze­re­go­wy czło­nek, ale to pozwo­li mi na spoj­rze­nie z per­spek­ty­wy i bez bole­sne­go cię­ża­ru odpo­wie­dzial­no­ści. Jestem prze­ko­na­ny, że nowo wybra­ny Zarząd i pre­zes, jeśli dobrze uło­ży rela­cje z biu­rem i dyrek­to­rem, na pew­no dosko­na­le sobie pora­dzi z pro­wa­dze­niem PZHK. Przy obec­nej kadrze, jeśli tyl­ko nie popeł­ni­my wybor­cze­go głup­stwa, wszyst­ko powin­no pójść w dobrym kie­run­ku.

Uprzejmie dzię­ku­ję Panu za roz­mo­wę.

Więcej w Hodowla

Na górę