Connect with us

Hodowca i Jeździec

Biuro Obsługi Klienta

Sport i wyścigi

Biuro Obsługi Klienta

Jan Skoczylas

W dzi­siej­szych cza­sach, kie­dy popsu­je się jakiś sprzęt elek­tro­nicz­ny, dzwo­ni się do Biura Obsługi Klienta. Operator BOK iden­ty­fi­ku­je klien­ta, pró­bu­je zde­fi­nio­wać pro­blem i podać roz­wią­za­nie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że ist­nie­ją pro­ste pyta­nia, pro­ste odpo­wie­dzi, pro­ste roz­wią­za­nia: jeże­li X to wybierz Y. W epo­ce sms-ów, kodu binar­ne­go i algo­ryt­mów, chce­my czy nie chce­my, musi­my przy­zwy­cza­ić się do bar­dzo skró­to­wych wypo­wie­dzi i komu­ni­ka­tów, zamiast zło­żo­nych i trwa­łych rela­cji per­so­nal­nych.

Do nie­daw­na tre­ner i jego pod­opiecz­ni byli zwią­za­ni ze sobą przez kil­ka lat, budu­jąc skom­pli­ko­wa­ny układ wza­jem­nych wpły­wów i zależ­no­ści. Obecnie już kil­ku­mie­sięcz­ny okres pra­cy z zawod­ni­ka­mi to dłu­gi czas. Trenerzy coraz czę­ściej trak­to­wa­ni są jak BOK i zarzu­ca­ni, czę­sto przez tele­fon, krót­ki­mi pyta­nia­mi od doma­ga­ją­cych się krót­kiej (i jed­no­znacz­nej!) odpo­wie­dzi „peten­tów”.

Podobna sytu­acja doty­czy wza­jem­nej wymia­ny doświad­czeń pomię­dzy „konia­rza­mi”. Nikt nie ma już cza­su na snu­cie dłu­gich opo­wie­ści. Wystarczy prze­śle­dzić fora inter­ne­to­we, posłu­chać roz­mów mię­dzy zawod­ni­ka­mi. Wiedza „w piguł­ce” sta­je się zna­kiem naszych cza­sów. Niestety, ten spo­sób poro­zu­mie­wa­nia się nie­sie z sobą wie­le nie­bez­pie­czeństw. Jednym z pro­ble­mów jest nie­umie­jęt­ność wła­da­nia rodzi­mym języ­kiem, duże bra­ki w słow­nic­twie, szcze­gól­nie spe­cja­li­stycz­nym. Często może­my usły­szeć prze­ka­zy typu: ja go tego i on ten, no ale rozu­miesz ja go tak - no i wyda­ło.

Brak cza­su na dokład­ne wyja­śnie­nia, na peł­ne zro­zu­mie­nie i spraw­dze­nie w prak­ty­ce dopro­wa­dza do poważ­nych nie­po­ro­zu­mień i czę­sto rodzi wyso­ko wąt­pli­we teo­rie jeź­dziec­kie. Nie trud­no zostać uczest­ni­kiem takie­go mniej wię­cej dia­lo­gu:
- Słyszałem, że twier­dzisz, że powin­no się postę­po­wać tak i tak…
- Ależ skąd! Wręcz prze­ciw­nie! Od kogo to sły­sza­łeś?
- No… od Iksa.
- A… to chy­ba wiem. Ale to o co inne­go cho­dzi­ło!

Ostatnio dowie­dzia­łem się, że podob­no:

  • im bar­dziej koń krzy­wy, tym lepiej ska­cze;
  • im bar­dziej odsta­wio­na łyd­ka, tym lepiej przy­le­ga kola­no i wła­śnie w ten spo­sób powin­no się poko­ny­wać wyso­kie prze­szko­dy.

Bez komen­ta­rza.

Nie jestem zwo­len­ni­kiem zaocz­nych, wir­tu­al­nych, bły­ska­wicz­nych form uzy­ski­wa­nia wie­dzy jeź­dziec­kiej. Uważam, że tego typu podej­ście w odnie­sie­niu do sztuk wyż­szych (a do takich zali­czam jeź­dziec­two) jest … bez sen­su. Można sobie wyobra­zić pia­ni­stę, któ­ry wysy­ła e-mail do swo­je­go pro­fe­so­ra: jak mam grać takt 94, bo brzmi mar­nie i nawet moż­na pró­bo­wać wyobra­zić sobie odpo­wiedź, ale mało kto będzie potra­fił jej udzie­lić, a pra­wie nikt wyobra­zić sobie brzmie­nie tego tak­tu.

Nacisk cywi­li­za­cyj­ny jed­nak ist­nie­je i współ­cze­sny tre­ner powi­nien opa­no­wać regu­ły BOK. Odpowiedzi trze­ba głę­bo­ko prze­my­śleć, żeby nie dopro­wa­dzać do prze­kła­mań i zagro­żeń. W doraź­nym pogo­to­wiu tre­ner­skim war­to prze­strze­gać pew­nych zasad:

  • dosto­so­wać się pozio­mem wie­dzy teo­re­tycz­nej o warsz­ta­cie jeź­dziec­kim do pozio­mu roz­mów­cy;
  • zorien­to­wać się w jego spo­so­bie rozu­mo­wa­nia i sty­lu wyobraź­ni;
  • dobrze znać warsz­tat tre­ner­ski;
  • mieć usys­te­ma­ty­zo­wa­ną wie­dzę;
  • dys­po­no­wać wła­ści­wym słow­nic­twem;
  • zada­wać odpo­wied­nie pyta­nia.

Zawsze, oczy­wi­ście, trze­ba spre­cy­zo­wać pro­blem: „Co kon­kret­nie się dzie­je? Na jakim koniu? W jakich kon­kret­nie sytu­acjach? Czy są jakieś czyn­ni­ki towa­rzy­szą­ce - zda­rze­nia nie­ty­po­we, któ­re zapo­cząt­ko­wa­ły pro­blem? W jakich oko­licz­no­ściach pro­blem wystą­pił po raz pierw­szy?…”
Klienci też powin­ni przy­go­to­wać się do takich roz­mów. Dlaczego nie wyko­rzy­sty­wać moż­li­wo­ści współ­cze­snych tech­no­lo­gii? Są tele­fo­ny komór­ko­we z kame­ra­mi video, apa­ra­ty cyfro­we, nagra­nia DVD, mms-y; do e-maila moż­na dodać załącz­nik… Materiał wizu­al­ny bar­dzo uła­twia oce­nę sytu­acji. Trzeba też dokład­nie prze­my­śleć pytanie.Istnieje nie­for­mal­na ska­la pozio­mu pytań i odpo­wie­dzi. W szko­le pod­sta­wo­wej uzy­sku­je­my odpo­wiedź na pyta­nie - co?, w śred­niej - jak?, na stu­diach - dla­cze­go? A po stu­diach… po co?!
Stwierdzam, że 90% pytań tre­ner­skie­go BOK jest zada­wa­na na pozio­mie co?, a co gor­sza z ocze­ki­wa­niem na odpo­wiedź na tym samym, niskim pozio­mie:

  • co mam wło­żyć konio­wi do pyska, bo ze mną idzie?
  • co mam zro­bić, bo nie chce iść?
  • co zro­bić, bo sta­je przed okse­rem?
  • co posta­wić do ska­ka­nia, bo wiszą mu nogi (przed­nie, tyl­ne)?
  • co zro­bić, bo zaczął się wspi­nać?

Zajmijmy się pierw­szym pyta­niem. Można udzie­lić odpo­wie­dzi tak­że na pozio­mie co? I czę­sto jest się do tego zmu­szo­nym, bo pyta­ją­cy nie ocze­ku­ją i nie lubią odpo­wie­dzi zmu­sza­ją­cych do głęb­szych prze­my­śleń. Odpowiedzi na pozio­mie co? mogą być lep­sze lub gor­sze, ale nigdy nie będą wystar­cza­ją­ce. W oma­wia­nym przy­pad­ku moż­na powie­dzieć np.: „Jeździsz na wie­lo­krąż­ku? - spró­buj pel­ha­mu, a może wystar­czy doło­żyć czar­ną wodzę na tre­nin­gach - tyl­ko zdej­muj na wyż­sze sko­ki”. Jest to pomoc „baaar­dzo doraź­na”.
Dobra odpo­wiedź musi zawie­rać zde­fi­nio­wa­nie pro­ble­mu (dobrze zde­fi­nio­wa­ny pro­blem - to poło­wa roz­wią­za­nia), a pyta­nia do tego zmie­rza­ją­ce muszą uwzględ­niać poziom po co?: „Jakie masz bliż­sze i dal­sze pla­ny zwią­za­ne z tym koniem? Prognozy roz­wo­ju wła­snych umie­jęt­no­ści? Cele spor­to­we - kie­dy i jakie star­ty? Uwarunkowania eko­no­micz­ne?”. Następnie roz­wa­ża­my poziom - dla­cze­go (tak się dzie­je)? „Jaka jest histo­ria konia, jak aktu­al­nie wyglą­da­ją umie­jęt­no­ści jeźdź­ca, czy innych koni też doty­czy pro­blem? Czy wystę­pu­je w innych sytu­acjach? Jakie inne zacho­wa­nia konia wywo­łu­ją nie­po­kój, czy wystę­po­wa­ły ostat­nio jakieś sytu­acje szcze­gól­ne: zabie­gi wete­ry­na­ryj­ne, uży­cie ogie­ra w hodow­li?” etc. Dopiero dys­po­nu­jąc taką wie­dzą moż­na wyro­bić sobie obraz sytu­acji i posta­wić wstęp­ną dia­gno­zę pro­ble­mu.
Poprawne odpo­wie­dzi zaczy­na­ją się od pozio­mu jak? A jesz­cze lepiej dla­cze­go? I szko­da, że w takiej for­mie nie wystę­pu­ją pyta­nia: Jak mam to zro­bić, żeby prze­stał ze mną iść? Dlaczego ze mną idzie?
W oma­wia­nym przy­pad­ku (poziom jak?):

  • Skontroluj sio­dło - czy nie wywo­łu­je opa­da­nia jeźdź­ca na tyl­ny łęk i ude­rza­nia konia w grzbiet; czy nie wywo­łu­je obtarć?
  • Sprawdź dokład­nie czy z ogło­wiem, wędzi­dłem i pyskiem jest wszyst­ko w porząd­ku. Przerażająco wie­le koni cho­dzi na źle dopa­so­wa­nych kieł­znach, a wie­lu jeźdź­ców nawet nie wie, jaki roz­miar wędzi­dła jest odpo­wied­ni dla dane­go konia. Uwaga! Jeźdźcy chęt­nie uży­wa­ją wędzi­deł pustych z nie­rdzew­nej sta­li lub wędzi­deł mosięż­nych. Zapominają o tym, że te mate­ria­ły są mięk­kie i bar­dzo nie­trwa­łe. Otwory przy kół­kach wędzi­dła wyra­bia­ją się bły­ska­wicz­nie. Stają się duże, nie­re­gu­lar­ne, mają bar­dzo ostre kra­wę­dzie. Często koń ma przy war­gach „żylet­kę”, a my nic o tym nie wie­my!
  • Zmień wędzi­dło na łagod­niej­sze - prze­pnij wie­lo­krą­żek na wyż­sze kół­ko; zamiast zwy­kłe­go, zasto­suj gru­be podwój­nie łama­ne i umieść je w pysku w tro­chę innym miej­scu niż do tej pory. W cza­sach mojej karie­ry jeź­dziec­kiej powszech­nie uwa­ża­no wędzi­dła podwój­nie łama­ne za bar­dzo ostre kieł­zna, bo konie reago­wa­ły na naj­de­li­kat­niej­sze ruchy ręki. Wówczas były to wędzi­dła bar­dzo cien­kie, rodem z wyści­gów lub zaprzę­gów. Obecnie bada­nia dowo­dzą, że wędzi­dła podwój­nie łama­ne są naj­le­piej ana­to­micz­nie dosto­so­wa­ne do pyska konia, nie uci­ska­ją pod­nie­bie­nia i praw­do­po­dob­nie wywo­łu­ją naj­mniej­szy dys­kom­fort - stąd pra­wi­dło­we, bły­ska­wicz­ne reak­cje konia. Oczywiście, musi to być wędzi­dło typo­wo spor­to­we, odpo­wied­nio gru­be i dopa­so­wa­ne roz­mia­rem.
  • Skontroluj, czy masz sta­bil­ną, spo­koj­ną, deli­kat­ną, ela­stycz­nie dzia­ła­ją­cą i nie­za­leż­ną od ruchów tuło­wia rękę. Oczywiście, ręka nie może być mar­two zaci­śnię­ta, a linia od wędzi­dła do łok­cia gdzie­kol­wiek zała­ma­na. Najlepiej oce­ni to w mia­rę kom­pe­tent­na oso­ba sto­ją­ca z boku. Często nawet doświad­cze­ni jeźdź­cy nie zda­ją sobie spra­wy, że cofa­ją rękę odru­cho­wo, pod wpły­wem instynk­tu samo­za­cho­waw­cze­go; czę­sto źle rozu­mie­ją zasa­dę dzia­ła­nia pomo­cy wstrzy­mu­ją­cych.
  • Zadbaj, żeby łyd­ki były sta­bil­ne, moc­no i łagod­nie przy­le­ga­ły do boków konia za poprę­giem - „weź konia w łyd­ki”. Pod żad­nym pozo­rem nie wol­no łydek odsta­wiać.
  • Pamiętaj o prze­wa­dze pomo­cy napę­dza­ją­cych nad wstrzy­mu­ją­cy­mi i kolej­no­ści ich uży­cia: dosiad, łyd­ka, ręka.
  • Stale kon­tro­luj pro­ste usta­wie­nie konia, szcze­gól­nie pil­nuj jego zadu.
  • Jeżeli uciecz­ka wystę­pu­je po sko­ku, pamię­taj o szyb­kim i ela­stycz­nym powro­cie w sio­dło w opar­ciu o strze­mio­na, nie hamuj cofa­ją­cą się ręką; jeże­li łapiesz rów­no­wa­gę przy pomo­cy ostróg - zre­zy­gnuj z nich; odpo­wied­nio ukła­daj drą­gi tre­nin­go­we w cza­sie tre­nin­gu na niskich prze­szko­dach (przed prze­szko­dą i za nią).

Odpowiedź na pozio­mie dla­cze­go? jest jesz­cze inna.
Konie ucie­ka­ją spod jeźdź­ca wyłącz­nie z dwóch naraz wystę­pu­ją­cych przy­czyn:

  1. wyso­kie­go pozio­mu stre­su.
  2. umoż­li­wie­nia przez jeźdź­ca skrzy­wie­nia konia - bra­ku kon­tro­li zadu, wykrzy­wień żuchwy, poty­li­cy, szyi, nasa­dy szyi. Koń pro­sty, ela­stycz­nie zamknię­ty, „skra­ca się sam” pod wpły­wem wła­snej siły pcha­ją­cej i dzia­ła­nia pomo­cy.
    Wysoki poziom stre­su wywo­łu­ją:
    • instynkt stad­ny, instynkt roz­rod­czy;
    • mło­dy wiek i brak doświad­cze­nia konia;
    • nie­do­sta­tek ruchu - brak moż­li­wo­ści odre­ago­wa­nia stre­su;
    • nagłe zda­rze­nia wywo­łu­ją­ce prze­strach;
    • zada­nia prze­ra­sta­ją­ce moż­li­wo­ści konia;
    • ból;
    • złe sko­ja­rze­nia, a raczej nad­mier­nie dobra pamięć bole­snych sytu­acji;
    • brak zaufa­nia do jeźdź­ca jako „sze­fa sta­da”, opie­ku­na;
    • dez­orien­ta­cja konia na sku­tek odczu­wa­nia sprzecz­nych bodź­ców;
    • strach przed ludź­mi, szcze­gól­nie przed jeźdź­cem;
    • wczu­wa­nie się w nie­po­kój jeźdź­ca, „zara­ża­nie się” stre­sem;
    • wyso­ki poziom wyzwa­nia - konie czę­sto „wyczu­wa­ją” poziom trud­no­ści impre­zy spor­to­wej.

Stresy koja­rzą­ce się z zagro­że­niem uru­cha­mia­ją instynkt samo­za­cho­waw­czy. U koni gorą­co­kr­wi­stych, rośli­no­żer­ców o pocho­dze­niu ste­po­wym, wyra­ża on się naj­czę­ściej instynk­tow­ną uciecz­ką poten­cjal­nej ofia­ry przed dra­pież­ni­kiem. Niedopuszczalne jest, gdy to czło­wiek sta­je się dla konia prze­śla­dow­cą. Trzeba pamię­tać, że pani­ka nie jest jedy­ną reak­cją koni na nad­mier­ny stres. Rzadziej, ale nadal dość czę­sto, wystę­pu­je reak­cja para­li­żu­ją­ca, wyra­ża­ją­ca się znie­ru­cho­mie­niem.
I tak prze­cho­dzi­my do dru­gie­go pyta­nia: co mam zro­bić, bo koń nie chce iść?
Kiepska odpo­wiedź na pozio­mie co?: „Więcej łyd­ki, ostro­gi, bata”. Odpowiedź typu jak?: „Wzmocnij pomo­ce napę­dza­ją­ce lub osłab wstrzy­mu­ją­ce, lub jed­no i dru­gie. Używaj pomo­cy w spo­sób czy­tel­ny dla konia. Więcej zde­cy­do­wa­nia; żad­nych sprzecz­no­ści.” Często roz­wią­za­nie jest banal­nie pro­ste: „A może zamie­nisz czap­sy na porząd­ne, dłu­gie jeź­dziec­kie buty?” „A czy Ty w ogó­le umiesz posłu­gi­wać się batem?” (posłu­gi­wa­nie się batem to nie­ła­twa umie­jęt­ność). Proste odkry­cia bywa­ją naj­trud­niej­sze. Wymagają ana­li­zy typu dla­cze­go? po co?
Dlaczego konie prze­ja­wia­ją nie­chęć do ruchu do przo­du? Powody są dwa:

  1. wyso­ki poziom stre­su (patrz wyżej) obja­wia­ją­cy się reak­cją para­li­żu­ją­cą.
  2. wła­ści­wa każ­dej isto­cie żywej chęć oszczę­dza­nia ener­gii w sytu­acji, kie­dy nie czu­je takiej potrze­by. Jest to naj­czę­ściej zwią­za­ne z utra­tą przez czło­wie­ka pozy­cji sze­fa, lide­ra wobec konia: ten facet na moim grzbie­cie nie zasłu­gu­je na mój wysi­łek. Wynika z czę­ste­go dopro­wa­dza­nia do sytu­acji zagra­ża­ją­cych zdro­wiu, życiu i dobre­mu samo­po­czu­ciu zwie­rzę­cia; nara­ża­nia go na ból i koniecz­ność roz­pacz­li­we­go rato­wa­nia się z opre­sji.

Ten pro­blem wystę­pu­je nie tyl­ko na pozio­mie pod­sta­wo­wych umie­jęt­no­ści jeź­dziec­kich (a raczej przy ich bra­ku), lecz tak­że na wyso­kim pozio­mie spor­to­wym. Tu ilość sytu­acji, w któ­rych koń może się „zra­zić” do swo­je­go jeźdź­ca rośnie w postę­pie geo­me­trycz­nym wraz ze wzro­stem pozio­mu spor­to­we­go impre­zy. Utrata zaufa­nia rodzi nara­sta­ją­ce trud­no­ści, a te pro­wa­dzą do postę­pu­ją­cej utra­ty zaufa­nia. Powstaje błęd­ne koło. Rozwiązanie pro­ble­mu takie­go typu wyma­ga odpo­wie­dzi na pozio­mie po co?: „Po co nara­żasz zwie­rza­ka na stres na tym pozio­mie, sko­ro sobie nie radzisz?” „Jak dłu­go jesz­cze chcesz, żeby ten koń Tobie, czy też komu­kol­wiek słu­żył?”. Takie reflek­sje są bar­dzo, ale to bar­dzo, nie­lu­bia­ne. Zmuszają do podej­mo­wa­nia zasad­ni­czych decy­zji, a decy­zje bywa­ją bole­sne.
W ubie­głym roku byłem wykła­dow­cą na pew­nym kur­sie instruk­tor­skim. Jak zwy­kle w takich wypad­kach, zosta­łem zasy­pa­ny gra­dem pytań typu co zro­bić, bo… Starałem się odpo­wia­dać zgod­nie z moją naj­lep­szą wie­dzą i wolą, ale dość szyb­ko opi­sa­no mi sytu­ację, co do któ­rej nasu­nę­ła mi się jedy­na roz­sąd­na rada: „Oddaj koni­ka sąsia­do­wi”. Ta wypo­wiedź zosta­ła powi­ta­na sal­wą śmie­chu, cho­ciaż sytu­acja do śmie­chu nie zachę­ca­ła. Od tej pory sfor­mu­ło­wa­nie „oddaj sąsia­do­wi” sta­ło się rodza­jem hasła- klu­cza na nie­roz­wią­zy­wal­ne pro­ble­my. Na tym samym kur­sie inny tre­ner pro­wa­dził wykład doty­czą­cy pra­cy z koń­mi trud­ny­mi i „zepsu­ty­mi”. Dzielił się swo­ją wie­dzą, kie­dy z gro­na słu­cha­czy padło pyta­nie: Niech Pan nam powie po co zawra­cać sobie gło­wę taki­mi koń­mi? „No jak to?” - było jedy­ną odpo­wie­dzią. Odpowiedź na to pyta­nie jed­nak ist­nie­je.
Oto powo­dy zaj­mo­wa­nia się trud­ny­mi koń­mi:

  1. rodzaj maso­chi­zmu i zakłó­co­ne­go instynk­tu samo­za­cho­waw­cze­go - lubię się męczyć i zabi­jać;
  2. lubi się wyzwa­nia - sztu­ka dla sztu­ki;
  3. powo­dy finan­so­we - podob­ne do „rato­wa­nia” samo­cho­dów po krak­sach - moż­na na tym zaro­bić, ale takie­go auta uko­cha­nej się raczej nie poda­ru­je; „oszczęd­no­ści” poczy­nio­ne przy zaku­pie „zepsu­te­go” lub trud­ne­go konia mogą oka­zać się złud­ne wobec kosz­tów utra­ty zdro­wia przez czło­wie­ka;
  4. licze­nie na to, że znaj­dzie się „dia­ment” - jest to praw­do­po­do­bień­stwo zbli­żo­ne do wygra­nej w toto­lot­ka; wypeł­nia­nie kupo­nów jest jed­nak zde­cy­do­wa­nie bez­piecz­niej­sze, a za ewen­tu­al­ną wygra­ną moż­na kupić nie­złe­go wierz­chow­ca…
  5. ćwi­cze­nie umie­jęt­no­ści, któ­re mogą się przy­dać przy roz­wią­zy­wa­niu przej­ścio­wych trud­no­ści z „nor­mal­ny­mi” zwie­rza­ka­mi;
  6. litość nad losem zwie­rzę­cia.

Oprócz pierw­sze­go - pozo­sta­łe powo­dy nie doty­czą i nie mogą doty­czyć nie­do­świad­czo­nych jeźdź­ców. Pozostali powin­ni wie­dzieć w co i po co się bawią. Czy nie lepiej ten sam duży! wysi­łek zain­we­sto­wać w konia bez fizycz­nych i psy­chicz­nych „skrzy­wień”? Znany mi doświad­czo­ny jeź­dziec zasko­czył mnie kie­dyś stwier­dze­niem, że bar­dzo lubi jeź­dzić na mło­dych koniach. Jak to? Przecież to żmud­ne, nie­wy­god­ne, koń sztyw­ny, porząd­nie poska­kać sobie nie moż­na… No tak - usły­sza­łem odpo­wiedź - ale takie­go konia nikt wcze­śniej nie zepsuł. Mogę liczyć na szyb­kie postę­py i oszczę­dzam sobie przy­krych nie­spo­dzia­nek. Oczywiście, jaz­da na mło­dych koniach też nie jest zaję­ciem dla nowi­cju­szy. Robienie mło­dych koni i odra­bia­nie zepsu­tych jest bar­dzo trud­ną sztu­ką, wyma­ga­ją­cą szcze­gól­ne­go talen­tu i spe­cja­li­za­cji. Odrabianie jest o tyle nie­wdzięcz­ne, że zawsze w pod­bram­ko­wej sytu­acji prze­szłość może dać o sobie znać.
Jeździectwo jest spor­tem wyso­kie­go ryzy­ka, nawet upra­wia­ne na naj­le­piej do tego celu pre­dys­po­no­wa­nych wierz­chow­cach. Zawsze zatem war­to się zasta­no­wić po co prze­ży­wa­my przy­go­dę jeź­dziec­ką i może zamiast „zadrę­czać” tre­ner­skie BOK seria­mi nara­sta­ją­cych pro­ble­mów - pod­jąć bole­sną decy­zję, „oddać sąsia­do­wi”, a same­mu wybrać odpo­wied­nie­go dla sie­bie wierz­chow­ca, dają­ce­go szan­sę na praw­dzi­wą radość i satys­fak­cję. Wyzwań w jeź­dziec­twie nigdy nie zabrak­nie. Wystarczające jest to, żeby swo­je­go dobre­go konia nie zepsuć.
Biuro Obsługi Klienta bywa przy­dat­ne, ale… Gdy uczest­ni­czy się w tre­nin­gach dobrych tre­ne­rów, łatwo zauwa­żyć, że udzie­la­ją uwag na bie­żą­co, obser­wu­jąc zmia­ny zacho­wa­nia i syl­wet­ki konia. W dodat­ku czę­sto zaj­mu­ją wobec koni pozy­cję lide­ra, sku­pia­jąc na sobie ich uwa­gę i umoż­li­wia­jąc w mia­rę bez­pro­ble­mo­wy prze­bieg pra­cy jeźdź­com, któ­rzy sła­bo sobie radzą.
Tego nie da się zapew­nić w spo­sób „wir­tu­al­ny”.

Jan Skoczylas
fjs@wp.pl

Więcej w Sport i wyścigi

Na górę