Connect with us

Wspomnienia o Ludwiku Pietrzyku

Kronika

Wspomnienia o Ludwiku Pietrzyku

Zbigniew Witkowski

21 kwiet­nia 2006 roku rodzi­na, gro­no przy­ja­ciół, współ­pra­cow­ni­ków, hodow­ców, a wśród nich przed­sta­wi­cie­le stad ogie­rów i stad­nin koni, Agencji Nieruchomości Rolnych, PZHK i okrę­go­wych związ­ków hodow­ców koni poże­gna­li na pięk­nym pasłęc­kim cmen­ta­rzu jed­ne­go z naj­wy­bit­niej­szych hodow­ców koni w powo­jen­nej histo­rii - Ludwika Pietrzyka.

Urodził się 29 czerw­ca 1923 roku w Twierdzy Modlin. Do liceum uczęsz­czał w Pomiechówku. Niestety, woj­na prze­rwa­ła naukę i matu­rę uzy­skał na taj­nych kom­ple­tach w cza­sie oku­pa­cji, gdzie też roz­po­czął naukę w Wyższej Szkole Rolniczej, póź­niej­szej SGGW. Po ukoń­cze­niu stu­diów w 1948 roku roz­po­czął pra­ce jako prak­ty­kant w Państwowej Stadninie Koni w Racocie, a następ­nie jako kie­row­nik Stadnin Łososina Dolna, Nowa Wioska i Nieświastów. W 1953 roku został mia­no­wa­ny na sta­no­wi­sko głów­ne­go hodow­cy, a póź­niej zastęp­cy dyrek­to­ra w Stadninie Koni RZECZNA. W 1989 roku prze­szedł na eme­ry­tu­rę, pra­cu­jąc jesz­cze na pól eta­tu do 1993 roku.

W cza­sie ponad 40 lat Jego pra­cy uro­dzi­ło się w stad­ni­nie ponad 3 tysią­ce źre­biąt, z cze­go do zakła­dów tre­nin­go­wych odda­no 340 ogie­rów, a na mat­ki włą­czo­no ponad 400 kla­czy. W pra­cy hodow­cy nie liczy się jed­nak w ilo­ści uro­dzo­nych koni, odda­nych ogie­rów do Zakładów Treningowych czy wcie­lo­nych do sta­da matek kla­czy. Ogrom pra­cy, jaki Ludwik Pietrzyk - HODOWCA - wło­żył w two­rze­nie i utrzy­ma­niu stad­ni­ny widać w wyho­do­wa­nych koniach wybit­nych. A koni tych było bar­dzo dużo, jak na sto­sun­ko­wo krót­ki okres hodow­la­ny. Ogromne wyczu­cie w dobo­rze ogie­rów, prze­my­śla­ny, i to w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach, plan koja­rzeń oraz kon­se­kwen­cja w dąże­niu do upra­gnio­ne­go celu pozwo­li­ły wyho­do­wać zna­ko­mi­te konie. Niezwykle skrom­ny, bez­gra­nicz­nie odda­ny swo­jej pra­cy, potra­fił sku­pić wokół sie­bie gro­no miło­śni­ków hodow­li koni. Zawsze z wiel­ką ocho­tą prze­ka­zy­wał uczniom swo­ją ogrom­ną wie­dzę. Wielogodzinne dys­ku­sje na tema­ty hodow­la­ne, wspo­mnie­nia o trud­nych począt­kach hodow­li koni w okre­sie powo­jen­nym gro­ma­dzi­ły zawsze duże gro­no słu­cha­czy. Jego ulu­bio­ny czy­sty wschod­nio­prus (bo tak nazy­wał konia wiel­ko­pol­skie­go) był jego naj­więk­szą dumą. Zawsze powta­rzał, że konie tej rasy muszą być: ład­ne, bar­dzo dobrze się ruszać i mieć ide­al­nie spo­koj­ny cha­rak­ter, a do wiel­kie­go spor­tu zawsze coś z tego będzie moż­na wybrać. Mimo że sam nie był nigdy czyn­nym zawod­ni­kiem, potra­fił wybrać bez­błęd­nie dobre­go konia do sko­ków czy WKKW.

Największym podzię­ko­wa­niem dla hodow­cy są suk­ce­sy jego wycho­wan­ków. A suk­ce­sów tych moż­na by wymie­niać wie­le. Medale na Mistrzostwach Polski w ujeż­dże­niu: Condylus, Damazy, Balan, Celbant; w sko­kach: Drobnica, Bertyn, Arkus xx, Ignam: w WKKW Wodnik, Cyriak xx, Kosa, Idrys xx, Dajak xx, Igrek, a nawet w raj­dach dłu­go­dy­stan­so­wvch Widłak xx. To jemu zawsze dzię­ko­wa­li zawod­ni­cy wra­ca­ją­cy z naj­więk­szych zawo­dów. Pamiętali o czło­wie­ku, któ­ry tam gdzieś, w Stadninie Koni Rzeczna dnia­mi i noca­mi dbał o to, żeby z każ­de­go uro­dzo­ne­go źre­ba­ka wyrósł zdro­wy i dorod­ny koń. A potem, aby ten „nie­oszli­fo­wa­ny kamień” tra­fił do naj­lep­szych jeźdź­ców, któ­rzy poprzez lata pra­cy robi­li z nie­go wspa­nia­łe­go konia sportowego.

Sukcesy odno­si­ły tak­że konie peł­nej krwi angiel­skiej. Mimo że oddział peł­nej krwi był sto­sun­ko­wo mło­dy, a sta­do matek nie­zbyt dobre, dwu­krot­nie zosta­ły wygra­ne Derby (Otmar i Mokosz/)oraz zdo­by­to wie­lu nagród poza­gru­po­wych, cze­go uwień­cze­niem było przy­zna­nie w 1995 roku WOLARZOWI tytu­łu konia roku.

Do koń­ca inte­re­so­wał się losem koni uro­dzo­nych w Rzecznej. Kiedy po zawo­dach na Torwarze opo­wia­da­łem, jak dobrze wypa­dła Wigonia po Makarcie - powie­dział - a pamię­ta pan jak mówi­li na nie­go „wała­szy­na” i co teraz !?

Więcej w Kronika

Na górę