Connect with us

Uznanie dla Polski

Hodowla

Uznanie dla Polski

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Do Gładyszowa, Wołosatego i Odrzechowej przy­je­cha­li w tym roku wszy­scy sym­pa­ty­cy hucu­łów. Magnesem było zebra­nie Komisji Hodowlanej, posie­dze­nie Zarządu i Walny Zjazd Hucul International Federation, połą­czo­ne z prze­glą­dem hodow­la­nym w trzech ww. wio­dą­cych pań­stwo­wych stad­ni­nach koni rasy hucul­skiej w Polsce oraz Krajowym Czempionatem Młodzieżowym. O tym wszyst­kim opo­wia­da wice­pre­zes HIF Marek Gibała.

Marek Gibała fot. Paulina Peckiel

Marek Gibała
fot. Paulina Peckiel

Lipcowy Walny Zjazd HIF w Polsce prze­szedł już do histo­rii. Za nami tak­że wspa­nia­ły czem­pio­nat ogól­no­pol­ski połą­czo­ny z kwa­li­fi­ka­cją do mię­dzy­na­ro­do­we­go czem­pio­na­tu koni rasy hucul­skiej, prze­pro­wa­dza­ne­go pod egi­dą HIF tyl­ko raz na czte­ry lata. To była ogrom­na trzy­dnio­wa impre­za. Jak się zdo­by­wa pie­nią­dze na takie przed­się­wzię­cie?
– Na wstę­pie chcia­łem zazna­czyć, że Polska już kie­dyś była gospo­da­rzem Walnego Zjazdu Międzynarodowej Organizacji Konia Huculskiego (HIF). Miało to miej­sce w 2004 r. w Iwkowej. Niemniej obec­nie przy­szło nam orga­ni­zo­wać o wie­le więk­sze przed­się­wzię­cie. Z pro­po­zy­cją orga­ni­za­cji wal­ne­go zjaz­du w Polsce wystą­pił w 2011 r. dr Władysław Brejta, ówcze­sny pre­zes PZHK, a mia­ło to miej­sce na zjeź­dzie w Stadninie Koni Topolczanki (Słowacja), któ­ra jest sie­dzi­bą tej orga­ni­za­cji. Od począt­ku przy­ję­li­śmy zało­że­nie, że wal­ny zjazd w Polsce będzie­my chcie­li połą­czyć z sze­ro­ką pro­mo­cją, pre­zen­ta­cją i poka­zem hodow­li oraz użyt­ko­wa­nia jak naj­więk­szej licz­by koni rasy hucul­skiej.
Kiedy w ostat­nich trzech latach na kolej­nych zjaz­dach HIF przed­sta­wia­łem aktu­al­ny stan hodow­li koni hucul­skich w Polsce, pod­kre­śla­łem, że wraz ze zwięk­sza­ją­cym się pogło­wiem koni hucul­skich w naszym kra­ju rośnie licz­ba orga­ni­zo­wa­nych imprez, zawo­dów i czem­pio­na­tów hodow­la­nych tej rasy. Postanowiliśmy więc, że w trak­cie wal­ne­go zjaz­du w Polsce poka­że­my jed­ną z takich imprez, któ­rych w sezo­nie odby­wa się u nas kil­ka­na­ście. Ostatecznie wybór padł na Kołaczyce i Ośrodek Rekreacyjno-Sportowy, gdzie odbył się XIII już Ogólnopolski i Międzynarodowy Czempionat Młodzieżowy Koni Rasy Huculskiej.
Gospodarzem impre­zy byli Małgorzata Salacha – bur­mistrz Miasta i Gminy Kołaczyce oraz Stanisław Stasiowski – szef Stajni Galicja. Mimo że ośro­dek w Kołaczycach funk­cjo­nu­je dopie­ro trzy lata, i to głów­nie za spra­wą Galicyjskiego Lata z Koniem, orga­ni­za­to­rzy sta­nę­li na wyso­ko­ści zada­nia i doło­ży­li wszel­kich sta­rań w przy­go­to­wa­nie impre­zy. Jak stwier­dził Stanisław Stasiowski: – Międzynarodowy czem­pio­nat hucul­ski to bar­dzo duże uzna­nie dla naszej małej ojczy­zny – Kołaczyc, a zara­zem jesz­cze więk­sze wyzwa­nie na kolej­ne lata.
O środ­ki na dofi­nan­so­wa­nie tego przed­się­wzię­cia wystę­po­wa­li­śmy – zarów­no przez OZHK w Rzeszowie, jak i PZHK – do róż­nych insty­tu­cji i władz szcze­bla woje­wódz­kie­go i cen­tral­ne­go. W PZHK Udało się przy­go­to­wać wnio­sek o dofi­nan­so­wa­nie czem­pio­na­tu i zło­żyć odpo­wied­ni pro­jekt do sekre­ta­ria­tu cen­tral­ne­go KSOW.
Trzeba jed­nak mieć na uwa­dze, że są to pie­nią­dze trud­ne do uzy­ska­nia, a po reali­za­cji pro­jek­tu wyma­ga­ne jest bar­dzo szcze­gó­ło­we roz­li­cze­nie.

Czempionat po raz pierw­szy był sędzio­wa­ny inną ska­lą – na czym ta róż­ni­ca czy trud­ność pole­ga­ła (ska­la 50 a 70)?
– Zgadza się, XIII Ogólnopolski Czempionat Młodzieżowy sędzio­wa­ny był inną ska­lą niż nasze w Polsce. Jak wia­do­mo, wg nasze­go regu­la­mi­nu oce­nia­my konie w pię­ciu cechach (typ, pokrój, stęp, kłus, ogól­ne wra­że­nie). W regu­la­mi­nie HIF, któ­ry został zatwier­dzo­ny kie­dyś przez Walny Zjazd HIF (nota­be­ne przy sprze­ci­wie Polski), oce­nia się też w ska­li 1 – 10 pkt, ale sie­dem cech – typ, gło­wa, szy­ja, kło­da, nogi, stęp, kłus.
Trudność w sędzio­wa­niu tego czem­pio­na­tu przez komi­sję – w skła­dzie: Marek Gibała (PL), Andrzej Goraus (PL), Emil Kovalčik (SK) i zamien­nie Sandor Mihok (HUN) – pole­ga­ła na dwóch istot­nych kwe­stiach. Po pierw­sze u nas gło­wę z szy­ją, ich połą­cze­nie i wej­ście szyi w kło­dę oce­nia się razem z pokro­jem, nato­miast tutaj osob­no. Istotną róż­ni­cą było też to, że regu­la­min HIF okre­śla, iż oce­na danej cechy konia jest wyra­żo­na przez trzech sędziów jed­ną wspól­ną notą, bez sto­so­wa­nia połó­wek. Natomiast u nas trzech sędziów oce­nia nie­za­leż­nie wszyst­kie cechy, a wynik jest śred­nią aryt­me­tycz­ną. Myślę, że sędzio­wa­nie tego czem­pio­na­tu pozwo­li pod­jąć dys­ku­sję i w przy­szło­ści wpro­wa­dzić zmia­ny do regu­la­mi­nu oce­ny HIF.

Udało się Polsce poka­zać trzy wio­dą­ce pań­stwo­we hodow­le hucul­skie – Odrzechowa, Wołosate i Gładyszów. Co kon­kret­nie zapre­zen­to­wa­li­śmy?
– Polska hodow­la koni rasy hucul­skiej liczy obec­nie ponad 1460 matek i ok. 200 ogie­rów, a opar­ta jest w dużym stop­niu na rodo­wo­dach koni hodow­li pań­stwo­wej. Szczególna w tym zasłu­ga Stadniny Koni Gładyszów i powsta­łych póź­niej kolej­nych dwóch stad­nin – Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki w Odrzechowej i Zachowawczej Hodowli Konia Huculskiego Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Wołosatem.
Dlatego przy­go­to­wu­jąc pro­gram trzy­dnio­we­go zjaz­du, chcie­li­śmy w nim umie­ścić prze­glą­dy i poka­zy hodow­la­ne w tych trzech stad­ni­nach. W SKH Gładyszów zapre­zen­to­wa­no w ręku czte­ry ogie­ry czo­ło­we: Nominała z linii Pietrosu, sro­ka­te­go, z bar­dzo dobrym ruchem Nasira (Gu), jed­ne­go z ostat­nich synów epo­ko­we­go w naszej hucul­skiej hodow­li ogie­ra Jaśmin, oraz dwa ogie­ry z linii Hrobego – Powiewa i Jasyra. Zaprezentowano rów­nież osiem kla­czy z rodzin Wrony, Polanki, Czeremchy, Gurgul, Góralki oraz Sroczki. Bogaty komen­tarz o osią­gnię­ciach hodow­la­nych i użyt­ko­wych każ­de­go z koni przed­sta­wi­ła Barbara Jaklińska, kie­row­nik stad­ni­ny.
Natomiast w sta­dzie koni Wołosate BPN zapre­zen­to­wa­no czo­ło­we­go ogie­ra z linii Gorala – Nefryta, któ­ry już pią­ty sezon sta­cjo­nu­je w Bieszczadach i dał łącz­nie 43 szt. potom­stwa. Zaprezentowano rów­nież osiem kla­czy z linii Wyderki, Agatki, Wołgi, Bajkałki. Prezentację pro­wa­dzi­ła kie­ru­ją­ca tą hodow­lą Agnieszka Jackowska, a o dwu­dzie­sto­let­niej już histo­rii stad­ni­ny opo­wia­dał dyrek­tor Leopold Bekier. W Wołosatem uda­ło się też prze­pro­wa­dzić krót­kie kon­sul­ta­cje szko­le­nio­we sędziów HIF. Niemniej czas nas gonił i w nie­dziel­ne popo­łu­dnie 7 lip­ca auto­ka­rem popę­dzi­li­śmy do Rudawki Rymanowskiej, aby pod skał­ka­mi oce­nić doro­bek hodow­la­ny kolej­nej pań­stwo­wej hodow­li – Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki PIB w Odrzechowej.

Polska ucho­dzi za lide­ra w kwe­stii wszech­stron­ne­go zago­spo­da­ro­wa­nia i użyt­ko­wa­nia koni rasy hucul­skiej. Co to nam daje, jakie to ma zna­cze­nie na forum mię­dzy­na­ro­do­wym?
– Myślę, że świad­czy to o przy­ję­ciu przez naszych hodow­ców koni rasy hucul­skiej pod­sta­wo­wej i jak­że waż­nej zasa­dy, jaka powin­na funk­cjo­no­wać w ogó­le wśród hodow­ców koni, iż hodow­la i użyt­ko­wość powin­ny iść w parze. Z tego powo­du na orga­ni­zo­wa­nych w Polsce impre­zach hucul­skich prze­pro­wa­dza się kil­ka­dzie­siąt róż­ne­go rodza­ju kon­kur­sów i zawo­dów kon­nych, a więc ścież­ki dla koni mło­dych, eli­mi­na­cyj­ne dla koni star­szych kon­kur­sy sko­ków przez prze­szko­dy czy też licz­ne kon­kur­sy zaprzę­gów paro­kon­nych. Wszystko to odby­wa się w ramach przy­ję­tych regu­la­mi­nów i jest nad­zo­ro­wa­ne przez człon­ków Komisji Księgi Stadnej koni rasy hucul­skiej. Nasze eki­py co roku wyjeż­dża­ją w sezo­nie na zawo­dy do innych kra­jów, np. na Węgry, do Czech, Austrii, gdzie z suk­ce­sa­mi rywa­li­zu­ją z ośrod­ka­mi jeź­dziec­ki­mi tam­tej­szych hodow­li. Na przy­kład w sierp­niu br. Paprotka-O i Gata ze Stajni Galicja wygra­ły kon­kurs zręcz­no­ści powo­że­nia na Węgrzech. To też jest pro­mo­cja naszej hodow­li i pol­skich koni hucul­skich. Przykładem szcze­gól­nej pro­mo­cji koni naszej hodow­li będzie zapla­no­wa­ny w kwiet­niu 2014 r. rajd kon­ny z Bieszczad do Austrii przez połu­dnie Polski i Czechy na 12 koniach hucul­skich zaku­pio­nych u nas w kra­ju.

Na Festiwalu Kultur Pogranicza (pol­sko-ukra­iń­sko-bia­ło­ru­skie­go) 7 lip­ca były tysią­ce ludzi. Niby niszo­wa ini­cja­ty­wa, a tu zdu­mie­wa­ją­cy rezo­nans i wiel­kie zain­te­re­so­wa­nie. Jak to roz­pro­pa­go­wa­li­ście, co legło u pod­staw takie­go suk­ce­su fre­kwen­cyj­ne­go?
– Zorganizowany w Rudawce Rymanowskiej Festiwal Kultur Pogranicza „Koń hucul­ski w kul­tu­rze Karpat Wschodnich” był reali­za­cją pierw­sze­go zada­nia w ramach duże­go pro­jek­tu pol­sko-ukra­iń­skie­go. Informacja o tym wyda­rze­niu poja­wi­ła się na pla­ka­tach trzy, czte­ry tygo­dnie przed impre­zą – na festi­wal przy­by­ło kil­ka tysię­cy ludzi. Czy było to dla nas, orga­ni­za­to­rów, dużym zasko­cze­niem? Moda na udział w impre­zach w Rudawce Rymanowskiej trwa prze­cież już parę dobrych lat, głów­nie za spra­wą orga­ni­zo­wa­ne­go od trzy­na­stu lat w ostat­ni week­end sierp­nia Pożegnania Wakacji. Głównym orga­ni­za­to­rem tej impre­zy jest Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki w Odrzechowej i pre­zes dr Władysław Brejta. Podobnie było z festi­wa­lem. Satysfakcja była tym więk­sza, że gościem była mini­ster roz­wo­ju regio­nal­ne­go Elżbieta Bieńkowska, koor­dy­nu­ją­ca m.in. pro­gra­my trans­gra­nicz­ne.

Współpraca trans­gra­nicz­na i 1,7 mln euro na hucu­ły… Ewenement na ska­lę euro­pej­ską. Jak to osią­gnę­li­ście?
– Pomysł przy­go­to­wa­nia pro­jek­tu i apli­ko­wa­nie o środ­ki w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina 2007 – 2013 poja­wił się na począt­ku 2011 r. w Odrzechowej, a ini­cja­to­rem był dr Władysław Brejta, szef Zakładu, a zara­zem pre­zes OZHK Rzeszów. Kilka mie­się­cy pra­co­wa­li­śmy nad przy­go­to­wa­niem pro­jek­tu, wyło­nie­niem part­ne­rów, okre­śle­niem celów oraz zapla­no­wa­niem zadań do reali­za­cji. Ostatecznie we wrze­śniu 2011 r. pro­jekt pod nazwą „Utworzenie Polsko-Ukraińskiego Centrum Hodowli i Promocji Konia Huculskiego” został zło­żo­ny w ramach kolej­ne­go nabo­ru wnio­sków w Programie Współpracy Transgranicznej PL-BY-UA. Partnerem wio­dą­cym został ZDIZ Odrzechowa, part­ne­rem nr 1 OZHK Rzeszów, a part­ne­rem nr 2 po stro­nie ukra­iń­skiej Naukowo-Produkcyjna Asocjacja Plemkoncentr w Sołoczynie, mają­ca zara­zem upraw­nie­nia mini­ste­rial­ne do pro­wa­dze­nia hodow­li i selek­cji koni rasy hucul­skiej na Ukrainie. Po czte­rech eta­pach selek­cji wnio­sków nasz pro­jekt został zakwa­li­fi­ko­wa­ny do reali­za­cji. Przeszedł jako jeden z 40 zatwier­dzo­nych do sfi­nan­so­wa­nia z pro­gra­mu na ogól­ną licz­bę 500, jakie napły­nę­ły od róż­nych insty­tu­cji, w tym tak­że od samo­rzą­dów trzech kra­jów sąsia­du­ją­cych. Myślę, że na wyso­ką oce­nę pro­jek­tu mia­ła wpływ ory­gi­nal­ność pomy­słu i zada­nia o cha­rak­te­rze hodow­la­no-kul­tu­ral­nym, któ­re z udzia­łem przed­sta­wi­cie­li obu kra­jów będą reali­zo­wa­ne na prze­mian po pol­skiej i ukra­iń­skiej stro­nie. Dotyczy to zapla­no­wa­nych w obu kra­jach licz­nych szko­leń, dwóch festi­wa­li, utwo­rze­nia hodow­li rezer­wa­to­wych oraz opra­co­wa­nia wspól­nej stra­te­gii hodow­li konia hucul­skie­go.

Nic nie dzie­je się samo – poka­za­li­ście choć­by pięć żyją­cych poko­leń z jed­nej linii żeń­skiej… Podobno zro­bi­ło to ogrom­ne wra­że­nie na publicz­no­ści.
– Tak, potwier­dzam, to był szcze­gól­ny moment pod­czas prze­glą­du hodow­li odrze­chow­skiej, któ­rą kie­ru­je Maria Brejta. Przed licz­nie zgro­ma­dzo­ną publicz­no­ścią w Rudawce Rymanowskiej zapre­zen­to­wa­no rodzi­nę kla­czy Pastuszki. Najpierw wypro­wa­dzo­no nestor­kę – Platynkę (Rygor – Przylaszczka), ur. 1994, mat­kę jede­na­ścior­ga źre­biąt, w tym sze­ściu córek wpi­sa­nych do ksiąg, a następ­nie kolej­ne poko­le­nia – ur. w 2000 Poziomkę po Sonet, z 2004 Proximę po Lotnik, z 2007 Paulinkę „O” po Giewont oraz z 2011 roku Pilicę-O po Zefirek. Wyrazom uzna­nia i okla­skom nie było koń­ca, gdy osta­tecz­nie przed widow­nią sta­nę­ło pięć kla­czy tak podob­nych w typie, pokro­ju i maści.

Daje do myśle­nia fakt, iż dotar­li do nas wszy­scy przed­sta­wi­cie­le państw zrze­szo­nych w HIF (8 człon­ków) i wytrwa­li od począt­ku do koń­ca. Ewidentny dowód na sza­cu­nek i zain­te­re­so­wa­nie tym, co miał do zapro­po­no­wa­nia gospo­darz…
– Myślę, że tak nale­ży trak­to­wać obec­ność na naszym zjeź­dzie wszyst­kich dele­ga­cji kra­jów zrze­szo­nych w HIF. Kierowani pew­nie zwy­kłą cie­ka­wo­ścią, ale i zain­te­re­so­wa­niem, co Polska poka­że pod­czas tego trzy­dnio­we­go boga­te­go pro­gra­mu. Nam uda­ło się w cało­ści zre­ali­zo­wać pro­gram Walnego Zjazdu, a przed­sta­wi­cie­le wszyst­kich dele­ga­cji, peł­ni pozy­tyw­nych wra­żeń, dzię­ko­wa­li nam za zapro­sze­nie.

Jakie będą korzy­ści z suk­ce­su Walnego Zjazdu HIF w Polsce? Czy i co może­my na tym ugrać?
– Nasz Zjazd uświa­do­mił wie­lu decy­den­tom z HIF domi­nu­ją­cą rolę pol­skiej hodow­li koni hucul­skich. Myślę, że pro­fe­sjo­nal­na orga­ni­za­cja Zjazdu, a tak­że wspa­nia­ła atmos­fe­ra pomo­gą nam w przy­szło­ści liczyć na popar­cie róż­nych ini­cja­tyw wysu­wa­nych przez Polskę na forum tej orga­ni­za­cji.

W sobo­tę 6 lip­ca obra­dy Zjazdu nie­spo­dzie­wa­nie, z przy­czyn oso­bi­stych, opu­ścił pre­zy­dent HIF Michal Horny. Awaryjnie rolę pro­wa­dzą­ce­go zebra­nie powie­rzo­no panu. Czy Marek Gibała miał tre­mę? Jak pan zdo­łał ją opa­no­wać i popro­wa­dzić burz­li­wą dys­ku­sję?
– No tak, wszyst­ko dzia­ło się szyb­ko, inten­syw­ne godzi­ny koła­czyc­kie­go czem­pio­na­tu, powrót do zajaz­du Ostoja w Klimkówce i jako I wice­pre­zy­den­to­wi HIF przy­padł mi obo­wią­zek popro­wa­dze­nia Walnego Zjazdu. Wyzwanie dość duże, może tro­chę emo­cji na począt­ku, ale póź­niej poszło wszyst­ko gład­ko. Udało mi się zre­ali­zo­wać wszyst­kie zapla­no­wa­ne punk­ty pro­gra­mu i dość łagod­nie oraz nie­co „dyplo­ma­tycz­nie” pokie­ro­wać dys­ku­sją na temat przy­szłe­go człon­ko­stwa Ukrainy w HIF, przy wciąż podzie­lo­nym śro­do­wi­sku hodow­ców koni hucul­skich w tym kra­ju. Wystąpienia Piotra Jakubowskiego – rad­cy Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi – oraz prof. Zbigniewa Jaworskiego pod­nio­sły ran­gę i donio­słość tego mię­dzy­na­ro­do­we­go wyda­rze­nia hucul­skie­go w naszym kra­ju.

Środowiskowy auto­ry­tet, Austriaczka Christine Jansen napi­sa­ła na swo­im blo­gu, że ostat­ni wal­ny zjazd to kamień milo­wy w rela­cjach Polski z HIF. Podziela pan ów entu­zjazm?
– Jeżeli pada­ją takie stwier­dze­nia, to dobrze świad­czy o oce­nie i wra­że­niu, jakie wywieź­li z nasze­go kra­ju uczest­ni­cy zjaz­du. Przecież taki był głów­ny cel jego orga­ni­za­cji. Zaprezentować w spo­sób opty­mal­ny pol­ską hodow­lę koni hucul­skich i wypaść jak naj­le­piej w oce­nie dele­ga­cji zagra­nicz­nych. Potwierdzało to też w kon­tak­tach ze mną wie­lu uczest­ni­ków tam­te­go lip­co­we­go spo­tka­nia. Jednak to przy­szłość poka­że, co nam się uda­ło „ugrać” przy oka­zji orga­ni­za­cji Walnego Zjazdu HIF w Polsce.

Do tej pory same plu­sy, a co się nie uda­ło?
– Przyciągnąć do udzia­łu w naszym czem­pio­na­cie wię­cej ekip zagra­nicz­nych. Wciąż nie uda­je się nam dopro­wa­dzić do więk­szej otwar­to­ści i szcze­ro­ści dzia­ła­nia nie­któ­rych człon­ków HIF, a wspa­nia­ły pro­jekt, jakim było powsta­nie przed bli­sko dwu­dzie­stu laty HIF, wciąż nie speł­nia ocze­ki­wań w nim pokła­da­nych przez hodow­ców koni rasy hucul­skiej w Europie.

Kwestia sro­ka­tych hucu­łów – Europa, oględ­nie mówiąc, dość scep­tycz­nie pod­cho­dzi do zagad­nie­nia. Czy w kon­fron­ta­cji z tym, co nasi goście zoba­czy­li w Polsce, zmie­nią zda­nie? Czy argu­men­tem Jaśmina może­my prze­ła­mać ste­reo­typ myśle­nia?
– Stanowisko kil­ku (pod­kre­ślam!) decy­den­tów z kra­jów człon­kow­skich w kwe­stii koni sro­ka­tych w Polsce było scep­tycz­ne i pew­nie pozo­sta­nie takie nadal. Co cie­ka­we, poje­dyn­czy hodow­cy z innych kra­jów są coraz bar­dziej zain­te­re­so­wa­ni hodow­lą i użyt­ko­wa­niem koni sro­ka­tych. Przecież modę na hodow­lę i użyt­ko­wa­nie koni hucul­skich w Polsce w dużym stop­niu zawdzię­cza­my wła­śnie koniom maści sro­ka­tej. Ogier Jaśmin ma w niej szcze­gól­ne miej­sce. Występuje w rodo­wo­dach kil­ku­set koni w naszym kra­ju, dał bar­dzo dobre i licz­ne potom­stwo, któ­re odzna­cza się bar­dzo dobrym typem i pokro­jem, jest dziel­ne i z dobrym cha­rak­te­rem.

Pokazaliśmy rów­nież pięk­no Bieszczad i ich walo­ry śro­do­wi­sko­we pod kątem hodow­li koni hucul­skich. Teraz nie tyl­ko Rumunia ze swo­ją Luciną może zagwa­ran­to­wać opty­mal­ne warun­ki byto­we dla tej pry­mi­tyw­nej rasy. Zatem Bukowina czy Bieszczady – znaw­cy tema­tu od zawsze dys­ku­tu­ją, gdzie się­ga­ją począt­ki rasy. Czy wystar­cza­ją­co udo­wod­ni­li­śmy, że mamy gdzie i potra­fi­my je hodo­wać?
– Tak, temu prze­cież mia­ła słu­żyć wyciecz­ka w Bieszczady. Warunki do hodow­li koni hucul­skich są tam bar­dzo dobre, wręcz nie­ogra­ni­czo­ne. Do tego jest w tym pięk­nym zakąt­ku nasze­go kra­ju wie­le miejsc, któ­re war­to zwie­dzić, choć­by z grzbie­tu konia. Służą temu licz­ne obo­zy, raj­dy czy wyjaz­dy tury­stycz­ne orga­ni­zo­wa­ne przez naszych hodow­ców w Bieszczadach. A histo­ria rasy hucul­skiej wciąż dzie­li kra­je człon­kow­skie. My poka­zu­jąc po dro­dze do Wołosatego nasze biesz­czadz­kie poło­ni­ny, wska­zy­wa­li­śmy, że tam na wscho­dzie, gdzie przy bar­dzo dobrej pogo­dzie moż­na ze szczy­tów Bieszczad zoba­czyć mno­gość takich tere­nów, jest praw­dzi­wa koleb­ka i ojczy­zna konia hucul­skie­go.

Przy oka­zji win­ni­śmy wyra­zić uzna­nie i wdzięcz­ność dla SK Gładyszów oraz decy­den­tów Agencji Nieruchomości Rolnych, że potra­fi­li prze­pro­wa­dzić pokaz użyt­ko­wo­ści na naj­wyż­szym świa­to­wym pozio­mie. Brawurowe ele­men­ty ścież­ki hucul­skiej, sko­ki na par­ku­rze, zaprzę­gi… nawet czwór­ką! Organizatorom nale­żą się bra­wa i naj­szczer­sze gra­tu­la­cje.
– Faktycznie pokaz użyt­ko­wo­ści przy­go­to­wa­ny przez SKH Gładyszów na głów­nym par­ku­rze wypadł bar­dzo oka­za­le. Dużych emo­cji dostar­czy­ły szyb­kie i bar­dzo płyn­ne prze­jaz­dy koni w ścież­ce hucul­skiej z tro­chę akro­ba­tycz­ny­mi figu­ra­mi na prze­szko­dach w wyko­na­niu jeźdź­ca Łukasza Pupczyka, tak­że płyn­ne prze­jaz­dy w sko­kach przez prze­szko­dy, a fina­ło­wym akcen­tem pod­su­mo­wu­ją­cym pre­zen­ta­cję stad­ni­ny w Gładyszowie był pięk­ny i dyna­micz­ny pokaz zjeż­dże­nia czwór­ki karych koni – Scyli, Lawiny, Lonta i Pina – w wyko­na­niu Marka Chruszcza. Myślę, że to na dłu­go zosta­nie w pamię­ci gościom z zagra­ni­cy.

Hucuły – rasa sko­ra do współ­pra­cy z czło­wie­kiem… Czy zada­li­śmy kłam, jako­by dzi­kość tych koni unie­moż­li­wia­ła ich użyt­ko­wa­nie? Czy wresz­cie doce­nio­no pol­skie hucu­ły, że są ide­al­ne do każ­dej for­my użyt­ko­wa­nia? Zrobiliśmy wra­że­nie na nie­do­wiar­kach?
– Ta rasa jest szcze­gól­nie bli­ska czło­wie­ko­wi, kon­so­li­do­wa­ła się przez dzie­siąt­ki lat. Koń hucul­ski słu­żył mu na co dzień w pra­cach polo­wych, pocią­go­wych, jucz­nych czy wierz­cho­wych, odby­wał dale­kie podró­że. W obec­nych for­mach użyt­ko­wo­ści jest to szcze­gól­nie cen­ne. My to wie­my, choć­by dzię­ki zawo­dom orga­ni­zo­wa­nym w Polsce od wie­lu lat, dla­te­go tak wie­le form użyt­ko­wo­ści hucu­łów zna­la­zło się w pro­gra­mie zjaz­du dla dele­ga­cji zagra­nicz­nych.

Korzystając z oka­zji – pre­zes SKH Gładyszów wrę­czył spe­cjal­ną nagro­dę pre­zy­den­to­wi HIF. Gest kur­tu­azji czy coś wię­cej?
– Wręczenie przez pre­ze­sa Stanisława Ciubę sta­tu­et­ki Jaśmina pre­zy­den­to­wi Michalowi Hornemu pod­czas uro­czy­ste­go obia­du – owszem, kur­tu­azyj­ne – trak­to­wał­bym jako sygnał, że konie hucul­skie maści sro­ka­tej były, są i nadal będą obec­ne w pol­skiej hodow­li, bez wzglę­du na to, jakie sta­no­wi­sko będą pre­zen­to­wać nie­któ­re kra­je człon­kow­skie HIF.

Na czem­pio­na­cie jed­ne­go dnia pod­da­no oce­nie 50 koni. Dużo to czy mało, szcze­gól­nie jeśli weź­mie­my pod uwa­gę ogól­ną sta­ty­sty­kę typu – Niemcy mają w księ­dze stad­nej zapi­sa­nych tyl­ko 28 sztuk…
– Frekwencja koni hucul­skich na Ogólnopolskim Czempionacie Młodzieżowym od kil­ku lat utrzy­mu­je się w Polsce na podob­nym pozio­mie i oscy­lu­je wła­śnie w gra­ni­cach 50 sztuk. Jako jedy­ni w Europie co roku orga­ni­zu­je­my oce­ny porów­naw­cze dla takich mło­dych – rocz­nych, dwu- i trzy­let­nich – kla­czy i ogie­rów. To słu­ży lep­szej selek­cji mate­ria­łu hodow­la­ne­go, przed pre­zen­te­ra­mi sta­wia też wyż­sze wyma­ga­nia, bo są to w koń­cu mło­de konie (dzie­ci), któ­re wzię­te wio­sną ze sta­da z pastwi­ska trze­ba przy­go­to­wać do poka­zu w ręku. W zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści w Kołaczycach uda­ło się tego doko­nać, ale nie ma się co dzi­wić – mno­gość czem­pio­na­tów koni hucul­skich w Polsce spo­wo­do­wa­ła, że pre­zen­ta­cje koni hucul­skich na pły­cie sto­ją na wyso­kim pozio­mie. Myślę, że w innych rasach jest jesz­cze spo­ro do zro­bie­nia.
Tegoroczny czem­pio­nat zdo­mi­no­wa­ły klacz­ki. Łącznie zapre­zen­to­wa­no ich 35 – 3 rocz­niacz­ki, 15 dwu­la­tek i 17 kla­czy trzy­let­nich. W staw­ce 8 ogier­ków dwu­let­nich i 5 trzy­let­nich. Ostatecznie czem­pio­nem został ogier Judym (Len – Iliada), hodow­li i wła­sno­ści SKH Gładyszów. Tytuł wice­czem­pio­na przy­padł ogie­ro­wi Przemo-O (Ważniak – Polana), hodow­li ZDIZ Odrzechowa. Czempionką wśród kla­czy zosta­ła Pasja-Kur, cór­ka Granta i Soni. Ta trzy­let­nia gnia­da klacz zosta­ła wyho­do­wa­na w zna­nej hodow­li koni hucul­skich Rzeszotary Wacława Kurowskiego. Wiceczempionką zosta­ła dwu­let­nia Jedla Andrzeja Pelca z Małkowic. To zna­ny hodow­ca koni hucul­skich regu­lar­nie obec­ny na więk­szo­ści czem­pio­na­tów hodow­la­nych i zawo­dów spor­to­wych w sezo­nie. Należy pod­kre­ślić, że w czem­pio­na­cie wzię­ła udział rów­nież eki­pa Stadniny Koni Łuczyna, wysta­wia­jąc 2 konie trzy­let­nie – ogie­ra Prislop XI-6 i klacz Pietrosu XI-41.

Czy dzię­ki tej impre­zie może wzro­snąć zain­te­re­so­wa­nie pol­skim mate­ria­łem hodow­la­nym?
– Podkreślę jesz­cze raz, że domi­nu­ją­ca rola Polski w hodow­li koni hucul­skich jest bez­dy­sku­syj­na. Myślę, że ta infor­ma­cja docie­ra do coraz więk­szej licz­by hodow­ców i poten­cjal­nych użyt­kow­ni­ków koni tej rasy w całej Europie. Nasz bar­dzo dobry mate­riał hodow­la­ny sta­je się przed­mio­tem coraz więk­sze­go zain­te­re­so­wa­nia hodow­ców zagra­nicz­nych, a konie hucul­skie z Polski tra­fia­ją już do Francji czy nawet do Włoch.

Podobno Węgier Sandor Mihok chciał Judyma brać od zaraz…?
– Sandor Mihok, sędziu­ją­cy nasz czem­pio­nat, był wyraź­nie zain­te­re­so­wa­ny tym ogie­rem, któ­ry osta­tecz­nie został naj­lep­szym koniem poka­zu. W koła­czyc­kim czem­pio­na­cie od kil­ku lat trwa wymia­na mate­ria­łu hodow­la­ne­go z hodow­ca­mi z Węgier. Kiedyś tra­fił tu do nas ogier z linii Polana Pamacs po pol­skim Rapsodzie, tra­fia­ją też inne konie, np. bar­dzo dobra para karych kla­czy zaprzę­go­wych po ogie­rze Goral Ploskor – Uncja i Uganda. W ogó­le jeże­li cho­dzi o typ raso­wy hucu­łów, to nale­ży zazna­czyć, że Polacy i Węgrzy mają podob­ne upodo­ba­nia. A co do Judyma, to myślę, że jed­nak pozo­sta­nie w Polsce i będzie dobrze spo­żyt­ko­wa­ny w hodow­li, w koń­cu jest to Polan, a ogie­rów tej linii mamy napraw­dę nie­wie­le.

OZHK Rzeszów, ZDIZ Odrzechowa i PZHK sta­nę­ły na wyso­ko­ści zada­nia. Grafik przez trzy dni trwa­nia impre­zy był napię­ty do gra­nic moż­li­wo­ści. Czy przed­się­wzię­cie na taką ska­lę jest zada­niem trud­nym logi­stycz­nie do ogar­nię­cia?
– Wspólnie uda­ło się nam dobrze zre­ali­zo­wać to trud­ne orga­ni­za­cyj­nie przed­się­wzię­cie. W przy­go­to­wa­nia włą­czył się rów­nież Polski Związek Hodowców Konia Huculskiego – jak zawsze życz­li­wy i pomoc­ny pre­zes Wojciech Krzyżak oraz wice­pre­zes Andrzej Goraus. Program Walnego Zjazdu HIF w Polsce był reali­stycz­ny i moż­li­wy do wyko­na­nia. Wszyscy może­my mieć więc satys­fak­cję, że dzię­ki współ­pra­cy, zaan­ga­żo­wa­niu sił i środ­ków uda­ło się osią­gnąć koń­co­wy suk­ces.

Władysław Brejta, Miroslav i Miroslava Holovach oraz pan – nie­stru­dze­ni musz­kie­te­ro­wie – gra­li­ście pierw­sze skrzyp­ce i to wam śro­do­wi­sko zawdzię­cza opi­sy­wa­ne wyda­rze­nie. Czyj to był pro­jekt i czy obec­nie, post fac­tum, macie satys­fak­cję?
– Myślę, że ma pan na myśli koń­co­wy akord zjaz­du, jakim był wspo­mnia­ny Festiwal Kultur Pogranicza w Rudawce Rymanowskiej. Dla nas – part­ne­rów wspo­mnia­ne­go pro­jek­tu, tj. ZDIZ Odrzechowa, OZHK Rzeszów i Asocjacji Plemkoncentr – to dopie­ro począ­tek dzia­łań. Mamy nadzie­ję, że tak jak przed dwo­ma laty wymy­śli­li­śmy ory­gi­nal­ne zada­nia w tema­cie koni hucul­skich po pol­skiej i ukra­iń­skiej stro­nie, tak­że w naj­bliż­szych dwóch latach uda nam się zre­ali­zo­wać cele i zamie­rze­nia. Polska hodow­la koni hucul­skich powin­na być dla nas nie tyl­ko powo­dem do dumy, ale tak­że wyzwa­niem i zobo­wią­za­niem do dal­sze­go jej roz­wi­ja­nia, przy zacho­wa­niu cech pier­wot­nych oraz wąt­ku kul­tu­ro­we­go w histo­rii tej rasy. Temu ma słu­żyć roz­po­czę­ta reali­za­cja pro­gra­mu trans­gra­nicz­ne­go pol­sko-ukra­iń­skie­go.

Dziękuję Panu za roz­mo­wę.

Więcej w Hodowla

Na górę