Connect with us

Powozy i pojaz­dy kon­ne, cz. 3. Ażeby nie trzęsło

Historia i sztuka

Powozy i pojaz­dy kon­ne, cz. 3. Ażeby nie trzęsło

Andrzej Jankowiak

Koło kołem się toczy i w tym mia­ro­wym ryt­mie toczą­cych się kół zakoń­czy­li­śmy nasze dywa­ga­cje na temat kół wła­śnie. Aż trud­no sobie nie­raz wyobra­zić, jak ten drew­nia­ny wyna­la­zek zmie­nił i zdy­na­mi­zo­wał ludz­kie życie. Na kołach mknę­ły przez pusty­nie asy­ryj­skie i egip­skie rydwa­ny. Napoleońskie arma­ty doje­cha­ły aż do Moskwy. Przy pomo­cy kon­nych wozów zbu­do­wa­no Londyn, Paryż, jak i pierw­sze dra­pa­cze chmur na nowo­jor­skim Mannhatanie.

Koło, acz­kol­wiek tak waż­ne, zapew­nić mogło tyl­ko ruch, lecz nie kom­fort. Komfort podró­żo­wa­nia zapew­nić musi zawieszenie.

Pierwsze pojaz­dy zawie­sze­nia nie mia­ły w ogó­le, a skrzy­nia bądź pudło pojaz­du spo­czy­wa­ły wprost na osiach (wcze­sno­śre­dnio­wiecz­ne bez­skręt­ne wag­go­ny wł. )

Nie trze­ba wytę­żać wyobraź­ni, by sobie uzmy­sło­wić, jak na takim wehi­ku­le potwor­nie trzę­sło, zwłasz­cza, że i dro­gi były nie­wy­obra­żal­nie pod­łe. Jedynym ratun­kiem przed tor­tu­ra­mi takiej podró­ży było sie­dze­nie na snop­ku sło­my bądź wor­ku gro­cho­win. Wynalazek był to wpraw­dzie nie­zły, lecz oso­ba trzę­są­ca się na gro­cho­wi­nach nijak god­nie wyglą­dać nie mogła, o wzbu­dza­niu respek­tu już nie wspo­mi­na­jąc. A czę­sto o ten respekt wła­śnie cho­dzi­ło, albo­wiem podróż w pojeź­dzie była nie­gdyś przy­wi­le­jem ludzi moż­nych i dostoj­nych, któ­rym zarów­no na wygo­dzie jak i na pre­sti­żu z pew­no­ścią zależało.

Tą nie­do­god­ność roz­wią­za­no pier­wot­nie w ten spo­sób, że skrzy­nię pasa­żer­ską umo­co­wa­no na dwóch ela­stycz­nych ciso­wych lub jesio­no­wych deskach, wspar­tych koń­ca­mi na osiach pojaz­du. Rozwiązanie takie z pew­no­ścią nie­co tłu­mi­ło wstrzą­sy, a co naj­waż­niej­sze, było łatwe do wyko­na­nia. Jednakże deski amor­ty­zu­ją­ce z zasa­dy były sła­be i czę­sto pęka­ły. Poza tym tra­ci­ły szyb­ko swą sprę­ży­stość, zwłasz­cza w warun­kach o pod­wyż­szo­nej wilgotności.

Andrzej Jankowiak
wła­ści­ciel warsz­ta­tu powoźniczego
e-mail: ajanko@ajanko.com

Jest to frag­ment arty­ku­łu, aby prze­czy­tać peł­ny tekst zapra­sza­my do zaku­pu kwar­tal­ni­ka „Hodowca i Jeździec” Rok IV nr 1 (8) 2006.
Pismo dostęp­ne jest w Okręgowych / Wojewódzkich Związkach Hodowców Koni, Biurze PZHK, za pośred­nic­twem pre­nu­me­ra­ty oraz w wybra­nych skle­pach jeź­dziec­kich.

Więcej w Historia i sztuka

  • Historia i sztuka

    WAHO i wia­dro kawioru

    By

    tekst: Jerzy Milczarek Gdy zimo­wa aura sprzy­ja tęsk­no­cie za słoń­cem i cie­płem lata, powra­cam wspo­mnie­nia­mi do gorą­cej...

  • Historia i sztuka

    Ku dosko­na­ło­ści

    By

    Andrzej Novák-Zempliński Czwarta edy­cja Międzynarodowego Konkursu Tradycyjnego Powożenia w Książu odby­ła się w dniach 23 – 24 lip­ca pod hono­ro­wym...

  • Historia i sztuka

    Rodzina, ach rodzina!

    By

    Piotr Dzięciołowski Tomasz Biernawski – czło­wiek od koni i mili­ta­riów w pol­skim fil­mie, bywa sce­no­gra­fem i deko­ra­to­rem, kolek­cjo­ner sprzę­tu...

Na górę