Connect with us

Hodowca i Jeździec

Piroplazmozy koni – czy mamy się cze­go obawiać?

Zdrowie i weterynaria

Piroplazmozy koni – czy mamy się cze­go obawiać?

tekst: dr hab. n. wet. Marta Siemieniuch, Stacja Badawcza IRZiBŻ PAN w Popielnie

Piroplazmozy koni (ang. equ­ine piro­pla­smo­sis), jesz­cze do nie­daw­na nie stwier­dza­ne u koni na tere­nie Polski, sta­ją się coraz więk­szym pro­ble­mem w hodowli.

Brak swo­istej pro­fi­lak­ty­ki, nie­jed­no­krot­nie trud­no­ści dia­gno­stycz­ne zwią­za­ne z bra­kiem spe­cy­ficz­nych obja­wów oraz nie­moż­ność zwal­cza­nia klesz­czy w śro­do­wi­sku powo­du­je nara­sta­nie pro­ble­mu, z któ­rym trud­no będzie sobie pora­dzić. Czynnikiem wywo­łu­ją­cym piro­pla­zmo­zy są paso­żyt­ni­cze pier­wot­nia­ki, zasie­dla­ją­ce głów­nie krwin­ki czer­wo­ne ssa­ków i roz­mna­ża­ją­ce się w nich.

Objawy piro­pla­zmo­zy, takie jak prze­mi­ja­ją­ca gorącz­ka, zmniej­szo­na tole­ran­cja na wysi­łek, spa­dek ape­ty­tu, są trud­ne do zaob­ser­wo­wa­nia, jeśli koń prze­by­wa głów­nie na pastwisku

Etiologia i dro­gi zakażenia

Piroplazmozę, zwa­ną rów­nież babe­szjo­zą, wywo­łu­ją paso­żyt­ni­cze pier­wot­nia­ki grusz­ko­wa­te­go kształ­tu, zasie­dla­ją­ce głów­nie krwin­ki czer­wo­ne (ery­tro­cy­ty). Pierwotniaki te są prze­no­szo­ne przez klesz­cze żyją­ce w róż­nych rejo­nach świa­ta. Również w Polsce wystę­pu­ją gatun­ki klesz­czy, któ­re mogą prze­no­sić cho­ro­bo­twór­cze pier­wot­nia­ki i bak­te­rie, a więc są wek­to­rem róż­nych cho­rób. Pierwotniaki te cha­rak­te­ry­zu­je kil­ku­eta­po­wy roz­wój, któ­ry odby­wa się zarów­no u klesz­cza (będą­ce­go w tym wypad­ku żywi­cie­lem osta­tecz­nym oraz wek­to­rem paso­ży­ta), jak i ssa­ka (będą­ce­go żywi­cie­lem pośred­nim oraz nosi­cie­lem-rezer­wu­arem paso­ży­ta). Rezerwuarem paso­ży­ta, w zależ­no­ści od gatun­ku pier­wot­nia­ka, są psy, lisy, koty, prze­żu­wa­cze (bydło i owce), konio­wa­te, gry­zo­nie oraz ludzie.

Piroplazmoza konio­wa­tych obej­mu­je dwie jed­nost­ki cho­ro­bo­we, tej­le­rio­zę (wywo­ły­wa­ną przez pier­wot­nia­ka Theileria equi) i babe­szjo­zę (wywo­ły­wa­ną przez Babesia cabal­li). Przeniesienie paso­ży­ta nastę­pu­je zwy­kle pod­czas żero­wa­nia zaka­żo­ne­go klesz­cza, u któ­re­go pier­wot­nia­ki umiej­sca­wia­ją się w gru­czo­łach śli­no­wych. Jeśli zara­żo­ny kleszcz zosta­nie zawle­czo­ny na obsza­ry dotych­czas wol­ne od piro­pla­zmo­zy, będzie sta­no­wił źró­dło zaka­że­nia dla zdro­wych koni. Analogicznie, jeże­li wpro­wa­dzi­my konia będą­ce­go nosi­cie­lem paso­żyt­ni­czych pier­wot­nia­ków do sta­da wol­ne­go od piro­pla­zmo­zy, to w wyni­ku żero­wa­nia klesz­czy na róż­nych koniach konie dotych­czas zdro­we ule­gną zaka­że­niu. Zakażenie może rów­nież nastą­pić przez kon­takt z krwią cho­re­go zwie­rzę­cia, np. pod­czas trans­fu­zji, jest to jed­nak rzad­ko spo­ty­ka­na dro­ga trans­mi­sji cho­ro­by. Niektóre źró­dła wska­zu­ją na moż­li­wość zaka­że­nia wewnątrz­ma­cicz­ne­go, powo­du­ją­ce­go ronie­nie lub rodze­nie się mar­twych źre­biąt tuż przed ter­mi­nem rozwiązania.

Występowanie piro­pla­zmo­zy koni jest warun­ko­wa­ne obec­no­ścią żywi­cie­li osta­tecz­nych (czy­li klesz­czy) w śro­do­wi­sku, nie­mniej zasięg wystę­po­wa­nia cho­ro­by zmie­nia się z powo­du wpro­wa­dza­nia zaka­żo­nych koni, będą­cych nosi­cie­la­mi pier­wot­nia­ków, na tere­ny dotych­czas wol­ne od babe­szjo­zy bądź jest zwią­za­ny z migra­cją ludzi i zwie­rząt wraz z paso­ży­tu­ją­cy­mi klesz­cza­mi, któ­re są wie­lo­let­nim rezer­wu­arem paso­ży­tów. Jak poda­je w arty­ku­le dr W. Zygner (Piroplazmozy koni, Życie Wet. 2008; 83(9):732), do 2008 r. nie opi­sa­no przy­pad­ków tej­le­rio­zy lub babe­szjo­zy u koni w Polsce. Mimo że przy­pad­ki cho­ro­bo­we nie były opi­sy­wa­ne w piśmien­nic­twie wete­ry­na­ryj­nym, to jed­nak były spo­ty­ka­ne w tere­nie. W stad­ni­nie koni­ków pol­skich w Popielnie, w sta­dzie wała­chów utrzy­my­wa­nych przez więk­szą część roku na pastwi­skach, w 2007 r. u jed­ne­go z koni­ków podej­rze­wa­no piro­pla­zmo­zę na pod­sta­wie obja­wów kli­nicz­nych, a osta­tecz­nie potwier­dzo­no obec­ność paso­ży­tów w roz­ma­zie krwi. Można przy­pusz­czać, że przy­pad­ków piro­pla­zmoz u koni było wię­cej, zwłasz­cza u koni utrzy­my­wa­nych w sys­te­mie wol­no­ścio­wym lub bez­sta­jen­nym. W naszym kra­ju naj­wię­cej przy­pad­ków piro­pla­zmoz stwier­dza­nych jest przez leka­rzy wete­ry­na­rii na tere­nie pół­noc­no-wschod­niej i wschod­niej Polski.

Wpływ paso­ży­ta na orga­nizm gospodarza

Szkodliwe dzia­ła­nie pier­wot­nia­ka jest wie­lo­to­ro­we i nie ogra­ni­cza się jedy­nie do mecha­nicz­ne­go nisz­cze­nia krwi­nek w wyni­ku umiej­sca­wia­nia się w nich paso­ży­tów. Zasiedlając i namna­ża­jąc się we wnę­trzu krwi­nek, paso­ży­ty wydzie­la­ją pro­duk­ty bio­lo­gicz­nie aktyw­ne, któ­re mają tok­sycz­ny wpływ na krwin­ki. Toksyczne oddzia­ły­wa­nie pogłę­bia hemo­li­zę (roz­pad krwi­nek) i pro­wa­dzi do zabu­rzeń krzep­nię­cia wewnątrz­na­czy­nio­we­go, widocz­ne­go zwłasz­cza w małych naczy­niach krwio­no­śnych. Oczywiście układ odpor­no­ścio­wy gospo­da­rza nie pozo­sta­je bier­ny pod­czas inwa­zji paso­żyt­ni­czej. Zakażone krwin­ki są roz­po­zna­wa­ne i wchła­nia­ne przez komór­ki żer­ne ukła­du odpor­no­ścio­we­go (makro­fa­gi), a następ­nie nisz­czo­ne w śle­dzio­nie. Dodatkowo paso­ży­ty uwal­nia­ją­ce się z roz­pa­dłych krwi­nek są roz­po­zna­wa­ne przez komór­ki ukła­du odpor­no­ścio­we­go gospo­da­rza i nisz­czo­ne już w krą­że­niu ogól­nym. W wyni­ku tych dzia­łań mate­riał gene­tycz­ny (DNA) paso­ży­ta prze­do­sta­je się do krą­że­nia ogól­ne­go, powo­du­jąc dal­szą akty­wa­cję ukła­du odpor­no­ścio­we­go gospo­da­rza. Układ immu­no­lo­gicz­ny pro­du­ku­je prze­ciw­cia­ła nie tyl­ko prze­ciw­ko DNA paso­ży­ta, ale rów­nież prze­ciw­ko frag­men­tom znisz­czo­nych i roz­pa­dłych krwi­nek. Niestety prze­ciw­cia­ła nie są w sta­nie odróż­nić krwi­nek zasie­dlo­nych przez paso­ży­ty od wol­nych. W wyni­ku dzia­ła­nia ukła­du odpor­no­ścio­we­go docho­dzi więc do uogól­nio­ne­go nisz­cze­nia krwi­nek czer­wo­nych i uwa­ża się, że ten efekt dzia­ła­nia paso­ży­ta jest naj­bar­dziej szko­dli­wy dla gospo­da­rza, w naszym przy­pad­ku konia. Fragmenty znisz­czo­nych krwi­nek czer­wo­nych wraz z uwol­nio­ną z ich wnę­trza hemo­glo­bi­ną mogą umiej­sca­wiać się w naczy­niach krwio­no­śnych o małej śred­ni­cy, powo­du­jąc utrud­nie­nia w prze­pły­wie krwi w narzą­dach, pro­ble­my pod­czas fil­tra­cji moczu oraz prze­do­sta­wa­nie się hemo­glo­bi­ny do moczu (hemo­glo­bi­nu­ria).

Objawy kli­nicz­ne i rozpoznawanie

Okres inku­ba­cji (namna­ża­nia) cho­ro­by wyno­si 12 – 19 dni w przy­pad­ku zaka­że­nia T. equi lub 10 – 30 dni w przy­pad­ku zaka­że­nia B. cabal­li. Objawy kli­nicz­ne są róż­no­rod­ne, zwy­kle nie­spe­cy­ficz­ne i powsta­ją głów­nie na sku­tek nisz­cze­nia krwi­nek czer­wo­nych i osa­dza­nia się frag­men­tów znisz­czo­nych krwi­nek w narzą­dach wewnętrznych.

Tejlerioza wywo­łu­je cięż­sze i wyraź­niej­sze obja­wy niż babe­szjo­za. Postać ostra, z wyraź­nie zazna­czo­ny­mi obja­wa­mi, cha­rak­te­ry­zu­je się wyso­ką gorącz­ką (ok. 40 st. C), nie­chę­cią do jedze­nia, zwięk­szo­ną czę­sto­tli­wo­ścią odde­chów i tęt­na. Obserwuje się wyda­la­nie małej ilo­ści twar­de­go kału, a następ­nie bie­gun­kę, nie­rzad­ko krwa­wą. Na bło­nach ślu­zo­wych obec­ne są wybro­czy­ny. W syl­wet­ce konia zwra­ca uwa­gę powięk­sze­nie obry­su jamy brzusz­nej, spo­wo­do­wa­ne obrzę­ka­mi zasto­ino­wy­mi. Mogą poja­wić się obja­wy ner­wo­we, spo­wo­do­wa­ne zato­ra­mi w naczy­niach mózgo­wych, obja­wia­ją­ce się pro­ble­ma­mi pod­czas poru­sza­nia się, doty­czy to zwłasz­cza koń­czyn tyl­nych. W bada­niu krwi cho­re­go konia stwier­dza się zmniej­szo­ną licz­bę pły­tek krwi, wzrost ilo­ści gra­nu­lo­cy­tów kwa­so­chłon­nych, ane­mię wyni­ka­ją­cą z sil­ne­go roz­pa­du krwi­nek czer­wo­nych i spa­dek innych wskaź­ni­ków zwią­za­ny z hemo­li­zą. Nieleczona, ostra postać cho­ro­by może pro­wa­dzić do śmier­ci zwierzęcia.

Postać ostra wystę­pu­je sto­sun­ko­wo rzad­ko. Zwykle mamy do czy­nie­nia z for­mą prze­wle­kłą, pod­czas któ­rej konie mogą przez dłuż­szy czas nie demon­stro­wać kli­nicz­nych obja­wów cho­ro­by bądź obja­wy nie są spe­cy­ficz­ne, a następ­nie z nosi­ciel­stwem cho­ro­by. Z obser­wa­cji tere­no­wych wyni­ka, że konie prze­by­wa­ją­ce na tere­nach, na któ­rych bytu­ją zara­żo­ne klesz­cze, sła­biej mani­fe­stu­ją obja­wy babe­szjo­zy niż konie wpro­wa­dzo­ne z tere­nów wol­nych od babe­szjo­zy. Może to być powo­dem baga­te­li­zo­wa­nia bądź prze­ocze­nia nie­spe­cy­ficz­nych obja­wów, co pro­wa­dzi do zaka­że­nia coraz więk­szej ilo­ści koni. W prze­ci­wień­stwie do psów, u któ­rych nie­le­czo­na babe­szjo­za prak­tycz­nie zawsze pro­wa­dzi do śmier­ci, konie potra­fią cho­ro­wać na babe­szjo­zę, wyka­zu­jąc nie­spe­cy­ficz­ne obja­wy zauwa­żal­ne przede wszyst­kim jako nie­chęć do pra­cy, apa­tia, posmut­nie­nie. W przy­pad­ku nie­le­czo­nej babe­szjo­zy w cią­gu kil­ku lat (zwy­kle 2 – 4) docho­dzi u konia do samo­wy­le­cze­nia, chy­ba że układ odpor­no­ścio­wy zacznie pro­du­ko­wać prze­ciw­cia­ła nisz­czą­ce wła­sne krwin­ki czer­wo­ne. Niestety w przy­pad­ku tej­le­rio­zy konie zara­żo­ne T. equi pozo­sta­ją nosi­cie­la­mi przez całe życie i w tym cza­sie mogą być źró­dłem zaka­że­nia dla wraż­li­wych koni.

Jak wspo­mnia­łam wcze­śniej, jed­nym z mecha­ni­zmów dzia­ła­nia paso­żyt­ni­czych pier­wot­nia­ków jest nisz­cze­nie krwi­nek i osa­dza­nie się ich frag­men­tów w małych naczy­niach krwio­no­śnych. U konia, oprócz zaty­ka­nia drob­nych naczyń w narzą­dach miąż­szo­wych, może dojść do zabu­rzeń prze­pły­wu krwi w kopy­tach i wystą­pie­nia ochwa­tu. Dlatego jeże­li podej­rze­wa­my ochwat, któ­ry nie jest spo­wo­do­wa­ny żywie­niem, nale­ży konia zba­dać pod kątem babeszjozy.

Piroplazmozę sto­sun­ko­wo łatwo będzie dostrzec u konia, któ­ry regu­lar­nie pra­cu­je. Choroba powo­du­je szyb­kie męcze­nie się, powol­ny powrót para­me­trów fizjo­lo­gicz­nych (tęt­no i odde­chy) do nor­my. Często już tęt­no spo­czyn­ko­we, któ­re u doro­słe­go konia powin­no wyno­sić 24 – 45 ude­rzeń na minu­tę, znacz­nie prze­kra­cza te war­to­ści lub po nie­wiel­kim wysił­ku dłu­go wra­ca do war­to­ści pod­sta­wo­wych. U nie­któ­rych koni zwra­ca uwa­gę częst­sze odda­wa­nie moczu. Podczas oglą­da­nia błon ślu­zo­wych moż­na zauwa­żyć wybro­czy­ny oraz wol­niej­sze wypeł­nia­nie się naczy­nek wło­so­wa­tych po uci­sku. Objawy piro­pla­zmo­zy, takie jak prze­mi­ja­ją­ca gorącz­ka, zmniej­szo­na tole­ran­cja na wysi­łek, spa­dek ape­ty­tu mogą pozo­stać nie­zau­wa­żo­ne, jeśli koń prze­by­wa głów­nie na pastwi­sku. Wówczas powin­ni­śmy zwra­cać uwa­gę na takie zacho­wa­nia konia, jak odsta­wa­nie od sta­da, nie­chęć do ruchu, apa­tia, nie­po­bie­ra­nie paszy, czę­ste odda­wa­nie moczu.

Podczas ruty­no­we­go bada­nia mor­fo­lo­gicz­ne­go krwi nie­po­ko­ją­cym sygna­łem jest obni­że­nie wskaź­ni­ków czer­wo­no­kr­win­ko­wych, czy­li spa­dek licz­by ery­tro­cy­tów, hemo­glo­bi­ne­mia i obni­że­nie hema­to­kry­tu. Dodatkowo u cho­rych koni stwier­dza się wzrost ilo­ści gra­nu­lo­cy­tów kwa­so­chłon­nych, któ­ry może być obja­wem róż­nych para­zy­toz, ale towa­rzy­szy rów­nież babeszjozie.

W przy­pad­ku zaob­ser­wo­wa­nia ww. obja­wów nale­ży pobrać krew i wyko­nać roz­maz. Stwierdzenie paso­ży­tów w roz­ma­zie jest naj­lep­szym potwier­dze­niem roz­po­zna­nia obja­wo­we­go. Niestety, wyko­na­nie roz­ma­zu krwi i nie­zna­le­zie­nie paso­ży­ta nie gwa­ran­tu­je, że koń nie jest nosi­cie­lem, ponie­waż w okre­sie nosi­ciel­stwa te wewnątrz­ko­mór­ko­we paso­ży­ty umiej­sca­wia­ją się w narzą­dach i zwy­kle nie stwier­dza się ich we krwi. W przy­pad­ku zaka­że­nia B. cabal­li jedy­nie 1 proc. krwi­nek czer­wo­nych jest zaję­tych przez pier­wot­nia­ka – dostrze­że­nie takich poje­dyn­czych krwi­nek w roz­ma­zie może być bar­dzo trud­ne. Natomiast w wyni­ku obni­że­nia odpor­no­ści lub na sku­tek stre­su docho­dzi do uak­tyw­nie­nia się scho­rze­nia i ponow­ne­go stwier­dza­nia znacz­nej ilo­ści paso­ży­tów w krwin­kach w krą­że­niu ogól­nym. W nie­któ­rych kra­jach, np. w USA, obo­wiąz­ko­wo wyko­nu­je się dia­gno­sty­kę sero­lo­gicz­ną przed wwo­zem konia na teren kra­ju, któ­ra pole­ga na bada­niu obec­no­ści prze­ciw­ciał prze­ciw­ko pier­wot­nia­kom. Obecność prze­ciw­ciał jest dowo­dem, że koń miał stycz­ność z paso­ży­tem. Krew do badań na obec­ność prze­ciw­ciał lub obec­ność DNA paso­ży­ta moż­na pobrać od konia w Polsce i wysłać do bada­nia za gra­ni­cę przez więk­sze labo­ra­to­rium wete­ry­na­ryj­ne, co jed­nak wią­że się z dość wyso­kim kosztem.

Profilaktyka i leczenie

Niestety dotych­czas nie ma zare­je­stro­wa­nych i dopusz­czo­nych do obro­tu sub­stan­cji prze­zna­czo­nych do zabez­pie­cza­nia koni przed klesz­cza­mi. Kleszcze są bar­dzo wytrzy­ma­łe i przez wie­le lat mogą prze­no­sić pier­wot­nia­ki na kolej­ne konie. W Polsce do lecze­nia przy­czy­no­we­go sto­su­je się lek prze­ciw­pier­wot­nia­czy, zawie­ra­ją­cy dipro­pio­nian imi­do­kar­bu. W zależ­no­ści od nasi­le­nia obja­wów i dłu­go­ści trwa­nia cho­ro­by w razie koniecz­no­ści sto­su­je się tak­że lecze­nie obja­wo­we pole­ga­ją­ce na poda­niu pły­nu wie­lo­elek­tro­li­to­we­go (PWE), leków zawie­ra­ją­cych wita­mi­nę B12 ewen­tu­al­nie leków roz­kur­czo­wych i prze­ciw­bó­lo­wych. Jednak nale­ży obo­wiąz­ko­wo obser­wo­wać konia po poda­niu leku zawie­ra­ją­ce­go imi­do­karb, ponie­waż sub­stan­cja ta powo­du­je roz­pad krwi­nek czer­wo­nych co przy znacz­nej inwa­zji może pro­wa­dzić do osa­dza­nia się znisz­czo­nych krwi­nek w kłę­busz­kach ner­ko­wych i wystą­pie­nia obja­wów kol­ki nerkowej.

Jeżeli w roz­ma­zie krwi i bada­niu mor­fo­lo­gicz­nym zosta­nie stwier­dzo­na duża ilość paso­ży­tów i znacz­ny spa­dek krwi­nek czer­wo­nych, to przed poda­niem leku wska­za­ne jest dożyl­ne poda­nie 3 – 5 litrów pły­nu PWE. Ponadto wska­za­na jest kon­tro­la sku­tecz­no­ści dzia­ła­nia leku prze­ciw­pa­so­żyt­ni­cze­go (naj­le­piej wyko­nać kolej­ne bada­nie roz­ma­zu krwi, ok. 2 – 4 tygo­dnie po poda­niu leku), ponie­waż u czę­ści paso­ży­tów roz­wi­ja się opor­ność. Biorąc pod uwa­gę, że zasto­so­wa­nie leku zawie­ra­ją­ce­go imi­do­karb zwal­cza paso­ży­ty u więk­szo­ści koni, czy­li prze­ry­wa dłu­go­trwa­łe nosi­ciel­stwo i moż­li­wość zaka­że­nia kolej­nych zwie­rząt, lecze­nie wyda­je się koniecz­ne, zwłasz­cza dopó­ki nie będzie w han­dlu środ­ków zwal­cza­ją­cych klesz­cze. Dlatego obser­wuj­my nasze konie, a jeśli nabie­rze­my jakich­kol­wiek podej­rzeń, zrób­my bada­nie sero­lo­gicz­ne, któ­re albo wyklu­czy cho­ro­bę albo ją potwier­dzi, co z kolei skło­ni nas do pod­ję­cia lecze­nia dane­go konia, tak­że dla dobra całe­go stada.

Więcej w Zdrowie i weterynaria

Na górę