Connect with us

Niebiańskie wierz­chow­ce

Historia i sztuka

Niebiańskie wierz­chow­ce

Aleksandra Jaworowska

Rżący koń, w dum­nej posta­wie z zadar­tą gło­wą i wyso­ko unie­sio­nym ogo­nem, fru­ną­cy w powie­trzu. Jedno kopy­to spo­czy­wa na cie­le szy­bu­ją­cej jaskół­ki, któ­ra sym­bo­li­zu­je szyb­kość pędzą­ce­go zwie­rzę­cia, a jed­no­cze­śnie swo­ją deli­kat­no­ścią pod­kre­śla jego siłę. Najprawdopodobniej jest to jeden z nie­biań­skich wierz­chow­ców poja­wia­ją­cych się w chiń­skich legen­dach. Wśród licz­nych arcy­dzieł chiń­skie­go rze­mio­sła „Galopujący koń z brą­zu” ma wyjąt­ko­wą for­mę.

Galopujący koń z brązu z okresu dynastii Han Archiwum autorki

Galopujący koń z brą­zu z okre­su dyna­stii Han
Archiwum autor­ki

W Państwie Środka ota­cza­no konie wiel­kim sza­cun­kiem, uwa­ża­no za źró­dło mocy i sym­bol świę­to­ści. Dzięki nim w sta­ro­żyt­nych Chinach roz­wi­jał się trans­port i komu­ni­ka­cja, a za pano­wa­nia dyna­stii Han (206 r. p.n.e. - 220 r. n.e.) sil­na kawa­le­ria pozwa­la­ła na odpie­ra­nie ata­ków Hunów i utrzy­ma­nie poko­ju na gra­ni­cy pół­noc­nej. W 1969 r. w gro­bow­cu Leitai z dyna­stii Han odna­le­zio­no nie­wiel­ką rzeź­bę o wymia­rach 45 cm dłu­go­ści na 34,5 cm wyso­ko­ści. Pięknie zba­lan­so­wa­na syl­wet­ka zwie­rzę­cia w ruchu, zacho­wa­nie pro­por­cji przy tak sta­ran­nym wywa­że­niu figur­ki świad­czy nie tyl­ko o talen­cie, ale tak­że o mistrzow­skim opa­no­wa­niu rze­mio­sła przez twór­cę. Właśnie dla­te­go rzeź­ba osią­gnę­ła ogrom­ną popu­lar­ność na całym świe­cie, sta­ła się jed­nym z sym­bo­li chiń­skiej kul­tu­ry i sztu­ki, roz­sła­wia­jąc przy oka­zji pro­win­cję Gansu w gmi­nie Wuwei, gdzie obec­nie znaj­du­je się w miej­sco­wym muzeum.

Gliniane konie

Jednak naj­bar­dziej zna­nym zabyt­kiem sztu­ki Chin wciąż pozo­sta­je tera­ko­to­wa armia, nie tyle ze wzglę­du na war­to­ści arty­stycz­ne odko­pa­nych posą­gów, lecz na ich ilość oraz ogrom całe­go zna­le­zi­ska w histo­rii arche­olo­gii tego pań­stwa.
W 1974 r. nie­da­le­ko mia­sta Lintong w pro­win­cji Shaanxi doko­na­no spek­ta­ku­lar­ne­go odkry­cia. Natrafiono na grób panu­ją­ce­go w latach 221-210 p.n.e. cesa­rza Qin Shihuangdi, a ści­śle rzecz ujmu­jąc - na jeden z naj­więk­szych i naj­bo­gat­szych na świe­cie kom­plek­sów gro­bo­wych. Pierwszego Cesarza Dynastii Qin, świe­tli­stej bosko­ści (jak sam sie­bie nazwał, stwo­rzyw­szy tytuł huang­di), mia­ła strzec tera­ko­to­wa armia, liczą­ca oko­ło 8 tys. żoł­nie­rzy, 150 wierz­chow­ców oraz 130 kwa­dryg i 520 koni zaprzę­go­wych. Naturalnej wiel­ko­ści figu­ry zosta­ły wyko­na­ne z sza­rej, wypa­lo­nej gli­ny i usta­wio­ne w szy­ku bojo­wym, aby strzec swe­go wład­cy i pozwo­lić mu na sta­nie się nie­zwy­cię­żo­nym nawet po śmier­ci. Archeologowie roz­róż­nia­ją wśród nich gene­ra­łów, wyso­kich ofi­ce­rów, kawa­le­rzy­stów, woź­ni­ców, jeźdź­ców, pie­chu­rów, łucz­ni­ków oraz żoł­nie­rzy wal­czą­cych wręcz. Posągi skle­ja­no z ele­men­tów, któ­re były odci­ska­ne w for­mach. Stopy i nogi zosta­wia­no peł­ne, nato­miast tuło­wia i ramio­na - puste. Głowy kon­stru­owa­no z dwóch połó­wek, następ­nie pokry­wa­no gli­ną, w któ­rej mode­lo­wa­no twa­rze, uszy, ozdo­by itp. Początkowo figu­ry były barw­ne. Nic więc dziw­ne­go, że ich stwo­rze­nie zabra­ło wie­le lat. Według inskryp­cji na posą­gach wytwa­rza­ło je oko­ło tysią­ca robot­ni­ków pod kie­row­nic­twem 85 rze­mieśl­ni­ków.
Pomimo tej maso­wej pro­duk­cji zarów­no tera­ko­to­wi żoł­nie­rze, jak i konie noszą cechy indy­wi­du­al­ne i zosta­ły bar­dzo reali­stycz­nie przed­sta­wio­ne. W solid­nej budo­wie wierz­chow­ców i kształ­cie ich głów moż­na dostrzec cha­rak­te­ry­stycz­ne cechy dla ras pry­mi­tyw­nych, z któ­rych się wywo­dzi­ły, m.in. kuców mon­gol­skich czy dzi­kich koni azja­tyc­kich. Dbałość o szcze­gó­ły, któ­ra nie­wąt­pli­wie cecho­wa­ła twór­ców, pozwa­la nam dziś poznać tak­że sio­dła czy ogło­wia, jakich wów­czas uży­wa­no. Jako Europejczycy i miło­śni­cy koni może­my czuć się zawsty­dze­ni fak­tem, że już w IV w. p.n.e. Chińczycy sto­so­wa­li uprząż szo­ro­wą, któ­ra ewo­lu­owa­ła w uprząż z cho­mą­tem. Tymczasem na Zachodzie aż do VIII w. n.e. jedy­ną meto­dą zaprzę­ga­nia była uprząż, któ­rej fatal­na kon­struk­cja dusi­ła zwie­rzę przy pró­bie cią­gnię­cia cię­ża­ru więk­sze­go niż 500 kg. Rewolucyjny wyna­la­zek Chińczyków pole­gał na zasto­so­wa­niu pasa bie­gną­ce­go przez pierś zamiast rze­mie­nia prze­cho­dzą­ce­go przez szy­ję zwie­rzę­cia. Dzięki takie­mu roz­wią­za­niu cię­żar ładun­ku roz­kła­dał się na pierś oraz oboj­czyk, a to z kolei pozwa­la­ło na trans­port towa­rów o pra­wie trzy­krot­nie więk­szej wadze, co natu­ral­nie zwięk­szy­ło wydaj­ność trans­por­tu koło­we­go i rol­nic­twa. Wspomnianą uprząż szo­ro­wą może­my zoba­czyć na koniach wcho­dzą­cych w skład tera­ko­to­wej armii.
Jeśli wie­rzyć legen­dom, zało­ży­cie­lo­wi dyna­stii Qin przez całe życie towa­rzy­szył panicz­ny strach przed śmier­cią. Niezmordowanie poszu­ki­wał elik­si­rów prze­dłu­ża­ją­cych życie, ufa­jąc w siłę rtę­ci, któ­ra para­dok­sal­nie dopro­wa­dzi­ła do jego śmier­ci w wie­ku zale­d­wie 50 lat. Przeprowadził jed­nak wie­le reform, m.in. ujed­no­li­cił sys­tem mone­tar­ny oraz miar i wag, a tak­że stan­dard pisa­nia zna­ków chiń­skich, a nawet roz­staw kół w wozach, dzię­ki cze­mu zosta­wia­ły takie same kole­iny, co uła­twia­ło podró­że. Wprowadził jeden sys­tem praw. Za jego pano­wa­nia zbu­do­wa­no sieć dróg stra­te­gicz­nych oraz sys­tem goń­ców pocz­ty cesar­skiej. Zjednoczenie kra­ju, któ­re­go doko­nał, oka­za­ło się trwa­łe, ale jego pano­wa­nie zapi­sa­ło się jako nie­ludz­ko despo­tycz­ne.

Fergańskie ruma­ki

W epo­ce Han, któ­ra wyło­ni­ła się z walk i cha­osu po upad­ku dyna­stii Qin, ufor­mo­wa­ła się kla­sycz­na chiń­ska kul­tu­ra i lite­ra­tu­ra. Jednak szczyt potę­gi Krainy Środka przy­pa­da na rzą­dy dyna­stii Tang, czy­li lata 618-906. Rozwojowi gospo­dar­cze­mu towa­rzy­szył roz­kwit kul­tu­ry i sztu­ki. To z tego okre­su pocho­dzą prze­pięk­ne malo­wi­dła oraz barw­ne figur­ki tera­ko­to­we przed­sta­wia­ją­ce wspa­nia­łe wierz­chow­ce. Importowano wów­czas konie z Fergany (zwa­ne wła­śnie nie­biań­ski­mi) i z Turkmenii, a następ­nie krzy­żo­wa­no je z rasa­mi miej­sco­wy­mi, otrzy­mu­jąc zwie­rzę­ta o dosyć krę­pej budo­wie, lecz jed­no­cze­śnie zwin­ne i peł­ne wdzię­ku. Fergańskie ruma­ki były bar­dzo wyso­ko cenio­ne przez hodow­ców. Istniała legen­da, według któ­rej cesarz Wu Ti, panu­ją­cy w I w. p.n.e., wybrał się w góry Fergany w celu upro­wa­dze­nia 3000 „nie­biań­skich wierz­chow­ców”, któ­re przy­do­mek ten zawdzię­cza­ły swo­jej budo­wie, sile, szyb­ko­ści i wspa­nia­łej pre­zen­cji. Wyprawa zosta­ła oku­pio­na życiem wie­lu ludzi i koni, ale w koń­cu uda­ło się spro­wa­dzić upra­gnio­ne zwie­rzę­ta. Niestety tyl­ko 50 spo­śród nich oka­za­ło się praw­dzi­wy­mi ruma­ka­mi god­ny­mi mia­na nie­biań­skich, ponie­waż oprócz wspo­mnia­nych wcze­śniej przy­mio­tów „poci­ły się krwią”, a ich sierść mia­ła cha­rak­te­ry­stycz­ny meta­licz­ny połysk. Przedstawicieli tej szla­chet­nej rasy może­my podzi­wiać na akwa­re­li autor­stwa mistrza koń­skich przed­sta­wień - Han Gana - zaty­tu­ło­wa­nej „Stajenny z koń­mi”. Przedstawione wierz­chow­ce noszą cechy ras, któ­rych przed­sta­wi­cie­li przy­wo­żo­no do kra­ju z Azji cen­tral­nej, Persji, a nawet koni arab­skich, uży­wa­nych następ­nie w hodow­li.
Na innej pra­cy tego same­go auto­ra - „Noc roz­świe­tlo­na bie­lą” - wyko­na­nej tuszem na papie­rze, przed­sta­wio­ny został ulu­bio­ny rumak cesa­rza Xuanzonga, któ­ry zresz­tą był zle­ce­nio­daw­cą tego dzie­ła. Liczne czer­wo­ne pie­czę­cie oraz inskryp­cje znaj­du­ją­ce się na obra­zie wpi­su­ją się w chiń­ski zwy­czaj opa­try­wa­nia kom­po­zy­cji malar­skiej kali­gra­fo­wa­ny­mi tek­sta­mi wier­szem lub pro­zą, któ­re czę­sto odno­si­ły się do kom­po­zy­cji malar­skiej lub ją dopo­wia­da­ły. Natomiast odci­ski pie­czę­ci imien­nych doda­wa­ne były przez kolej­nych wła­ści­cie­li, doku­men­tu­jąc losy obra­zu.

Trzy dosko­na­ło­ści

Często samo dzie­ło malar­skie nie mia­ło takiej war­to­ści jak kali­gra­fia, któ­ra sta­ła się pierw­szą z chiń­skich sztuk wyzwo­lo­nych. Ideałem było połą­cze­nie trzech dzie­dzin dzia­łal­no­ści arty­stycz­nej: poezji, kali­gra­fii i malar­stwa, odręb­nych dla Europejczyków, lecz przez Chińczyków postrze­ga­nych jako trzy róż­ne spo­so­by na uka­zy­wa­nie i wyra­ża­nie tego, co pięk­ne i szla­chet­ne, tzw. trzy dosko­na­ło­ści. Nawet wykształ­ce­ni mala­rze przez set­ki lat byli trak­to­wa­ni jako zwy­kli rze­mieśl­ni­cy. Osiągnięcie pozy­cji rów­nej kali­gra­fom było pro­ce­sem stop­nio­wym, zakoń­czo­nym dopie­ro w okre­sie pano­wa­nia dyna­stii Yuan. Wówczas obie dzie­dzi­ny sztu­ki tak bar­dzo się do sie­bie zbli­ży­ły, że malar­stwo wyko­rzy­sty­wa­ło ele­men­ty tech­nik kali­gra­ficz­nych.
Pierwsi nie­ano­ni­mo­wi twór­cy, któ­rych imio­na zosta­ły wymie­nio­ne w zacho­wa­nych trak­ta­tach o sztu­ce lub któ­rych zna­my z póź­niej­szych kopii, żyli w IV-VI w. n.e. Mimo iż w tek­stach z epo­ki Tang okre­śla­ni są mia­nem „wiel­kich natchnio­nych arty­stów”, ich sta­tus spo­łecz­ny był raczej niski. Malarstwo peł­ni­ło wów­czas prze­waż­nie funk­cje deko­ra­cyj­ne i edu­ka­cyj­ne. Stopniowo jed­nak poja­wia­ły się nur­ty reali­stycz­ne, a w XIII w. jako gatu­nek zaczę­ły domi­no­wać gór­skie pej­za­że, osią­ga­jąc apo­geum roz­wo­ju w nur­cie wery­stycz­nym w epo­ce dyna­stii Song. Do koń­ca jej pano­wa­nia mala­rze byli sku­pie­ni wokół dwo­ru, któ­ry peł­nił funk­cję nie tyl­ko mece­na­sa, ale tak­że kolek­cjo­ne­ra zarów­no malo­wi­deł, jaki i kali­gra­fii.
Wraz z pod­bo­jem Chin przez Mongołów i usta­no­wie­niem w 1271 r. nowej dyna­stii Yuan, nastą­pił roz­łam mię­dzy ośrod­kiem wła­dzy prze­su­nię­tym na pół­noc kra­ju a śro­do­wi­ska­mi eru­dy­tów w regio­nie połu­dnio­wym. Malarstwo sta­ło się bar­dziej oso­bi­ste, a mniej ozdob­ne, skie­ro­wa­ne do wąskie­go krę­gu odbior­ców. Nastąpił podział na arty­stów pro­fe­sjo­nal­nych, gdzie liczy­ła się wyso­ka spe­cja­li­za­cja, oraz eru­dy­tów, para­ją­cych się poezją, kali­gra­fią i malar­stwem jako spo­so­bem na samo­usz­la­chet­nia­nie. Wierzono, że praw­dzi­wą sztu­kę, któ­ra sta­no­wi odzwier­cie­dle­nie jeste­stwa arty­sty, może two­rzyć jedy­nie oso­ba o wyso­kiej moral­no­ści. W cza­sach gdy otwar­ty rynek sztu­ki był już w peł­ni roz­wi­nię­ty, czy­li po XV wie­ku, eru­dy­tom nie wypa­da­ło przy­zna­wać się do tego, że two­rzą dla pie­nię­dzy. Dlatego nawet zawo­do­wi mala­rze pod­kre­śla­li, że two­rzą jedy­nie dla wła­snej satys­fak­cji, dzia­ła­jąc pod wpły­wem natchnie­nia. Przyczyniło się to do powsta­nia zwy­cza­ju pła­ce­nia za obra­zy za pomo­cą pre­zen­tów, w tym rów­nież mate­ria­łów malar­skich. Innym spo­so­bem było „zra­sza­nie pędz­la” (run­bi), jak eufe­mi­stycz­nie nazy­wa­no zapła­tę. Pierwszym, któ­ry wywie­sił przed domem cen­nik, zry­wa­jąc z dotych­cza­so­wą ety­kie­tą, był żyją­cy i two­rzą­cy na prze­ło­mie XVII i XVIII w. eks­cen­trycz­ny kali­graf i malarz bam­bu­sów Zheng Xie.
W malar­stwie chiń­skim, podob­nie jak w kali­gra­fii, decy­du­ją­cą rolę odgry­wa­ły mate­ria­ły malar­skie. Większość wcze­snych prac powsta­wa­ła na jedwa­biu, nato­miast papier był naj­po­pu­lar­niej­szym medium w krę­gu mala­rzy eru­dy­tów. Używano zwy­kle tuszu i wod­nych farb mine­ral­nych. Często obra­zy były mono­chro­ma­tycz­ne lub malo­wa­ne tuszem, a następ­nie uzu­peł­nia­ne skrom­ną gamą barw­ną. Większe obra­zy opra­wia­no i prze­cho­wy­wa­no w pio­no­wych lub pozio­mych zwo­jach, któ­re roz­wi­ja­no jedy­nie na spe­cjal­ne oka­zje. Dzięki temu, a tak­że okre­so­wym zmia­nom opra­wy oraz nie­zwy­kłym wła­ści­wo­ściom jedwa­biu i papie­ru dzie­ła te zacho­wa­ły się do naszych cza­sów.

Harmonia tchnie­nia

Wspomniane dzie­dzi­ny sztu­ki Wschodu - malar­stwo i kali­gra­fia - wyma­ga­ją, zwłasz­cza od euro­pej­skie­go odbior­cy, zna­jo­mo­ści przy­naj­mniej pod­staw chiń­skiej tra­dy­cji i kul­tu­ry. Należy zro­zu­mieć, że arty­stów, szcze­gól­nie mala­rzy eru­dy­tów, któ­rzy ukie­run­ko­wa­li sztu­kę inte­lek­tu­al­nie, inte­re­so­wa­ła przede wszyst­kim praw­da przed­sta­wie­nia. Celem nad­rzęd­nym było chu­an­shen, czy­li prze­ka­zy­wa­nie ducha, a nie pro­ste odwzo­ro­wy­wa­nie form i kształ­tów. Dlatego też, w naszym odczu­ciu pła­skie i znie­kształ­co­ne pej­za­że gór­skie, mają swój sens, ponie­waż mia­ły uka­zy­wać nie kon­kret­ny widok, lecz syn­te­zę róż­nych wido­ków i miejsc - ich kwin­te­sen­cję. Równie waż­nym, choć trud­nym do zde­fi­nio­wa­nia ele­men­tem deter­mi­nu­ją­cym war­tość obra­zu była, tzw. har­mo­nia tchnie­nia (qiy­un) - rytm obra­zu i ener­gia, któ­rą ema­no­wał. To ona mia­ła dawać dzie­łu nie­po­wta­rzal­ny cha­rak­ter i odzwier­cie­dlać ducha twór­cy. Bez niej obra­zy były sta­tycz­ne, nie­prze­ko­nu­ją­ce, choć trud­no to stwier­dzić obiek­tyw­nie.
W este­ty­ce euro­pej­skiej mie­ści się za to sztu­ka zdob­ni­cza, któ­rej wspa­nia­ły­mi repre­zen­tan­ta­mi są prze­ślicz­ne bar­wio­ne koń­skie figur­ki z okre­su dyna­stii Tang. Takie sta­tu­et­ki czę­sto znaj­do­wa­no w gro­bow­cach człon­ków rodzi­ny cesar­skiej. Symbolizowały one god­ne podzi­wu zale­ty, jak siła, pięk­no, inte­li­gen­cja, odwa­ga, a nawet pier­wia­stek bosko­ści, sta­no­wi­ły więc waż­ny ele­ment tra­dy­cji pogrze­bo­wej. Nadawano im for­my wspa­nia­łych wierz­chow­ców o masyw­nej budo­wie, jed­nak przed­sta­wia­nych we wdzięcz­nych, tanecz­nych pozach pod­kre­śla­ją­cych ich uro­dę, ele­gan­cję i układ­ność. Figurki te odda­ją kwin­te­sen­cję pięk­na ówcze­snych nie­biań­skich wierz­chow­ców - szla­chet­nej rasy stwo­rzo­nej dzię­ki domiesz­kom krwi naj­wspa­nial­szych koni orien­tal­nych. Niestety, za pano­wa­nia dyna­stii Yuan zosta­ła ona zde­ge­ne­ro­wa­na przez ponow­ne wpro­wa­dze­nie do hodow­li mon­gol­skich kuców. Pomimo sta­rań boska rasa z epo­ki Tang nigdy nie odzy­ska­ła daw­nej świet­no­ści.

Więcej w Historia i sztuka

  • Historia i sztuka

    WAHO i wia­dro kawio­ru

    By

    tekst: Jerzy Milczarek Gdy zimo­wa aura sprzy­ja tęsk­no­cie za słoń­cem i cie­płem lata, powra­cam wspo­mnie­nia­mi do gorą­cej...

  • Historia i sztuka

    Ku dosko­na­ło­ści

    By

    Andrzej Novák-Zempliński Czwarta edy­cja Międzynarodowego Konkursu Tradycyjnego Powożenia w Książu odby­ła się w dniach 23 – 24 lip­ca pod hono­ro­wym...

  • Historia i sztuka

    Rodzina, ach rodzi­na!

    By

    Piotr Dzięciołowski Tomasz Biernawski – czło­wiek od koni i mili­ta­riów w pol­skim fil­mie, bywa sce­no­gra­fem i deko­ra­to­rem, kolek­cjo­ner sprzę­tu...

Na górę