Connect with us

Hodowca i Jeździec

Motorem licy­ta­cji jest towar

Hodowla

Motorem licy­ta­cji jest towar

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Każdy pro­dukt, by docze­kać się korzyst­nej sprze­da­ży, potrze­bu­je pro­mo­cji. Jednak jak sku­tecz­nie pro­mo­wać, kie­dy koła buk­su­ją w miej­scu - kul­to­we Porsche, Ferrari czy Lamborghini nie może udo­wod­nić swych walo­rów trak­cyj­nych, bo pro­du­cent nie się­gnął po zawo­do­we­go kie­row­cę. Z podob­ny­mi pro­ble­ma­mi mie­rzą się dzi­siaj pol­skie konie - pro­dukt wyma­ga­ją­cy pro­fe­sjo­nal­nych dzia­łań pro­mo­cyj­no-sprze­da­żo­wych, o któ­rych zechciał poroz­ma­wiać dr Marek Trela, pre­zes spół­ki Stadnina Koni Janów Podlaski.

HiJ: Od ilu lat jest Pan uczest­ni­kiem aukcyj­ne­go obro­tu koń­mi w Polsce?
Marek Trela: Obserwuję ów rynek od począt­ku swej pra­cy w Janowie Podlaskim, czy­li od 1978 r. Stopniowo zmie­nia­ła się wpraw­dzie moja rola, bowiem naj­pierw byłem leka­rzem wete­ry­na­rii, któ­ry badał kla­cze zgło­szo­ne do aukcji, potem od 1995 r. wystę­po­wa­łem w roli człon­ka komi­te­tu orga­ni­za­cyj­ne­go wraz z dyr. Michałem Maciejewskim, a od 2000 r. odpo­wia­dam w imie­niu Janowa za cało­kształt każ­dej edy­cji arab­skie­go świę­ta Pride of Poland. Czyli będzie 30 lat…

Tradycja zobo­wią­zu­je?
W pań­stwo­wych stad­ni­nach od zara­nia korzy­sta­ło się z dobro­dziejstw sys­te­mu aukcyj­ne­go, cze­go naj­lep­szym dowo­dem jest choć­by pocho­dzą­ca ze zbio­rów Muzeum Narodowego ryci­na autor­stwa Czesława Tańskiego przed­sta­wia­ją­ca licy­ta­cję koni w Janowie, dato­wa­na na 1889 r. Mamy tak­że w naszej kolek­cji ogło­sze­nie z Dziennika Urzędowego Królestwa Polskiego, rocz­nik 1844, doty­czą­ce licy­ta­cyj­nej sprze­da­ży koni, więc histo­ria się­ga napraw­dę daleko.

Ile koni tra­fi­ło na rynek za spra­wą janow­skich aukcji?
Trudno powie­dzieć. Staramy się, aby pojem­ność tej głów­nej, sierp­nio­wej aukcji nie prze­kra­cza­ła 35-40 sztuk. Cała resz­ta sprze­da­wa­na jest za pomo­cą m.in.: sailent sales czy innych mecha­ni­zmów prze­tar­go­wych. Jeśli zało­ży­my, że rocz­nie przy­cho­dzi na świat w Janowie 60 źre­biąt arab­skich i 30 anglo­arab­skich, to tyle wła­ści­wie śred­nio ogo­nów idzie w świat, co mno­żąc przez 30 lat, daje sza­cun­ko­wy wynik zbli­żo­ny do 3000!

Ile śred­nio Wasza aktyw­ność przy­no­si budże­to­wi pań­stwa dochodów?
O poje­dyn­czych rekor­dach rok­rocz­nie do­nosi pra­sa, typu: 1978 Carawella 153 tys. dola­rów, 1980 Persja 185 tys. dola­rów, 1981 El Paso 1000 tys. dola­rów, 1982 Bandos 806 tys. dola­rów, 1983 Deficyt 609 tys. dola­rów, 1984 Banat 525 tys. dola­rów, 1985 Algierczyk 310 tys. dola­rów, 1986 Haracz 385 tys. dola­rów, 1987 Aloes 395 tys. dola­rów, 1990 Pilarka 215 tys. dola­rów, 1997 Batyskaf 450 tys. dola­rów, 1998 Emilda 200 tys. dola­rów, 1999 Druid 500 tys. dola­rów, 2001 Egna 120 tys. dola­rów, 2004 Wieża Wiatrów 220 tys. dola­rów i od cza­su zmia­ny euro­pej­skiej walu­ty: 2003 Palestyna 300 tys. euro, 2005 Elandra 290 tys. euro, 2006 Espadero 210 tys. euro czy 2008 Kwestura 1 200 tys. euro. Natomiast śred­nie ceny z ostat­nich 5 lat są o dzi­wo wyż­sze niż z okre­su tzw. pro­spe­ri­ty, czy­li lat 80. - znacz­nie prze­kra­cza­ją 30 tys. euro za sztukę.

Co decy­du­je o suk­ce­sie aukcji?
Klienci. To oni kupu­ją konie i powo­du­ją, że aukcja się uda­je bądź nie. Oczywiście aspekt orga­ni­za­cji wyma­ga zacho­du, bowiem trze­ba zapew­nić klien­tom opty­mal­ne warun­ki udzia­łu w licy­ta­cji, ale klu­czem do suk­ce­su jest licz­ba gości żąd­nych kon­ku­ro­wa­nia ze sobą, prze­bi­ja­nia się wza­jem­nie i pod­bi­ja­nia ceny.

Czym jest real­na ryn­ko­wo cena rezerwowa?
Moim zda­niem nie ma cze­goś takie­go jak real­na cena ryn­ko­wa. Przecież nie publi­ku­je się cen­ni­ków i para­me­trów ceno­wych. Wszystko w rękach sprze­da­ją­cych i kupu­ją­cych, czy­li kwe­stii dale­ce umow­nej czę­sto wyni­ka­ją­cej z kli­ma­tu chwi­li, wytwo­rzo­nej przez ogół aury wyjąt­ko­wo­ści! Tymczasem ceny rezer­wo­we wpro­wa­dza się w wyni­ku abso­lut­nie sekret­nych usta­leń mię­dzy wła­ści­cie­lem konia a licy­ta­to­rem, okre­śla­ją­cych mini­mal­ny pułap ceny, poni­żej któ­rej ten nie może sprze­dać towa­ru. Prowadzący może natu­ral­nie zacząć dla zachę­ty licy­ta­cję od skrom­niej­szej kwo­ty, ale dalej, odpo­wia­da­jąc na pyta­nie - to popyt na dany towar decy­du­je o jego war­to­ści. Gdyby zain­te­re­so­wa­ny nim był tyl­ko jeden czło­wiek, to on dyk­to­wał­by warun­ki i kupo­wał za tyle, za ile uwa­ża. Skoro jed­nak jest ich wię­cej, docho­dzi do zja­wi­ska rywa­li­za­cji, któ­re pozwa­la uzy­skać przy­kła­do­wo nie 100 tys., ale 300 tys. euro. Ot, magia aukcji…

Dlatego zamiast trans­ak­cji pry­wat­nych zde­cy­do­wa­li­ście się wejść w sys­tem sprze­da­ży aukcyjnej?
Trudno mówić w moim przy­pad­ku o wej­ściu weń, sko­ro go po pro­stu zasta­łem. Jedynie mogę przy­znać, iż doce­niam jego sku­tecz­ność. Powszechnie korzy­sta z nie­go więk­szość pań­stwo­wych stad­nin koni na świ­cie, więc to o czymś świad­czy. Tymczasem przy­sło­wio­we kup­cze­nie za sto­do­łą - indy­wi­du­al­ne han­dlo­wa­nie nego­cja­cyj­ne - jest na dłuż­szą metę bar­dzo uciąż­li­we i czę­sto dale­kie od wyma­rzo­ne­go efek­tu koń­co­we­go. Stąd zapew­ne zgod­ność nasze­go śro­do­wi­ska co do soli­dar­ne­go dzia­ła­nia publicznego.

Wybitnego konia nie sztu­ka sprze­dać, ale średniaki…Czy zgo­dzi się Pan z opi­nią, że prze­cięt­ne konie mają szan­sę uzy­skać przy­zwo­itą cenę jedy­nie w wyni­ku licytacji?
Chyba to spo­re uogól­nie­nie tema­tu, bo ileż przy­kła­dów na korzyst­ną sprze­daż pry­wat­ną. Przecież konie spor­to­we czy wyści­go­we wyma­ga­ją cza­sa­mi „łowie­nia momen­tu” - jest klient, kła­dzie satys­fak­cjo­nu­ją­ce pie­nią­dze na stół, to pro­szę bar­dzo… Aczkolwiek pań­stwo­we stad­ni­ny, dla czy­sto­ści spra­wy, win­ny sprze­da­wać swój pro­dukt dro­gą licy­ta­cji. Tam gdzie decy­zja nie zale­ży od jed­ne­go czło­wie­ka, a cenę usta­la się komi­syj­nie, nie spo­sób zna­leźć lep­sze­go roz­wią­za­nia niż sprze­daż publicz­na. Żadne rewo­lu­cyj­ne odkry­cie, sko­ro od lat w obro­cie ara­ba­mi działa!

Czy z punk­tu widze­nia wystaw­cy nie lepiej jed­nak zgło­sić konia na aukcję i sko­rzy­stać z pomo­cy pro­fe­sjo­nal­ne­go organizatora?
Zaiste, ktoś, kto będzie pró­bo­wał sprze­dać konia via aukcja, może mieć pew­ność, że pie­nią­dze któ­re, zań uzy­ska, będą naj­bliż­sze real­nej war­to­ści. Jeśli dodat­ko­wo w licy­ta­cji weź­mie udział spo­ro chęt­nych, to szan­sa na przy­zwo­ity wynik rośnie. Zresztą każ­da publicz­na sprze­daż, w swej isto­cie rze­czy jako ta przy­ku­wa­ją­ca uwa­gę atrak­cja gro­ma­dzą­ca wokół ludzi, rze­czy­wi­ście się opłaca.

Kluczowa spra­wa to klien­ci. Zatem jak hodow­cy koni arab­skich spod cenio­nej w świe­cie mar­ki Pure Polish zdo­ła­li zbu­do­wać i utrzy­mać dys­cy­pli­nę w obro­cie aukcyj­nym, mając na lewo i pra­wo mul­tum ofert prywatnych?
Środowisko hodow­ców koni arab­skich, potra­fi­ło i potra­fi nadal pro­wa­dzić wspól­ną poli­ty­kę. Zdarzały się wyjąt­ki, ale każ­do­ra­zo­wo mery­to­rycz­nie wytłu­ma­czal­ne i zawsze gre­mial­nie kon­sul­to­wa­ne, dla­cze­go dany, szcze­gól­nie cen­ny koń nie powi­nien iść przez aukcję. Czasem cho­dzi o zwy­kłą ochro­nę pre­sti­żu ogie­ra czy kla­czy na wypa­dek ewen­tu­al­ne­go nie­po­wo­dze­nia aukcyj­ne­go, kie­dy to osob­nik zdą­żył się zde­cy­do­wa­nie spraw­dzić w hodow­li. Polskie stad­ni­ny arab­skie posta­no­wi­ły sobie nie­gdyś i tego kon­se­kwent­nie prze­strze­ga­ją - w tym ich siła - pro­wa­dzić wspól­ną poli­ty­kę zarów­no hodow­la­ną, jak i han­dlo­wą, trak­tu­jąc swo­je sta­da jako jed­no wspól­ne. Oczywiście, na śmierć i życie kon­ku­ru­je­my ze sobą na róż­ne­go rodza­ju czem­pio­na­tach, każ­dy sta­ra się jak naj­le­piej sprze­dać swe konie na aukcjach i pro­wa­dzi do pew­ne­go stop­nia zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­ną tak­ty­kę pro­mo­cyj­ną. Natomiast wszel­kie stra­te­gicz­ne decy­zje doty­czą­ce roz­ro­du, typu: któ­re, kie­dy i gdzie ogie­ry, bo szcze­gól­nie ich to doty­czy, będą pod­le­ga­ły sprze­da­ży, podej­mu­je­my wspól­nie, hoł­du­jąc zasa­dzie - inte­res hodow­li musi stać na pierw­szym miej­scu! Stąd nikt pochop­nie, bez wcze­śniej­sze­go son­da­żu wśród kole­gów z bran­ży, żad­ne­go nie­prze­my­śla­ne­go a szko­dli­we­go dla spra­wy ruchu nie wyko­na. W pro­ble­ma­tycz­nych przy­pad­kach zawsze cze­ka­my na zie­lo­ne świa­tło całe­go nasze­go śro­do­wi­ska i to nas czy­ni moc­ny­mi na forum mię­dzy­na­ro­do­wym. Ponadto wspól­nie orga­ni­zu­je­my aukcje, razem zgła­sza­my konie czy ukła­da­my kolej­ność na listach sprze­da­żo­wych itd., itp. Panuje mię­dzy nami nie­pi­sa­na acz sza­no­wa­na przez wszyst­kich wspól­no­ta inte­re­sów, bez któ­rej trud­no było­by sobie w ogó­le wyobra­zić efek­tyw­ne działanie.

W dobie prze­ta­cza­ją­ce­go się przez Polskę kry­zy­su, ale i okre­su wcze­śniej­sze­go, pro­szę powie­dzieć, czy sprze­daż 1-2 koni „z ręki” jest w sta­nie ura­to­wać pań­stwo­wą firmę?
Jeżeli się­gnę­ła­by rzę­du milio­na euro, to może… Nic nie dzie­je się na pusty­ni, więc jeśli jakaś spół­ka Skarbu Państwa posia­da sza­le­nie war­to­ścio­we­go konia, to tak wyjąt­ko­wa decy­zja o jego sprze­da­ży nie zapa­da samo­dziel­nie w spół­ce, lecz w ści­słym poro­zu­mie­niu z wła­ści­cie­lem, któ­ry kła­dzie na sza­lę, co się bar­dziej opła­ca - sprze­dać czy zosta­wić - czy uzy­ska­na w wyni­ku sprze­da­ży suma jest rze­czy­wi­ście w sta­nie posta­wić na nogi cho­ru­ją­cy orga­nizm, bo z pew­no­ścią naj­waż­niej­szy jest byt przed­się­bior­stwa, tyl­ko za jaką cenę… oby dają­cą kom­fort jak naj­dłuż­sze­go istnienia.

A jak bra­ku­je tak pogłę­bio­nej wła­ści­ciel­skiej analizy?
Nie wyda­je mi się, gdyż w naszym wypad­ku zawsze i wszyst­ko ści­śle kon­sul­tu­je­my z wła­ści­cie­lem, czy­li Agencją Nierucho­mości Rolnych.

Widocznie w róż­nym stop­niu mat­ka kocha dzie­ci swoje…
Nie rozu­miem… tzn. jed­nych trak­tu­je poważ­nie, a dru­gich nie? Jednym poma­ga, a dru­gim nie? To, że nam się szczę­śli­wiej wie­dzie niż hodow­com innych ras zawdzię­cza­my w znacz­nym stop­niu samym sobie. Smuci fakt mało kla­row­nej sytu­acji bytu w wie­lu przed­się­bior­stwach hodow­li zaro­do­wej pod­le­głych ANR, ale powo­dze­nie aukcji arab­skich, bo o nich mowa, nie wzię­ło się zni­kąd… Te konie od lat z suk­ce­sem porów­nu­ją się na ryn­kach mię­dzy­na­ro­do­wych; jeż­dżą na czem­pio­na­ty, gdzie rekla­mu­ją nasz pro­dukt i w kon­fron­ta­cji z eli­tą świa­to­wą pod­wyż­sza­ją swo­ją war­tość. Przecież 1 200 000 euro otrzy­ma­ne za Kwesturę nie spa­dło z nie­ba… Ona była czem­pion­ką świa­ta! Wygrała wszyst­ko, co mogła! Sądzę, że gdy­by miał pan mistrza Europy lub jesz­cze lepiej świa­ta w sko­kach przez prze­szko­dy, to ani przez moment nie miał­by pan kło­po­tów z jego sprze­da­niem… Podobnie z jego potomstwem.

Czyli pod­sta­wą promocja?
Sporo sobie zada­je­my tru­du, by uczest­ni­czyć we wszel­kich poka­zach, czem­pio­na­tach, kon­fe­ren­cjach; to pochła­nia ogrom­ne pie­nią­dze, a nam się i tak zda­je, że wciąż tego za mało. Przecież kosz­tu­je nie tyl­ko inten­syw­ne podró­żo­wa­nie, ale i selek­cjo­no­wa­nie, facho­we przy­go­to­wa­nie, pro­fe­sjo­nal­ne pre­zen­to­wa­nie itd. Kiedy już jest gło­śno o pol­skiej hodow­li, wte­dy ludzie chęt­nie przy­jeż­dża­ją do nasze­go Janowa…

Dlaczego upodo­ba­li sobie aku­rat Janów Podlaski?
Bo wie­dzą, że znaj­dą tu to, co w danym momen­cie ma naj­lep­sze­go do zaofe­ro­wa­nia pol­ska hodow­la; że konie są naj­wyż­szej jako­ści, że jest róż­no­rod­ność koni odpo­wied­nia do zasob­no­ści pra­wie każ­de­go port­fe­la, że gwa­ran­tu­je­my pro­fe­sjo­nal­ną obsłu­gę… Ni mniej, ni wię­cej - wypra­co­wa­li­śmy sobie mar­kę, któ­ra sta­no­wi koło zama­cho­we dla nasze­go biz­ne­su. Stworzyliśmy luk­su­so­wy pro­dukt, któ­ry moc­no usa­do­wił się na tym nie­zwy­kle trud­nym ryn­ku, żyje dzi­siaj wła­snym życiem… no prawie…

Odejdźmy od ara­bów. Jak widzi Pan moż­li­wość roz­ru­sza­nia ryn­ku aukcyj­ne­go na konie pół­krwi i sportowe?
Nie jest łatwo mówić hodow­cy koni pół­krwi o swo­ich pro­ble­mach, tzn. zarzą­dza­ny prze­ze mnie Janów pro­wa­dzi tak­że hodow­lę koni pół­krwi na potrze­by spor­tu, a jed­nak jej wyni­ki oraz ren­tow­ność zupeł­nie nie przy­sta­ją do wywin­do­wa­nych norm arab­skich, bowiem nawet gdy­by­śmy zaczę­li się od zaraz wyzby­wać naj­lep­szych egzem­pla­rzy, podob­ny suk­ces pozo­sta­je marze­niem ścię­tej gło­wy. Na chwi­lę obec­ną dia­me­tral­nie róż­ne świa­ty! Gdyby Janów było stać na przy­go­to­wa­nie spor­to­we 10 koni rocz­nie, a następ­nie nale­ży­te ich wypro­mo­wa­nie poprzez udział w trzy­gwiazd­ko­wych zawo­dach WKKW, sądzę, że zaraz pod bra­mą stad­ni­ny poja­wi­ły­by się tłu­my chętnych.

Czy dla­te­go zwar­li­ście szy­ki z Pawłem Spisakiem na ścież­ce kolej­nych przy­go­to­wań olim­pij­skich - Londyn 2012?
Nie ma innej meto­dy na pro­mo­cję koni pół­krwi niż uda­na karie­ra spor­to­wa. Stąd cią­gle żywi­my nadzie­ję, że nasze konie są zdol­ne się­gnąć po naj­wyż­sze lau­ry, świet­nie spraw­dzać się w wyczy­no­wej mię­dzy­na­ro­do­wej rywa­li­za­cji oraz pod­bić ser­ca sze­ro­kim rze­szom klien­tów, pasjo­na­tom spor­tu jeź­dziec­kie­go. Wówczas cena za anglo­ara­by nie będzie niż­sza niż ta, któ­rą obec­nie dosta­je­my za kla­cze arabskie.

I sprze­da­wać je będzie­cie, wzo­rem Niemców czy Francuzów, na aukcjach?
Owszem, ale tyl­ko te egzem­pla­rze, któ­re udo­wod­nią w spo­rcie swą użyt­ko­wą war­tość, choć­by w sen­sie dzie­dzi­cze­nia cech po przod­kach… Świat szu­ka koni z naj­wyż­szej pół­ki, więc jeśli chce się zara­biać przy­zwo­ite pie­nią­dze, trze­ba skon­cen­tro­wać 100% sił na hodow­li, a następ­nie pro­mo­cji pożą­da­ne­go pro­duk­tu. Inne dzia­ła­nia mija­ją się z celem, jak bowiem udo­wod­nić jakość mate­ria­łu koń­skie­go - jego solid­ną bazę i satys­fak­cjo­nu­ją­cą przy­dat­ność - nie się­ga­jąc po meda­le czy wyso­kie miej­sca na pre­sti­żo­wych impre­zach spor­to­wych. Potem już do powo­dze­nia sprze­da­ży aukcyj­nej krót­ka droga.

Czy zatem idea wpro­wa­dze­nia przez PZHK aukcji w Zakładach Trenin­go­wych przy Stadach Ogierów nie jest uczy­nie­niem pierw­sze­go kro­ku ku roz­wo­jo­wi ryn­ku - uspraw­nie­niu obro­tu koń­mi sportowymi?
Jeśli nie kłó­ci się ona z poli­ty­ką hodow­la­ną pań­stwo­wych SO i SK, któ­re win­ny kon­ku­ro­wać z ogól­nie dostęp­ną ofer­tą ryn­ko­wą… Przykładowo ogie­ry z Janowa w pierw­szym rzę­dzie tra­fia­ją do Białki i Bogusławic, bowiem trzy­ma­my się twar­do dys­po­zy­cji, obo­wiąz­ku czy tra­dy­cji dostar­cza­nia rok­rocz­nie do sek­to­ra hodow­la­ne­go ogier­ków będą­cych 10% sta­nu kla­czy stad­ni­ny. Na razie łatwo nam się z tego wywią­zać, dys­po­nu­jąc źró­dłem docho­du pt. ara­by. Natomiast jeśli byli­by­śmy zmu­sze­ni do uzy­ski­wa­nia naj­wyż­szych moż­li­wych cen za te konie, któ­re mamy na sprze­daż - nasz byt by od nich zale­żał - wów­czas ta spra­wa nie była­by już tak kla­row­na, bo nie było­by nas stać na żaden prze­jaw eks­tra­wa­gan­cji tudzież misji dzie­jo­wej na rzecz SO. Dzisiaj, sko­ro jesz­cze nie­źle pro­spe­ru­ją SK, hodu­jąc konie wyso­kiej kla­sy, i nadal ist­nie­ją SO, nale­ży zasta­no­wić się nad takim mode­lem inte­rak­cji, aby każ­da ze stron coś z niej mia­ła - SO wybit­ny mate­riał gene­tycz­ny, a SK ekwi­wa­lent pozwa­la­ją­cy spo­koj­nie funk­cjo­no­wać. Prawo pier­wo­ku­pu tudzież środ­ki finan­so­we pozwa­la­ją­ce swo­bod­nie licy­to­wać - nie mam recep­ty, ale jeśli SO mają nadal ist­nieć w kon­ku­ren­cyj­nej prze­strze­ni kapi­ta­li­zmu, muszą mieć zapew­nio­ny remont, czy­li dopływ świe­żej krwi i to naj­wyż­szej jakości.

Za wcze­śnie na dobro­dziej­stwa obro­tu aukcyjnego?
Ja aku­rat gorą­co w jego siłę spraw­czą wie­rzę, tyl­ko przy oka­zji mam świa­do­mość kon­dy­cji pol­skie­go rynku.

Co lep­sze, sprze­da­wać dzi­siaj konie pół­krwi z ręki czy orga­ni­zo­wać rynek?
Przez pry­zmat wysił­ków SK Janów Podlaski chciał­bym dążyć do jak naj­szer­szej pro­mo­cji przez sport, ale tej u sie­bie w kra­ju; potem selek­cjo­no­wać i jed­ne zosta­wiać dla hodow­li, a dru­gie wypy­chać z suk­ce­sem w świat ku spo­tę­go­wa­niu rezo­nan­su pro­mo­cyj­ne­go. Potem eli­tę wyczy­no­wych „maszyn” pod­da­wał­bym naj­wyż­szej pró­bie rywa­li­za­cji mię­dzy­na­ro­do­wej, któ­ra już sama w sobie sta­no­wi furt­kę na świat… Proszę pamię­tać - tyl­ko mane­żo­wa­nie koń­mi wydo­by­wa­ją­ce z nich naj­lep­sze moż­li­we cechy spor­to­we, pod­no­si ich ryn­ko­wą war­tość. Forma sprze­da­ży to dopie­ro trze­ci etap odśnie­ża­nia, któ­ry jed­nak rów­nież war­to brać pod uwa­gę. Teraz koła buk­su­ją w miejscu. ..

Idea roz­gry­wa­nia MPMK się spraw­dzi­ła, a co ze sprzedażą?
Nie ma ide­al­nych roz­wią­zań na zor­ga­ni­zo­wa­nie ryn­ku. Jeśli chce się osią­gnąć rela­tyw­nie spo­re pie­nią­dze, trze­ba zaofe­ro­wać wyż­szą jakość. Dzisiaj na kiep­skim, a nawet śred­nim mate­ria­le nie zbi­je się for­tu­ny - tak został świat urzą­dzo­ny - tyl­ko za rze­czy uni­kal­ne i luk­su­so­we moż­na wziąć więk­sze pie­nią­dze. Wracając do pol­skich koni - nasz pro­dukt musi udo­wod­nić swo­ją war­tość, odno­sząc duży suk­ces spor­to­wy. Dlatego szu­ka­jąc mar­ke­tin­go­we­go zaha­cze­nia, pozwo­li­li­śmy sobie powo­łać się na wyni­ki Tamarillo (syna janow­skie­go Tarnika) dosia­da­ne­go przez Williama Fox-Pitta; anglo­ara­ba o wybit­nym mię­dzy­na­ro­do­wym dorob­ku WKKW.

Czyli potrze­bu­je­my kuzy­nów Tama­rilla, aby pol­ski rynek odpalił?
Nie bez koze­ry Paweł Spisak usiadł na janow­skie konie, te czy inne, któ­re w każ­dej chwi­li goto­wi jeste­śmy nasze­mu dwu­krot­ne­mu olim­pij­czy­ko­wi udo­stęp­nić. Lepiej w tej chwi­li, aby jakaś klacz udo­wod­ni­ła swo­ją wybit­ną przy­dat­ność spor­to­wą niż słu­ży­ła dalej her­me­tycz­nej hodow­li. Tylko to może pocią­gnąć han­del, bo nikt nie przy­je­dzie po konie dru­giej czy trze­ciej kategorii.

Trzeba posta­wić na sport?
Oczywiście, że tak. Dobrze brzmi hasło pt.: kon­so­li­da­cja sił, bo zawsze lepiej być razem niż osob­no, ale czy spe­cy­fi­ka obro­tu koń­mi arab­ski­mi może zna­leźć swe odzwier­cie­dle­nie w obro­cie koń­mi pół­krwi? Chyba nie. Gdyby tak było, to suk­ces gwa­ran­to­wa­ny, ale nie­ste­ty - hipo­dro­my, czwo­ro­bo­ki, tra­sy sti­plo­we, mara­ton czy kros - wszyst­ko przed nami. Trzeba na uszach sta­wać, by sport udo­wod­nił wyż­szość nasze­go mate­ria­łu nad cudzym.

Czy pra­ca nad pro­mo­cją koni to etap ku pro­fe­sjo­na­li­za­cji rynku?
Zgoda, ale naj­lep­sza fir­ma nie zapew­ni suk­ce­su aukcji, jeśli nie będzie koni naj­wyż­szej jako­ści. Motorem każ­dej licy­ta­cji jest towar, więc nie zro­bi pan uda­nej impre­zy aukcyj­nej, nie ofe­ru­jąc dzie­ła sztu­ki czo­ło­we­go arty­sty mala­rza. Rozumiem, że PZHK, orga­ni­zu­jąc swe aukcje w sąsiedz­twie ZT, chce udo­wod­nić choć­by czę­ścio­wą dziel­ność pol­skich koni oraz ich przy­dat­ność do pra­cy spor­to­wej. Niemniej tutaj - odno­śnie budo­wa­nia ryn­ku - trud­no spo­dzie­wać się efek­tu natych­mia­sto­we­go, więc prze­sła­nie - nie wol­no się zra­żać po trzech czy pię­ciu edy­cjach… Pamiętajmy, że sprze­daż aukcyj­na jest jak naj­bar­dziej wła­ści­wa i spra­wie­dli­wa, lecz nie w sytu­acji, gdy naj­war­to­ściow­sze roz­płod­ni­ki roz­cho­dzą się w bli­żej nie­okre­ślo­nej sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej. Akurat ubie­gło­rocz­ny og. Sex sprze­da­ny na aukcji w Bogusławicach do Białego Boru pod Kamila Rajnerta miał szczę­ście, tra­fia­jąc aku­rat do pań­stwo­we­go SO, ale na ogół rze­czy­wi­stość gro­zi nam palcem.

Jeden Sex nie czy­ni wiosny?
Przecież w Bogusławicach były dwa lub trzy bar­dzo obie­cu­ją­ce konie spor­to­we, któ­re nie zna­la­zły swo­je­go nabyw­cy. To mnie nie­wąt­pli­wie mar­twi. Mam nadzie­ję, że teraz Sex udo­wod­ni swo­ją wyso­ką jakość w spo­rcie, co prze­są­dzi o jako­ści koni kwa­li­fi­ku­ją­cych się do ZT. Tylko tak moż­na budo­wać rynek aukcyj­ny, czy­li szu­ka­jąc jak naj­wię­cej sobo­wtó­rów Tamarilla, na któ­re usią­dą w przy­szło­ści, nie Williamowie Fox-Pitt, ale Pawłowie Spisakowie.

Iść w aukcje?
U nas jak zwy­kle - pomysł i inten­cje super, ale wyko­na­nie - to już róż­nie. Chciałoby się zoba­czyć kie­dyś w Polsce kwit­ną­ce Centra Hodowlane - Stada Ogierów, ofe­ru­ją­ce naj­wyż­szej jako­ści spraw­dzo­ne spor­to­wo ogie­ry. Chciałoby się, aby były to sil­ne ośrod­ki spor­to­we zatrud­nia­ją­ce naj­lep­szych szko­le­niow­ców, posia­da­ją­ce czo­ło­wych jeźdź­ców sie­dzą­cych na pol­skich koniach, orga­ni­zu­ją­ce impre­zy aukcyj­ne przed­sta­wia­ją­ce per­fek­cyj­nie przy­go­to­wa­ne i zapre­zen­to­wa­ne konie. Wtedy dopie­ro moż­na będzie mówić o rze­czy­wi­stej war­to­ści naszej hodow­li. A bez spor­tu tra­ci ona sens…Ja cią­gle mam nadzie­ję, że to nie jest nie­moż­li­we. Wtedy na aukcjach będą z pew­no­ścią tłu­my nabywców.

Więcej w Hodowla

Na górę