Connect with us

Między popu­li­zmem a kon­kre­ta­mi

Hodowla

Między popu­li­zmem a kon­kre­ta­mi

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Polski Związek Hodowców Koni zbli­ża się ku obcho­dom 125 lat swe­go ist­nie­nia.
Dla jed­nych to powód do dumy, dowód doświad­cze­nia, sta­bi­li­za­cji bran­żo­wej i asumpt do dal­szej wzmo­żo­nej pra­cy na rzecz roz­wo­ju hodow­li koni, dla innych pre­tekst do kon­te­sto­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści i udo­wad­nia­nia, że tkwi­my w zaco­fa­nej, skost­nia­łej struk­tu­rze. Czy i kto ma rację – te i inne tema­ty poru­sza­my w roz­mo­wie z pre­ze­sem PZHK prof. Zbigniewem Jaworskim.

Upłynęły dwa lata Pana pre­ze­su­ry. Obecny Zarząd pod Pana kie­row­nic­twem dobił do pół­met­ka. Co uda­ło się zro­bić przez ten czas?
– Faktycznie poło­wę kaden­cji mam już za sobą. Dla czę­ści człon­ków Zarządu to tak­że pierw­sze dwa lata pra­cy w ich nowej roli. A co uda­ło się nam w cią­gu tego okre­su zro­bić? Przede wszyst­kim wyko­ny­wa­li­śmy te zada­nia, któ­re wcze­śniej zosta­ły zapla­no­wa­ne, jak rów­nież sku­pia­li­śmy się na bie­żą­cej dzia­łal­no­ści, któ­ra jest zwią­za­na przede wszyst­kim z orga­ni­za­cją naszych sta­łych imprez hodow­la­no-jeź­dziec­kich. Szczególnie pra­co­wi­ty był rok 2013, w któ­rym doszła nam orga­ni­za­cja imprez mię­dzy­na­ro­do­wych, a mia­no­wi­cie Zjazd Międzynarodowej Federacji Hodowców Koni Huculskich (HIF) i Zjazd Światowej Federacji Hodowców Koni Sportowych (WBFSH). Niezależnie od tego byli­śmy włą­cze­ni w orga­ni­za­cję Cavaliady w Lublinie, Warszawie i Poznaniu, gdzie przy­go­to­wy­wa­li­śmy Pawilon Polskiej Hodowli Koni. Był to dosko­na­ły nasz pomysł autor­ski, któ­ry nale­ży kon­ty­nu­ować, gdyż słu­ży przede wszyst­kim pro­mo­cji pol­skich koni. Pragnę jed­nak pod­kre­ślić, że w tych dzia­ła­niach mie­li­śmy bar­dzo dobre­go part­ne­ra, jakim jest Agencja Nieruchomości Rolnych. Bez pomo­cy Zespołu Nadzoru Właścicielskiego i bez­po­śred­nio jed­no­stek pod­le­głych ANR, tj. głów­nie stad­nin koni i stad ogie­rów, nie byli­by­śmy w sta­nie udźwi­gnąć ich orga­ni­za­cji zarów­no pod wzglę­dem finan­so­wym, jak i orga­ni­za­cyj­nym. Ponadto rok 2013 to tak­że Krajowa Wystawa Zwierząt Hodowlanych w Poznaniu, gdzie byli­śmy odpo­wie­dzial­ni za jej część doty­czą­cą koni. Zainteresowanie tymi impre­za­mi, jak i pozy­tyw­ne opi­nie ze stro­ny tych, któ­rzy wzię­li w nich udział, wysta­wia­ją nam jak naj­lep­szą oce­nę za ich orga­ni­za­cję. Był to nie­wąt­pli­wy suk­ces naszej orga­ni­za­cji i naszych współ­part­ne­rów, a przede wszyst­kim Polski i pol­skiej hodow­li koni, któ­ra mogła zaist­nieć na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej. Niewiele mamy oka­zji, aby pochwa­lić się przed mię­dzy­na­ro­do­wą spo­łecz­no­ścią osią­gnię­cia­mi pol­skiej hodow­li, a zjaz­dy HIF i WBFSH oraz Cavaliada w dosko­na­ły spo­sób nam to umoż­li­wi­ły.

Czy obec­ny Zarząd PZHK to zgra­ny zespół, rozu­mie­ją­ca się dru­ży­na, czy soli­ści cią­gną­cy spra­wy każ­dy w swo­ją stro­nę?
– Oczywiście moja odpo­wiedź będzie subiek­tyw­na i wyni­ka z oso­bi­ste­go postrze­ga­nia skła­du obec­ne­go Zarządu. Jest nas 21 osób repre­zen­tu­ją­cych 15 związ­ków woje­wódz­kich i okrę­go­wych oraz 6 związ­ków raso­wych. Jest zupeł­nie zro­zu­mia­łe, że każ­dy z pre­ze­sów tych związ­ków repre­zen­tu­je jego inte­re­sy, a te nie zawsze muszą być zbież­ne z inte­re­sem inne­go związ­ku czy same­go PZHK. Jednak będąc orga­ni­za­cją, któ­ra sku­pia hodow­ców róż­nych ras i typów koni, zamiesz­ku­ją­cych róż­ne regio­ny nasze­go kra­ju, o zróż­ni­co­wa­nych uwa­run­ko­wa­niach spo­łecz­no-eko­no­micz­nych, nale­ży z góry zało­żyć, że nie w każ­dym przy­pad­ku będzie­my mie­li takie samo zda­nie. Poza tym pre­zes dane­go związ­ku, kie­ru­jąc się dobrem jego człon­ków, musi dbać o ich spra­wy na are­nie kra­jo­wej. Z dru­giej stro­ny, jako przed­sta­wi­ciel człon­ka PZHK, powi­nien przede wszyst­kim mieć na uwa­dze inte­res ogól­ny, a więc dobro pol­skiej hodow­li koni. W związ­ku z tym nie­kie­dy poja­wia­ją się nie­po­ro­zu­mie­nia wyni­ka­ją­ce ze sprzecz­no­ści inte­re­sów. Czasami nie­któ­rzy pre­ze­si prze­ja­wia­ją tak­że nad­mier­ny popu­lizm czy zbyt wyraź­nie oka­zu­ją swo­je ani­mo­zje w sto­sun­ku do kon­kret­nej oso­by, co prze­kła­da się na nie­po­trzeb­ną agre­sję słow­ną. Jednak w zasad­ni­czych spra­wach na ogół jeste­śmy jed­no­myśl­ni, nawet w takich przy­pad­kach, kie­dy musi­my pod­jąć decy­zję nie­po­myśl­ną z punk­tu widze­nia związ­ku, któ­re­go ona doty­czy. Życzyłbym sobie, aby takich pro­ble­mów było jak naj­mniej, ale jed­no­cze­śnie mam świa­do­mość tego, że życie potra­fi nas zaska­ki­wać, a tym samym od trud­nych spraw nie uciek­nie­my. Niemniej według mnie jeste­śmy na tyle zgra­nym zespo­łem, by spro­stać rów­nież i tego rodza­ju wyzwa­niom. Mówiąc jesz­cze o zespo­le, któ­rym mam przy­jem­ność kie­ro­wać, życzył­bym sobie, aby związ­ki raso­we, poza tym że ist­nie­ją, zaczę­ły się tak­że roz­wi­jać. Oczywiście ta uwa­ga nie doty­czy wszyst­kich, gdyż więk­szość z nich bar­dzo dobrze funk­cjo­nu­je, ale nie­któ­re prze­ja­wia­ją zbyt małą efek­tyw­ność w swo­jej sta­tu­to­wej dzia­łal­no­ści. Jeszcze kil­ka lat temu dosyć wyraź­nie mówi­ło się, że związ­ki raso­we są tym kie­run­kiem zmian, w jakim powi­nien pójść PZHK, ale życie, przy­naj­mniej dotych­czas, tego nie potwier­dzi­ło. Wydawało się, że jest to gru­pa dzia­ła­czy, któ­ra widzi tak­że potrze­bę prze­bu­do­wy struk­tur Związku i jego orga­ni­za­cji, ale jak widać więk­szość do tego jesz­cze nie doj­rza­ła.

fot. Patrycja Wojciechowska

fot. Patrycja Wojciechowska

Czy Związek wyma­ga refor­my, a może wszyst­ko jest w jak naj­lep­szym porząd­ku?
– Związek ewo­lu­uje, przy­sto­so­wu­jąc się do zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści. Trzydzieści lat temu, a tak dale­ko mogę się­gnąć pamię­cią, Związek dzia­łał w innych realiach, wśród innych hodow­ców, któ­rzy mie­li tro­chę inne ocze­ki­wa­nia i potrze­by. Później, jak wie­my, nastą­pi­ły dosyć istot­ne zmia­ny spo­łecz­no-gospo­dar­cze, dzie­sięć lat temu wstą­pi­li­śmy do UE, a tym samym zmie­ni­ły się uwa­run­ko­wa­nia, w jakich przy­szło nam żyć i pro­wa­dzić hodow­lę koni. W tym cza­sie mody­fi­ko­wa­li­śmy sta­tut Związku, przy­sto­so­wu­jąc go do zmie­nia­ją­cej się rze­czy­wi­sto­ści. Ostatnia zmia­na mia­ła miej­sce osiem lat temu i chy­ba nad­szedł czas, aby doko­nać kolej­nej rekon­struk­cji. To nie zna­czy, że sta­tut jest zły, ale poja­wi­ły się nowe uwa­run­ko­wa­nia i powin­ny zna­leźć swo­je odzwier­cie­dle­nie w sta­tu­cie. Oczywiście jeste­śmy bar­dzo zróż­ni­co­wa­ni, stąd postrze­ga­nie ewen­tu­al­nych zmian, ich ska­li i zakre­su nie jest jed­na­ko­we. Niewątpliwie waż­ną kwe­stią jest struk­tu­ra Związku. Czy dotych­cza­so­wa jest odpo­wied­nia? To pyta­nie, na któ­re nie ma jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi. Czy pra­cow­ni­cy inży­nie­ryj­no-tech­nicz­ni poszcze­gól­nych związ­ków powin­ni pod­le­gać bez­po­śred­nio Zarządowi PZHK, czy też jak obec­nie być w gestii zarzą­dów woje­wódz­kich? Zdania są podzie­lo­ne, pada­ją argu­men­ty na korzyść jed­nej bądź dru­giej opcji. Związki sil­niej­sze eko­no­micz­nie na ogół są za pozo­sta­wie­niem obec­nej struk­tu­ry, bez wpro­wa­dza­nia więk­szych zmian. Natomiast te słab­sze optu­ją za więk­szą cen­tra­li­za­cją w kwe­stii per­so­ne­lu tech­nicz­no-inży­nie­ryj­ne­go. Podczas listo­pa­do­we­go zebra­nia Zarządu w Iwkowej przed­sta­wio­no korzy­ści wyni­ka­ją­ce ze zmia­ny dotych­cza­so­wej struk­tu­ry Związku, któ­re doty­czy­ły­by nastę­pu­ją­cych kwe­stii:

  1. pro­wa­dze­nie jed­no­li­tej i kon­se­kwent­nej poli­ty­ki hodow­la­nej w każ­dej z ras, dla któ­rych księ­gi utrzy­mu­je PZHK
  2. wyrów­na­nie pozio­mu wyko­ny­wa­nych zadań i usług w tere­nie
  3. wdro­że­nie jed­no­li­te­go sys­te­mu szko­le­nia pra­cow­ni­ków i hodow­ców
  4. wpro­wa­dze­nie czy­tel­ne­go sys­te­mu zależ­no­ści i odpo­wie­dzial­no­ści pra­cow­ni­ków, jed­no­li­te­go sys­te­mu wyna­gra­dza­nia i nagród
  5. wpro­wa­dze­nie stan­dar­du wypo­sa­że­nia biur tere­no­wych, zaspo­ka­ja­nia potrzeb biu­ro­wych, tech­nicz­nych itp., co pozwo­lił­by na znacz­ne oszczęd­no­ści w ska­li kra­ju.

Ostatecznie rów­nież mar­co­we zebra­nie Zarządu w Popielnie potwier­dzi­ło, że więk­szość jest za pozo­sta­wie­niem obec­nej struk­tu­ry. Na ostat­nim Walnym Zjeździe Delegatów 27 maja br. te kwe­stie nie były przed­mio­tem dys­ku­sji, w związ­ku z czym pozo­sta­je­my przy sta­rym zapi­sie. Natomiast, co war­to pod­kre­ślić, dele­ga­ci przy­ję­li sze­reg popra­wek do sta­tu­tu uchwa­lo­ne­go w 2006 r., porząd­ku­jąc poszcze­gól­ne jego roz­dzia­ły i para­gra­fy. Usunięto te, któ­re się powta­rza­ły lub były nie­zgod­ne z obo­wią­zu­ją­cy­mi prze­pi­sa­mi, jak rów­nież wpro­wa­dzo­no nowe, wszyst­ko po to, aby przy­sto­so­wać go do obec­nych realiów i ocze­ki­wań naszych człon­ków. Zdecydowana więk­szość popra­wek, któ­re zgło­sił Zarząd PZHK, zosta­ła przez dele­ga­tów dobrze przy­ję­ta i zaak­cep­to­wa­na bez więk­szej dys­ku­sji. Niektóre posta­no­wie­nia wyma­ga­ły wyja­śnień ze stro­ny Komisji Statutowej, ale były rów­nież i takie, któ­re wywo­ła­ły żywą wymia­nę zdań. Najwięcej emo­cji wzbu­dzi­ła popraw­ka do roz­dzia­łu 5. (Władze PZHK), para­graf 8 punkt 7, jaką zgło­sił Kujawsko-Pomorski Związek Hodowców Koni, mówią­ca o tym, iż „Do władz nie mogą kan­dy­do­wać pra­cow­ni­cy PZHK lub Związków oraz oso­by zrze­szo­ne w innych związ­kach hodow­ców koni nie­zrze­szo­nych w PZHK”. Do tego punk­tu Komisja Statutowa zgło­si­ła popraw­kę w nastę­pu­ją­cej wer­sji: „Do władz nie mogą kan­dy­do­wać pra­cow­ni­cy PZHK lub Związków”. Ponieważ żad­na z wer­sji nie uzy­ska­ła wyma­ga­nej więk­szo­ści 2/3 gło­sów, obo­wią­zu­je zapis ist­nie­ją­cy w sta­tu­cie uchwa­lo­nym w 2006 r. Osobiście uwa­żam, że dobrze się sta­ło, iż popraw­ka KPZHK nie zosta­ła przy­ję­ta, gdyż w kon­se­kwen­cji podzie­li­ła­by ona naszych człon­ków. Obecnie zarów­no wśród dele­ga­tów, jak i bez­po­śred­nio we wła­dzach PZHK (Zarząd, Sąd Koleżeński) są oso­by, któ­re mają podwój­ną przy­na­leż­ność, co nie prze­szka­dza im być lojal­ny­mi człon­ka­mi naszej orga­ni­za­cji i z pożyt­kiem dla niej pra­co­wać.

Czy nasze kadry są wystar­cza­ją­co kom­pe­tent­ne? Co PZHK robi w kwe­stii nabo­ru nowych pra­cow­ni­ków, jakie są meto­dy ich wery­fi­ka­cji i czy są pro­wa­dzo­ne szko­le­nia pod­no­szą­ce ich kwa­li­fi­ka­cje?
– Rozpatrując tę kwe­stię cało­ścio­wo, to nie­wąt­pli­wie tak. Jednak w ostat­nich latach zarów­no w biu­rze PZHK, jak i biu­rach poszcze­gól­nych związ­ków woje­wódz­kich przy­ję­to do pra­cy spo­ro mło­dych osób. Wprawdzie zali­czy­li oni staż wyma­ga­ny naszy­mi prze­pi­sa­mi i uzy­ska­li upraw­nie­nia do wpi­su koni do ksiąg, ale bra­ku­je im jesz­cze doświad­cze­nia. W każ­dym związ­ku są oso­by, któ­re moż­na uznać za auto­ry­te­ty w naszej bran­ży, jak i tacy, któ­rzy dopie­ro zdo­by­wa­ją doświad­cze­nie. Dlatego powin­na zostać zacho­wa­na cią­głość zwią­za­na z wymia­ną poko­leń. Mamy opra­co­wa­ny regu­la­min doty­czą­cy naby­wa­nia upraw­nień do wpi­su do ksiąg oraz sys­tem szko­leń zwią­za­ny z pod­no­sze­niem kwa­li­fi­ka­cji. Jako nauczy­ciel aka­de­mic­ki dosko­na­le wiem, że tyl­ko per­ma­nent­ne kształ­ce­nie jest gwa­ran­cją sta­łe­go pod­no­sze­nia kwa­li­fi­ka­cji i spro­sta­nia coraz więk­szym wymo­gom. Hodowcy, człon­ko­wie naszych związ­ków woje­wódz­kich i raso­wych, tak­że pod­no­szą kwa­li­fi­ka­cje. Bardzo czę­sto są to oso­by mają­ce nie tyl­ko duże doświad­cze­nie prak­tycz­ne, ale i głę­bo­ką wie­dzę hipo­lo­gicz­ną. Inspektor z dane­go związ­ku, aby być part­ne­rem do roz­mo­wy z takim hodow­cą, a tym bar­dziej dora­dzać w kwe­stiach hodow­la­nych, musi dys­po­no­wać odpo­wied­nim zaso­bem wie­dzy. Niezbędne jest tak­że otwar­cie się na wszel­kie nowo­ści w tej dzie­dzi­nie, stąd sys­tem szko­leń doty­czy wszyst­kich pra­cow­ni­ków, tak­że tych z dłu­go­let­nim sta­żem. Obecnie hodow­cy mają kon­tak­ty z całym świa­tem, przy­wo­żą nie tyl­ko konie, ale zdo­by­tą w innych kra­jach wie­dzę. Zdaję sobie spra­wę, iż nie­kie­dy naszym młod­szym pra­cow­ni­kom może bra­ko­wać odpo­wie­dzi na zada­wa­ne im pyta­nia, ale nie może to doty­czyć tego, czym bez­po­śred­nio się zaj­mu­je­my, czy­li iden­ty­fi­ka­cji, wpi­su koni do ksiąg i oce­ny użyt­ko­wo­ści. Znajomość prze­pi­sów, zarów­no tych wyni­ka­ją­cych z ustaw i roz­po­rzą­dzeń, jak i naszych wewnętrz­nych musi być peł­na. Nieprzestrzeganie wewnętrz­nych usta­leń i prze­pi­sów pod­wa­ża naszą wia­ry­god­ność jako orga­ni­za­cji reali­zu­ją­cej zada­nia wyni­ka­ją­ce z ustaw o orga­ni­za­cji hodow­li i roz­ro­dzie zwie­rząt gospo­dar­skich oraz iden­ty­fi­ka­cji, któ­re zle­cił nam Minister Rolnictwa. Z przy­kro­ścią stwier­dzam, że tego rodza­ju incy­den­tal­ne przy­pad­ki mia­ły w ostat­nim okre­sie miej­sce. Stąd też tzw. trud­ne decy­zje, jakie Zarząd podej­mo­wał w minio­nym roku. Tego rodza­ju przy­pad­ki wyraź­nie poka­zu­ją nam, że nie­za­leż­nie od zaufa­nia, jakie do sie­bie powin­ni­śmy mieć, koniecz­na jest częst­sza kon­tro­la tych, któ­rzy bez­po­śred­nio te zada­nia reali­zu­ją. Nawiązując jesz­cze do szko­leń, to nale­ży wspo­mnieć, że w 2014 r. będzie­my po raz pierw­szy orga­ni­zo­wać kur­sy inse­mi­na­cji dla pra­cow­ni­ków Związku i hodow­ców. Od dwóch lat szko­li­my naszą kadrę i hodow­ców w zakre­sie oce­ny linio­wej koni, a robią to naj­lep­si fachow­cy z Holandii, któ­ra jako pierw­sza wpro­wa­dzi­ła tę meto­dę oce­ny koni wierz­cho­wych. Ponadto w 2007 r. całe pogło­wie hodow­la­ne wpi­sy­wa­ne do ksiąg obję­li­śmy bada­nia­mi DNA. W coraz więk­szym stop­niu wyko­rzy­stu­je­my w hodow­li nowo­cze­sną bazę danych, któ­rą Związek posia­da, uzu­peł­nia i roz­wi­ja. W per­spek­ty­wie 2 – 3 lat chcie­li­by­śmy stwo­rzyć i wdro­żyć apli­ka­cję dostę­pu do naszej bazy, w pierw­szej kolej­no­ści dla człon­ków Związku.

Jak Pan, jako pre­zes PZHK, ale i eks­pert hipo­lo­gii, widzi przy­szłość hodow­li koni w Polsce?
– Postępujący roz­wój cywi­li­za­cji spra­wił, że koń stra­cił na zna­cze­niu jako koń bojo­wy (wyko­rzy­sta­nie w armii) i żywa siła pocią­go­wa, ale wyraź­nie zyskał na zna­cze­niu jako zwie­rzę dostar­cza­ją­ce roz­ryw­ki w sze­ro­kim tego sło­wa zna­cze­niu. Nadal jesz­cze ma zna­cze­nie kon­sump­cyj­ne, o czym decy­du­ją pew­ne przy­zwy­cza­je­nia kul­tu­ro­we, więc jego wyko­rzy­sta­nie rzeź­ne na pew­no nie stra­ci na zna­cze­niu. Wprawdzie w Polsce mamy okre­ślo­ne pre­fe­ren­cje co do kon­sump­cji okre­ślo­nych gatun­ków zwie­rząt gospo­dar­skich, ale jed­no­cze­śnie wia­do­mo, że gusta kuli­nar­ne nie są nie­zmien­ne i odpo­wied­nia rekla­ma koni­ny może je zmie­nić. Oceniając zacho­dzą­ce zmia­ny w pogło­wiu koni i jego struk­tu­rę raso­wą, przy­pusz­czam, że ilo­ścio­wo koni zim­no­krwi­stych i w typie zim­no­krwi­stym nadal będzie uby­wać, cho­ciaż nie tak gwał­tow­nie, przy jed­no­cze­snym wzra­sta­ją­cym udzia­le popu­la­cji wpi­sa­nej do ksiąg. Prowadzimy osob­ną księ­gę dla arde­na pol­skie­go oraz cze­ka­my na zatwier­dze­nie księ­gi dla koni zim­no­krwi­stych, któ­ra będzie obej­mo­wać trzy odręb­ne sek­cje: pol­ski koń zim­no­krwi­sty, koń sztum­ski i koń sokól­ski. Poziom tej hodow­li sys­te­ma­tycz­nie wzra­sta, z powo­dze­niem kon­ku­ru­je­my z Europą Zachodnią, cze­go dowo­dem są np. uda­ne wystę­py naszych koni na mię­dzy­na­ro­do­wej wysta­wie w Donchery we Francji w 2012 r. czy pierw­sze sprze­da­że ogie­rów ardeń­skich wyho­do­wa­nych w Polsce do ich koleb­ki we Francji w 2013 r. Z ras obję­tych pro­gra­ma­mi ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych bar­dzo dobrze roz­wi­ja­ją się konie ślą­skie, hucul­skie i koni­ki pol­skie. Szczególnie te dwie ostat­nie rasy zde­cy­do­wa­nie powięk­szy­ły liczeb­ność w ostat­nich latach. Bez wąt­pie­nia przy­czy­nił się do tego pro­gram ochron­ny, ale bez­spor­nym fak­tem też jest i to, że w ska­li świa­to­wej repre­zen­tu­ją one wyso­ki poziom hodow­la­ny. Polski koń szla­chet­ny pół­krwi jest w tej chwi­li naj­licz­niej­szą popu­la­cją wśród koni ras pół­krwi i nale­ży przy­pusz­czać, że hodow­cy, wyko­rzy­stu­jąc impor­to­wa­ne ogie­ry ras spor­to­wych, dalej będą go dosko­na­lić w kie­run­ku wyko­rzy­sta­nia w spo­rcie wyczy­no­wym. Dwie pozo­sta­łe rasy pół­krwi, tj. mało­pol­ska i wiel­ko­pol­ska, uczest­ni­czą zarów­no w pro­gra­mie dosko­na­le­nia, jak i ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych. Niestety ich liczeb­ność sys­te­ma­tycz­nie spa­da, szcze­gól­nie koni wiel­ko­pol­skich. Odczuwalny jest brak mło­dych ogie­rów remon­to­wych, któ­re gwa­ran­tu­ją roz­wój danej rasy. Wydaje mi się, że komi­sje ksiąg stad­nych tych ras będą musia­ły pod­jąć okre­ślo­ne dzia­ła­nia, któ­re ogra­ni­czą odpływ kla­czy wyko­rzy­sty­wa­nych przez hodow­ców pol­skie­go konia szla­chet­ne­go pół­krwi. Sytuacja konia mało­pol­skie­go, mimo spad­ku liczeb­no­ści, nie jest zła, gdyż odno­to­wy­wa­ne są jego suk­ce­sy na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej, np. w 2013 r. na Narodowym Czempionacie Francji Koni Angloarabskich, ale znacz­nie gorzej jest z koń­mi wiel­ko­pol­ski­mi. Pogłowie wyraź­nie się zesta­rza­ło, bra­ku­je koni mło­dych, co jest szcze­gól­nie widocz­ne wśród ogie­rów. Dla kuców pro­wa­dzi­my księ­gę i rejestr, a ponie­waż te konie z powo­dze­niem są wyko­rzy­sty­wa­ne w rekre­acji, a czę­ścio­wo tak­że w spo­rcie, przez dzie­ci i mło­dzież, to ich roz­wój powi­nien prze­bie­gać nie gorzej niż dotych­czas. Na temat innych ras nie będę się wypo­wia­dać, gdyż PZHK nie pro­wa­dzi dla nich ksiąg, ale jak wie­my, w naj­lep­szej sytu­acji są konie arab­skie, w któ­rych hodow­li jeste­śmy świa­to­wą czo­łów­ką. Z dużym praw­do­po­do­bień­stwem nale­ży przy­jąć, że w struk­tu­rze raso­wej udział koni zim­no­krwi­stych będzie się nie­znacz­nie, ale sys­te­ma­tycz­nie zmniej­szać, nato­miast powin­ni­śmy obser­wo­wać wzrost pogło­wia koni szla­chet­nych oraz kuców i koni małych (w tym hucu­łów i koni­ków pol­skich). Reasumując, chciał­bym pod­kre­ślić, że kie­run­kiem przy­szło­ścio­wym, naszą wizy­tów­ką dla świa­ta jest suk­ces koni szla­chet­nych i ich pro­mo­cja przez sport, tak­że ze wzglę­dów medial­nych. Zdając sobie z tego spra­wę, PZHK pomi­mo ogra­ni­czo­nych środ­ków kon­se­kwent­nie reali­zu­je pro­jekt pro­mo­cji pol­skich koni spor­to­wych poprzez spon­so­ring zawod­ni­ków oraz nagro­dy dla jeźdź­ców i hodow­ców.

Gdzie jest nasze miej­sce w Europie, oczy­wi­ście w kon­tek­ście pol­skich koni?
– Nasze miej­sce w Europie wyzna­cza poziom hodow­li, jaki repre­zen­tu­ją nasi hodow­cy. Najbardziej zna­ni jeste­śmy jako zna­ko­mi­ci hodow­cy koni czy­stej krwi arab­skiej. Stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie nie mają sobie rów­nych w świe­cie i bez wąt­pie­nia są naj­lep­szą wizy­tów­ką pol­skiej hodow­li. W Europie cenio­ne są rów­nież inne nasze rasy, jak np. konie ślą­skie, uwa­ża­ne za jed­ne z naj­lep­szych użyt­ko­wa­nych w spo­rcie zaprzę­go­wym. Dużym uzna­niem cie­szą się dwie nasze rasy pier­wot­ne, tj. hucu­ły i koni­ki pol­skie. Także w hodow­li koni ras pół­krwi (mało­pol­skiej, wiel­ko­pol­skiej i sp) od cza­su do cza­su poja­wia­ją się praw­dzi­we pereł­ki, któ­re przy­po­mi­na­ją star­sze­mu poko­le­niu, że kie­dy odno­si­li­śmy naj­więk­sze suk­ce­sy w jeź­dziec­twie, nasi zawod­ni­cy jeź­dzi­li pra­wie wyłącz­nie na koniach pol­skiej hodow­li. Wydaje mi się, że czę­sto nie doce­nia­my tego, co nasze, a chwa­li­my wszyst­ko, co ma pocho­dze­nie zagra­nicz­ne. Poza tym zbyt mało koni jest pod­da­wa­nych pró­bom użyt­ko­wo­ści, cze­go dowo­dem są zakła­dy tre­nin­go­we i MPMK, więc tym samym trud­no wyra­żać jed­no­znacz­ną opi­nię na temat walo­rów użyt­ko­wych danej rasy. Niewątpliwie naj­lep­szą pro­mo­cją jest sport, ale nie moż­na zapo­mi­nać o rekre­acji, któ­ra tak­że potrze­bu­je, i to w znacz­nie więk­szych ilo­ściach, dobrych koni. Dlatego w selek­cji powin­ni­śmy uwzględ­niać w szer­szym zakre­sie te cechy cha­rak­te­ru, któ­re decy­du­ją o przy­dat­no­ści do tej for­my użyt­ko­wa­nia. Myślę, że w sto­sun­ku do Europy nie powin­ni­śmy mieć kom­plek­sów, gdyż może­my zna­leźć przy­kła­dy wska­zu­ją­ce na to, że w wyho­do­wa­niu naj­lep­szych ras spor­to­wych bio­rą udział tak­że konie pol­skiej hodow­li.

Czy nie oba­wia się Pan, że oknem na świat pozo­sta­nie Rawicz, a wizy­tów­ką Polski nasza koni­na?
– Nie mam takich obaw. Rawicz jest tyl­ko jed­nym z naszych okien na świat i gdy­by takich okien było wię­cej, to hodow­cy koni zim­no­krwi­stych byli­by z tego bar­dzo zado­wo­le­ni. Nasza koni­na jest bar­dzo cenio­na, gdyż pocho­dzi z czy­ste­go śro­do­wi­ska, gdzie żywie­nie opar­te jest głów­nie na natu­ral­nym wypa­sie. Jeżeli będzie jed­ną z naszych wizy­tó­wek, w dobrym tego sło­wa zna­cze­niu, to nie mam nic prze­ciw­ko temu. Jednak uwa­żam, że praw­dzi­we wizy­tów­ki Polski i naszej hodow­li to impre­zy orga­ni­zo­wa­ne w kra­ju, np. aukcja koni arab­skich w Janowie Podlaskim czy udział naszych koni w hodow­la­nych impre­zach zagra­nicz­nych. No i oczy­wi­ście wystę­py naszych spor­tow­ców, np. Bartłomieja Kwiatka czy Pawła Spisaka, na koniach pol­skiej hodow­li pod­czas zawo­dów mię­dzy­na­ro­do­wych. Bardzo nas cie­szą suk­ce­sy zawod­ni­ków osią­ga­ne dzię­ki koniom wyho­do­wa­nym w Polsce. Staramy się wspie­rać te „wizy­tów­ki”, dołą­cza­jąc do gro­na ich spon­so­rów.

Był Pan nie­daw­no w Skaryszewie i spo­tkał z hodow­ca­mi koni zim­no­krwi­stych. Pamiętamy zeszło­rocz­ne skan­da­le. Czy w Pana oce­nie zmie­nia się świa­do­mość i kul­tu­ra hodow­la­na wśród tych ludzi? Przypomnę, że PZHK zaan­ga­żo­wał się w two­rze­nie pozy­tyw­nej atmos­fe­ry wokół Skaryszewa.
– Skaryszewski Jarmark Koński, pod nazwą Wstępy, się­ga tra­dy­cją XVII wie­ku. Jest to naj­star­szy jar­mark w Polsce, na któ­rym moż­na sprze­dać i kupić konie, ale tak­że róż­ne akce­so­ria rymar­skie, sprzęt rol­ni­czy, wyro­by rze­mieśl­ni­cze i sztu­ki ludo­wej. Wokół Skaryszewa naro­sło wie­le nie­do­brych mitów, głów­nie za spra­wą obroń­ców praw zwie­rząt. W prze­szło­ści nie­wąt­pli­wie w czę­ści słusz­nych, ale też krzyw­dzą­cych dla orga­ni­za­to­rów, szcze­gól­nie w roku ubie­głym. Dlatego po Wstępach z 2013 r., aby nie powtó­rzy­ły się incy­den­ty, jakie mia­ły wte­dy miej­sce, z ini­cja­ty­wy Urzędu Miasta i Gminy w Skaryszewie zawią­za­ło się Ogólnopolskie Centrum Promocji, Handlu i Obrotu Końmi w Skaryszewie, gdzie koń, a szcze­gól­nie koń zim­no­krwi­sty był­by wysta­wia­ny, poka­zy­wa­ny, a jed­no­cze­śnie pro­mo­wa­na była­by jego hodow­la. Podjęto sze­reg dzia­łań medial­nych przy­go­to­wu­ją­cych grunt pod tę inwe­sty­cję, jak rów­nież zmia­nę wize­run­ku ska­ry­szew­skie­go jar­mar­ku. Odbyło się wie­le spo­tkań orga­ni­za­cyj­nych, w czę­ści tak­że uczest­ni­czy­li­śmy. Opracowano regu­la­min Wstępów, zasa­dy reje­stra­cji i udzia­łu koni w impre­zie, wyzna­czo­no miej­sca dla koni i innych wystaw­ców oraz spe­cjal­ną stre­fę wete­ry­na­ryj­ną. W boga­tym pro­gra­mie Skaryszewskiego Jarmarku Końskiego w tym roku uwzględ­nio­no m.in. róż­ne poka­zy, tak­że z udzia­łem koni zim­no­krwi­stych, wybo­ry naj­ład­niej­sze­go ogie­ra i naj­ład­niej­szej kla­czy. Jednak przede wszyst­kim zadba­no o dobór odpo­wied­nich służb porząd­ko­wych, aby nie powtó­rzy­ły się incy­den­ty z ubie­głe­go roku. Zaangażowaliśmy się w two­rze­nie pozy­tyw­nej atmos­fe­ry wokół Skaryszewa, gdyż zale­ży nam na pod­trzy­ma­niu tej pięk­nej, kil­ku­set­let­niej tra­dy­cji. Chcemy, aby jar­mark był świę­tem dla śro­do­wi­ska konia­rzy, pod­czas któ­re­go będzie w peł­ni zacho­wa­ny dobro­stan koni bio­rą­cych w nim udział. Miło mi zatem stwier­dzić, iż Wstępy 2014 bez wąt­pie­nia takim świę­tem były i nale­ży pogra­tu­lo­wać ich orga­ni­za­to­rom, a naszym pra­cow­ni­kom z Oddziału Radom podzię­ko­wać za zaan­ga­żo­wa­nie przy tej impre­zie.

Inny temat. Rozjeżdża się idea Mistrzostw Polski Młodych Koni jako impre­zy orga­ni­zo­wa­nej dla wszyst­kich kon­ku­ren­cji w jed­nym miej­scu i ter­mi­nie, czy­li wiel­kie­go świę­ta hodow­ców, wła­ści­cie­li koni i jeźdź­ców. Co dalej z czem­pio­na­ta­mi?
– W ubie­głym roku prze­pro­wa­dzi­li­śmy son­daż wśród dotych­cza­so­wych orga­ni­za­to­rów MPMK, bada­li­śmy też nasta­wie­nie naszych dzia­ła­czy co do moż­li­wo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nia tej impre­zy w jed­nym miej­scu i ter­mi­nie. Wygląda jed­nak na to, że do tak wiel­kie­go świę­ta hodow­ców, wła­ści­cie­li i jeźdź­ców jesz­cze nie doj­rze­li­śmy. Od stro­ny tech­nicz­nej trud­no było­by spro­stać takie­mu wyzwa­niu jed­ne­mu orga­ni­za­to­ro­wi. Poza tym wyda­je mi się, że tak­że men­tal­nie nie doj­rze­li­śmy do tak wiel­kiej impre­zy. Powszechnie uwa­ża się, że MPMK to rów­nież pro­mo­cja ośrod­ka, któ­ry tę impre­zę orga­ni­zu­je. Przy jed­nej dużej impre­zie to pro­mo­cja tyl­ko jed­ne­go ośrod­ka, a w dotych­cza­so­wej wer­sji – kil­ku. Pojawia się więc roz­bież­ność inte­re­sów. Jednak nie powin­ni­śmy zapo­mi­nać, że MPMK to przede wszyst­kim pro­mo­cja naszej hodow­li, a nie dane­go ośrod­ka. Mam nadzie­ję, że w nie­zbyt odle­głej per­spek­ty­wie wró­ci­my do idei jed­ne­go miej­sca i ter­mi­nu, a na razie dalej będzie­my orga­ni­zo­wać MPMK wspól­nie z PZJ na dotych­cza­so­wych zasa­dach. W tym roku, zapra­sza­jąc do skła­da­nia ofert na MPMK, będzie­my pre­fe­ro­wać ofer­ty na orga­ni­za­cję w okre­sie trzech lat.

Współpraca z ANR – jak się ukła­da, wszak widać już kil­ka cen­nych wspól­nie zre­ali­zo­wa­nych pro­jek­tów, że wymie­nię Cavaliadę, Zjazd WBFSH, nie­któ­re czem­pio­na­ty raso­we?
– Gdybym miał odpo­wie­dzieć jed­nym sło­wem, to powie­dział­bym, że wzo­ro­wo. ANR jest naszym part­ne­rem we wszyst­kich naj­więk­szych przed­się­wzię­ciach. Praktycznie bar­dzo bobrze doga­du­je­my się na wszyst­kich szcze­blach, zarów­no z pre­ze­sem Leszkiem Świętochowskim, dyrek­to­rem Zespołu Nadzoru Właścicielskiego Grzegorzem Młynarczykiem i jego współ­pra­cow­ni­ka­mi, jak i z pre­ze­sa­mi i dyrek­to­ra­mi jed­no­stek pod­le­głych Agencji. Najważniejsze pro­jek­ty, któ­re uda­ło się nam wspól­nie zre­ali­zo­wać, to oczy­wi­ście Cavaliada, przede wszyst­kim ta w Poznaniu, gdzie przy­go­to­wa­li­śmy Pawilon Polskiej Hodowli, a tak­że zjaz­dy WBFSH i HIF. Większość czem­pio­na­tów raso­wych orga­ni­zu­je­my bez­po­śred­nio z ośrod­ka­mi agen­cyj­ny­mi i na ich tere­nie. Mamy nowe pomy­sły, któ­re – mam nadzie­ję – pozwo­lą nam roz­sze­rzyć tę współ­pra­cę. Ubolewamy nad tym, że spa­da licz­ba ogie­rów w SO, szcze­gól­nie ras wierz­cho­wych, a remont nowych, dobrych jako­ścio­wo jest zbyt mały.

Relacje z PZJ – co razem robi­my, jakie są wspól­ne ocze­ki­wa­nia, dekla­ra­cje, pro­jek­ty?
– Nasze rela­cje z PZJ są dobre. PZJ, podob­nie jak my, od dwóch lat ma nowy Zarząd i nowe­go pre­ze­sa. Dwukrotnie mie­li­śmy robo­cze spo­tka­nia nasze­go Prezydium z Zarządem PZJ, a nie­za­leż­nie od tego spo­ty­ka­my się przy oka­zji zawo­dów i imprez hodow­la­no-jeź­dziec­kich. Chcemy włą­czyć się do inte­re­su­ją­ce­go pro­jek­tu opra­co­wa­ne­go przez Zarząd PZJ „Cała Polska Jeździ Konno”, słu­żą­ce­go m.in. popu­la­ry­za­cji sze­ro­ko poję­tej rekre­acji kon­nej. Kontynuujemy pod­ję­te jesz­cze przez zarzą­dy poprzed­niej kaden­cji roz­mo­wy doty­czą­ce współ­pra­cy naszych baz danych. PZJ pod­jął decy­zję o roz­po­czę­ciu prac nad stwo­rze­niem nowej bazy, co nie­ste­ty opóź­ni pro­ces wymia­ny danych. W związ­ku z tym, we współ­pra­cy z SGGW, uzu­peł­nia­my bazę PZHK o wyni­ki koni w spo­rcie jeź­dziec­kim. Ponadto towa­rzy­szy­my cyklo­wi zawo­dów Grand Prix Wolnej Polski oraz kil­ku jesz­cze innym impre­zom jeź­dziec­kim wska­za­nym przez kole­gów z PZJ, gdzie na fali pro­jek­tu „PZHK – Program Sport” nagra­dza­my naj­lep­sze konie pol­skiej hodow­li i poka­zu­ją­cych je jeźdź­ców. Przykładowo na CSIO w Sopocie był to Denetor i Grzegorz Kubiak.

Ma Pan wizję?
– Trudno mówić o wizji, kie­dy trze­ba roz­wią­zy­wać bie­żą­ce pro­ble­my, tak­że te trud­ne. Jest ich nie­ste­ty dużo i to one w dużej mie­rze deter­mi­nu­ją bie­żą­cą dzia­łal­ność Związku. Poza tym moja wizja powin­na być zbież­na z wizją więk­szo­ści człon­ków Zarządu, gdyż w innym wypad­ku będzie ska­za­na na nie­po­wo­dze­nie. Wizja powin­na być tak­że reali­stycz­na, bo ina­czej takie pomy­sły moż­na okre­ślić jako mrzon­ki lub fan­ta­zje. Dlatego raczej powin­ni­śmy mówić o dłu­go­fa­lo­wej stra­te­gii roz­wo­ju Związku, któ­ra będzie okre­ślać naszą dzia­łal­ność w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Czyli musi­my wyty­czyć cele, do jakich będzie­my dążyć, i meto­dy ich osią­gnię­cia. W czę­ści taki plan mamy już opra­co­wa­ny, dys­ku­to­wa­li­śmy o nim w gro­nie Prezydium, a w naj­bliż­szym cza­sie chciał­bym prze­pro­wa­dzić szer­szą dys­ku­sję wśród wszyst­kich naszych człon­ków.

Na koniec – od tego roku zwięk­szy się licz­ba pre­nu­me­ra­to­rów „Hodowcy i Jeźdźca”. Jak do tego doszło i jakie korzy­ści mogą z tego pły­nąć dla śro­do­wi­ska?
– „Hodowca i Jeździec” to nasze pismo związ­ko­we, któ­re wyda­je­my już od 12 lat. Wiele orga­ni­za­cji ma wła­sne cza­so­pi­sma i w więk­szo­ści człon­ko­stwo wią­że się tak­że z obo­wiąz­ko­wą ich pre­nu­me­ra­tą. Jest to naj­lep­sza for­ma sze­ro­kie­go komu­ni­ko­wa­nia się Związku z jego człon­ka­mi. Poprzez arty­ku­ły docie­ra­my do hodow­ców i odwrot­nie, w tzw. wie­ściach z regio­nu nawet nie­wiel­ka gru­pa hodow­ców może podzie­lić się nowin­ka­mi z wła­sne­go podwór­ka, o któ­rych prze­czy­ta cała Polska. Jest to for­ma prze­ka­zu tego, czym zaj­mu­je się nasza orga­ni­za­cja i jej człon­ko­wie. Czasopismo odgry­wa tak­że rolę edu­ka­cyj­ną, publi­ko­wa­ne są arty­ku­ły doty­czą­ce naj­now­szych osią­gnięć w hipo­lo­gii i dzie­dzi­nach pokrew­nych, zwią­za­nych bez­po­śred­nio z koń­mi. Dlatego na listo­pa­do­wym posie­dze­niu Zarządu pod­ję­li­śmy uchwa­łę zobo­wią­zu­ją­cą poszcze­gól­ne związ­ki, by obo­wiąz­ko­wą pre­nu­me­ra­tą objąć co naj­mniej 50% osób opła­ca­ją­cych skład­ki człon­kow­skie. Niestety nie była to uchwa­ła jed­no­myśl­na, w nie­któ­rych związ­kach nadal toczy się dys­ku­sja na ten temat, cze­go wyra­zem był wnio­sek dele­ga­tów z WZHK w Warszawie, aby ją odrzu­cić. Na szczę­ście Walny Zjazd go nie przy­jął i tym samym uchwa­ła Zarządu jest obo­wią­zu­ją­ca.
„Hodowca i Jeździec” ma uzna­ną mar­kę wśród perio­dy­ków, jakie uka­zu­ją się na pol­skim ryn­ku. Myślę, że pod wzglę­dem tre­ści zado­wa­la wszyst­kie gru­py hodow­ców i użyt­kow­ni­ków koni. Jego wyso­ka ran­ga to efekt pra­cy zespo­łu, któ­rym Pan, Panie Redaktorze, kie­ru­je, za co z tego miej­sca wszyst­kim ser­decz­nie dzię­ku­ję. Z dru­giej stro­ny, jeże­li chce­my zwięk­szać nakład i docie­rać do jak naj­więk­szej licz­by czy­tel­ni­ków, to nie ma inne­go wyj­ścia. Wysoki poziom musi być zacho­wa­ny, gdyż naj­lep­szy­mi recen­zen­ta­mi są Ci, któ­rzy bez­po­śred­nio czy­ta­ją arty­ku­ły zamiesz­cza­ne w naszym cza­so­pi­śmie. Jestem opty­mi­stą i wie­rzę, iż Pan i Redakcja spro­sta­cie temu wyzwa­niu.

Uprzejmie dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

Więcej w Hodowla

Na górę