Connect with us

Ku dosko­na­ło­ści

Historia i sztuka

Ku dosko­na­ło­ści

Andrzej Novák-Zempliński

Czwarta edy­cja Międzynarodowego Konkursu Tradycyjnego Powożenia w Książu odby­ła się w dniach 23 – 24 lip­ca pod hono­ro­wym patro­na­tem Anny Zalewskiej, Minister Edukacji Narodowej.

09_graf

Günzel graf von der Schulenburg i Bambo na dzie­dziń­cu zam­ko­wym
fot. Karol Rzeczycki

W tym roku fre­kwen­cja zawod­ni­ków szcze­gól­nie nie dopi­sa­ła, gdyż na osiem­na­ście zgło­szo­nych zaprzę­gów na star­cie poja­wi­ło się ich pięt­na­ście, w tym trzy zagra­nicz­ne (wszyst­kie z Niemiec). Dopisała za to pogo­da i nie­za­wod­na jak zawsze wał­brzy­ska publicz­ność. Według noto­wań Zamku Książ w cią­gu dwóch dni przez tere­ny zam­ko­we prze­wi­nę­ło się do dzie­się­ciu tysię­cy osób, samych bile­tów do zam­ku sprze­da­no sześć i pół tysią­ca. Oczywiście orga­ni­za­to­rzy kon­kur­su nie pró­bu­ją jedy­nie sobie przy­pi­sać zasłu­gi zwięk­szo­nej fre­kwen­cji, bowiem zamek jest sta­łą i nie­za­wod­ną atrak­cją Dolnego Śląska, jed­nak kon­kurs powo­że­nia tra­dy­cyj­ne­go tę atrak­cyj­ność w istot­ny spo­sób powięk­szył i w oce­nie władz mia­sta i kie­row­nic­twa zam­ku stał się jed­ną z głów­nych imprez cyklicz­nych pro­mu­ją­cych mia­sto i region. Na tę oce­nę zło­żył się doro­bek wszyst­kich czte­rech kon­kur­sów i sta­le wzra­sta­ją­cy ich poziom orga­ni­za­cyj­ny i pro­mo­cyj­ny, ale przede wszyst­kim coraz lep­szy poziom przy­go­to­wa­nia do star­tu uczest­ni­ków kon­kur­su, któ­ry moim zda­niem może już być śmia­ło porów­ny­wa­ny z kon­kur­sa­mi zachod­niej Europy.

 W tym roku mniej­sza licz­ba star­tu­ją­cych zosta­ła zbi­lan­so­wa­na bar­dziej wyrów­na­nym i zde­cy­do­wa­nie wyż­szym pozio­mem przy­go­to­wa­nia zaprzę­gów. Świadczy to o coraz lep­szym zro­zu­mie­niu idei tra­dy­cyj­ne­go powo­że­nia, jego spe­cy­ficz­ne­go cha­rak­te­ru i wszel­kich niu­an­sów este­tycz­nych, oby­cza­jo­wych oraz prak­tycz­nych. Bowiem isto­tą tego zja­wi­ska spor­to­wo-kul­tu­ro­we­go nie jest prze­nie­sie­nie się sto lat wstecz, lecz kon­ty­nu­acja naj­lep­szych, już spraw­dzo­nych i utrwa­lo­nych form zwią­za­nych ze spor­to­wym, rekre­acyj­nym czy nawet komer­cyj­nym użyt­ko­wa­niem zaprzę­gów kon­nych. Tak więc kon­kur­sy tra­dy­cyj­ne­go powo­że­nia nie mają być pró­bą rekon­struk­cji histo­rycz­nej ani para­dą prze­bie­rań­ców, lecz auten­tycz­nym zja­wi­skiem dzie­ją­cym się tu i teraz, w for­mach utrwa­lo­nych, któ­re nie sta­ły się prze­żyt­kiem, lecz zacho­wu­ją prak­tycz­ną cią­głość dokład­nie na takiej samej zasa­dzie, jak zacho­wu­je ją krój fra­ka czy smo­kin­gu. Wprawdzie pro­jek­tan­ci mody nie odpusz­cza­ją i w tych dzie­dzi­nach, to jed­nak dobra for­ma kla­sycz­na powin­na być w sta­nie im się oprzeć. Takie ponad­cza­so­we for­my uzy­ska­ły wła­śnie kro­je ubio­rów stan­gre­tów czy luza­ków, w bar­dziej czy mniej for­mal­nych wyda­niach, jak rów­nież stro­je powo­żą­cych dam czy dżen­tel­me­nów. Ale strój to nie wszyst­ko – trze­ba rów­nież umie­jęt­nie go nosić, dobrać sto­sow­nie do sty­lu, oko­licz­no­ści i ogól­nie poję­tej har­mo­nii oraz este­tycz­ne­go wyczu­cia. Granica dosko­na­ło­ści w tej mate­rii nie zosta­ła okre­ślo­na i jest to swo­isty obszar upra­wia­nia sztu­ki pre­zen­ta­cji, w któ­rej wie­dza musi być wspie­ra­na intu­icją i poczu­ciem dobre­go sma­ku oraz doświad­cze­niem. Czasami dobre przy­go­to­wa­nie zaprzę­gu do uczest­nic­twa w tego rodza­ju kon­kur­sach zaj­mu­je lata i nie jest uza­leż­nio­ne tyl­ko od posia­da­nych środ­ków. Swego cza­su naj­le­piej wyra­ził to zna­ko­mi­ty arty­sta Salvador Dali, mówiąc – nie bój­cie się dosko­na­ło­ści, bo i tak jej nie osią­gnie­cie.

Tę dosko­na­łość oce­nia trzech sędziów, doświad­czo­nych i opa­trzo­nych w róż­nych kon­kur­sach, sto­su­jąc ogól­nie przy­ję­te i zde­fi­nio­wa­ne kry­te­ria, ale rów­nież kie­ru­jąc się indy­wi­du­al­nym i w rze­czy samej czę­sto dość subiek­tyw­nym odczu­ciem. Dlatego są trzy nie­za­leż­ne oce­ny, któ­rych śred­nia win­na dać bar­dziej obiek­tyw­ny wynik. Analiza tego­rocz­nej punk­ta­cji sędziów za pre­zen­ta­cję świad­czy o dość zróż­ni­co­wa­nym podej­ściu w oce­nie poszcze­gól­nych ele­men­tów skła­do­wych zaprzę­gu, dając kil­ku­punk­to­we roz­bież­no­ści w przy­ję­tej ska­li 1 – 20. Na ogół punk­ta­cja mie­ści się w prze­dzia­le 11 – 19, rzad­ko spa­da poni­żej 10 punk­tów, ale jesz­cze rza­dziej osią­ga 20. Jednak w tym roku takie oce­ny już się poja­wi­ły – w wypad­ku zaprzę­gu Jacka Jantonia za ogól­ne wra­że­nie i za pojazd oraz za pojazd Huberta Cytowskiego. Wprawdzie u Bruno Kellinghusena 20-punk­to­we oce­ny pojaz­dów poja­wi­ły się już w zeszłym roku, ale śred­nia punk­ta­cja w tym roku oka­za­ła się wyż­sza, co świad­czy o lep­szym ich przy­go­to­wa­niu i dobo­rze.

Pojazd kon­ny jest jed­nym z waż­niej­szych ele­men­tów w zaprzę­gu tra­dy­cyj­nym, jed­nak gene­ru­ją­cym spo­re trud­no­ści w zna­le­zie­niu odpo­wied­nie­go obiek­tu do zało­żo­ne­go sty­lu i typu zaprzę­gu oraz nie­ma­łe kosz­ty zaku­pu i zazwy­czaj jesz­cze więk­sze kosz­ty pro­fe­sjo­nal­ne­go remon­tu. Polski rynek takich pojaz­dów nie ofe­ru­je, co naj­wy­żej te zaku­pio­ne w zachod­niej Europie, głów­nie w Szwajcarii, za sto­sun­ko­wo nie­wiel­kie pie­nią­dze. Oczywiście cho­dzi o pojaz­dy histo­rycz­ne, rze­czy­wi­ste zabyt­ki powoź­nic­twa sprzed lat, speł­nia­ją­ce kry­te­ria regu­la­mi­nu AIAT. Niemniej ten regu­la­min dopusz­cza do star­tu sty­lo­we pojaz­dy współ­cze­sne, jed­nak przy dużej stra­cie punk­to­wej, czy­li bez sto­so­wa­nia mnoż­ni­ka 3. Problem użyt­ko­wa­nia pojaz­dów zabyt­ko­wych w kon­kur­sach wyma­gał­by szer­szej ana­li­zy, na co nie pozwa­la­ją ramy niniej­sze­go arty­ku­łu – myślę, że war­to jed­nak do tego tema­tu powró­cić na łamach HiJ.

Poszukiwania dobrych pojaz­dów w ofer­tach zachod­nich przy­nio­sły cie­ka­we rezul­ta­ty w posta­ci zaku­pów obiek­tów nader cen­nych i wyso­ko też oce­nio­nych w kon­kur­sie, wśród któ­rych nale­ży wymie­nić Demi-Mail faeton Jacka Jantonia, pro­dukt zna­ko­mi­tej ber­liń­skiej fir­my E. Zimmermanna, Stanhope faeton Huberta Cytowskiego, rów­nie zna­ko­mi­tej wie­deń­skiej fir­my J. Lohnera czy powóz Vis-a-vis Grzegorza Jachimiaka, pro­dukt cenio­nej fir­my saskiej W. Schumanna z Coburga. Najwyżej oce­nio­nym przez sędziów pojaz­dem w kon­kur­sie oka­zał się faeton Jacka Jantonia i on też otrzy­mał nagro­dę spe­cjal­ną, ufun­do­wa­ną przez Firmę Powozową Zenona Mendyki, za naj­lep­szy pojazd histo­rycz­ny w kon­kur­sie. Ciekawy i rzad­ki pojazd, zna­ny pod nazwą Oppenheimer, zapre­zen­to­wał Bernd Schnur z Niemiec, powo­żą­cy parą koni. Podczas prze­jaz­du przed fron­tem zam­ku zapre­zen­to­wał, jak w cią­gu kil­ku minut moż­na prze­kształ­cić dwu­oso­bo­wy pojazd w czte­ro­oso­bo­wy. Można by wymie­nić wie­le innych cie­ka­wych pojaz­dów, któ­re poja­wi­ły się w tego­rocz­nym kon­kur­sie, ale ogra­ni­czę się do tych nowych, widzia­nych po raz pierw­szy.

Organizatorzy kon­kur­su, w tro­sce o wyso­ki poziom sędzio­wa­nia, jak też walor szko­le­nio­wy komen­ta­rzy zapi­sy­wa­nych przy oce­nach, zapro­si­li reno­mo­wa­nych i doświad­czo­nych sędziów zachod­nio­eu­ro­pej­skich. Z Włoch przy­by­li zna­ny już z poprzed­nie­go kon­kur­su pro­fe­sor Giuseppe del Grande oraz Enzo Calvi, zasłu­żo­ny dzia­łacz i popu­la­ry­za­tor spor­tu zaprzę­go­we­go, a tak­że nie­za­wod­ny Hartmuth Huber z Niemiec jako sędzia głów­ny zawo­dów. Sędziowie dobrze oce­ni­li orga­ni­za­cję kon­kur­su, ogól­ny poziom przy­go­to­wa­nia star­tu­ją­cych zaprzę­gów, jak też kole­żeń­ską i miłą atmos­fe­rę oraz nie­za­wod­ną, licz­nie zgro­ma­dzo­ną publicz­ność towa­rzy­szą­cą kon­kur­so­wi na zam­ku, tra­sach prze­jaz­du i hipo­dro­mie.

Najwyżej oce­nio­ny w kon­kur­sie pre­zen­ta­cji został zaprzęg czte­ro­kon­ny Jacka Jantonia, zawod­ni­ka nie­zwy­kle aktyw­ne­go i odno­to­wu­ją­ce­go suk­ce­sy w kon­kur­sach zachod­nio­eu­ro­pej­skich. Drugie miej­sce zajął zeszło­rocz­ny debiu­tant w kon­kur­sie Hubert Cytowski, zwy­cię­ża­jąc jed­no­cze­śnie w naj­licz­niej­szej gru­pie zaprzę­gów paro­kon­nych. Trzecie miej­sce przy­pa­dło zaprzę­go­wi paro­kon­ne­mu Romana Kusza, a czwar­te zajął gość szcze­gól­ny tego­rocz­ne­go kon­kur­su, naj­star­szy jego uczest­nik (82 lata), Günzel graf von der Schulenburg-Wolfsburg, jeden z naj­bar­dziej zasłu­żo­nych dzia­ła­czy spor­tu zaprzę­go­we­go w Niemczech i orga­ni­za­tor bar­dzo pre­sti­żo­wych kon­kur­sów tra­dy­cyj­ne­go powo­że­nia w Celle. W zaprzę­gu jed­no­kon­nym hra­bie­go Schulenburga dziel­nie sta­wał pię­cio­let­ni wałach Bambo pol­skiej hodow­li, zaj­mu­jąc pierw­sze miej­sce w swo­jej kate­go­rii zarów­no w pre­zen­ta­cji, jak i po dru­gim eta­pie kon­kur­su, czy­li pró­bie tere­no­wej.

Ponieważ wie­lu star­tu­ją­cych w poprzed­nich latach narze­ka­ło na dość nud­ną, potrój­ną pętlę tere­no­wą, orga­ni­za­tor posta­no­wił w tym roku zmie­nić tra­sę prze­jaz­du na bar­dziej „histo­rycz­ną” dla zaprzę­gów, czy­li taką, jaką poko­ny­wa­ły nie­gdyś zaprzę­gi zam­ko­we do mia­sta Świebodzice. Trasa liczą­ca 12,4 km, oprócz daw­nej pętli w par­ku zam­ko­wym, pro­wa­dzi­ła cie­ni­stą leśną dro­gą w dół, przez pół­noc­ną bra­mę rezy­den­cji do ryn­ku, z powro­tem doli­ną Pełcznicy i tą samą leśną dro­gą do hipo­dro­mu. Nowa tra­sa, choć krót­sza, sta­wia­ła koniom nie­co wyż­sze wyma­ga­nia wytrzy­ma­ło­ścio­we, głów­nie z powo­du dość dłu­gie­go pod­jaz­du powrot­ne­go, jed­nak dro­gą utwar­dzo­ną i w peł­ni zacie­nio­ną, zapew­nia­ją­cą koniom względ­ny kom­fort. Na tra­sie zosta­ły usta­wio­ne czte­ry prze­szko­dy tere­no­we, testu­ją­ce przy­go­to­wa­nie koni: tak zwa­na szy­na, cofa­nie, wol­ta w lewo z jed­nej ręki i jak zwy­kle wido­wi­sko­wy „kie­li­szek”, dwie ostat­nie prze­szko­dy na hipo­dro­mie. Większość zaprzę­gów nie mia­ła pro­ble­mów z poko­na­niem tra­sy ani prze­szkód, jed­nak mło­de konie, nie­do­sta­tecz­nie wytre­no­wa­ne, wyka­zy­wa­ły nad­mier­ne zmę­cze­nie. One też mia­ły naj­wię­cej pro­ble­mów z pró­bą cofa­nia, któ­ra była atrak­cją dla licz­nie gro­ma­dzą­cych się na ryn­ku w Świebodzicach widzów. Przejazd zaprzę­gów przez rynek świe­bo­dzic­ki komen­to­wał Michał Nowaczyk, któ­ry w tym roku nie star­to­wał w Książu, jed­nak tego­rocz­ny start w Cuts przy­niósł mu spek­ta­ku­lar­ny suk­ces w bar­dzo sil­nej kon­ku­ren­cji zaprzę­gów jed­no­kon­nych. Na 21 star­tu­ją­cych par zajął trze­cie miej­sce, zwy­cięz­cą tej kla­sy był Günzel graf von der Schulenburg!

Większość zawod­ni­ków poko­na­ła tra­sę bez punk­tów kar­nych, a naj­le­piej spraw­dzi­ły się na niej konie Michała Żarnawskiego, Macieja Gąsienicy-Sieczki, Krzysztofa Idzikowskiego i Bambo gra­fa Schulenburga. W Książu nie powio­dło się jed­nak gra­fo­wi w trze­cim eta­pie i spadł na dru­gą pozy­cję w zaprzę­gach jed­no­kon­nych i dość dale­ką w kla­sy­fi­ka­cji gene­ral­nej.

Trzeci etap kon­kur­su, czy­li pró­ba zręcz­no­ści powo­że­nia, został roze­gra­ny na hipo­dro­mie przy licz­nie zgro­ma­dzo­nej publicz­no­ści i stop­nio­wo pogar­sza­ją­cej się pogo­dzie, któ­ra dała się nie­co we zna­ki w cza­sie uro­czy­stej cere­mo­nii zakoń­cze­nia zawo­dów. Triumfatorami pró­by zręcz­no­ści powo­że­nia zosta­li Tomasz Stelmach powo­żą­cy zaprzę­giem jed­no­kon­nym i Krzysztof Idzikowski w parach. Zerową punk­ta­cję prze­jaz­du uzy­skał też Bernd Schnur, a Tomasz Miliszkiewicz uzy­skał punk­ty kar­ne jedy­nie za nie­znacz­ne prze­kro­cze­nie nor­my cza­su. Mimo że par­kur miał dość trud­ne usta­wie­nie, więk­szość star­tu­ją­cych poko­na­ła go bez zrzu­tek, ale mia­ła trud­no­ści ze zmiesz­cze­niem się w limi­cie cza­su.

Wyniki koń­co­we dały pierw­sze miej­sce Krzysztofowi Idzikowskiemu, zarów­no w parach, jak też w kla­sy­fi­ka­cji gene­ral­nej. Drugie miej­sce zajął Bernd Schnur, trze­cie Maciej Gąsienica-Sieczka, a czwar­te przy­pa­dło Tomaszowi Miliszkiewiczowi. Startujący po raz pierw­szy w kon­kur­sie Grzegorz Jachimiak zajął miej­sce pią­te i on też otrzy­mał nagro­dę spe­cjal­ną Polskiego Towarzystwa Powozowego za naj­lep­szy debiut. W zaprzę­gach jed­no­kon­nych zwy­cię­żył Tomasz Stelmach przed gra­fem Schulenburgiem. Trójka Wolfa Eduarda Niemanna i czwór­ka Jacka Jantonia nie mia­ły wpraw­dzie kon­ku­ren­cji, ale nie­wąt­pli­wie doda­wa­ły bar­wy kon­kur­so­wym zma­ga­niom. Nagrodę głów­ną dla zwy­cięz­cy kon­kur­su w imie­niu Minister Edukacji Narodowej wrę­czył dyrek­tor Departamentu Współpracy z Samorządem Terytorialnym Sławomir Adamiec. Puchar ufun­do­wa­ny przez Agencję Nieruchomości Rolnych dla zwy­cięz­cy kon­kur­su pre­zen­ta­cji Jacka Jantonia wrę­czy­ła pre­zes Hanna Myjak. Puchar Polskiego Związku Hodowców Koni za naj­lep­szy wynik uzy­ska­ny przez konie pol­skiej hodow­li otrzy­mał Krzysztof Idzikowski. Wręczył go pre­zes PZHK Paweł Mazurek w towa­rzy­stwie Moniki Słowik, kie­row­ni­ka Stada Ogierów w Książu. W deko­ra­cji zwy­cięz­ców uczest­ni­czył też dotych­cza­so­wy patron hono­ro­wy kon­kur­sów – pre­zy­dent Wałbrzycha Roman Szełemej. Były rów­nież nagro­dy pocie­sze­nia dla zawod­ni­ków, któ­rym się nie powio­dło, oraz nagro­dy rze­czo­we dla uczest­ni­ków ufun­do­wa­ne przez fir­my Over Horse, DeHeus i Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie. Nagrodę za naj­pięk­niej­szy kape­lusz uczest­nicz­ki kon­kur­su otrzy­ma­ła Anna Stelmach, towa­rzy­szą­ca powo­żą­ce­mu mężo­wi.

W koń­co­wej oce­nie kon­kur­su naj­wię­cej satys­fak­cji przy­no­si nie tyl­ko dobry poziom przy­go­to­wa­nia zaprzę­gów do star­tu, ale rów­nież miła, życz­li­wa atmos­fe­ra wśród uczest­ni­ków, będą­ca reali­za­cją zasa­dy przy­ję­tej w śro­do­wi­sku tra­dy­cyj­ne­go powo­że­nia, że rywa­li­za­cja, nawet naj­bar­dziej szla­chet­na, nie jest celem naj­waż­niej­szym. Ważna jest sama moż­li­wość spo­ty­ka­nia się pasjo­na­tów powo­że­nia, wymia­ny doświad­czeń i wza­jem­nej pomo­cy. Najlepszą ilu­stra­cją takiej posta­wy może być tego­rocz­ny spek­ta­ku­lar­ny suk­ces Irka Kozłowskiego w naj­więk­szym euro­pej­skim kon­kur­sie w Cuts – dla przy­po­mnie­nia: zwy­cię­stwo w naj­trud­niej­szej tech­nicz­nie kla­sie tan­de­mów i III miej­sce w kla­sy­fi­ka­cji gene­ral­nej. Było to moż­li­we oczy­wi­ście dzię­ki dobre­mu przy­go­to­wa­niu koni i umie­jęt­no­ściom powo­żą­ce­go, ale rów­nież współ­pra­cy przy­ja­ciół, któ­rzy wypo­sa­ży­li go w odpo­wied­ni pojazd i uprząż oraz środ­ki trans­por­tu. W ten spo­sób reali­zu­je się też jeden z istot­nych celów sto­wa­rzy­sze­nia, czy­li pomoc wszyst­kim zain­te­re­so­wa­nym tra­dy­cyj­nym powo­że­niem w for­mie kon­sul­ta­cji przy zaku­pie pojaz­dów, remon­tach, dobo­rze uprzę­ży, stro­jów i przy­go­to­wa­niach do star­tu, ale też uży­cza­nie sprzę­tu.

Jest już tra­dy­cją, że żaden z uczest­ni­ków kon­kur­su nie wyjeż­dża z Książa z pusty­mi ręka­mi, bowiem oprócz pucha­rów i licz­nych nagród dla zwy­cięz­ców każ­dy otrzy­mał w tym roku sto­sow­nie przy­go­to­wa­ną i opra­wio­ną repro­duk­cję histo­rycz­nej foto­gra­fii ze zbio­rów Muzeum Zamkowego w Pszczynie przed­sta­wia­ją­cą patron­kę naszych kon­kur­sów, księż­nę Daisy von Pless, powo­żą­cą bre­kiem zaprzę­żo­nym w piąt­kę koni. Konkurs w Książu stał się rów­nież głów­nym fila­rem roz­wo­ju tra­dy­cyj­ne­go powo­że­nia w Polsce, bowiem wszyst­ko tu się zaczę­ło, nabie­ra­ło for­my orga­ni­za­cyj­nej i doświad­cze­nia, stwo­rzy­ło bazę danych i zaple­cze wspie­ra­ją­ce. Zamek w Książu i Stado Ogierów wraz z oto­cze­niem nie mają sobie rów­nych pod wzglę­dem uro­dy i atrak­cyj­no­ści miej­sca, zaple­cza sta­jen­ne­go, hote­lo­we­go i orga­ni­za­cyj­ne­go oraz korzyst­ne­go poło­że­nia komu­ni­ka­cyj­ne­go dla uczest­ni­ków z zagra­ni­cy. Niezawodnym sojusz­ni­kiem oka­za­ła się Agencja Nieruchomości Rolnych, któ­ra od począt­ku ist­nie­nia kon­kur­sów refun­du­je więk­szą część kosz­tów ich reali­za­cji, jak rów­nież Zamek Książ, wno­sząc wkład orga­ni­za­cyj­ny wraz z pokry­ciem czę­ści kosz­tów, oraz zespół Stada Ogierów, któ­re zabez­pie­cza pod­sta­wo­wą bazę zawo­dów.

Na zakoń­cze­nie cere­mo­nii zamknię­cia uczest­ni­cy kon­kur­su uczci­li chwi­lą ciszy pamięć Michała Wierusz-Kowalskiego, zmar­łe­go redak­to­ra naczel­ne­go „Hodowcy i Jeźdźca”.

Więcej w Historia i sztuka

  • Historia i sztuka

    Tradycyjnie i na ludo­wo

    By

    tekst: Marek Doruch, Tadeusz Kołacz, Krzysztof Szuster zdję­cia: Karol Rzeczycki III Międzynarodowy Konkurs Tradycyjnego Powożenia o Trofeum...

  • Historia i sztuka

    WAHO i wia­dro kawio­ru

    By

    tekst: Jerzy Milczarek Gdy zimo­wa aura sprzy­ja tęsk­no­cie za słoń­cem i cie­płem lata, powra­cam wspo­mnie­nia­mi do gorą­cej...

  • Historia i sztuka

    Rodzina, ach rodzi­na!

    By

    Piotr Dzięciołowski Tomasz Biernawski – czło­wiek od koni i mili­ta­riów w pol­skim fil­mie, bywa sce­no­gra­fem i deko­ra­to­rem, kolek­cjo­ner sprzę­tu...

Na górę