Connect with us

Konie łódz­kie w latach I woj­ny świa­to­wej

Historia i sztuka

Konie łódz­kie w latach I woj­ny świa­to­wej

Aneta Stawiszyńska

Dramatyczne dla Łodzi lata I woj­ny świa­to­wej doty­czy­ły nie tyl­ko ludzi, ale i zwie­rząt. Szczególną rolę w tym cza­sie odgry­wa­ły konie, któ­re były nie tyl­ko nie­zbęd­ne z punk­tu widze­nia funk­cjo­no­wa­nia mia­sta, ale też nie­zwy­kle cen­ne z punk­tu widze­nia władz oku­pa­cyj­nych.

Niemal od same­go począt­ku woj­ny doko­ny­wa­ne były rekwi­zy­cje wierz­chow­ców. W pierw­szych tygo­dniach oku­pa­cji przy­mu­so­we wymia­ny koni doko­ny­wa­ne były zarów­no przez przy­by­wa­ją­ce do mia­sta woj­ska nie­miec­kie, jak i rosyj­skie. Za zabie­ra­ne spraw­ne zwie­rzę­ta ich wła­ści­cie­le począt­ko­wo otrzy­my­wa­li konie bar­dzo sła­be i nie­na­da­ją­ce się do pra­cy jako zwie­rzę­ta pocią­go­we. Gubernator piotr­kow­ski Michaił Jaczewski 5 wrze­śnia 1914 r. naka­zał prze­pro­wa­dze­nie przy­mu­so­wej rekwi­zy­cji koni i sprzę­tu nale­żą­cych do pod­da­nych nie­miec­kich i austriac­kich. Rekwizycja była prze­pro­wa­dzo­na na cele wojen­ne, a więc odby­wa­ła się bez zapła­ty. Nie wszyst­kie zare­kwi­ro­wa­ne konie były uży­tecz­ne z punk­tu widze­nia woj­sko­wych, dla­te­go po kil­ku dniach z ini­cja­ty­wy polic­maj­stra kpt. Czesankowa zor­ga­ni­zo­wa­no na pla­cu Targowym (obec­nie Dąbrowskiego) publicz­ną sprze­daż koni i ekwi­pun­ku.
W cza­sie gdy w mie­ście prze­by­wa­ły woj­ska rosyj­skie, miej­sco­we dzien­ni­ki odno­to­wy­wa­ły zain­te­re­so­wa­nie naj­młod­szych koń­mi oddzia­łów kozac­kich. Dziennikarz „Rozwoju” zano­to­wał:

Opieką woja­ków sybe­ryj­skich cie­szą się szcze­gól­nie dzie­ci. Na uli­cy czę­sto moż­na spo­tkać prze­jeż­dża­ją­ce­go Kozaka w papa­sze w oto­cze­niu kli­ki jeźdź­ców nie­do­rost­ków, uży­wa­ją­cych prze­jażdż­ki na koniach kozac­kich.

Sytuacja w mie­ście się zmie­nia­ła. W paź­dzier­ni­ku do mia­sta wkro­czy­ły oddzia­ły nie­miec­kie. Ich dowód­ca 8 paź­dzier­ni­ka 1914 r. pole­cił magi­stra­to­wi dostar­cze­nie do godz. 12 dnia następ­ne­go wszyst­kich koni przy­dat­nych do jaz­dy wierz­chem. Zwierzęta te mia­ły być sprze­da­ne z wol­nej ręki na potrze­by woj­ska. Niektóre konie były też rekwi­ro­wa­ne na potrze­by prze­by­wa­ją­cych w tym cza­sie w mie­ście strzel­ców gali­cyj­skich.
W pierw­szych mie­sią­cach woj­ny konie były nie­zbęd­ne służ­bom dba­ją­cym o bez­pie­czeń­stwo miesz­kań­ców. W paź­dzier­ni­ku 1914 r. Centralny Komitet Milicji Obywatelskiej w związ­ku ze zwięk­sza­ją­cą się licz­bą napa­dów na dro­gach utwo­rzył spe­cjal­ną mili­cję kon­ną, któ­ra patro­lo­wa­ła szo­sę pabia­nic­ką i zgier­ską. W cza­sie trwa­nia ope­ra­cji łódz­kiej nie­któ­re orga­ni­za­cje, np. szpi­ta­le, sta­ra­ły się o uzy­ska­nie glej­tów dla swo­ich koni, któ­re chro­ni­ły zwie­rzę­ta przed rekwi­zy­cja­mi, by móc np. dowo­zić żyw­ność z oko­lic mia­sta. Ofiarami nisz­czy­ciel­skie­go żywio­łu woj­ny pada­ły też miej­skie wierz­chow­ce. W grud­niu 1914 r. „Gazeta Wieczorna” dono­si­ła np. o zde­chłym koniu leżą­cym przez dwa dni na uli­cy.

6 grudnia 1914 r. – wkroczenie wojsk niemieckich do Łodzi źródło: www.fotopolska.eu

6 grud­nia 1914 r. – wkro­cze­nie wojsk nie­miec­kich do Łodzi
źró­dło: www.fotopolska.eu

Wojska nie­miec­kie, wkra­cza­ją­ce do mia­sta i na teren przed­mieść po wygra­nej bitwie, szu­ka­ły miejsc na tym­cza­so­we staj­nie. Najbardziej rażą­cym wybo­rem było zaję­cie kościo­ła pw. św. Stanisława na Widzewie, gdzie przez dwa dni trzy­ma­no 80 woj­sko­wych wierz­chow­ców. Księża z para­fii pod­ję­li inter­wen­cję u ofi­ce­ra dyżur­ne­go, któ­ry odmó­wił wypro­wa­dze­nia zwie­rząt. Skutek odnio­sła dopie­ro inter­wen­cja u kape­la­na wojsk nie­miec­kich, któ­ry naka­zał wypro­wa­dzić konie ze świą­ty­ni. Przez kolej­ne dwa mie­sią­ce we wnę­trzu kościo­ła uno­sił się cha­rak­te­ry­stycz­ny zapach. W związ­ku ze spro­fa­no­wa­niem kościo­ła msze odby­wa­ły się przez jakiś czas w zakry­stii. Wcześniej w podob­ny spo­sób woj­ska rosyj­skie spro­fa­no­wa­ły cmen­tarz żydow­ski, gdzie przez kil­ka tygo­dni sta­cjo­no­wa­ły woj­ska. Konie umiesz­cza­no m.in. w budyn­kach cmen­tar­nych. Po zakoń­cze­niu ope­ra­cji łódz­kiej przez kil­ka tygo­dni trze­ba było porząd­ko­wać teren nekro­po­lii.
Po zaję­ciu mia­sta 6 grud­nia 1914 r. przez woj­ska nie­miec­kie nadal pro­wa­dzo­no rekwi­zy­cje koni, rekwi­ro­wa­no też wszel­kie­go rodza­ju wozy, resor­ki, brycz­ki i uprzę­że. Jedno z pierw­szych żądań Niemców doty­czy­ło dostar­cze­nia paszy dla koni woj­sko­wych, a 18 grud­nia komen­dan­tu­ra nie­miec­ka zażą­da­ła utwo­rze­nia spe­cjal­nej Komisji do Wykonywania Rozporządzeń Komendantury. Jednym z jej zadań mia­ło być dostar­cza­nie pod­wód i koni, a na uchy­la­ją­cych się wła­ści­cie­li zwie­rząt nakła­da­nie kar 100-rublo­wych lub innych prze­wi­dzia­nych przez pra­wo sta­nu wojen­ne­go. W poło­wie grud­nia na mocy roz­po­rzą­dze­nia komen­dan­ta mia­sta roz­po­czę­to spis koni, a 22 grud­nia uru­cho­mio­no Sekcję Rekwizycji Koni przy CKMO. W jej skład wcho­dzi­ło 18 człon­ków oraz 15 mili­cjan­tów. Rekwizycjom nie pod­le­ga­ły konie Straży Ogniowej, Gazowni, Elektrowni, Rzeźni Miejskiej oraz zakła­dów pogrze­bo­wych. Za pod­wo­dy jed­no­kon­ne pła­co­no 1,5 rubla za dzień i 2 ruble w przy­pad­ku wozów dwu­kon­nych, jeśli utrzy­ma­nie paszy i woź­ni­cy opła­ca­ło woj­sko. Jednak lud­ność nie chcia­ła wyda­wać zwie­rząt, gdyż te póź­niej nie wra­ca­ły. Rekwizycje czę­sto były doko­ny­wa­ne na uli­cach.
W stycz­niu 1915 r. wła­dze nie­miec­kie zro­bi­ły prze­gląd koni. Ostemplowano wte­dy 400 par, któ­re otrzy­ma­ły glej­ty i blasz­ki Eigentum des Gouverments Lodz. Z licz­by tej wła­dze nie­miec­kie stwo­rzy­ły Fuhrpark. Z ostem­plo­wa­nych koni wydzie­lo­no 38 par, któ­re umiesz­czo­no w kosza­rach przy ul. Benedykta (obec­nie 6 sierp­nia) 86. Konie te były żywio­ne na koszt CKMO. Największe rekwi­zy­cje mia­ły miej­sce w kwiet­niu 1915 r., kie­dy prze­ję­to 1500 koni z tere­nu Łodzi i Chojen. W maju ogło­szo­no nowy pobór koni na rzecz władz woj­sko­wych. W jego wyni­ku 25 par koni wzię­to do obo­zu, a 50 kolej­nych par trzy­ma­no w rezer­wie. W kwiet­niu 1916 r. odbył się kolej­ny skup koni dla woj­ska. Aby nie pozba­wiać oko­licz­nych gospo­da­rzy wszyst­kich zwie­rząt, część z nich była zwal­nia­na. Konie te mia­ły wypa­la­ne spe­cjal­ne zna­ki. We wrze­śniu 1917 r. z roz­ka­zu nie­miec­kie­go guber­na­to­ra wojen­ne­go w Łodzi oraz mia­stach oko­licz­nych, tj. Zgierzu, Aleksandrowie, Lutomiersku, Tuszynie, zor­ga­ni­zo­wa­no tar­gi koń­skie. Właściciele koni powy­żej 2 lat mie­li obo­wią­zek sta­wić się ze zwie­rzę­ta­mi oraz świa­dec­twa­mi wete­ry­na­ryj­ny­mi – zwie­rzę­tom wypa­la­no spe­cjal­ne zna­ki. W przy­pad­ku nie­sta­wie­nia się wła­ści­cie­lom gro­zi­ła kara kon­fi­ska­ty zwie­rzę­cia bez odszko­do­wa­nia. W ostat­nich dniach sierp­nia 1917 r. odbył się też prze­gląd łódz­kich koni na podwó­rzu fabry­ki Poznańskiego. Jednocześnie wła­dze nie­miec­kie zaka­zy­wa­ły wywo­zu zwie­rząt z mia­sta.

Konie kawaleryjskie podczas I wojny światowej źródło: http://a-equus.rzeszow.pl

Konie kawa­le­ryj­skie pod­czas I woj­ny świa­to­wej
źró­dło: a-equus.rzeszow.pl

Konie były cen­ne dla władz oku­pa­cyj­nych, dla­te­go suro­wo kara­no przy­pad­ki kra­dzie­ży i innych prze­stępstw mają­cych na celu pozba­wie­nie Niemców koni. Przykładowo w grud­niu 1914 r. jed­ne­mu z miesz­kań­ców mia­sta sąd wojen­ny wymie­rzył karę jed­ne­go mie­sią­ca pozba­wie­nia wol­no­ści za zarżnię­cie konia woj­sko­we­go. W sierp­niu 1917 r. wła­dze nie­miec­kie naka­za­ły oszczę­dza­nie koni. Zabronione było np. ich nad­mier­ne obcią­ża­nie oraz suro­we obcho­dze­nie się ze zwie­rzę­ta­mi.
Sprawami orga­ni­zo­wa­nia koni zaj­mo­wa­ła się też pod­sek­cja tabo­ro­wa przy Sekcji Zaprowiantowania Miasta spra­wu­ją­ce­go tym­cza­so­wą wła­dzę w mie­ście Głównego Komitetu Obywatelskiego, jed­nak nie odno­si­ła suk­ce­sów i nie uda­ło się zabez­pie­czyć tabo­ru przed rekwi­zy­cja­mi. Sekcja Zaprowiantowania Miasta naj­czę­ściej korzy­sta­ła z koni dostar­cza­nych przez wła­snych człon­ków, a nie­kie­dy żyw­ność prze­wo­żo­no za pomo­cą siły ludz­kiej. Dotkliwy brak koni odczu­wa­li też pra­cu­ją­cy spo­łecz­nie leka­rze, któ­rzy musie­li dojeż­dżać do pacjen­tów na pery­fe­rie mia­sta. W poło­wie sierp­nia 1914 r. GKO posta­no­wił prze­ka­zać im konie nale­żą­ce do Straży Ogniowej, któ­ra tak­że odczu­wa­ła poważ­ny nie­do­bór zwie­rząt. Zwrócono się do stra­ży o wyzna­cze­nie 6-7 zby­tecz­nych koni na sprze­daż. Za uzy­ska­ne pie­nią­dze straż mia­ła zaku­pić pasze dla pozo­sta­łych zwie­rząt. Nie wia­do­mo jed­nak, gdzie kon­kret­nie tra­fi­ły zaku­pio­ne zwie­rzę­ta. Wedle sza­cun­ków na począt­ku woj­ny Straż Ogniowa w wyni­ku rekwi­zy­cji stra­ci­ła poło­wę z naj­lep­szych zwie­rząt. Niekiedy otrzy­my­wa­ła w zamian inne, zwy­kle nie­na­da­ją­ce się do pra­cy. W paź­dzier­ni­ku 1915 r. RM posta­no­wi­ła prze­ka­zać stra­ży sumę 2000 rubli na zakup pary koni. Zakup nowych zwie­rząt był koniecz­ny, gdyż posia­da­ne przez straż były zapew­ne w złej kon­dy­cji, o czym mogły świad­czyć choć­by wymie­nia­ne w spra­woz­da­niach cho­ro­by. Należy pod­kre­ślić, że w warun­kach wojen­nych trud­ne było zor­ga­ni­zo­wa­nie pomo­cy wete­ry­na­ryj­nej dla wspo­mnia­nych zwie­rząt. W doku­men­tach z lat woj­ny pod­kre­śla­no zły stan fizycz­ny zwie­rząt wyni­ka­ją­cy z ich nie­do­ży­wie­nia.
Brak odpo­wied­niej licz­by koni odczu­wa­ny był zwłasz­cza w pierw­szych tygo­dniach po bitwie łódz­kiej. Poważnym pro­ble­mem był też brak paszy. Zwierzęta pozo­sta­ją­ce w mie­ście zazwy­czaj były kar­mio­ne łupi­na­mi ziem­nia­ków i mar­chwi. Tak złe poży­wie­nie spra­wia­ło, że były one prak­tycz­nie nie­zdol­ne do pra­cy. W pra­sie poja­wia­ły się więc anon­se oko­licz­nych wło­ścian ofe­ru­ją­cych przy­ję­cie koni wraz z utrzy­ma­niem w zamian za moż­li­wość uży­wa­nia ich do prac polo­wych. Cennym pro­duk­tem była zwy­czaj­na tra­wa. Jej zapas, np. z par­ków, był roz­dzie­la­ny odgór­nie. Przykładowo pra­wo do zbie­ra­nia tra­wy z par­ku ks. Józefa przy­słu­gi­wa­ło Ochotniczej Straży Ogniowej. Z cza­sem pozwo­lo­no też zbie­rać tam tra­wę dla koni kame­ry dezyn­fek­cyj­nej. W maju 1916 r. wpro­wa­dzo­no zakaz pasie­nia koni owsem. Dozwolone było to jedy­nie w przy­pad­ku zwie­rząt roz­pło­do­wych i cięż­ko pra­cu­ją­cych. Specjalne pozwo­le­nia wyda­wa­ło Cesarsko-Niemieckie Prezydium Policji w Łodzi. Na prze­ło­mie 1916 i 1917 r. brak paszy był tak dotkli­wy, że koniecz­na była – z roz­ka­zu sze­fa admi­ni­stra­cji GGW – reduk­cja ilo­ści koni i bydła. Od cza­su do cza­su poja­wia­ły się nowe pomy­sły na żywie­nie koni. W listo­pa­dzie 1915 r. na łamach łódz­kiej pra­sy rekla­mo­wa­no np. płat­ki kar­to­fla­ne. Sprzedawca stwier­dzał, że była to wybor­na pasza dla koni i inne­go inwen­ta­rza, zastę­pu­ją­ca w zupeł­no­ści owies i otrę­by. W paź­dzier­ni­ku 1917 r. zde­cy­do­wa­no o prze­ję­ciu skład­ni­cy paszy na rzecz mia­sta na mocy kon­trak­tu z magi­stra­tem. Na począt­ku stycz­nia 1918 r. zamknię­to funk­cjo­nu­ją­cą wcze­śniej skład­ni­cę paszy wraz z jej 9 oddzia­ła­mi. Odtąd sprze­da­żą paszy zaj­mo­wał się WZM. Do stycz­nia 1918 r. kon­tyn­gent otrąb wyno­sił 1000 ctr mie­sięcz­nie, a od począt­ku 1918 r. został pod­nie­sio­ny do 1500. Każdy wła­ści­ciel konia musiał posia­dać kon­tro­l­kę. Racje paszy były jed­nak nie­wy­star­cza­ją­ce. Na pro­blem słab­nię­cia zwie­rząt zwra­ca­ła uwa­gę np. Straż Ogniowa. Najgorszy stan fizycz­ny zwie­rząt stra­ża­cy noto­wa­li na prze­ło­mie 1917 i 1918 r.
Osobnym zagad­nie­niem był stan zdro­wia zwie­rząt. Na począt­ku 1915 r. noto­wa­no wie­le przy­pad­ków nosa­ci­zny wśród miej­sco­wych koni. Władze nie­miec­kie nakła­da­ły na wła­ści­cie­li cho­rych zwie­rząt obo­wią­zek mel­do­wa­nia o przy­pad­kach cho­ro­by. Zakazane było też uży­wa­nie skór pocho­dzą­cych od padłych zwie­rząt. W przy­pad­ku podej­rze­nia nosa­ci­zny cho­re konie były izo­lo­wa­ne, a na ich staj­niach wywie­sza­no tablicz­kę z napi­sem „Nosacizna u koni”. Obowiązkowa była też dezyn­fek­cja staj­ni, w któ­rych wcze­śniej prze­by­wa­ły zaka­żo­ne zwie­rzę­ta. Ogólne kosz­ta wal­ki z nosa­ci­zną wła­dze mia­sta wyce­ni­ły na 4605,06 mk. W cza­sie woj­ny na tere­nie mia­sta znaj­do­wał się też tzw. zapas koni Landsturmu (nr 126), a tak­że laza­ret dla koni świerz­bo­wa­tych nr 75. Obydwie pla­ców­ki pod­le­ga­ły oddzia­ło­wi służb wete­ry­na­ryj­nych (Armeeveterinär). Na tere­nie Łodzi funk­cjo­no­wał też oko­ło 1917 r. szpi­tal wete­ry­na­ryj­ny pod­le­gły Legionom Polskim.
Konie były nie­zbęd­ne cho­ciaż­by pod­czas zwóz­ki drew­na z wyrą­by­wa­nych lasów z oko­lic Łodzi, np. z Kraszewa, któ­re to zwo­żo­no na plac daw­ne­go Monopolu. Wobec bra­ku koni i wozów w Karszewie, gdzie tam­tej­si gospo­da­rze żąda­li zbyt wyso­kich cen za zwóz­kę, Komitet Opałowy zmu­szo­ny był pro­sić sek­cję rekwi­zy­cji koni o dostar­cze­nie ich odpo­wied­niej ilo­ści. Wobec powszech­ne­go bra­ku opa­łu koń­mi dowo­żo­no węgiel z oko­licz­nych miej­sco­wo­ści.
Konie mia­ły też istot­ny wpływ na sytu­ację sani­tar­ną Łodzi. Na począt­ku 1915 r. nara­sta­ły pro­ble­my zwią­za­ne z nie­wy­wo­że­niem feka­liów z mia­sta. Komitet Robót Publicznych w piśmie do GKO wysu­wał ideę rekwi­ro­wa­nia koni na potrze­by ase­ni­za­cyj­ne, a z dru­giej stro­ny pro­po­no­wał wyda­wać spe­cjal­ne glej­ty ase­ni­za­to­rom, by ci nie oba­wia­li się przy­jeż­dżać do mia­sta w oba­wie przed utra­tą zwie­rząt. Postulowano też, by zapew­niać ase­ni­za­to­rom paszę dla zwie­rząt. Od stycz­nia 1915 r. konie ase­ni­za­to­rów posia­da­ły spe­cjal­ne zna­ki. Specjalne legi­ty­ma­cje wyda­wał za pozwo­le­niem guber­na­to­ra CKMO. Sekcja ase­ni­za­cyj­na zwró­ci­ła się do redak­cji miej­sco­wych dzien­ni­ków z proś­bą o zamiesz­cze­nie sto­sow­nych infor­ma­cji w celu prze­ko­na­nia ase­ni­za­to­rów do przy­jaz­du do mia­sta. W stycz­niu 1915 r. ta sama sek­cja zwró­ci­ła się do CKMO z proś­bą o wyzna­cze­niu do jej sta­łej dys­po­zy­cji 10 par koni do wywo­że­nia śmie­ci z pla­ców i gma­chów zaję­tych przez woj­ska nie­miec­kie. W lutym 1915 r. sek­cja ase­ni­za­cyj­na obni­ży­ła jed­nak staw­ki za konie i wozy uży­wa­ne przy pra­cach porząd­ko­wych. W stycz­niu 1915 r. wła­dze nie­miec­kie gro­zi­ły nało­że­niem na mia­sto kary finan­so­wej w wyso­ko­ści 1000 mk w związ­ku z bała­ga­nem na Zielonym Rynku. GKO argu­men­to­wał, że uprząt­nię­cie tere­nu nie było moż­li­we ze wzglę­du na brak koni. Na brak zwie­rząt pocią­go­wych nie­ustan­nie narze­ka­ła też sek­cja bru­kar­ska odpo­wie­dzial­na za nawierzch­nię łódz­kich ulic.
Rekwizycje koni doko­ny­wa­ne przez oddzia­ły woj­sko­we w latach I woj­ny świa­to­wej były praw­dzi­wą pla­gą i zmo­rą nie tyl­ko miesz­kań­ców wsi, ale i oko­licz­nych miast. Wiosną 1917 r. legio­ni­ści sta­cjo­nu­ją­cy na tere­nie Retkini wypo­ży­cza­li tam­tej­szym rol­ni­kom swo­je konie do prac rol­nych. W związ­ku z bra­kiem koni pocią­go­wych bywa­ły one zastę­po­wa­ne przez zaprzę­gi ludz­kie. Niekiedy wozy były cią­gnię­te przez kil­ku­na­stu ludzi, zwy­kle miej­sco­wych bez­ro­bot­nych. Do podob­nych celów uży­wa­no też krów.
Istotnym tema­tem była też kwe­stia nawo­zu koń­skie­go. W lutym 1915 r. zade­cy­do­wa­no, by go odpo­wied­nio zago­spo­da­ro­wać. Ten ze staj­ni przy Banku Państwa, a tak­że z remi­zy był prze­ka­zy­wa­ny do nawo­że­nia par­ku Staszica, nato­miast tzw. cie­pły nawóz prze­wo­żo­no do par­ku przy ul. Pańskiej (obec­nie park Poniatowskiego). Nawóz z tere­nu koszar przy ul. Leszno zako­py­wa­no w dołach na pla­cu sąsied­nim. Po kil­ku mie­sią­cach miał być spo­żyt­ko­wa­ny do użyź­nia­nia gle­by w miej­skich par­kach. Nawóz z pla­ców miej­skich zwo­żo­ny był do par­ku Źródliska i Mikołajewskiego Ogrodu Miejskiego (obec­nie park Sienkiewicza). Nawóz koń­ski był na tyle cen­ny, że czę­ste były przy­pad­ki, kie­dy żoł­nie­rze nie­miec­cy sami go sprze­da­wa­li, pozo­sta­wia­jąc do dys­po­zy­cji władz jedy­nie zmiot­ki.
Warto też wspo­mnieć o miej­sco­wych miło­śni­kach zawo­dów hipicz­nych. Pierwsze mie­sią­ce oku­pa­cji przy­nio­sły dewa­sta­cję obiek­tu wyści­gów kon­nych w pod­łódz­kiej Rudzie Pabianickiej co spo­wo­do­wa­ło trwa­ją­cą aż do 1926 r. prze­rwę w orga­ni­zo­wa­niu gonitw i poka­zów hipicz­nych. W poło­wie paź­dzier­ni­ka 1914 r. na tere­nie wyści­gów zor­ga­ni­zo­wa­no maga­zy­ny woj­sko­we i zapę­dzo­no duże ilo­ści bydła, któ­re mia­ło zapew­nić zapro­wian­to­wa­nie wojsk nie­miec­kich.
Niewątpliwie w tra­gicz­nych latach I woj­ny świa­to­wej jed­ny­mi z cichych boha­te­rów nio­są­cych pomoc lud­no­ści były wła­śnie konie. Ich obec­ność decy­do­wa­ła o moż­no­ści funk­cjo­no­wa­nia nie­mal wszyst­kich płasz­czyzn życia mia­sta. Zwierzęta tak jak ludzie cier­pia­ły z gło­du zim­na czy nad­mier­nej pra­cy.

Więcej w Historia i sztuka

  • Historia i sztuka

    WAHO i wia­dro kawio­ru

    By

    tekst: Jerzy Milczarek Gdy zimo­wa aura sprzy­ja tęsk­no­cie za słoń­cem i cie­płem lata, powra­cam wspo­mnie­nia­mi do gorą­cej...

  • Historia i sztuka

    Ku dosko­na­ło­ści

    By

    Andrzej Novák-Zempliński Czwarta edy­cja Międzynarodowego Konkursu Tradycyjnego Powożenia w Książu odby­ła się w dniach 23 – 24 lip­ca pod hono­ro­wym...

  • Historia i sztuka

    Rodzina, ach rodzi­na!

    By

    Piotr Dzięciołowski Tomasz Biernawski – czło­wiek od koni i mili­ta­riów w pol­skim fil­mie, bywa sce­no­gra­fem i deko­ra­to­rem, kolek­cjo­ner sprzę­tu...

Na górę