Connect with us

Inicjatywa po naszej stro­nie

Hodowla

Inicjatywa po naszej stro­nie

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Do wybo­rów co praw­da rok. Ale to w naszych rękach decy­zja, kto będzie mądrze rzą­dził i god­nie repre­zen­to­wał śro­do­wi­sko hodow­ców. Zatem już war­to zacząć kul­tu­ral­nie, acz rze­czo­wo roz­ma­wiać – suge­ru­je Zenon Podstawski, pre­zes Małopolskiego Związku Hodowców Koni w Krakowie.

Jest Pan jed­nym w lide­rów gru­py ini­cja­tyw­nej, któ­ra powo­ła­ła do życia fun­da­cję Klikowska Ostoja Polskich Koni. Jaki był udział Małopolskiego Związku Hodowców Koni w Krakowie, któ­re­go jest Pan sze­fem, w tym pro­jek­cie?
– Teren i obiek­ty po byłym Stadzie Ogierów w Klikowej to dosko­na­łe miej­sce do pro­wa­dze­nia zarów­no dzia­łal­no­ści z obsza­ru hodow­li koni, jak i sze­ro­ko poję­tej edu­ka­cji. Kiedy w sierp­niu 2013 r. doszły do nas infor­ma­cje, że ANR po raz kolej­ny wsz­czy­na postę­po­wa­nie prze­tar­go­we na dzier­ża­wę Klikowej, od razu stwier­dzi­li­śmy, że taka oka­zja może się już nie tra­fić, i zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy spo­tka­nie zarzą­dów Małopolskiego Związku Hodowców Koni i Polskiego Związku Hodowców Konia Huculskiego celem prze­dys­ku­to­wa­nia moż­li­wo­ści przy­stą­pie­nia do prze­tar­gu. Wtedy pod­ję­li­śmy tę naj­waż­niej­szą decy­zję. Po wygra­nym postę­po­wa­niu prze­tar­go­wym, któ­re odby­ło się w sie­dzi­bie ANR o. w Rzeszowie, odby­li­śmy kil­ka­na­ście spo­tkań, w trak­cie któ­rych doj­rze­wa­ła ini­cja­ty­wa powo­ła­nia w Klikowej fun­da­cji. Nazwę Klikowska Ostoja Polskich Koni zapro­po­no­wał Janusz Szot, skarb­nik Zarządu MZHK i czło­nek PZHKH – ta nazwa od razu zosta­ła zaak­cep­to­wa­na. W cią­gu zale­d­wie mie­sią­ca odby­li­śmy (mam na myśli człon­ków zarzą­du obu związ­ków, pre­ze­sa Andrzeja Wodę, Janusza Szota, Wojciecha Krzyżaka, Andrzeja Gorusa) ponad 40 spo­tkań z przed­sta­wi­cie­la­mi insty­tu­cji pań­stwo­wych, insty­tu­tów nauko­wych, uczel­ni, firm oraz z hodow­ca­mi. To wła­śnie Małopolski Związek Hodowców Koni wydzier­ża­wił ten teren i przy­jął na swo­je bar­ki całe obcią­że­nie. Inicjowaliśmy spo­tka­nia z przy­szły­mi fun­da­to­ra­mi, dopro­wa­dza­jąc do powsta­nia fun­da­cji. Dzierżawiąc obiek­ty kli­kow­skie, orga­ni­zo­wa­li­śmy „życie hodow­la­ne” tego miej­sca, przy­go­to­wu­jąc prze­strzeń pod przy­szłe impre­zy hodow­la­ne. Należy zazna­czyć, że do tej pory MZHK w Krakowie swo­imi dzia­ła­nia­mi wciąż wspie­ra dzia­łal­ność Fundacji.

Nagradzanie zaprzęgów podczas Małopolskiego Pikniku z Koniem 14 września 2013 r. (Błonia krakowskie) fot. Mateusz Staszałek

Nagradzanie zaprzę­gów pod­czas Małopolskiego Pikniku z Koniem 14 wrze­śnia 2013 r. (Błonia kra­kow­skie)
fot. Mateusz Staszałek

Jak Pan widzi przy­szłość Klikowej? Czy ist­nie­je szan­sa na dłuż­szą dzier­ża­wę i funk­cjo­no­wa­nie tego obiek­tu pod skrzy­dła­mi fun­da­cji?
– Przyszłość Klikowej zale­ży przede wszyst­kim od ludzi, zarów­no tych, któ­rzy w to przed­się­wzię­cie się zaan­ga­żo­wa­li od same­go począt­ku, jak i tych, któ­rzy zoba­czy­li, że moż­na zro­bić coś dobre­go dla hodow­li koni. Powołana w Klikowej fun­da­cja to orga­ni­za­cja, któ­rej moc­ny filar sta­no­wią fun­da­to­rzy: Instytut Zootechniki – Państwowy Instytut Badawczy w Balicach k. Krakowa, Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie, „Patronus Animalizm” – fun­da­cja IZ PIB w Balicach, Kombinat Rolny Kietrz Spółka z o.o. w Kietrzu, FPH KRIST Spółka Jawna w Dąbrowie Tarnowskiej, Małopolska Izba Rolnicza, Małopolski Związek Hodowców Koni w Krakowie, Okręgowy Związek Hodowców Koni w Kielcach, Okręgowy Związek Hodowców Koni w Rzeszowie, Polski Związek Hodowców Konia Huculskiego w Tarnowie, Polski Związek Hodowców Koni Małopolskich, Polski Związek Hodowców Koni, Stadnina Koni Janów Podlaski Spółka z o.o. w Wygodzie, Stadnina Koni Michałów Spółka z o.o. w Michałowie, Stowarzyszenie Szwadron Jazdy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie, Śląsko-Opolski Związek Hodowców Koni w Katowicach, Tarnowska Agencja Rozwoju Regionalnego Spółka Akcyjna z sie­dzi­bą w Tarnowie, Zakład Doświadczalny IZ PIB Chorzelów, Zakład Doświadczalny IZ PIB Odrzechowa, Zakład Doświadczalny IZ PIB Rudawa oraz kil­ku­na­stu fun­da­to­rów – oso­by cywil­ne. W tym miej­scu chciał­bym podzię­ko­wać wszyst­kim fun­da­to­rom za przy­stą­pie­nie do fun­da­cji i udzie­la­ne wspar­cie. Obecnie czy­nio­ne są sta­ra­nia, aby fun­da­cja jak naj­szyb­ciej sta­ła się wła­ści­cie­lem tego obiek­tu, jed­nak czas poka­że, na ile dzia­ła­nia te będą sku­tecz­ne. Zarówno hodow­cy koni, jak i oso­by nie­zwią­za­ne bez­po­śred­nio z hodow­lą tych zwie­rząt, ale zaan­ga­żo­wa­ne w roz­wój fun­da­cji wie­rzą, że decy­zja będzie dla nas pozy­tyw­na. Pozwoli nam to na pozy­ski­wa­nie środ­ków z fun­du­szy euro­pej­skich, tak potrzeb­nych do reali­za­cji pla­nu remon­tów i rewi­ta­li­za­cji tego pięk­ne­go i potrzeb­ne­go hodow­com koni obiek­tu. Małopolski Związek Hodowców Koni zakła­da rów­nież sce­na­riusz mniej opty­mi­stycz­ny, wydłu­żo­ny w cza­sie, wte­dy będzie­my zabie­gać o prze­dłu­że­nie umo­wy dzier­ża­wy obiek­tu na kolej­ne lata.

MZHK za Pana rzą­dów jest bar­dzo aktyw­ną i dyna­micz­ną jed­nost­ką. Organizujecie mnó­stwo imprez hodow­la­nych. Skąd pozy­sku­je­cie środ­ki na tak efek­tyw­ną i efek­tow­ną dzia­łal­ność?
– Małopolski Związek Hodowców Koni jest orga­ni­za­cją, któ­rej aktyw­ność zawsze była ponad­prze­cięt­na; to przede wszyst­kim zasłu­ga wie­lu ludzi, hodow­ców koni zrze­szo­nych w związ­ku i dzia­ła­ją­cych w nim od lat. Pamiętam, że w dniu wybo­rów pod­czas Walnego Zjazdu Delegatów, kie­dy zosta­łem wybra­ny na pre­ze­sa, zasta­na­wia­łem się, kto będzie ze mną w zarzą­dzie. To była bar­dzo waż­na chwi­la. Na szczę­ście dla mnie oka­za­ło się, że pozo­sta­li wybra­ni człon­ko­wie zarzą­du to ludzie, któ­rzy nie boją się trud­nych i mało popu­lar­nych wyzwań, z taki­mi ludź­mi pra­ca dla związ­ku jest przy­jem­no­ścią. Nie mówię tego, aby komuś kadzić, to szcze­ra praw­da. Właśnie dla­te­go, że jest to zgra­ny zespół, uzu­peł­nia­ją­cy się, może­my orga­ni­zo­wać wie­le imprez, nie­rzad­ko nakła­da­ją­cych się ter­mi­na­mi. Nie może­my odmó­wić hodow­com oraz lokal­nym wła­dzom nasze­go udzia­łu tyl­ko dla­te­go, że mamy „swo­ją” impre­zę. W takich przy­pad­kach cały zarząd zmu­szo­ny jest do pra­cy. Staramy się nawią­zy­wać współ­pra­cę i współ­pra­cu­je­my z Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego, sta­ro­sta­mi powia­tów, wój­ta­mi gmin, przed­sta­wi­cie­la­mi świa­ta biz­ne­su, ośrod­ka­mi kul­tu­ry i inny­mi insty­tu­cja­mi. Poszukujemy nowych miejsc pro­mo­cji, nowych współ­or­ga­ni­za­to­rów. Od począt­ku dzia­łal­no­ści zarzą­du tej kaden­cji zwra­ca­my uwa­gę na pozy­ski­wa­nie środ­ków ze źró­deł zewnętrz­nych. Stukamy do każ­dych drzwi, pró­bu­je­my zain­te­re­so­wać naszy­mi pomy­sła­mi przed­sta­wi­cie­li władz samo­rzą­do­wych, przed­się­bior­ców – to zaczy­na przy­no­sić efek­ty każ­dej ze stron. Podstawą w takich dzia­ła­niach jest wza­jem­ne zaufa­nie i życz­li­wość, cięż­ka pra­ca całe­go zarzą­du, pra­cow­ni­ków nasze­go biu­ra – szcze­gól­ne podzię­ko­wa­nie nale­ży się dyrek­tor Teresie Pracuch, bez któ­rej wie­le naszych przed­się­wzięć nie doszło­by do skut­ku. To rów­nież pra­ca kole­gów hodow­ców, ale i pozy­tyw­ne rela­cje z kole­ga­mi z innych związ­ków z nami sąsia­du­ją­cych. Takie dzia­ła­nia przy­no­szą efek­ty w posta­ci reali­zo­wa­nych pro­jek­tów i imprez.

Na potrze­by sze­ro­ko poję­tej pro­mo­cji hodow­li koni nie­rzad­ko się­ga­cie po zewnętrz­ne źró­dła finan­so­wa­nia. Proszę zdra­dzić tajem­ni­cę Waszego sku­tecz­ne­go dzia­ła­nia, aby pod­po­wie­dzieć innym, jak mają dzia­łać, by osią­gnąć podob­ny suk­ces.
– Częściowo odpo­wie­dzia­łem w poprzed­nim pyta­niu. Staramy się o spon­so­rów, zarów­no wła­ści­cie­li pry­wat­nych przed­się­biorstw, jak i przed­sta­wi­cie­li insty­tu­cji, któ­re od lat nas nie zawio­dły i poma­ga­ły w trud­nych sytu­acjach. To przede wszyst­kim Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Instytut Zootechniki w Krakowie, Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa O. w Krakowie, Małopolska Izba Rolnicza, Małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego i wie­le innych, któ­rych nie spo­sób tutaj wymie­nić. To rów­nież urzę­dy gmin, sta­ro­stwa, sołec­twa, ale też pry­wat­ni przed­się­bior­cy i hodow­cy. To ludzie, któ­rzy widzą potrze­bę wspie­ra­nia pol­skich koni i ich hodow­ców. Niektóre z tych insty­tu­cji są obec­nie fun­da­to­ra­mi Klikowskiej Ostoi Polskich Koni. Wszystkim spon­so­rom i współ­or­ga­ni­za­to­rom ser­decz­nie dzię­ku­ję.

Choć pró­bu­je­my zakli­nać rze­czy­wi­stość, nie­ste­ty koni suk­ce­syw­nie uby­wa, zmniej­sza­ją się wpły­wy, tak­że do kasy MZHK. Co moż­na zro­bić, by w przy­szło­ści zapew­nić pra­wi­dło­we funk­cjo­no­wa­nie każ­de­go okręgowego/wojewódzkiego związ­ku?
– Należy zazna­czyć, że suk­ces każ­de­go związ­ku zale­ży od rela­cji mię­dzy zarzą­dem, pra­cow­ni­ka­mi biu­ra a hodow­ca­mi. Rzeczywiście zmniej­sza­ją­ca się licz­ba koni pocią­ga za sobą mniej­szą licz­bę usług zoo­tech­nicz­nych wyko­ny­wa­nych przez pra­cow­ni­ków biu­ra, a tym samym mniej­sze wpły­wy do kasy. Ubywa koni, a wraz z koń­mi uby­wa nam rów­nież hodow­ców, mło­dzi ludzie, choć poja­wia­ją się w hodow­li, to jest ich zbyt mało, aby opty­mi­stycz­nie patrzeć w przy­szłość. Praktycznie nie ma już szkół zawo­do­wych kształ­cą­cych w zawo­dzie hodow­cy koni, a ist­nie­ją­ce szko­ły śred­nie też nie cie­szą się popu­lar­no­ścią wśród mło­dzie­ży. Życie na wsi wciąż jest cięż­kie. Nie trze­ba też spe­cjal­nie tłu­ma­czyć koniecz­no­ści pod­no­sze­nia kwa­li­fi­ka­cji hodow­ców w ist­nie­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści, czy­li kon­ku­ren­cji na ryn­ku hodow­la­nym. W tym celu orga­ni­zu­je­my szko­le­nia i kur­sy dla naszych hodow­ców. Od lat pod­czas zebrań z hodow­ca­mi w kołach tere­no­wych czy pod­czas spo­tkań z wła­ści­cie­la­mi i dzier­żaw­ca­mi ogie­rów pro­wa­dzi­my szko­le­nia z zakre­su dobro­sta­nu koni, orga­ni­za­cji sta­nów­ki, pie­lę­gna­cji koni. Podczas tych zebrań moi kole­dzy, nauczy­cie­le aka­de­mic­cy, leka­rze wete­ry­na­rii (z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie oraz leka­rze wete­ry­na­rii pro­wa­dzą­cy prak­ty­kę na naszym tere­nie) udzie­la­ją odpo­wie­dzi na drę­czą­ce hodow­ców pyta­nia na temat roz­ro­du koni, żywie­nia i innych kwe­stii zwią­za­nych z hodow­lą. Organizujemy kur­sy powo­że­nia, pod­ku­wa­nia i pie­lę­gna­cji kopyt. Bez hodow­ców dopo­sa­żo­nych w wie­dzę funk­cjo­no­wa­nie każ­de­go związ­ku będzie trud­ne. Dotykając inne­go zagad­nie­nia, nale­ży stwier­dzić, że musi­my gospo­da­ro­wać racjo­nal­nie zaso­ba­mi finan­so­wy­mi. W naszym związ­ku od lat pro­wa­dzo­ny jest ści­sły plan wyjaz­dów tere­no­wych, by nie dublo­wać tras prze­jaz­du do poszcze­gól­nych hodow­ców w celu wyko­na­nia usłu­gi zoo­tech­nicz­nej. Jeżeli to tyl­ko moż­li­we, nie­któ­re przed­się­wzię­cia reali­zu­je­my wspól­nie z inny­mi OZHK, obni­ża­jąc kosz­ty jed­nost­ko­we dla każ­de­go ze współ­or­ga­ni­za­to­rów. Jednak każ­dy OZHK ma swo­ją spe­cy­fi­kę zarów­no pod wzglę­dem tere­nu, jego ukształ­to­wa­nia, odle­gło­ści do poszcze­gól­nych hodow­ców, jak i zwy­cza­jów, trud­no więc dawać rady, nie zna­jąc tej spe­cy­fi­ki.

Jeszcze co do koni rasy mało­pol­skiej – gwał­tow­nie spa­da jej pogło­wie. Jakie dzia­ła­nia może­my czy wręcz musi­my pod­jąć, by ura­to­wać tę rasę?
– Rzeczywiście pogło­wie koni tej rasy, tak cha­rak­te­ry­stycz­nej dla Małopolski, gwał­tow­nie spa­da. Od kil­ku lat MZHK podej­mu­je dzia­ła­nia mają­ce na celu pro­mo­cję koni mało­pol­skich, popu­la­ry­za­cję rasy. Jesteśmy fun­da­to­ra­mi nagród, pucha­rów w wie­lu kon­kur­sach, w któ­rych uczest­ni­czą konie innych ras, z zastrze­że­niem, że ta nagro­da zosta­ła ufun­do­wa­na dla koni mało­pol­skich. W zeszłym roku za fun­du­sze pozy­ska­ne w ramach reali­zo­wa­ne­go pro­jek­tu zro­bi­li­śmy film pro­mu­ją­cy tę rasę pod wie­le mówią­cym tytu­łem Koń mało­pol­ski per­łą regio­nu, któ­ry cie­szył się i nadal cie­szy dużym uzna­niem hodow­ców, nie tyl­ko z Małopolski. W tym roku chce­my zre­ali­zo­wać II część tego fil­mu.
Sami hodow­cy też muszą ude­rzyć się w pierś, bo nie są bez winy. Środowisko musi być jed­no­li­te, musi­my wszy­scy chcieć dobra tego konia. Do chwi­li kie­dy nie będzie­my mówi­li jed­nym gło­sem, nic dobre­go dla tych koni nie uda nam się zro­bić. W ostat­nich dwóch latach Bogusław Dąbrowski, pre­zes PZHKM, pod­jął pró­by pro­mo­cji koni mało­pol­skich poza gra­ni­ca­mi kra­ju – w Pompadour we Francji – zakoń­czo­ne abso­lut­nym suk­ce­sem. Musimy z tymi koń­mi wyjść poza nasze staj­nie, poza nasze podwór­ko. Uważam, że każ­dy suk­ces konia mało­pol­skie­go, zarów­no w kra­ju, jak i za gra­ni­cą, powi­nien być nagła­śnia­ny nie tyl­ko w cza­so­pi­smach o tema­ty­ce koń­skiej.

A może – choć to mało popu­lar­ne uję­cie tema­tu – nikt już dzi­siaj mało­po­la­ków nie potrze­bu­je, bo są do wszyst­kie­go, czy­li do nicze­go kon­kret­ne­go?
– Uważam takie stwier­dze­nia za nie­spra­wie­dli­we dla tych koni, a przede wszyst­kim dla ich hodow­ców. Oczywiście że łatwiej jest kupić goto­we­go konia z zagra­ni­cy. Tam pra­ca hodow­la­na ukie­run­ko­wa­na na okre­ślo­ne cechy pro­wa­dzo­na była skru­pu­lat­nie kil­ka­dzie­siąt lat wcze­śniej niż u nas. Nasze konie mało­pol­skie czę­sto były przed­mio­tem „eks­pe­ry­men­tów” mają­cych na celu wypro­du­ko­wa­nie konia do wszyst­kie­go, nie zapo­mi­naj­my, że te konie nio­są wie­le cech, któ­rych nie znaj­dzie­my u koni pół­krwi spro­wa­dza­nych z zagra­ni­cy. Nie ma miej­sca na to, aby te cechy po kolei wymie­niać, ale zdro­wie tych koni, jakość rogu kopy­to­we­go, odwa­ga i ambi­cja, dłu­go­wiecz­ność, żywy tem­pe­ra­ment to tyl­ko nie­któ­re z cech tego pięk­ne­go gorą­co­kr­wi­ste­go konia pół­krwi anglo­arab­skiej, któ­rych czę­sto bra­ku­je koniom innych ras. Czy są to konie do nicze­go? Coraz czę­ściej sły­szy­my o suk­ce­sach tych koni w sko­kach przez prze­szko­dy i WKKW: DIOKLES hod. SK Walewice – czem­pion koni 4-5-let­nich w sko­kach pod Andrzejem Głoskowskim, tego konia w stycz­niu kupił brą­zo­wy meda­li­sta IO Londyn 2012 Irlandczyk Cian O’Connor i już na nim star­tu­je, FRAZES hod. SK Walewice – sko­czek kla­sy Grand Prix, DIONIZOS hod. SK Walewice – sko­ki kla­sa CC, EFEKT hod. SK Janów Podlaski, REGIEL hod. SO Bogusławice – sko­ki kla­sa CC, MAG hod. SK Prudnik – dwu­krot­ny wice­mistrz Polski w sko­kach przez prze­szko­dy, dwu­krot­ny halo­wy mistrz Polski (pod Łukaszem Jończykiem), BURGUND hod. SK Walewice, BANITA hod. SK Ochaby, JAK CHEF hod. SK Prudnik – mistrz Polski WKKW 2014, czem­pion koni 6-let­nich, BARYT hod. SK Janów Podlaski, VACAT hod. SK Janów Podlaski, uczest­nik mistrzostw świa­ta Francja 2014, ŁZA hod. SK Walewice oraz wszech­stron­ny og. EL BONILLO hod. Jana Zubera – czem­pion koni 4-let­nich WKKW, wice­czem­pion 5-lat­ków w ujeż­dże­niu na MPMK, IV jako 4-latek, III jako 5-latek, sprze­da­ny i uzna­ny w hodow­li dla AES w Anglii.
Konie mało­pol­skie odno­szą rów­nież suk­ce­sy w spor­to­wych raj­dach kon­nych, wykaz koni został zamiesz­czo­ny na stro­nie inter­ne­to­wej PZHK. Jest to moż­li­we dla­te­go, że są hodow­cy, tre­ne­rzy, jeźdź­cy, któ­rzy umie­ją pra­co­wać z tymi koń­mi.

Kłania się tutaj kwe­stia pro­gra­mów ochron­nych. Pomogły czy wręcz prze­ciw­nie, zaszko­dzi­ły rasom zacho­waw­czym, czy speł­ni­ły pokła­da­ne w nich nadzie­je?
– Zdania na ten temat są roz­bież­ne, hodow­cy czę­sto pod­kre­śla­li, że gdy­by nie pro­gra­my ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych, wie­lu z nich nie utrzy­ma­ło­by swo­ich koni do tego cza­su. Każde pie­nią­dze w hodow­li są przy­dat­ne, moż­na dys­ku­to­wać nad wyso­ko­ścią dopłat. Inni widzą w pro­gra­mie przy­czy­nę „nad­pro­duk­cji źre­biąt” i wią­żą z nim pro­blem ze zby­tem swo­ich koni. Moim zda­niem to nie pro­gra­my ochro­ny, ale zbyt mała pro­mo­cja lub zupeł­ny brak dzia­łań pro­mo­cyj­nych, rów­nież w obrę­bie rasy mało­pol­skiej, jest przy­czy­ną ist­nie­ją­cej sytu­acji. W obrę­bie tej rasy od kil­ku lat obser­wu­je się ten­den­cję spad­ko­wą pogło­wia kla­czy wpi­sa­nych do ksiąg, śred­nio o 17% rocz­nie (w 2002 r. były 1854 kla­cze, a w 2013 już tyl­ko 1033). Od 2010 r. wraz ze spad­kiem pogło­wia kla­czy mało­pol­skich zauwa­żal­ny jest spa­dek licz­by kla­czy obję­tych pro­gra­mem ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych – z 774 w 2008 r. do 640 w 2014. Podobnie licz­ba mło­dych ogie­rów rasy mało­pol­skiej wpi­sa­nych do ksiąg zmniej­szy­ła się w ostat­nich 8-10 latach z oko­ło 24 rocz­nie do 3 w ostat­nich latach. Powinniśmy zwró­cić więk­szą uwa­gę na pro­mo­cję i mar­ke­ting. Aby do tego doszło, musi­my szko­lić hodow­ców, tre­ne­rów, zawod­ni­ków, ale i pre­zen­te­rów oraz posia­dać spe­cja­li­stów od mar­ke­tin­gu – hodow­la to też biz­nes.

PZHK będzie w bie­żą­cym roku obcho­dził 120-lecie dzia­łal­no­ści. Jak MZHK zamie­rza na swo­im tere­nie uczcić tę rocz­ni­cę?
– To wiel­kie wyda­rze­nie dla hodow­ców. W naszym związ­ku posta­no­wi­li­śmy na każ­dej z naszych imprez hodow­la­nych reali­zo­wa­nych w Klikowej (Szlakiem Konia Huculskiego, Święto Konia Małopolskiego, Klikowska Parada Konna) umiesz­czać infor­ma­cję o tym wyda­rze­niu. Również pla­ka­ty zapo­wia­da­ją­ce te impre­zy będą zwie­rać infor­ma­cje o 120-leciu PZHK. Dodatkowo zosta­ły zamó­wio­ne bre­lo­ki, naklej­ki z logo PZHK, któ­re będą roz­da­wa­ne i nakle­ja­ne pod­czas kon­kur­sów orga­ni­zo­wa­nych w cza­sie tych imprez.

Jest Pan jed­nym z pro­wa­dzą­cych szko­le­nia PZHK z zakre­su sztucz­ne­go una­sien­nia­nia kla­czy, orga­ni­zo­wa­ne przede wszyst­kim z myślą o hodow­cach, na ich wnio­sek. Jak Pan oce­nia dotych­cza­so­we szko­le­nia i jakie powin­ny być kolej­ne dzia­ła­nia dla upo­wszech­nia­nia tej meto­dy roz­ro­du w Polsce?
– Ten wnio­sek hodow­ców świad­czy o potrze­bie inne­go, nowo­cze­sne­go spoj­rze­nia na hodow­lę. Istnieją kra­je, np. skan­dy­naw­skie, gdzie ponad 90% kla­czy jest inse­mi­no­wa­nych. Przeprowadzone szko­le­nia to – mam nadzie­ję – począ­tek. Wraz z dr. wet. Markiem Tischnerem i dr. wet. Marcinem Pawlakiem obser­wo­wa­li­śmy wśród uczest­ni­ków duże zain­te­re­so­wa­nie bio­tech­ni­ka­mi sto­so­wa­ny­mi w roz­ro­dzie koni. Myślę, że w przy­szło­ści nale­ża­ło­by zor­ga­ni­zo­wać sta­cjo­nar­ne kur­sy dla hodow­ców, dają­ce upraw­nie­nia do inse­mi­na­cji kla­czy. Świat jest już dalej, w wie­lu kra­jach powszech­nie wyko­nu­je się embrio­trans­fer, w Polsce też obser­wu­je­my podob­ne ten­den­cje, jed­nak w znacz­nie mniej­szej ska­li.

Wiem, że to trud­ne pyta­nie, ale czy zary­zy­ku­je Pan i spró­bu­je nakre­ślić swo­ją wizje przy­szło­ści hodow­li i orga­ni­za­cji, jaką jest PZHK, oczy­wi­ście poprzez oso­bi­ste doświad­cze­nia i z per­spek­ty­wy OZHK?
– To rze­czy­wi­ście trud­ne pyta­nie, ten temat wyma­ga sze­ro­kiej i praw­do­po­dob­nie dłu­giej dys­ku­sji w śro­do­wi­sku hodow­ców i ich przed­sta­wi­cie­li w zarzą­dzie PZHK. Prawdopodobnie życie samo zacznie kre­ślić przy­szłość, pro­blem pole­ga na tym, aby ta przy­szłość nie była kre­ślo­na bez nas. Dlatego dys­ku­sja musi być rze­czo­wa, pod­ję­ta sto­sun­ko­wo szyb­ko. Prawdopodobnie wzglę­dy eko­no­micz­ne będą wyma­ga­ły nowych roz­wią­zań. Być może trze­ba będzie nawią­zać ści­ślej­szą współ­pra­cę pomię­dzy sąsia­du­ją­cy­mi OZHK. W nie­któ­rych fir­mach od daw­na prak­ty­ku­je się wspól­ne zamó­wie­nia, to obni­ża kosz­ty zaku­pu, zaku­py doko­ny­wa­ne są w cenach hur­to­wych, ponad­to moż­na nego­cjo­wać ceny zaku­pu, usług itd. Patrząc z per­spek­ty­wy MZHK w Krakowie, wiem, że hodow­cy to wyjąt­ko­wi ludzie, nie zawsze cho­dzi o pie­nią­dze. Aby hodow­la koni nadal się roz­wi­ja­ła, trze­ba też stwo­rzyć warun­ki do wysta­wia­nia koni, miej­sca pro­mo­cji. Należy stwo­rzyć warun­ki do wspól­nych spo­tkań, dys­ku­sji i wymia­ny doświad­czeń. Temu wszyst­kie­mu ma słu­żyć Klikowa, tam hodow­cy powin­ni się czuć jak u sie­bie. Taka myśl towa­rzy­szy­ła nam pod­czas dzia­łań poprze­dza­ją­cych powo­ła­nie fun­da­cji. Należy wspól­nie szu­kać naj­lep­szych roz­wią­zań, a nie­po­ro­zu­mie­nia i róż­ni­ce zdań powin­ny być wyja­śnia­ne od razu i w obrę­bie wła­sne­go podwór­ka. Wynoszenie pro­ble­mów poza ścia­ny związ­ku nie słu­ży hodow­li i hodow­com.

Jest Pan cenio­nym nauczy­cie­lem aka­de­mic­kim, bar­dzo popu­lar­nym i lubia­nym przez stu­den­tów. Czy i co może­my robić, aby przy­cią­gać do hodow­li mło­dzież?
– Czuję się nie­zręcz­nie przy tym pyta­niu, stu­den­ci też czy­ta­ją HiJ. Wykonuję mój zawód tak, jak umiem naj­le­piej. Staram się, o ile to moż­li­we, oprzeć tema­ty­kę zajęć na pra­cy z koń­mi i przy koniach. Zauważyłem, że stu­den­ci cenią sobie każ­dy kon­takt z koniem. Mamy bar­dzo dobrą mło­dzież, może nie każ­dy powi­nien w przy­szło­ści zaj­mo­wać się koń­mi, ale to życie wery­fi­ku­je nasze wybo­ry. Wraz z kole­ga­mi z Zakładu Hodowli Koni sta­ra­my się jak naj­wię­cej zajęć dydak­tycz­nych reali­zo­wać, korzy­sta­jąc nie tyl­ko z koni będą­cych wła­sno­ścią uczel­ni, ale orga­ni­zu­je­my wyjaz­dy tema­tycz­ne do stad­nin i stad ogie­rów oraz ośrod­ków pry­wat­nych. Wszystko po to, by zain­te­re­so­wać stu­den­tów hodow­lą koni. Moim zda­niem pod­czas stu­diów jest zbyt mało cza­su na prak­ty­ki zawo­do­we, uwa­żam, że tyl­ko przez kon­takt z koń­mi pod­czas zajęć, asy­sty na zawo­dach, uczest­nic­twa w wysta­wach i czem­pio­na­tach może­my zain­te­re­so­wać hodow­lą mło­dych ludzi.

Jak zadbać o tra­dy­cję hodow­li koni na zie­miach pol­skich, by prze­ka­zać tę szla­chet­ną pasję i miłość kolej­nym poko­le­niom?
– Właśnie m.in. w tym celu zosta­ła powo­ła­na w Klikowej fun­da­cja. Jej cele to pro­wa­dze­nie wszech­stron­nej dzia­łal­no­ści edu­ka­cyj­no-pro­mo­cyj­nej oraz zwią­za­nej z kul­tu­rą hipicz­ną, kształ­ce­nie mło­dzie­ży i osób doro­słych w obsza­rach zwią­za­nych z hodow­lą koni, a tak­że dba­nie o zacho­wa­nie kul­tu­ry, tra­dy­cji i dzie­dzic­twa naro­do­we­go, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem ele­men­tów zwią­za­nych z użyt­ko­wa­niem koni. Realizacja tych celów jest moż­li­wa dzię­ki współ­pra­cy ze sto­wa­rzy­sze­nia­mi histo­rycz­ny­mi i gru­pa­mi rekon­struk­cyj­ny­mi, klu­ba­mi jeź­dziec­ki­mi i spor­to­wy­mi, orga­ni­zo­wa­niu kur­sów, szko­leń, semi­na­riów, kon­fe­ren­cji zwią­za­nych z hodow­lą i użyt­ko­wa­niem koni. Należy zawsze mówić dobrze o pol­skich koniach i pol­skich hodow­cach, nie może­my popa­dać w kom­plek­sy. Powinniśmy zadbać, by hodow­ca koni cie­szył się sza­cun­kiem, dla­te­go musi­my świe­cić przy­kła­dem jako śro­do­wi­sko.

Rzadko się zda­rza, aby wszy­scy kole­dzy jed­no­gło­śnie mówi­li o kimś, że jest porząd­nym, kom­pe­tent­nym i faj­nym czło­wie­kiem. Proszę wyba­czyć poufa­łość, ale jest Pan wła­śnie takim wyjąt­kiem – ludzie Pana lubią i cenią. Skąd Pan czer­pie tę pozy­tyw­ną ener­gię?
– To bar­dzo miło usły­szeć o sobie taką opi­nię, jeże­li jest praw­dzi­wa. Mam pozy­tyw­ne nasta­wie­nie do życia, może cza­sem zbyt pozy­tyw­ne. Zapytał Pan o pozy­tyw­ną ener­gię – pocho­dzi z codzien­ne­go życia, sta­ram się cie­szyć z każ­de­go dnia, nawet tego mniej uda­ne­go. Mogę powie­dzieć, że jestem czło­wie­kiem zado­wo­lo­nym z życia, mam rodzi­nę, przy­ja­ciół, mój zawód i pra­ca mnie cie­szą, robię to, co lubię – cze­go chcieć wię­cej? Myślę, że pew­ne cechy warun­ko­wa­ne są gene­tycz­nie, a pozo­sta­łe są wyni­kiem oddzia­ły­wa­nia śro­do­wi­ska: rodzi­ny, przy­ja­ciół, kole­gów, doświad­czeń życio­wych. To, jak jeste­śmy wycho­wy­wa­ni i z kim prze­by­wa­my, kształ­tu­je nas. Mam już parę lat, nie zawsze było łatwo, czę­ściej pod gór­kę. Miałem jed­nak szczę­ście spo­ty­kać na swo­jej dro­dze życz­li­wych ludzi, od nich uczy­łem się i uczę nadal, za co dzię­ku­ję. Życie to rów­nież umie­jęt­ność pomo­cy innym, sta­ram się tak żyć.

Wiem, że jest Pan nie­zwy­kle zaję­tą oso­bą. Niemniej PZHK i śro­do­wi­sko hodow­ców Pana potrze­bu­je. Znajdzie Pan czas i siły, żeby sze­rzej zaan­ga­żo­wać się na ska­lę ogól­no­pol­ską?
– Rzeczywiście tak jest, zawsze coś nowe­go zastę­pu­je to, co wła­śnie zakoń­czy­łem. Mam jesz­cze parę bar­dzo waż­nych spraw do dokoń­cze­nia. To co zaczy­na­my, powin­ni­śmy koń­czyć, to kształ­tu­je nasze cha­rak­te­ry. Sprawy hodow­li i związ­ku są dla mnie bar­dzo waż­ne, nie tyl­ko ze wzglę­du na moje zain­te­re­so­wa­nia zawo­do­we, ale też na zaan­ga­żo­wa­nie się w Klikowskiej Ostoi Polskich Koni. Niemniej w spra­wy waż­ne dla PZHK będę się anga­żo­wał naj­le­piej jak umiem.

Więcej w Hodowla

Na górę