Connect with us

Grzybice koni nie są tyl­ko okre­so­wym uszczerb­kiem piękności

Zdrowie i weterynaria

Grzybice koni nie są tyl­ko okre­so­wym uszczerb­kiem piękności

lek. wet. Grzegorz Nowak

Ocenia się, że jed­na pią­ta świa­to­wej po­pulacji ludzi dotknię­ta jest grzy­bi­ca­mi skór­ny­mi a odse­tek ten wzra­sta nawet do 50% w nie­któ­rych gru­pach szcze­gól­ne­go ryzy­ka (…) Szacunek zaka­żo­nych grzy­ba­mi zwie­rząt towa­rzy­szą­cych czło­wiekowi, w tym koni, kształ­tu­je się podobnie…
(Janssen Research Foundation)
Do tej pory pozna­no oko­ło 100 tysię­cy gatun­ków grzy­bów. Większość z nich to orga­ni­zmy sapro­fi­tycz­ne a tyl­ko nie­wiel­ki odse­tek paso­ży­tu­je na rośli­nach i zwie­rzętach. Przyjmuje się, iż oko­ło jed­ne­go tysią­ca gatun­ków jest cho­ro­bo­twór­czych dla ludzi i zwie­rząt. Jednak cho­ro­by wy­woływane przez te grzy­by sta­no­wią po­ważny pro­blem w medy­cy­nie ludz­kiej i weterynaryjnej.

Grzyby wyka­zu­ją znacz­nie mniej­szą spe­cyficzność w sto­sun­ku do okre­ślo­ne­go żywi­cie­la, niż inne orga­ni­zmy pasożytni­cze (np. obleń­ce czy pła­ziń­ce bądź kok­cydia). Są tak­że bar­dzo odpor­ne na nieko­rzystne czyn­ni­ki śro­do­wi­sko­we. Poczesne miej­sce zaj­mu­ją tutaj wszę­do­byl­skie grzy­by skór­ne, tzw. der­ma­to­fi­ty, któ­re z powo­dze­niem prze­no­szą się nie tyl­ko z jed­ne­go gatun­ku zwie­rzę­cia na dru­gie bądź ze zwie­rząt na ludzi, ale tak­że i zwie­rzę­ta mogą bar­dzo łatwo zara­żać się nimi od czło­wie­ka. Grzybice powierzch­niowe skó­ry są naj­częst­szy­mi zoo­no­za­mi (cho­ro­ba­mi odzwie­rzę­cy­mi), sta­no­wiąc real­ne zagro­że­nie dla zdro­wia ludzi. Szczególnie nara­żo­ne są oso­by dotknię­te nie­któ­ry­mi scho­rze­nia­mi (np. cukrzy­cą czy cho­ro­ba­mi nowo­two­ro­wy­mi), bądź pozo­sta­ją­cy pod wpły­wem niekorzyst­nych czyn­ni­ków pro­wa­dzą­cych w pew­nym momen­cie do zabu­rze­nia sta­nu od­porności orga­ni­zmu, takich jak: pre­pa­ra­ty anty­bio­ty­ko­we, ste­ro­ido­we, środ­ki immu­nodepresyjne, cyto­sta­ty­ki czy tera­pia ra­diologiczna. Zarodniki grzy­bów moż­na wpro­wa­dzić tak­że dro­gą jatro­gen­ną, sto­sując zanie­czysz­czo­ne igły iniek­cyj­ne, mate­ria­ły do szy­cia ran, cew­ni­ki czy na­rzędzia chi­rur­gicz­ne bądź pro­te­zy. Sza­cuje się, że jed­na pią­ta świa­to­wej popula­cji ludzi dotknię­ta jest grzy­bi­ca­mi skór­nymi a odse­tek ten wzra­sta nawet do 50% w nie­któ­rych gru­pach szcze­gól­ne­go ry­zyka - np. wśród osób pod­da­nych du­żemu wysił­ko­wi fizycz­ne­mu (per­so­nel woj­sko­wy, spor­tow­cy) lub czę­stej ekspo­zycji na czyn­ni­ki cho­ro­bo­twór­cze (np. opie­ku­no­wie i wła­ści­cie­le zwie­rząt, pra­cownicy ferm hodow­la­nych czy towaro­wych, itd.).

Infekcje grzy­bi­cze konio­wa­tych (Equ­idae) to jed­ne z naj­po­spo­lit­szych zaka­żeń tej gru­py zwie­rząt. Te wspa­nia­łe zwie­rzęta utrzy­my­wa­ne są czę­sto nie tyle dla war­to­ści użyt­ko­wych, któ­re mogą sobą pre­zen­to­wać, ile ze wzglę­du na samo ich pięk­no. Można powie­dzieć, że już wygląd konia jest czę­sto war­to­ścią samą w sobie. Czyż nie jest zatem este­tycz­nym dyso­nansem widok szla­chet­ne­go wierz­chow­ca czy ulu­bio­ne­go kucy­ka, pokry­te­go postę­pującymi zmia­na­mi grzy­bi­czy­mi na całej powierzch­ni cia­ła, z plac­ko­wa­ty­mi, czę­sto wtór­nie zaka­żo­ny­mi, wyły­sie­nia­mi w oko­li­cy gło­wy czy sio­dła, z mato­wą, szorst­ką i moc­no uszko­dzo­ną sza­tą wło­sową? A jeśli nasz wyczy­no­wy sko­czek lub WKKW-ista nie może zapre­zen­to­wać peł­ni swo­ich moż­li­wo­ści, bo przeszka­dzają mu w tym odsed­nie­nia roz­wi­ja­ją­ce się w następ­stwie zmian grzy­bi­czych w oko­li­cy kłę­bu czy sio­dła? Albo, jeśli na­sze dzie­ci, gła­ska­ją­ce codzien­nie ukocha­nego kuca i prze­le­wa­ją­ce z dzie­cię­cą szcze­ro­ścią wszyst­kie swo­je uczu­cia na sta­jen­ne­go pupi­la, zara­żą się od nie­go trud­ną do wyle­cze­nia grzy­bi­cą skó­ry? Nie są to pyta­nia czy­sto retoryczne.
Problem grzy­bic to nie tyl­ko pro­blem zdro­wot­no­ści samych zwie­rząt, ich opty­malnej wydol­no­ści czy samej este­ty­ki wyglą­du. To tak­że istot­ne, cią­głe zagro­żenie dla ludzi ze stro­ny poten­cjal­nej, od­zwierzęcej infek­cji grzy­bi­czej - i to nie tyl­ko dla osób sta­le prze­by­wa­ją­cych w staj­ni, ale tak­że i tych, któ­re ze zwierzę­tami kon­tak­tu­ją się sporadycznie.

Grzybice skór­ne (der­ma­to­my­ko­zy) są naj­częst­szą posta­cią zaraź­li­wych grzy­bic u koni i jego naj­bliż­szych krew­nych: osłów, mułów i zebr. W Europie powo­dowane są naj­czę­ściej przez dwie gru­py pato­ge­nów, żyją­cych jako sapro­fi­ty w wil­got­nych, zwie­trza­łych tkan­kach roślin­nych (np. sło­ma czy drew­nia­ne ele­men­ty wypo­sa­że­nia staj­ni, wybie­gów itp.) i wy­wołujących podob­ne obja­wy cho­ro­bo­we w posta­ci tzw. lisza­ja strzy­gą­ce­go. Z kli­nicznego punk­tu widze­nia roz­róż­nia się grzy­bi­cę strzy­gą­cą (tri­cho­phy­to­sis) na tle infek­cji drob­no­ustro­jów z rodza­ju Tri­chophyton sp. oraz grzy­bi­cę drobnoza­rodnikową (micro­spo­ro­sis), roz­wi­ja­ją­cą się w następ­stwie zaka­że­nia grzy­ba­mi z rodza­ju Microsporum sp. Obie posta­cie grzy­bic prze­no­szą się bar­dzo łatwo za­równo pomię­dzy zwie­rzę­ta­mi w jed­nym obiek­cie, jak i ze staj­ni do staj­ni. Równie łatwo zara­ża się nimi czło­wiek. Infekcje grzy­bi­cze zwie­rząt i ludzi moż­li­we są za­równo przez kon­takt bez­po­śred­ni z cho­rymi zwie­rzę­ta­mi, jak i poprzez kon­takt ze sprzę­tem do pie­lę­gna­cji (zgrze­bła, szczot­ki!) i utrzy­ma­nia zwie­rząt (poidła, kory­ta, bok­sy). Choroba ta prze­no­si się oczy­wi­ście przez sio­dła, uprząż, ogło­wia, opa­ski i ochra­nia­cze ogo­no­we czy pęci­nowe, der­ki, cza­pra­ki itp. Zakażenia i zmia­ny grzy­bi­cze w obrę­bie skó­ry i jej wytwo­rów (wło­sy, kopy­ta) są czę­sto przy­czyn­kiem do póź­niej­szych nad­ka­żeń i powi­kłań bak­te­ryj­nych. Z dru­giej stro­ny rów­nie łatwo o wtór­ne infek­cje grzy­bi­cze ran i otarć skó­ry pier­wot­nie zaka­żo­nych bak­te­ryj­nie. Proces cho­ro­bo­wy uła­twia i przy­spie­sza prze­trzy­my­wa­nie zwie­rząt w wil­got­nych, cie­płych i zanie­czysz­czo­nych pomiesz­cze­niach sta­jen­nych, na tzw. „wyso­kiej ściół­ce”. Szczególnie inten­sywnie cho­ro­ba sze­rzy się mokrym latem i jesie­nią. Bardziej nara­żo­ne są zwie­rzę­ta o cien­kiej i deli­kat­nej skó­rze, ciem­no pig­men­to­wa­nej, zwie­rzę­ta mło­de oraz re­konwalescenci po prze­by­tej kura­cji anty­biotykowej. Infekcji sprzy­ja niepełno­wartościowe żywie­nie; w tym nie­do­bo­ry wita­min i mikro­ele­men­tów. Pewną rolę w sze­rze­niu grzy­bic odgry­wa­ją ektopaso­żyty, muchy i drob­ne gry­zo­nie, któ­re czę­sto są bez­ob­ja­wo­wy­mi nosi­cie­la­mi. Prze­bycie cho­ro­by nie zabez­pie­cza przed po­nowną infekcją.

Spłycając nie­co isto­tę pato­ge­ne­zy tych scho­rzeń moż­na powie­dzieć, iż w prze­biegu grzy­bi­cy skór­nej mamy do czynie­nia z dwie­ma posta­cia­mi cho­ro­by. W po­wierzchownym pro­ce­sie cho­ro­bo­wym, to­czącym się w obrę­bie gór­nych warstw naskór­ka, wło­sy nie ule­ga­ją bez­po­śred­nio uszko­dze­niu. Niemniej zaata­ko­wa­ne zo­stają komór­ki wyściół­ki miesz­ka włoso­wego, któ­re obumie­ra­jąc powo­du­ją wy­padanie wło­sów. W posta­ci głę­bo­kiej grzy­bi­cy, grzy­by z rodza­ju Microsporum nisz­czą zarów­no miesz­ki wło­so­we jak i same wło­sy, spra­wia­jąc, iż włos rozsz­czepia się i obła­mu­je nad powierzch­nią skó­ry. Mówimy wów­czas o wła­ści­wym lisza­ju strzy­gą­cym. Jednak naj­czę­ściej obser­wo­wa­ny jest tzw. liszaj wyłysia­jący, roz­wi­ja­ją­cy się na tle infek­cji drob­noustrojów z rodza­ju Trichophyton, w prze­bie­gu któ­re­go docho­dzi do róż­ne­go stop­nia zapa­le­nia miesz­ków wło­so­wych i tka­nek poło­żo­nych głę­biej, z ten­den­cją do two­rze­nia się rop­ni. Następuje rozluźnie­nie cebu­lek wło­so­wych i ich szyb­kie wy­padanie. Wysięk zapal­ny jest tak obfi­ty, iż poja­wia­ją się wyraź­ne guz­ki i pęche­rzy­ki a potem stru­py (liszaj stru­pia­sty).

Sporadycznie może poja­wiać się u koni (ogie­ry) liszaj pęche­rzy­ko­wa­ty, rozwi­jający się na skó­rze naplet­ka i wewnętrz­nej powierzch­ni ud.

Objawy cho­ro­bo­we są łatwe do rozpo­znania, nawet w począt­ko­wej fazie zaka­żenia. W ogni­skach zapal­nych (śred­ni­cy ok. 0,5 cm) wło­sy sta­ją się naje­żo­ne, skó­ra wynie­sio­na a począt­ko­wo wil­got­ne pęche­rzy­ki wysy­cha­jąc two­rzą cien­kie, żół­ta­we lub sza­re stru­py, złusz­cza­ją­ce się po kil­ku dniach. W okre­sie 1-2 tygo­dni łam­li­we wło­sy odpa­da­ją bli­sko skó­ry. Owalne ogni­ska cho­ro­bo­we powięk­sza­ją się i czę­sto zle­wa­ją ze sobą. Stopniowo goją się od środ­ka zmian. Równocześnie poja­wia­ją się na skó­rze nowe ogni­ska cho­ro­bo­we, tak, że po pew­nym cza­sie in­fekcja może objąć pra­wie całą po­wierzchnię cia­ła. Mogą tak­że poja­wiać się zmia­ny o wyglą­dzie pier­ście­nio­wa­tym, gdzie wło­sy począt­ko­wo wypa­da­ją tyl­ko na obwo­dzie zmian.

W lisza­ju stru­pia­stym lub wyły­sia­ją­cym poja­wia­ją się guz­ko­wa­te nie­rów­no­ści skó­ry, pokry­te nastro­szo­ny­mi i zlepio­nymi wło­sa­mi. Skóra pokry­ta jest żółta­wym pły­nem wysię­ko­wym. W później­szym okre­sie two­rzą się żół­ta­we, mięk­kie stru­py (o śred­ni­cy 5-10 cm), po oderwa­niu któ­rych pozo­sta­ją bez­wło­se miej­sca. Nie obser­wu­je się świą­du lub jest on nie­znaczny. W lisza­ju pęche­rzy­ko­wa­tym owal­ne pęche­rzy­ki ukła­da­ją się koli­ście i zasy­cha­ją w posta­ci deli­kat­nych łusek. Na ich obrze­żu poja­wia­ją się nowe. Proces cho­ro­bo­wy roz­wi­ja się przez 2-3 tygo­dnie i samo­ist­nie ustępuje.

Przy wszyst­kich posta­ciach cho­ro­by po­czątkowo szyb­ko sze­rzą­ce się ogni­ska za­każenia stop­nio­wo prze­sta­ją się rozprze­strzeniać na boki z jed­no­cze­snym pro­ce­sy odno­wy od środ­ka zmian. Okres wylęga­nia się trwa od 7 do 30 dni. U koni szcze­gólnie dotknię­ta zosta­je skó­ra na łopat­kach i klat­ce pier­sio­wej, krzy­żu i grzbie­cie oraz szyi i gło­wie. Nasada grzy­wy oraz dol­ne czę­ści koń­czyn ata­ko­wa­ne są bar­dzo rzad­ko. Trychofytoza powodo­wana jest naj­czę­ściej przez Trichophyton equ­inumT. men­ta­gro­phy­tes. Oba grzy­by są bar­dzo zja­dli­we dla koni a na zakaże­nie wraż­li­wy jest mię­dzy inny­mi czło­wiek (w przy­pad­ku T. equ­inum spo­ra­dycz­nie) oraz pies i cza­sa­mi kot. Nie mniej czę­sto obser­wo­wa­ne są infek­cje T. ver­ru­co­sum (rów­nież cho­ro­bo­twór­czy dla ludzi) i T. ajel­loi. Za powsta­nie grzy­bi­cy mikroza­rodnikowej naj­czę­ściej odpo­wie­dzial­ne są: Microsporum equ­inum, M. canis, M. gyp­seumM. pra­ecox (wszyst­kie gatun­ki są poten­cjal­nie cho­ro­bo­twór­cze dla czło­wieka). Podobne kli­nicz­nie zmia­ny moż­na odno­to­wać w prze­bie­gu zaka­że­nia na tle Dermatophilus con­go­len­sis, drob­noustrojów nie zali­cza­nych już do grzy­bów. Diagnozę róż­ni­co­wą pozwa­la po­stawić bada­nie mikro­bio­lo­gicz­ne i miko­logiczne, ale doświad­czo­ny lekarz wete­rynarii zazwy­czaj nie ma pro­ble­mów z posta­wie­niem wła­ści­we­go roz­po­zna­nia po prze­pro­wa­dze­niu same­go bada­nia kli­nicznego zwierzęcia.

Oprócz naj­czę­ściej obser­wo­wa­nych grzy­bic naskór­nych, u koni stwier­dza się bar­dzo groź­ne dla ich zdro­wia grzy­bi­ce pod­skórne (myco­ses sub­cu­ta­ne­osa) i narzą­dowe, czy­li głę­bo­kie (myco­ses systema­tica).

Grzybice pod­skór­ne (myco­ses subcuta­neosa) wywo­łu­ją grzy­by z rodza­ju Rhino­sporidium, Entomophtora, PytiumSporothrix. W Europie infek­cje tych grzy­bów są, poza spo­ro­tri­cho­zą, oka­zjo­nal­ne i wią­żą się raczej z impor­tem koni z cie­plejszych rejo­nów globu.

Rinosporydioza (rhi­no­spo­ri­dio­sis) jest prze­wle­kłą cho­ro­bą błon ślu­zo­wych py­ska, dróg rod­nych i wor­ka spo­jów­ko­we­go m.in. u koni, u któ­rych zna­na jest jedy­nie postać noso­wa (poli­po­wa­te naro­śle w ja­mie noso­wej) wywo­ły­wa­na przez grzyb Rhinosporidium seebe­ri. Choroba wystę­puje w Pd.-Wsch. Azji, Ameryce Pd., Au­stralii i Nowej Zelandii. Ze wzglę­du na coraz częst­sze impor­ty koni, odnotowy­wana już i w Europie.

Pytioza (pythio­sis) jest cho­ro­bą wystę­pującą w USA, Ameryce Pd. i Australii. W Europie prak­tycz­nie nie noto­wa­na. Klinicznie obja­wia się poważ­ny­mi owrzo­dze­nia­mi oko­li­cy nosa i kończyn.

Sporotrichoza (spo­ro­tri­cho­sis) jest prze­wle­kłą cho­ro­bą skó­ry, naczyń i wę­złów chłon­nych a nie­kie­dy nawet narzą­dów wewnętrz­nych u ludzi i zwie­rząt (głów­nie koni oraz innych konio­wa­tych). Wywoływana przez gatu­nek grzy­ba Spo­rotrichum schenc­kii. Zarazek jest grzy­bem sapro­fi­tycz­nym. Żyje na rośli­nach i owo­cach oraz pro­duk­tach ich roz­pa­du. In­fekcja naj­czę­ściej nastę­pu­je dro­gą przy­ranną (ukłu­cia kol­ca­mi, użą­dle­nia os czy psz­czół) i zazwy­czaj pro­wa­dzi do zmian miej­sco­wych. W przy­pad­ku przed­ostat­nia się grzy­ba do orga­ni­zmu przez bło­ny ślu­zowe (np. prze­wo­du pokar­mo­we­go), może dojść do posta­ci roz­sia­nej. Klinicznie obja­wia się powsta­niem ropie­ją­cych guzów w skó­rze i tkan­ce pod­skór­nej. Przerzuty mogą się sze­rzyć dro­gą limfa­tyczną do narzą­dów wewnętrz­nych i ko­ści. Choroba wystę­pu­je na całym świe­cie a w Europie naj­czę­ściej odno­to­wy­wa­na była we Włoszech, Francji i Grecji.

Grzybice narzą­do­we (myco­ses systema­tica) zwa­ne ina­czej głę­bo­ki­mi (endomi­kozami) są scho­rze­nia­mi tka­nek i narzą­dów wewnę­trzych a tak­że posocz­ni­ca­mi wywo­ły­wa­ny­mi przez grzy­by z rodza­ju: Aspergillus, Candida, Cryptococcus, Hi­stoplasma, MucorAbsidia. Zakażenie roz­wi­ja się naj­czę­ściej dro­gą odde­cho­wą, rza­dziej przy­ran­ną - przez uszko­dzo­ne powło­ki skór­ne. Grzybice narzą­do­we czę­sto nie dają cha­rak­te­ry­stycz­nych obja­wów kli­nicz­nych, stąd pra­wi­dło­we roz­po­zna­nie ich spra­wia cza­sa­mi poważ­ne trud­no­ści. Zła lub spóź­nio­na dia­gno­za może być przy­czy­ną śmier­ci zwierzęcia.

Aspergiloza (asper­gil­lo­sis) powo­do­wa­na jest przez grzy­by z rodza­ju Aspergillus (kro­pi­dlak), któ­re są sze­ro­ko rozpo­wszechnione w całym świe­cie. W zależ­ności od tego, czy mamy do czy­nie­nia z infek­cją tka­nek przez roz­wi­ja­ją­cy się grzyb, czy też z zatru­ciem tok­sy­na­mi (afla­tok­sy­ny) wytwo­rza­ny­mi przez sapro­fitycznie bytu­ją­ce drob­no­ustro­je poza or­ganizmem, może­my mówić o grzy­bi­cy narzą­do­wej (syte­mo­my­ko­zie) lub zatru­ciu (myko­tok­sy­ko­zie). Aflatoksyny są jed­nymi z naj­sil­niej­szych tru­cizn pochodze­nia natu­ral­ne­go. Wytwarzają je szcze­py A. fla­vusA. para­si­ti­cus. Do tej pory roz­poznano oko­ło 300 gatun­ków kro­pi­dla­ka, z cze­go kil­ka odgry­wa w pato­lo­gii cho­rób zna­czą­cą rolę (m.in.: A. fumi­ga­tus, A. fla­vus, A. niger, A.nidulans, A. ver­si­co­lor). Grzyby te są cho­ro­bo­twór­cze głów­nie dla pta­ków. U koni asper­gi­lo­za prze­biega w posta­ci groź­nej, prze­wle­kłej po­staci płuc­nej lub rza­dziej jeli­to­wej. Ze stro­ny ukła­du odde­cho­we­go obja­wy nie są zbyt cha­rak­te­ry­stycz­ne. Odnotowuje się kaszel, dusz­ność róż­ne­go stop­nia, nie­znacznie pod­wyż­szo­ną tem­pe­ra­tu­rę cia­ła i zmniej­szo­ny ape­tyt. Z infek­cją ukła­du odde­cho­we­go może wią­zać się tak­że asper­gi­lo­za wor­ków powietrz­nych. Kro­pidlaki Aspergillus sp. mogą być tak­że przy­czy­ną ronień u kla­czy i zapa­leń ro­gówki oka.

Kandydaza (can­di­da­sis) jest cho­ro­bą m.in. koni, wywo­ły­wa­ną przez Candida albi­cans, C. tro­pi­ca­lis lub C. kefyr. Głównie obser­wu­je się zaka­że­nia szyj­ki i jamy maci­cy, zapa­le­nia płuc a cza­sa­mi zapa­le­nie rogów­ki oka. Najbardziej wraż­liwe na zacho­ro­wa­nie są źrebięta.

Kryptokokoza (cryp­to­coc­co­sis) to scho­rzenie ukła­du odde­cho­we­go i zatok no­sowych. Może roz­wi­nąć się infek­cja na­rządów wewnętrz­nych, kości i opon mó­zgowych. Objawy są nie­ty­po­we (głów­nie ze stro­ny narzą­du odde­cho­we­go) i nie po­zwalają na jed­no­znacz­ne posta­wie­nie dia­gnozy. Wywołuje je grzyb Cryptococcus neo­for­mans.

Epizootyczne zapa­le­nie naczyń i wę­złów chłon­nych (lym­phan­gi­tis epizo­otica) jest prze­wle­kłą cho­ro­bą jednoko­pytnych (konie i muły). Jako czyn­nik cho­robotwórczy wymie­nia się Histoplasma far­ci­mi­no­sum. Naturalnym rezer­wu­arem zaraz­ka jest gle­ba. Do orga­ni­zmu dosta­je się naj­czę­ściej przez uszko­dzo­ną skó­rę. W stad­ni­nach, gdzie czę­sto wystę­pu­je, może wni­kać tak­że dro­gą pokar­mo­wą. Zakaże­nie roz­wi­ja się w skó­rze wła­ści­wej, tkan­ce pod­skór­nej i naczy­niach chłon­nych. Obraz kli­nicz­ny cechu­je się po­wstawaniem owrzo­dzeń skó­ry i zapale­niem naczyń chłon­nych z two­rze­niem się wzdłuż ich prze­bie­gu guz­ków, stop­nio­wo prze­kształ­ca­ją­cych się w rop­nie. Wyjąt­kowo roz­wi­ja się grzy­bi­ca narzą­do­wa. Człowiek jest odpor­ny na to zaka­że­nie. Choroba wystę­pu­je na całym świe­cie; w Europie szcze­gól­nie odno­to­wy­wa­na była w Szwecji, Niemczech, W. Brytanii i Polsce.

Fikomykoza lub mukor­mi­ko­za (ficomy­cisis s. mucor­my­co­sis). Grzyby z rodza­ju Mucor sp. (np. M. muce­doM. race­mo­sus) oraz Absidia (np. A. corym­bi­fe­ra) są sze­ro­ko roz­po­wszech­nio­ne w przy­ro­dzie. Stwierdza się je w gle­bie, nawo­zie i gni­jącym mate­ria­le roślin­nym. Można zna­leźć je w paszy, np. sia­nie po tzw. samo­zagrzaniu się. Zwykle jest to scho­rze­nie wtór­ne, wikła­ją­ce toczą­ce się już pro­ce­sy cho­ro­bo­we, np. cho­ro­by ukła­du odde­chowego. Zakażenie nastę­pu­je przez dro­gi odde­cho­we lub prze­wód pokar­mowy. Charakter tego scho­rze­nia jest wybit­nie prze­wle­kły. Rozwijają się zmia­ny ziar­ni­no­wa­te w skó­rze i tkan­ce pod­skór­nej, w węzłach chłon­nych, płu­cach i ośrod­ko­wym ukła­dzie ner­wo­wym. Mogą być przy­czy­ną ronień u kla­czy. Rozpoznanie jest trudne.

Właściwe prze­pro­wa­dze­nie lecze­nia wy­maga posta­wie­nia popraw­nej dia­gno­zy. O ile roz­po­zna­nie przy­pad­ków grzy­bic skór­nych nie nastrę­cza poważ­niej­szych trud­no­ści nawet bez prze­pro­wa­dze­nia ba­dań labo­ra­to­ryj­nych, o tyle zna­le­zie­nie przy­czy­ny więk­szo­ści grzy­bic systemo­wych (narzą­do­wych) jest o wie­le trudniej­sze. Pomocne powin­no tu być odpowied­nie bada­nie mikro­bio­lo­gicz­ne i mikolo­giczne, zle­co­ne przez leka­rza wete­ry­na­rii. Ze wzglę­du na zło­żo­ny obraz kli­nicz­ny tych grzy­bic postę­po­wa­nie lecz­ni­cze jest tak­że dosyć skom­pli­ko­wa­ne i wyma­ga in­dywidualnego roz­pa­trze­nia każ­de­go przy­padku chorobowego.

Do zapo­bie­ga­nia i lecze­nia przy­pad­ków der­ma­to­my­koz u zwie­rząt w ostat­nich la­tach wpro­wa­dzo­no na rynek set­ki prepa­ratów. Generalnie moż­na podzie­lić je na środ­ki tera­pii nie­spe­cy­ficz­nej oraz środ­ki do pro­fi­lak­ty­ki i tera­pii swo­istej (anty­biotyki i szcze­pion­ki). W ramach niniej­szego arty­ku­łu nie spo­sób omó­wić wszyst­kie lub choć­by o nich wspo­mnieć. W lecz­nic­twie wete­ry­na­ryj­nym zastoso­wanie zna­la­zły przede wszyst­kim prepa­raty prze­zna­czo­ne do sto­so­wa­nia ze­wnętrznego. Ich skład­ni­ka­mi czyn­ny­mi są naj­czę­ściej kwa­sy i sole nie­orga­nicz­ne, związ­ki jodu, chlo­ru, siar­ki i arse­nu, po­chodne fos­fo­ro­or­ga­nicz­ne, gli­ko­al­ka­lo­idy bądź roz­two­ry barw­ni­ków. Antybiotyki prze­ciw­grzy­bi­cze (np. nata­my­cy­na, ny­statyna, pima­ry­cy­na, gry­ze­oful­wi­na i am­foterycyna B) - ze wzglę­du na swo­ją cenę nadal nie znaj­du­ją sze­ro­kie­go i po­wszechnego zasto­so­wa­nia w medy­cy­nie wete­ry­na­ryj­nej. Nowoczesną for­mą le­czenia jest postę­po­wa­nie immunoprofi­laktyczne. Próby ze szcze­pion­ka­mi prze­ciwgrzybiczymi przy­no­szą w nie­któ­rych cho­ro­bach grzy­bi­czych dobre efek­ty (np. der­ma­to­mi­ko­zy u bydła).

W przy­pad­ku grzy­bic skór­nych koni bar­dzo waż­ną spra­wą jest likwi­da­cja zaraz­ka nie tyle u samych zwie­rząt, co rów­no­le­gła i moż­li­wie mak­sy­mal­na eli­mi­na­cja choro­botwórczych grzy­bów w śro­do­wi­sku sta­jennym. W tym celu owoc­ne może być zasto­so­wa­nie pro­gra­mu zwal­cza­nia grzy­bic skór­nych koni, opar­te­go na skutecz­nych środ­kach prze­zna­czo­nych do dezyn­fekcji pomiesz­czeń, sprzę­tu pielęgnacyj­nego, spor­to­we­go itd., pro­du­ko­wa­nych przez wyspe­cja­li­zo­wa­nych i uzna­nych wytwór­ców leków prze­ciw­grzy­bi­czych. Doskonałym przy­kła­dem kom­plek­so­we­go roz­wią­za­nia tego pro­ble­mu jest zestaw pre­pa­ra­tów opar­tych na bazie enilkona­zolu - grzy­bo­bój­czej sub­stan­cji aktyw­nej z gru­py imi­da­zo­li. Specjalna for­mu­ła pro­duktów Clinafarm™ (Janssen Pharma­ceutica) w posta­ci pły­nu do opry­sków lub mgła­wi­co­wa­nia pomiesz­czeń sta­jen­nych, gospo­dar­czych i spor­to­wych (Clinaf­arm™ spray) oraz gene­ra­to­ra dymu (świe­cy dym­nej - Clinafarm™ smo­ke), zapew­nia bar­dzo dobre, dokład­ne i wy­godne prze­pro­wa­dze­nie ope­ra­cji odgrzy­biczenia tak wewnątrz budyn­ków (bez obec­no­ści zwie­rząt) jak i sprzę­tu (np. dzię­ki moż­li­wo­ści gazo­wa­nia sio­dlar­ni czy pomiesz­czeń ze zgro­ma­dzo­ną tam uprzę­żą, cza­pra­ka­mi, der­ka­mi itd.). Prepa­raty Clinafarm™ wyka­zu­ją wyso­ką sku­teczność bój­czą wobec więk­szo­ści choro­botwórczych dla koni i ludzi grzy­bów (m.in. rodza­jów TrichophytonMicrospo­rum, wywo­łu­ją­cych naj­czę­ściej spo­ty­ka­ne grzy­bi­ce skór­ne - czy­li tzw. liszaj strzy­gący a tak­że Aspergillus sp., Candida sp. itd.). Produkty te nie dzia­ła­ją nisz­czą­co i koro­du­ją­co na metal, gumę, skó­rę, pla­stik itp. mate­ria­ły. Użycie ich jest nie­zwy­kle pro­ste. W przy­pad­ku pły­nu do opry­sków lub mgła­wi­co­wa­nia przy­go­to­wu­je się roz­twór robo­czy w sto­sun­ku 1:100. Szacunkowe zuży­cie pły­nu wyno­si oko­ło 1 l roztworu/300 m³ kuba­tu­ry pomiesz­czeń lub 1 l roztworu/75 m² powierzch­ni. Aby zabieg był w peł­ni sku­tecz­ny, nale­ży po­wtórzyć go 2-3 razy w okre­sie 3 tygo­dni. Świece dym­ne Clinafarm™ smo­ke sto­suje się w zamknię­tych pomiesz­cze­niach (bez obec­no­ści zwie­rząt) w ilo­ści 1 świeca/50 m³ kuba­tu­ry pomiesz­cze­nia. Generatory dymu mogą być szcze­gól­nie przy­dat­ne w sio­dlar­niach, pomieszcze­niach ze sprzę­tem i odzie­żą a tak­że wszę­dzie tam, gdzie zasto­so­wa­nie środ­ka zwal­cza­ją­ce­go grzy­by w posta­ci pły­nu jest niemożliwe.

Preparaty Clinafarm™ znaj­du­ją się w wol­nej sprze­da­ży (moż­na je zatem kupić i sto­so­wać bez ordy­na­cji lekar­sko-wete­ry­­na­ryj­nej) a ich dosko­na­łym uzupełnie­niem jest moż­li­wość prze­pro­wa­dze­nia za­biegów lecz­ni­czych u koni za pomo­cą pro­duk­tu zawie­ra­ją­ce­go tą samą substan­cję czyn­ną (enil­ko­na­zol) - o nazwie Imaverol™ (Janssen Pharmaceutica), prze­zna­czo­ną do sto­so­wa­nia bezpośred­niego na zwie­rzę­ta. Lek apli­ku­je się na skó­rę w wygod­nej for­mie opry­sku, w stę­żeniu 1:50 (roz­twór 0,2%). W przy­pad­ku roz­le­głych zmian z two­rze­niem się stru­pów (liszaj stru­pia­sty) dobrze jest przed pierw­szym zabie­giem zmyć zmia­ny na skó­rze gąb­ką zwil­żo­ną pre­pa­ra­tem Imaverol™ a następ­nie opry­skać całe zwie­rzę. Kontynuację lecze­nia prze­pro­wa­dza się przez 3-krot­ny oprysk obsza­rów choro­bowo zmie­nio­nej skó­ry w odstę­pach 3-4 dnio­wych. W więk­szo­ści przy­pad­ków zmia­ny cho­ro­bo­we u koni ustę­pu­ją bar­dzo szyb­ko a popra­wa widocz­na jest już po pierw­szym zasto­so­wa­niu pre­pa­ra­tu. Go­towy roz­twór robo­czy zacho­wu­je po roz­puszczeniu aktyw­ność przez dal­sze 30 dni, co jest bar­dzo istot­ne z ekonomicz­nego punk­tu widze­nia. Jednorazowo przy­go­to­wa­ny i odpo­wied­nio przecho­wywany roz­twór robo­czy (w tem­pe­ra­tu­rze poko­jo­wej) wystar­cza do przeprowadze­nia całej kura­cji. Imaverol™ konfekcjo­nowany jest w butel­kach o pojem­no­ści 100 i 1000 ml. Wydawany z prze­pi­su le­karza wete­ry­na­rii. Szansę na szyb­ką li­kwidację zagro­że­nia grzy­bi­cze­go w staj­ni wyraź­nie zwięk­sza kom­plek­so­we, równo­czesne zasto­so­wa­nie wszyst­kich trzech opi­sa­nych produktów.

W dobie coraz szer­szej glo­ba­li­za­cji i otwar­cia na świat nale­ży pamię­tać, iż eg­zotyczne i nie­re­al­ne do nie­daw­na zagro­żenia (np. drob­no­ustro­je i paso­ży­ty po­wszechne w innych czę­ściach glo­bu) mo­żemy któ­re­goś dnia roz­po­znać tak­że w naszej staj­ni. W przy­pad­ku grzy­bic war­to uświa­do­mić sobie tak­że, iż wszyst­kie po­stacie tych cho­rób u koni nie są tyl­ko de­fektem este­tycz­nym, ale czę­sto znacz­nie osła­bia­ją spraw­ność i wydol­ność zwie­rząt a przede wszyst­kim są bar­dzo poważ­nym zagro­że­niem dla zdro­wia i higie­ny ludzi.

Piśmiennictwo:

  • Cutsem J. Van, Rochette F. Mycoses in dome­stic ani­mals. Janssen Research Foundation, 1991.
  • Nowak G. Remedia hip­pia­tri­ca 1997. Wyd. Borgis, W-wa 1997.
  • Wawrzkiewicz J. Mikrobiologia wet. PWN, W-wa 1981.
  • Wintzer H.J. Krankheiten des Pferdes. Verlag Paul Parey, Berlin-Hamburg, 1982.

lek. wet. Grzegorz Nowak
spe­cja­li­sta cho­rób koni
tele­fon: 0-502-118-531
e-mail: parsko@wp.pl

Więcej w Zdrowie i weterynaria

Na górę