Connect with us

Dobrze wycho­wa­ny jeź­dziec, dobrze uło­żo­ny koń

Hodowla

Dobrze wycho­wa­ny jeź­dziec, dobrze uło­żo­ny koń

Jan Skoczylas

Zacznę od zaga­dek: Bez cze­go pie­karz nie upie­cze chle­ba, jeże­li wszyst­ko ma? Bez cze­go rol­nik nie zaorze pola, jeże­li wszyst­ko ma? Odp.1 - bez skór­ki! Odp.2 - bez zakrętu!

Co to ma wspól­ne­go z koń­mi (oprócz orki i zakrę­tów oczy­wi­ście)? Jeżeli mamy wszyst­ko - warun­ki orga­ni­za­cyj­ne, mate­rial­ne, sprzęt, dobre konie, oka­zje do star­tów, kom­pe­tent­ne­go tre­ne­ra, jeźdź­ca zna­ko­mi­cie sto­su­ją­ce­go pomo­ce - bez cze­go odnie­sie­nie spor­to­we­go suk­ce­su jest nie­moż­li­we? Odpowiedź jest zaska­ku­ją­co pro­sta: bez pro­ce­su tre­nin­go­we­go.

Proces to, naj­ogól­niej, zespół dzia­łań pro­wa­dzą­cych od sta­nu wej­ścio­we­go A do sta­nu wyj­ścio­we­go B. Procesy mogą być kon­struk­tyw­ne (w kie­run­ku zało­żo­nych celów) lub wręcz prze­ciw­nie (dege­ne­ra­cja). Proces tre­nin­go­wy musi być kon­struk­tyw­ny! Słowo „tre­ning” zawie­ra w sobie roz­wój na dro­dze coraz lep­sze­go wyko­rzy­sta­nia zdol­no­ści adap­ta­cj­nych organizmu.

Często zda­rza się, że zawod­ni­cy inten­syw­nie pra­cu­ją i star­tu­ją, a z pro­ce­sem tre­nin­go­wym nie ma to nic wspól­ne­go. Bardzo czę­sto! Zazwyczaj! Prawie zawsze! Obserwacje i ana­li­za wyni­ków dowo­dzą, że w Polsce regu­łą jest cha­os, a nie pro­ces tre­nin­go­wy. Zawodników, któ­rzy uczest­ni­czą w pro­ce­sie tre­nin­go­wym moż­na łatwo roz­po­znać - czy­nią sta­łe postę­py. Pozostali ule­ga­ją sta­gna­cji lub (czę­ściej) regre­so­wi. Zbyt czę­sto poje­dyn­cze „suk­ce­sy” są osią­ga­ne na dro­dze bez­li­to­sne­go eks­plo­ato­wa­nia bio­lo­gicz­nych sił koni.

W mojej opi­nii taka sytu­acja ma czte­ry przy­czy­ny: „naro­do­we” upodo­ba­nie do cha­osu, nie­chęć do sys­te­ma­tycz­nej pra­cy, nie­sta­bil­ność warun­ków mate­rial­nych, brak wiedzy.

Na całym świe­cie i w każ­dej dzie­dzi­nie w celu uła­twie­nia kon­struk­tyw­ne­go prze­bie­gu pro­ce­sów opra­co­wu­je się pomoc­ne sche­ma­ty. Taką pra­cę wyko­na­ła m.in. USDF (Amerykańska Federacja Ujeżdżenia), roz­po­wszech­nia­jąc udo­sko­na­lo­ną i uzu­peł­nio­ną wer­sję tzw. nie­miec­kiej ska­li szko­le­nio­wej, popu­lar­nie zwa­nej pira­mi­dą. Uczyniła to na tyle uda­nie, że mate­ria­ły szko­le­nio­we USDF są obec­nie pro­pa­go­wa­ne i roz­po­wszech­nia­ne przez FEI jako pod­sta­wo­we wska­zów­ki do pra­cy tre­nin­go­wej we wszyst­kich dys­cy­pli­nach olimpijskich.

Zawartość tych sche­ma­tów jest ogrom­na, a ich war­tość nie do prze­ce­nie­nia. Rozwinięcie wszyst­kich zawar­tych w nich tre­ści two­rzy­ło­by księ­gę o obję­to­ści ency­klo­pe­dii. W dzi­siej­szych cza­sach nikt piszą­cy o pro­ce­sach tre­nin­go­wych w jeź­dziec­twie nie może tych mate­ria­łów pomijać.

Każdy pro­ces opie­ra się na pew­nych pod­sta­wach. W tym arty­ku­le chcę się zająć taki­mi wła­śnie pod­sta­wa­mi w jeź­dziec­twie. Z konia na cho­rych nogach nie będzie więk­sze­go pożyt­ku. Tak samo suk­ces zbu­do­wa­ny na sła­bych fun­da­men­tach jest suk­ce­sem pozornym.

Przedstawiam opra­co­wa­ny przez sie­bie sche­mat uwi­dacz­nia­ją­cy zna­cze­nie dla całe­go pro­ce­su tre­nin­go­we­go dwóch sta­le obec­nych i oddzia­łu­ją­cych obsza­rów, ozna­czo­nych na sche­ma­cie lite­ra­mi a i w. a - to zagad­nie­nia wycho­wa­nia (ukła­da­nia) konia, w- to wła­ści­wie rozu­mia­na sztu­ka jeździecka.

Schemat roz­wo­ju rucho­we­go konia pod jeźdźcem

Nieustanny pro­ces ukła­da­nia konia (pro­ces wycho­wa­nia w odnie­sie­niu do koni nazy­wa­my ukła­da­niem) i sta­le prak­ty­ko­wa­na na wyso­kim pozio­mie sztu­ka jeź­dziec­ka to pod­sta­wy, na któ­rych opar­ty jest każ­dy postęp tre­nin­go­wy w jeź­dziec­twie. Objęty w ramach alfyome­gi, jak pomię­dzy łyd­ka­mi a ręką, odby­wa się cały roz­wój konia jako „szczę­śli­we­go spor­tow­ca”. W tych ramach koń stop­nio­wo roz­wi­ja swo­je moż­li­wo­ści rucho­we aż do arty­zmu, peł­nej har­mo­nii i gracji.

Celem ujeż­dże­nia jest roz­wój konia jako szczę­śli­we­go spor­tow­ca poprzez har­mo­nij­ne wyszko­le­nie. W rezul­ta­cie koń sta­je się spo­koj­ny, podat­ny, luź­ny i gięt­ki, jak rów­nież pełen zaufa­nia, uważ­ny i grzecz­ny, osią­ga­jąc dosko­na­łe poro­zu­mie­nie ze swo­im jeźdźcem.

Przepisy Ujeżdżenia FEI

Pod lite­ra­mi A, B, C, D, E, F, G kry­ją się kolej­ne wła­ści­wo­ści ruchu konia pod jeźdź­cem (moż­na by użyć sło­wa cechy, gdy­by cecha nie była czymś nie­zmien­nym). Są to jed­no­cze­śnie kry­te­ria oce­ny roz­wo­ju konia wierz­cho­we­go. Na ich dokład­ne omó­wie­nie przyj­dzie jesz­cze czas. Teraz podam jedy­nie defi­ni­cję impulsu:

Art. 416, 2. Impuls jest ter­mi­nem uży­wa­nym do opi­su prze­kształ­ce­nia pil­nej i eks­pre­syj­nej, ale kon­tro­lo­wa­nej, ener­gii napę­do­wej wytwo­rzo­nej przez zad, w wydaj­ny ruch konia.

2.1. (…) widocz­ną ozna­ką jest wyraź­ny akcent zadniej nogi o akcji raczej płyn­nej niż „staccato”(urywanej) (…) Podstawową skła­do­wą impul­su jest czas, któ­ry koń spę­dza w  powie­trzu, w porów­na­niu do cza­su na zie­mi. 2.2. Impuls jest warun­kiem wstęp­nym zebra­nia w  kłu­sie i galo­pie. Gdy nie ma impul­su, nie ma co zbie­rać.

Przepisy Ujeżdżenia FEI Rev. 8 [1.01.2006]

Pojęcia te two­rzą jeź­dziec­kie abe­ca­dło. Ich kolej­ność jest nie­zmien­na i nie­przy­pad­ko­wa. Koń, któ­ry nie jest zebra­ny, nie może być prze­pusz­czal­ny. Nie da się zebrać krzy­we­go konia. Nie da się wypro­sto­wać konia nie­dy­spo­nu­ją­ce­go impul­sem (będzie „pły­wał”). Impuls nie ist­nie­je bez akcep­ta­cji kieł­zna, ponie­waż zawie­raa w sobie wymóg kon­tro­li. Koń sztyw­ny nie jest w sta­nie zaak­cep­to­wać kieł­zna. Giętkości nie da się wypra­co­wać bez ryt­mu, roz­luź­nie­nia i tem­pa. Każde kolej­ne kry­te­rium będzie speł­nio­ne co naj­wy­żej w takim stop­niu, w jakim speł­nio­ne jest kry­te­rium poprzedzające.

Kształtowanie konia jako wierz­chow­ca wyma­ga pra­cy, pra­cy i jesz­cze raz pra­cy. Wymaga też cier­pli­wo­ści, kon­se­kwen­cji, sys­te­ma­tycz­no­ści… i rozwagi.

Człowiek zacho­wu­je nad koniem prze­wa­gę świa­do­mo­ści, a koń prze­wa­gę siły fizycz­nej, masy cia­ła i szyb­ko­ści reak­cji. Nie wol­no zapo­mi­nać, że masa konia, kopy­ta i zęby zawsze sta­no­wić mogą zagro­że­nie. Dlatego jeź­dziec powi­nien darzyć konia sza­cun­kiem, a koń przed czło­wie­kiem czuć respekt (ale wza­jem­na rela­cja nie może opie­rać się na strachu).

Proces ukła­da­nia konia zaczy­na się w momen­cie jego uro­dze­nia (a nawet w momen­cie czy­nie­nia pla­nów hodow­la­nych; dobo­ru rodzi­ców pod wzglę­dem cha­rak­te­ru). Wykorzystanie zja­wi­ska imprin­tin­gu (jak naj­wcze­śniej­sze­go kon­tak­tu z czło­wie­kiem - sub­sty­tu­tem mat­ki) przy­no­si póź­niej duże korzy­ści. Źrebak (i mło­dy koń) musi mieć zapew­nio­ne dobre warun­ki wycho­wu; rosnąć w warun­kach dba­ło­ści o jego potrze­by bio­lo­gicz­ne i spo­łecz­ne (stad­ne), mieć moż­li­wość peł­ne­go roz­wo­ju orga­ni­zmu. Koniom prze­zna­czo­nym do spor­tu trze­ba zapew­nić moż­li­wość osią­gnię­cia peł­nej wydol­no­ści ukła­du krwio­no­śne­go, odde­cho­we­go, ner­wo­we­go i apa­ra­tu ruchu (kości, sta­wy, mię­śnie, ścię­gna, wię­za­dła i kopy­ta). Oprócz odpo­wied­niej paszy trze­ba zadbać o dużo ruchu! Trzeba też unik­nąć ewen­tu­al­no­ści zatru­cia pro­duk­ta­mi prze­mian amo­nia­ku - sub­stan­cja­mi sil­nie tok­sycz­ny­mi dla ukła­du ner­wo­we­go (czy­ste staj­nie!). Młode konie nie powin­ny mieć kon­tak­tu z koń­mi zna­ro­wio­ny­mi, z nało­ga­mi, zabu­rzo­ny­mi emo­cjo­nal­nie. Zrównoważony emo­cjo­nal­nie i pogod­ny źre­bak to dosko­na­ły punkt wyj­ścio­wy do dal­szej pra­cy. Tu aneg­do­ta. Pewien pol­ski jeź­dziec zaku­pił mło­de­go ogie­ra z reno­mo­wa­nej zachod­niej hodow­li. Przyszedł czas zajeż­dża­nia. Po kil­ku dniach nabyw­ca dzwo­ni do hodow­cy: „Co mi Pan sprze­dał? To miał być wybit­ny koń, a on nawet nie bry­ka, ba, nawet uchem nie ruszy!”. Odpowiedź hodow­cy: „A wy potrze­bu­je­cie konia do spor­tu czy do bry­ka­nia? Bo jak do bry­ka­nia, to trze­ba było mówić!”.

Koń powi­nien dora­stać w życz­li­wej atmos­fe­rze i od uro­dze­nia spo­ty­kać się ze spo­koj­nym i kon­se­kwent­nym postę­po­wa­niem czło­wie­ka. Postępowanie wobec konia powin­no być łagod­ne, a  zara­zem sta­now­cze. Od pierw­sze­go kon­tak­tu zasa­dy rela­cji koń - czło­wiek powin­ny być wyraź­nie prze­ka­za­ne w spo­sób dla konia zro­zu­mia­ły. Konia nale­ży nagra­dzać za zacho­wa­nia przez czło­wie­ka pożą­da­ne oraz spo­koj­nie i jed­no­znacz­nie, deli­kat­nie i sta­now­czo stro­fo­wać za zacho­wa­nia nie­wła­ści­we (w tym groź­ne) już przy pierw­szych prze­ja­wach takich zacho­wań. Strofowanie jest nie­zbęd­ne. Koń każ­do­ra­zo­wo musi być poin­for­mo­wa­ny o nie­za­do­wo­le­niu czło­wie­ka (i oczy­wi­ście o zado­wo­le­niu). Dzięki roz­sąd­ne­mu stro­fo­wa­niu unik­nie­my póź­niej odwo­ły­wa­nia się do wyraź­nych kar.

Koń uczy się przez powta­rza­nie, nie­zwy­kle łatwo kształ­tu­jąc nawy­ki. Nie war­to­ściu­je swo­ich nawy­ków; nie zna poję­cia „dobry” i „zły”. Przyjemność spra­wia kul­ty­wo­wa­nie jakie­go­kol­wiek nawy­ku. Zadaniem czło­wie­ka jest eli­mi­no­wa­nie nawy­ków nie­po­żą­da­nych i wyra­bia­nie tych czło­wie­ko­wi potrzeb­nych. Koń musi nauczyć się kon­cen­tra­cji na oso­bie i pole­ce­niach czło­wie­ka. Życzenie czło­wie­ka ma być dla konia pole­ce­niem nie­odwo­łal­nym. Wymogi oczy­wi­ście stop­niu­je­my. Mądrość czło­wie­ka wyra­ża się w nie­wy­da­wa­niu pole­ceń w danym momen­cie nie­wy­ko­nal­nych. Nawet jed­no­ra­zo­we nie­wy­eg­ze­kwo­wa­nie pole­ce­nia może przy­nieść ogrom­ne kło­po­ty. Nie wol­no pozwa­lać na nie­wła­ści­we zacho­wa­nia z powo­du wła­sne­go leni­stwa czy pośpie­chu. Jeżeli trze­ba prze­rwać i zacząć jesz­cze raz dobrze, to trze­ba to zro­bić. Postępowania z koniem naj­le­piej uczyć się prak­tycz­nie od osób doświadczonych.

Trening roz­po­czy­na się w momen­cie otwar­cia bok­su. Człowiek musi być spo­koj­ny i uważ­ny; obser­wo­wać konia i nadą­żać z szyb­ko­ścią reak­cji. Koń musi zwra­cać uwa­gę na czło­wie­ka, a nie na cokol­wiek inne­go, musi być stop­nio­wo przy­zwy­cza­jo­ny do bli­skie­go kon­tak­tu fizycz­ne­go. W cza­sie czyn­no­ści pie­lę­gna­cyj­nych koń musi stać spo­koj­nie. Nie może pró­bo­wać prze­miesz­czać się, krę­cić, bro­nić, wyry­wać kopyt. Jest to pod­sta­wa do usta­le­nia zasad wza­jem­nej rela­cji. Koń cały czas będzie pró­bo­wał narzu­cić swo­je „pomy­sły na part­ner­stwo”, spraw­dzić, kto jest „sze­fem”, dla­te­go jeź­dziec musi być skon­cen­tro­wa­ny i natych­miast reago­wać na jaką­kol­wiek nie­sub­or­dy­na­cję. Nie wol­no pozwo­lić konio­wi na narzu­ca­nie się z piesz­czo­ta­mi, np. chwy­ta­nie za kurt­kę, szczy­pa­nie war­ga­mi, napie­ra­nie na czło­wie­ka. Trening koń­czy się po nagro­dze­niu konia za wysi­łek i zamknię­ciu boksu.

Dobrze uło­żo­ny koń:

  • chęt­nie i ufnie pod­cho­dzi do człowieka;
  • z zaufa­niem pod­da­je się wszel­kim zabie­gom pielęgnacyjnym;
  • nie jest nachalny;
  • cier­pli­wie stoi w wyzna­czo­nym miej­scu, tak­że przy sio­dła­niu i wsiadaniu;
  • daje się łatwo prze­miesz­czać; pro­wa­dzo­ny ufnie podą­ża za człowiekiem;
  • nie oba­wia się gło­su i dotknię­cia ręką;
  • w cza­sie lon­żo­wa­nia i jaz­dy nie oba­wia się ruchu ręki z batem.

W cza­sie szko­le­nia konia musi być wyraź­ny sta­ły postęp, wyra­ża­ją­cy się w coraz więk­szej chę­ci do współ­pra­cy. Jakiekolwiek ozna­ki nie­chę­ci i obro­ny są zawsze sygna­łem alarmowym.

Te zasa­dy postę­po­wa­nia z koniem obo­wią­zu­ją przez cały czas kon­tak­tu z człowiekiem.

Takie są wymo­gi wobec konia. A wobec człowieka?

Piramida Ekwitacji (Sztuki jeź­dziec­kiej) opi­su­je kolej­ne stop­nie „jeź­dziec­kie­go wta­jem­ni­cze­nia”, któ­re musi poko­nać każ­dy jeź­dziec dążą­cy do mistrzo­stwa. Uwidacznia, że wyszko­le­nie jeź­dziec­kie obej­mu­je nie tyl­ko fizycz­ne spraw­no­ści, ale musi doty­czyć całej oso­bo­wo­ści czło­wie­ka. Całą treść pira­mi­dy nale­ży uważ­nie prze­czy­tać, a nie tyl­ko na nią „rzu­cić okiem”.

Kolejność stop­ni nie ozna­cza, że dopie­ro gdy dosta­nie­my „dyplom z ety­ki”, może­my dosiąść konia. Oznacza, że omi­ja­nie i lek­ce­wa­że­nie nie­któ­rych pojęć, wybiór­cze trak­to­wa­nie pira­mi­dy, unie­moż­li­wia dotar­cie na szczyt. Oznacza, że każ­dy poprzed­ni sto­pień warun­ku­je roz­wój na następ­nym stop­niu. Użycie pomo­cy nie będzie lep­sze niż dosiad, a spor­to­wa świa­do­mość zawod­ni­ka zale­ży od jako­ści uży­wa­nych przez nie­go pomo­cy (i nie cho­dzi tu o mar­kę fir­my, któ­ra wypro­du­ko­wa­ła bat).

Piramidę rozu­mieć nale­ży jako stop­niu­ją­cą: co, kolej­no, nie wystar­czy do osią­gnię­cia arty­zmu i gra­cji. Nie wystar­czy odpo­wied­nia posta­wa men­tal­na, jeże­li dosiad nie będzie dobry. Nie wystar­czy dobry dosiad, jeże­li szwan­ko­wać będzie uży­cie pomo­cy. Najlepsze uży­cie pomo­cy nie­wie­le da, jeże­li jeź­dziec nie będzie znał i rozu­miał celów poka­zu, tre­nin­gu i poszcze­gól­nych ćwi­czeń. Doskonały dosiad, uży­cie pomo­cy i wspa­nia­łe zro­zu­mie­nie teo­rii nie dopro­wa­dzi na szczyt, o ile podej­ście do konia będzie nie­wła­ści­we (tak­że podej­ście tre­ne­ra); gdy jeź­dziec nie wyro­bi sobie odpo­wied­nich cech cha­rak­te­ru i nie przy­swoi fun­da­men­tal­nych zasad postępowania.

Podstawa pira­mi­dy jest sza­le­nie istot­na: ten, kto od począt­ku źle kształ­tu­je rela­cję z koniem (np. pod­cho­dzi do jeź­dziec­twa prze­sad­nie ambi­cjo­nal­nie, szu­ka roz­ła­do­wa­nia emo­cji, czer­pie przy­jem­ność z domi­na­cji za wszel­ką cenę, wyma­ga tyl­ko od konia, a nie od sie­bie) nigdy nie osią­gnie har­mo­nii. Wszelka wło­żo­na pra­ca zosta­nie zmar­no­wa­na (o ile celem napraw­dę mia­ło być mistrzo­stwo). Co wię­cej, przy złej posta­wie wobec konia opa­no­wa­nie choć­by przy­zwo­ite­go dosia­du będzie trud­ne. Adeptom jeź­dziec­twa czę­sto bra­ku­je koniecz­nej poko­ry, a prze­sad­na ambi­cja utrud­nia rozluźnienie.

Kolejny poziom pira­mi­dy zosta­nie osią­gnię­ty w stop­niu nie więk­szym niż poprzed­ni. Zaledwie popraw­na posta­wa da zale­d­wie popraw­ny dosiad. Zły dosiad wywo­ła złe uży­cie pomo­cy. Z kolei tyl­ko bar­dzo dobre uży­cie pomo­cy może umoż­li­wić bar­dzo dobre zro­zu­mie­nie cało­ści pro­ce­su, co jest nie­zbęd­ne do bar­dzo dobre­go wyko­na­nia wszyst­kich zadań i zapre­zen­to­wa­nia bar­dzo dobrej har­mo­nii.

Przy takim poj­mo­wa­niu kon­struk­cji pira­mid zni­ka­ją zastrze­że­nia typu: Skąd się wzię­ły jakieś tam stop­nie? Przecież oczy­wi­ste jest, że wszyst­ko trze­ba roz­wi­jać naraz? Jak moż­na nauczyć dosia­du bez jakie­go­kol­wiek uży­cia pomo­cy? Kolejność wyni­ka z wza­jem­ne­go uwa­run­ko­wa­nia: uży­cie pomo­cy wyni­ka z dosia­du, a nie dosiad z uży­cia pomocy.

Wyobraźmy sobie teraz, że line­ar­ne­go porząd­ku pira­mi­dy prze­strze­ga­my w spo­sób bez­względ­ny. Czy było­by to złe? Człowiek, któ­ry wykształ­cił dosko­na­łe podej­ście do konia (zanim go dosiadł), zżył się z koniem, spra­wił, że koń czu­je w nim opie­ku­na i „sze­fa”, z pew­no­ścią czu­je się pew­nie, może prze­wi­dzieć reak­cje konia, nie boi się, ma do sie­bie i konia zaufa­nie, dys­po­nu­je umie­jęt­no­ścią wczu­wa­nia się. Takiej oso­bie będzie nie­zwy­kle łatwo opa­no­wać dosiad - jest prze­cież roz­luź­nio­na, swo­bod­na i spo­koj­na. Jeśli ktoś opa­no­wał dosiad (na lon­ży?) tak, że sie­dzi pew­nie i ślicz­nie (for­ma i funk­cja), to świa­do­me sko­or­dy­no­wa­nie ruchów wła­sne­go cia­ła nie będzie wiel­kim pro­ble­mem. Komuś, kto dosko­na­le opa­no­wał uży­cie pomo­cy i jest świa­do­my reak­cji konia nie będzie trud­no do swo­jej spraw­no­ści dodać reflek­sję i osią­gnąć poziom peł­ne­go zro­zu­mie­nia: o co w tej „zaba­wie” cho­dzi? Czy taka dro­ga doj­ścia do peł­nej har­mo­nii nie była­by szyb­sza niż cyklicz­ne „uże­ra­nie się” z cią­gły­mi niedoskonałościami???

Uważnie wczy­tu­jąc się w Piramidę Ekwitacji może­my zauwa­żyć, że poszcze­gól­ne fazy moż­na odnieść do bar­dziej oczy­wi­stych faz szkolenia:

Faza I - to szko­le­nie począt­ko­we, nauka jaz­dy. Priorytetem jest szko­le­nie dosiadu.

Faza II - to szko­le­nie na pozio­mie zawo­dów regio­nal­nych. Priorytetem jest dosko­na­le­nie uży­cia pomocy.

Faza III - zawo­dy kra­jo­we. Bez zro­zu­mie­nia celo­wo­ści swo­ich dzia­łań (i zro­zu­mie­nia zasad rzą­dzą­cych wymo­ga­mi ujeż­dże­nio­wy­mi) na tym pozio­mie „wie­le się nie zwo­ju­je”. Na tym eta­pie dobry jeź­dziec nie zada­je już pytań co? (mam robić), ani jak? (to wyko­nać) - ale pyta­nia dla­cze­go? (tak się dzie­je) i po co? Zadaje pyta­nia o cel i wza­jem­ne relacje.

Forma i funk­cja odno­si się do cało­ści poj­mo­wa­nia sztu­ki jeź­dziec­kiej. Nasze poczy­na­nia muszą być pew­ne, sku­tecz­ne i pięk­ne; „efek­tow­ne i efektywne”.

Bazę pira­mi­dy sta­no­wi cha­rak­ter czło­wie­ka: wyso­ka kul­tu­ra i takt jeźdź­ca. Ekwitator (ujeż­dżacz) - było to kie­dyś okre­śle­nie czło­wie­ka, któ­ry napraw­dę umiał jeź­dzić kon­no, a hor­se­man to jeź­dziec - dżen­tel­men. Człowiek, któ­ry chce dopro­wa­dzić konia na szczyt jego (i wspól­nych) moż­li­wo­ści, musi być zatem ekwi­ta­to­rem i horsemanem.

Spełnienie wymo­gów dobre­go dosia­du i uży­cia pomo­cy wyma­ga od jeźdź­ca zna­ko­mi­te­go pano­wa­nia nad cia­łem. Jeździec musi posia­dać świa­do­mość zacho­wa­nia się każ­dej czę­ści cia­ła, wydo­sko­na­lić zmysł rów­no­wa­gi i kine­ste­zji. Szczególnie waż­na jest zdol­ność roz­luź­nia­nia mię­śni i sta­wów mimo usztyw­nia­ją­ce­go dzia­ła­nia stre­su. Zachowanie cia­ła jest zwią­za­ne ze sfe­rą psy­chi­ki. Człowiek, któ­ry potra­fi kon­tro­lo­wać reak­cje swo­je­go cia­ła (napię­cie mię­śni, oddech) zysku­je moż­li­wość oddzia­ły­wa­nia na swo­je emo­cje, np. potra­fi łatwo i szyb­ko się uspo­ko­ić, opa­no­wać strach lub eks­cy­ta­cję. Z kolei brak umie­jęt­no­ści kon­tro­lo­wa­nia emo­cji wywo­łu­je, pozo­sta­ją­ce poza świa­do­mo­ścią, reak­cje cia­ła (usztyw­nie­nie całych grup mię­śni) i zna­czą­co wpły­wa na poziom sztu­ki jeź­dziec­kiej. Konie potra­fią zna­ko­mi­cie odczy­ty­wać emo­cje jeźdź­ca. Jeżeli chce­my mieć spo­koj­ne­go, rado­sne­go, ener­gicz­ne­go i sku­pio­ne­go konia, musi­my zadbać o wła­sny spo­kój, radość, ener­gię i koncentrację.

We współ­za­wod­nic­twie spor­to­wym w jeź­dziec­twie bie­rze udział zawsze para zawod­ni­ków: czło­wiek i koń. Pary tej doty­czą wszel­kie trud­no­ści zna­ne z innych spor­tów, w któ­rych zwy­cię­stwo zale­ży m.in. od dobre­go „zgra­nia się” i wspól­ne­go wysił­ku. A jeden z zawod­ni­ków nie mówi! Nie jest w sta­nie prze­dys­ku­to­wać z part­ne­rem nie­po­ro­zu­mień, poczy­nić usta­leń, zapla­no­wać stra­te­gii. W dodat­ku jest bar­dzo moc­no pod­po­rząd­ko­wa­ny dru­gie­mu, cho­ciaż dys­po­nu­je ogrom­ną siłą fizycz­ną. Dlatego umie­jęt­ność wyczu­wa­nia i rozu­mie­nia sygna­łów pły­ną­cych od stro­ny part­ne­ra - konia - jest cen­nym i nie­odzow­nym ele­men­tem sztu­ki jeździeckiej.

Jeździec, jako part­ner w peł­ni świa­do­my i posia­da­ją­cy „wła­dzę”, jest odpo­wie­dzial­ny za wszyst­ko, co spo­ty­ka tan­dem. Odpowiedzialność jest cechą cha­rak­te­ru, któ­rą trze­ba w sobie mozol­nie wypra­co­wać. Nikt nie rodzi się odpo­wie­dzial­ny. Jeździec musi zacho­wy­wać wobec konia pozy­cję sze­fa - opie­ku­na, opie­ku­na, na któ­rym moż­na pole­gać. Kształtowanie takiej posta­wy, zdol­no­ści do odpo­wie­dzial­no­ści i spra­wo­wa­nia opie­ki, jest bar­dzo pożą­da­ne w pro­ce­sie wycho­wy­wa­nia czło­wie­ka. Sztuka jeź­dziec­ka sta­wia czło­wie­ko­wi wyso­kie wyma­ga­nia i dla­te­go dobrze rozu­mia­ne jeź­dziec­two słusz­nie cie­szy się sła­wą spor­tu zna­ko­mi­cie kształ­tu­ją­ce­go cha­rak­ter czło­wie­ka i roz­wi­ja­ją­ce­go jego osobowość.

Wymienione w pira­mi­dzie cechy jeźdź­ca - takt, zro­zu­mie­nie, empa­tia i cier­pli­wość - są  przy­mio­ta­mi dobrze wycho­wa­ne­go czło­wie­ka. Jeździec musi być dobrze wycho­wa­ny, a nie tyl­ko - wyszkolony.

Więcej w Hodowla

Na górę