Connect with us

Dbajmy o kon­dy­cję

Hodowla

Dbajmy o kon­dy­cję

Rozmawiał: Michał Wierusz-Kowalski

Rok 2020, kie­dy być może wyga­sną wszel­kie dopła­ty bez­po­śred­nie do hodow­li koni, to już cał­kiem nie­od­le­gła per­spek­ty­wa, po któ­rej prze­kro­cze­niu zadysz­ka sek­to­ra zda­je się real­na. Jak do tych trud­nych cza­sów przy­go­to­wać PZHK, jak mądrze i efek­tyw­nie zarzą­dzać tym, co mamy, aby w nowe cza­sy wszedł wzmoc­nio­ny, roz­ma­wiam z byłym pre­ze­sem Związku dr. Władysławem Brejtą w kon­tek­ście obcho­dów 120-lecia orga­ni­za­cji.

Zawsze inte­re­so­wa­ła Pana poli­ty­ka pań­stwa doty­czą­ca roz­wo­ju obsza­rów wiej­skich. Uważał Pan, iż jeśli nie ma powią­za­nia mię­dzy eks­plo­ata­cją trwa­łych użyt­ków zie­lo­nych a hodow­lą zwie­rząt, to zna­czy, że i jed­no, i dru­gie jest zupeł­nie nie­po­trzeb­ne. Uzasadniona jest taka logi­ka?
– Polska to duży kraj o zróż­ni­co­wa­nych warun­kach gle­bo­wo-kli­ma­tycz­nych, zróż­ni­co­wa­nej struk­tu­rze agrar­nej, o bar­dzo róż­nej kul­tu­rze rol­nej i kul­tu­rze hodow­la­nej. Mechanizmy sto­so­wa­ne w PROW w nie­któ­rych regio­nach mogą dzia­łać dobrze i dzia­ła­ją dobrze, mogą być obo­jęt­ne dla roz­wo­ju hodow­li, ale w innych mogą wyrzą­dzać wie­le szkód. Tak było z róż­ny­mi dopła­ta­mi do trwa­łych użyt­ków zie­lo­nych, któ­re w Polsce połu­dnio­wej i połu­dnio­wo-wschod­niej znisz­czy­ły hodow­lę zwie­rząt tra­wo­żer­nych. Najbardziej opła­cal­ną hodow­lą opar­tą na trwa­łych użyt­kach zie­lo­nych sta­ła się „hodow­la dota­cji”, a pro­wa­dze­nie jakiej­kol­wiek hodow­li zwie­rząt nie dość że przy­spa­rza dodat­ko­wych zajęć i kło­po­tów, to ponad­to uszczu­pla docho­dy. Polityka rol­na pań­stwa posta­wi­ła na gło­wie eko­no­mi­kę hodow­li opar­tą na trwa­łych użyt­kach zie­lo­nych.

Władysław Brejta fot. Paulina Peckiel

Władysław Brejta
fot. Paulina Peckiel

A co to jest poli­ty­ka rol­na dla Polski B?
– Nie ma takiej poli­ty­ki, cho­ciaż mogła być. Komisja Europejska w per­spek­ty­wie finan­so­wej 2014-2020 dopusz­cza­ła regio­na­li­za­cję poli­ty­ki rol­nej w poszcze­gól­nych pań­stwach człon­kow­skich. Nie wiem, czy Ministerstwo Rolnictwa roz­wa­ża­ło taką moż­li­wość, fak­tem jest, że regio­na­li­za­cji nie ma i nie będzie, a szko­da. Celem poli­ty­ki rol­nej win­no być m.in. wyrów­ny­wa­nie róż­nic mie­dzy poszcze­gól­ny­mi regio­na­mi kra­ju, rów­no­mier­ne wyko­rzy­sta­nie zaso­bów, jakie natu­ra dała rol­ni­kom, stwo­rze­nie bez­pie­czeń­stwa żyw­no­ścio­we­go poszcze­gól­nych regio­nów. Dotychczas sto­so­wa­ne mecha­ni­zmy wywo­łu­ją dokład­nie odwrot­ny sku­tek – róż­ni­ce w roz­wo­ju rol­nic­twa w poszcze­gól­nych regio­nach Polski są coraz więk­sze, pro­duk­cja rol­na kon­cen­tru­je się tyl­ko na nie­któ­rych obsza­rach, a na innych jest wręcz wyga­sza­na. Setki tysię­cy, a może nawet milio­ny hek­ta­rów są nie­wy­ko­rzy­sta­ne, pod­czas gdy na innych hek­ta­rach inten­sy­fi­ku­je się pro­duk­cję do gra­nic moż­li­wo­ści nie zawsze z pożyt­kiem dla śro­do­wi­ska. Do obsza­rów, gdzie ponad poło­wa ludzi miesz­ka na wsi, gdzie set­ki tysię­cy hek­ta­rów leżą odło­giem, dowo­zi się pro­duk­ty rol­ne, a otrzy­ma­ne dopła­ty rol­ne miej­sco­wa lud­ność prze­zna­cza na zakup żyw­no­ści spo­za tych obsza­rów. Przy ogrom­nych dopła­tach rol­nych wieś w nie­któ­rych regio­nach nie jest w sta­nie wyży­wić samej sie­bie, ze wsi znik­nę­ły zwie­rzę­ta. W tym aspek­cie napraw­dę trud­no mi się doszu­kać, któ­re ze sto­so­wa­nych mecha­ni­zmów zapew­nia­ją zrów­no­wa­żo­ny roz­wój. Po roku 2020 naj­praw­do­po­dob­niej skoń­czy się roz­da­wa­nie ryb, a węd­kę będą mieć tyl­ko nie­któ­rzy.

Był Pan w komi­sji sta­tu­to­wej PZHK. Postulowaliście zmia­nę struk­tu­ry orga­ni­za­cyj­nej związ­ku. O co w tym cho­dzi­ło?
– Dziś pew­na część lokal­nych dzia­ła­czy okrę­go­wych i raso­wych związ­ków hodow­ców koni chcia­ła­by widzieć Polski Związek Hodowców Koni jako dobre­go wuj­ka roz­da­ją­ce­go pie­nią­dze, ale nie zapo­mi­naj­my, że to na PZHK cią­ży obo­wią­zek reali­za­cji pro­gra­mów hodow­la­nych, pro­wa­dze­nia ksiąg i iden­ty­fi­ka­cji konio­wa­tych, pro­wa­dze­nia oce­ny użyt­ko­wej i hodow­la­nej koni. To wszyst­ko robią ludzie, na któ­rych dobór dyrek­tor PZHK nie ma żad­ne­go wpły­wu. Nie ma też wpły­wu na oce­nę ich pra­cy w sen­sie nagra­dza­na czy kara­nia. Zdecydowana więk­szość pra­cu­ją­cych w PZHK i OZHK to wspa­nia­li ludzie, dobrzy fachow­cy, ale zda­rza­ją się też, jak w każ­dej spo­łecz­no­ści, czar­ne owce, a cza­sem potknię­cia dobrych, uczci­wych ludzi. Zarówno jed­no, jak i dru­gie zazwy­czaj psu­je opi­nię o całym PZHK, demo­lu­je pra­cę na znacz­nych obsza­rach kra­ju, powo­du­je cią­głe wrze­nie, cią­głe gasze­nie poża­rów w róż­nych związ­kach okrę­go­wych. Prywatne woj­ny i pry­wat­ne inte­re­sy róż­nych dzia­ła­czy o wybu­ja­łych, czę­sto cho­rych ambi­cjach są prze­no­szo­ne na poziom ogól­no­kra­jo­wy.
Proponując więk­szą cen­tra­li­za­cję związ­ku, chcie­li­śmy zmi­ni­ma­li­zo­wać moż­li­wość wystą­pie­nia takich sytu­acji na przy­szłość. Chcieliśmy dać moż­li­wość spo­koj­nej pra­cy pra­cow­ni­kom związ­ku dla dobra całej hodow­li, aby woj­ny nie­od­po­wie­dzial­nych dzia­ła­czy nie demo­lo­wa­ły pra­cy biur tere­no­wych związ­ku. W spo­sób demo­kra­tycz­ny nasza pro­po­zy­cja zosta­ła odrzu­co­na, sza­nu­ję to, nadal pozo­sta­ję przy swo­im zda­niu, do niko­go o to nie mam żalu, waż­ne tyl­ko, aby­śmy o tym nadal dys­ku­to­wa­li w taki spo­sób, któ­ry niko­go nie będzie poni­żał i obra­żał. Dyskusje na posie­dze­niach zarzą­dów – w kil­ku­dzie­się­cio­oso­bo­wym skła­dzie – o róż­nych szcze­gó­łach są mało efek­tyw­ne i nie­ce­lo­we. Zbyt czę­sto kil­ka osób zażar­cie kłó­ci się o jakąś drob­nost­kę, a dla całej resz­ty jest to zupeł­nie obo­jęt­ne. Zarząd według mnie jest od tego, aby w okre­sach mię­dzy zjaz­da­mi nakre­ślał ogól­ne cele, a nie zaj­mo­wał się szcze­gó­ła­mi, o nich powi­nien decy­do­wać dyrek­tor i jego pra­cow­ni­cy, a w spra­wach hodow­la­nych Komisje Ksiąg Stadnych.

PZHK zrze­sza 14 OZHK/WZHK i 6 związ­ków raso­wych. To siła czy sła­bość tej orga­ni­za­cji?
– Uważam, że jest to nasza siła. Niewiele jest orga­ni­za­cji, któ­re mogą się poszczy­cić tym, że mają kon­takt pra­wie z każ­dym hodow­cą bądź użyt­kow­ni­kiem konia, bo nawet naj­więk­sza pol­ska orga­ni­za­cja hodow­la­na PFHBiPM docie­ra tyl­ko do mniej niż 50% pro­du­cen­tów mle­ka i osób pro­wa­dzą­cych chów bydła. Naszym man­ka­men­tem jest to, że do tej pory nie potra­fi­li­śmy jasno i wyraź­nie zde­fi­nio­wać miej­sca i roli związ­ków raso­wych. Nadal są one ubo­gi­mi krew­ny­mi związ­ków woje­wódz­kich i okrę­go­wych, ale myślę, że z cza­sem kon­cep­cja, o któ­rej mówi­łem, doj­rze­je i związ­ki raso­we będą sta­wać się coraz waż­niej­szy­mi part­ne­ra­mi. Na wszyst­ko potrze­ba cza­su. Żadna rewo­lu­cja nie jest nam potrzeb­na.

Jeśli po 2020 r. nie będzie dopłat do hodow­li koni z budże­tu pań­stwa, to co się sta­nie z PZHK i OZHK/WZHK?
– Nie wiem, co się sta­nie, mogę tyl­ko gdy­bać, co się może stać. Jeżeli dziś oko­ło 40% łącz­ne­go budże­tu PZHK i OZHK/WZHK sta­no­wią dota­cje, to ich brak może moc­no zachwiać naszą dzia­łal­no­ścią. Scenariusze mogą być róż­ne, pierw­szy to taki, że bra­ku­ją­ce 7 mln zł uzu­peł­nią człon­ko­wie związ­ków, co przy obec­nej koniunk­tu­rze jest mało real­ne. Drugi to dra­stycz­ne cię­cie kosz­tów, zwłasz­cza oso­bo­wych, co może przy­nieść nie­po­we­to­wa­ne stra­ty. Trzeci to opty­mal­ne ogra­ni­cze­nie kosz­tów poprzez uprosz­cze­ni struk­tur, rezy­gna­cja z wydat­ków mało koniecz­nych i pró­ba poszu­ki­wa­nia przy­cho­dów z innych źró­deł. Do roku 2020 pozo­sta­ło 5 lat i trze­ba się sku­pić na zdo­by­wa­niu i wła­ści­wym loko­wa­niu pie­nię­dzy z róż­nych pro­gra­mów unij­nych w taki spo­sób, aby w przy­szło­ści mogły pro­cen­to­wać. Na tym polu kil­ka ostat­nich lat chy­ba nie­zbyt dobrze wyko­rzy­sta­li­śmy. Przyznaję, że jest tu też tro­chę i mojej winy, bo nie­wie­le zro­bi­łem w cią­gu swo­jej czte­ro­let­niej kaden­cji, aby te pie­nią­dze pozy­skać. Przyznam, że bra­ko­wa­ło mi wte­dy i wie­dzy, i gru­py ludzi, któ­rzy potra­fi­li­by coś w tej spra­wie pod­po­wie­dzieć. Dziś na szcze­blu lokal­nym jestem o wie­le bogat­szy i o jed­no, i o dru­gie i myślę, że tych środ­ków trze­ba szu­kać przede wszyst­kim w urzę­dach mar­szał­kow­skich, w pro­jek­tach trans­gra­nicz­nych, każ­dy na swo­im podwór­ku, i że jest to rola dzia­ła­czy w poszcze­gól­nych regio­nach.

Czy pro­gra­my ochron­ne nie są mar­no­tra­wie­niem środ­ków, czy nie demo­ra­li­zu­ją hodow­ców?
– Programy ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych to jeden z kil­ku pakie­tów pro­gra­mów rol­no­śro­do­wi­sko­wych. Od 2004 r. na dzia­ła­nia rol­no­śro­do­wi­sko­we ze środ­ków unij­nych i kra­jo­wych wyda­no oko­ło 9,3 mld zł. Program ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych koni to nie wię­cej niż 0,5% tej kwo­ty. Mam licz­ne zastrze­że­nia do tego pro­gra­mu, ale jeże­li mówi­my, że te 0,5% zosta­ło zmar­no­wa­ne, to kil­ka miliar­dów wyda­ne na łąki bez zwie­rząt trze­ba by nazwać mega­mar­no­traw­stwem, a twór­ców tego mega­mar­no­traw­stwa ktoś powi­nien roz­li­czyć. Pieniądze na pakiet 7. pokry­wa­ły kosz­ty – w zależ­no­ści od gospo­dar­stwa, rasy, regio­nu – w 10-50%. W przy­pad­ku reali­za­cji pakie­tu 4. lub 5. wypła­co­ne kwo­ty pokry­wa­ły kosz­ty co naj­mniej w 300-400%. Pakiet 7. był jed­nym z naj­bar­dziej zbiu­ro­kra­ty­zo­wa­nych pakie­tów, wymy­ślo­ny pod dyk­tan­do urzęd­ni­ków, któ­rzy trak­tu­ją zwie­rzę jako rzecz, przed­miot. Realizacja tych pakie­tów utrud­nia, a cza­sem wręcz unie­moż­li­wia pro­wa­dze­nie nor­mal­nej selek­cji i bra­ko­wa­nia zwie­rząt w sta­dzie. Mało któ­ry z hodow­ców reali­zu­ją­cych pro­gram jest z nie­go zado­wo­lo­ny, ale hodow­cy prze­kli­na­ją i reali­zu­ją go, bo zawsze to tro­chę pie­nię­dzy. Najgorsze jest to, że nie bar­dzo wia­do­mo, kto jest winien tego całe­go bała­ga­nu – Ministerstwo Rolnictwa, Instytut Zootechniki, ARiMR, PZHK, czy­li nikt – a stwier­dze­nie „bo Unia tak usta­li­ła” sta­ło się dość powszech­ne i nie­spraw­dzal­ne. Najważniejsze w tym wszyst­kim sta­ją się papie­ry, a cała resz­ta scho­dzi na dal­szy plan. System biu­ro­kra­tycz­ny został tak roz­bu­do­wa­ny, że postron­ny obser­wa­tor może mieć wra­że­nie, że hodow­cy to sami oszu­ści i zło­dzie­je i trze­ba ich pil­no­wać na każ­dym kro­ku.
Grzechem pier­wo­rod­nym pro­gra­mów było to, że na począt­ku bra­kło solid­nej dys­ku­sji i infor­ma­cji o tym, co to są pro­gra­my ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych. Jak zwy­kle zaczę­ło się dys­ku­sję od infor­ma­cji, że będą „dopła­ty do koni”, a cała resz­ta zeszła na dal­szy plan. Uważam też, że wyod­ręb­nie­nie w pro­gra­mie rol­no­śro­do­wi­sko­wym 7 pakie­tów było sztucz­ne i niczym nie­uza­sad­nio­ne, a w nowym PROW na lata 2014-2020 jest podob­nie. Po co było two­rzyć oddziel­ne pakie­ty ochro­ny zaso­bów gene­tycz­nych zwie­rząt – pakiet 7. i pakie­ty 4. i 5. reali­zo­wa­ne na trwa­łych użyt­kach zie­lo­nych? Trwały uży­tek zie­lo­ny był zawsze po to, aby pasły się na nim owce, kozy, konie, bydło, a zwie­rzę­ta nie mogły być utrzy­my­wa­ne bez łąk i pastwisk. Przecież każ­dy widzi, że stwo­rzo­no oddziel­ny pakiet dla „swo­ich”, któ­rym trze­ba było dać pie­nią­dze, a ochła­py poszły na pakiet nr 7. Reasumując: pakie­ty te win­ny wystę­po­wać łącz­nie, hodow­ca winien zała­twiać wszyst­ko, co zwią­za­ne z reali­za­cją pro­gra­mu, w jed­nej insty­tu­cji, a nie trzech, jak do tej pory, zaświad­cze­nia win­ny być zastą­pio­ne oświad­cze­nia­mi, hodow­ca powi­nien mieć moż­li­wość pro­wa­dze­nia nor­mal­nej selek­cji i bra­ko­wa­nia, a nie być zmu­sza­nym eko­no­micz­nie, aby utrzy­my­wać sta­re, kula­we kla­cze, a z koniecz­no­ści sprze­da­wać dobrze roku­ją­ce rocz­nia­ki czy dwu­lat­ki.

Realizowaliście jako Odrzechowa, Pan wraz z kole­żeń­stwem, pro­jek­ty (pol­sko-sło­wac­ki i pol­sko-ukra­iń­ski) trans­gra­nicz­nej współ­pra­cy regio­nal­nej tak­że w kon­tek­ście hodow­li koni i tury­sty­ki kon­nej. Jak to wypa­dło? Czy uda­ło się zre­ali­zo­wać wszyst­kie zało­że­nia? Proszę o wska­za­nie mięk­kich i twar­dych efek­tów ww. dzia­ła­nia – duże­go przed­się­wzię­cia, któ­re­mu przez ostat­nie ponad 3 lata się Pan poświę­cił. Wszak jawi się ono jako nie­kwe­stio­no­wa­ny suk­ces…
– Były to dwa pro­jek­ty trans­gra­nicz­ne: jeden reali­zo­wa­ny w ramach pro­gra­mu Polska-Słowacja i dru­gi, któ­ry jest jesz­cze reali­zo­wa­ny w ramach pro­gra­mu Polska-Białoruś-Ukraina. W pierw­szym uczest­ni­czy­ło 4 part­ne­rów sło­wac­kich i 5 pol­skich, w tym Zakład Doświadczalny IZ PIB Odrzechowa jako part­ner wio­dą­cy, oraz Nadleśnictwo Rymanów, Gmina Zarszyn, Lokalna Grupa Działania „Dorzecze Wisłoka” zrze­sza­ją­ca 4 gmi­ny, a tak­że Stowarzyszenie Hodowców i Miłośników Konika Polskiego, po stro­nie sło­wac­kiej 3 samo­rzą­dy oraz sto­wa­rzy­sze­nie. W dru­gim uczest­ni­czył nasz zakład oraz Okręgowy Związek Hodowców Koni w Rzeszowie, a po stro­nie ukra­iń­skiej Stowarzyszenie Plemkonecentr pro­wa­dzą­ce na Ukrainie księ­gi koni hucul­skich.
Powodów, dla któ­rych zde­cy­do­wa­li­śmy się na reali­za­cję tych dwóch dużych pro­jek­tów, było co naj­mniej kil­ka. Do gra­ni­cy sło­wac­kiej mamy oko­ło 20 km, a do gra­ni­cy ukra­iń­skiej oko­ło 70 km. Partnerów sło­wac­kich czy ukra­iń­skich, z któ­ry­mi reali­zo­wa­li­śmy te pro­jek­ty, zna­li­śmy co naj­mniej od kil­ku, a czę­sto od kil­ku­na­stu lat. Uważam, że jako Zakład Doświadczalny Instytutu Zootechniki PIB mamy swo­je powin­no­ści wobec regio­nu. Niestety na reali­za­cję tych powin­no­ści Minister Rolnictwa w PROW żad­nych pie­nię­dzy nie prze­wi­dział. W związ­ku z tym zaczę­li­śmy szu­kać tych pie­nię­dzy poza PROW-em. Nie są to pie­nią­dze łatwe, zwłasz­cza we współ­pra­cy z Ukrainą, ale dziś łatwych pie­nię­dzy nie ma chy­ba nigdzie. Efektem pro­jek­tu PL-SK jest ponad 250 km szla­ków kon­nych wyty­czo­nych i ozna­ko­wa­nych przez leśni­ków, Lokalną Grupę Działania oraz stro­nę sło­wac­ką od Odrzechowej aż po miej­sco­wość Vitazovce na Słowacji, powsta­ło na tym szla­ku kil­ka małych sta­nic, gdzie kon­ni mogą się zatrzy­mać, powstał film Kraina hucu­ła pro­mu­ją­cy trans­gra­nicz­ną tury­sty­kę kon­ną. Przeprowadzono sze­reg szko­leń i kur­sów od pod­sta­wo­wej nauki jaz­dy kon­nej przez kur­sy powo­że­nia, roz­czysz­cza­nia kopyt, koń­cząc na kur­sach dla instruk­to­rów rekre­acji rucho­wej ze spe­cjal­no­ścią jaz­da kon­na i instruk­to­rów rekre­acji rucho­wej ze spe­cjal­no­ścią tury­sty­ka kon­na.
W dru­gim pro­jek­cie, w któ­rym bar­dzo waż­nym uczest­ni­kiem był Okręgowy Związek Hodowców Koni w Rzeszowie, a reali­za­to­rem nie­któ­rych zadań Polski Związek Hodowców Konia Huculskiego, odby­ły się łącz­nie 22 szko­le­nia i w każ­dym z nich udział bra­li zarów­no Polacy, jak i Ukraińcy. Były to szko­le­nia i kur­sy z zakre­su hodow­li i użyt­ko­wa­nia koni hucul­skich, szko­le­nie pn. „Praca z mło­dym koniem”, kur­sy dla pod­ku­wa­czy, warsz­ta­ty hipo­te­ra­peu­tycz­ne oraz orga­ni­zo­wa­ne przez stro­nę ukra­iń­ską w ser­cu Huculszczyzny szko­le­nie pn. „Koń hucul­ski w kul­tu­rze Karpat”. Dzięki nie­mu kil­ka­dzie­siąt osób z Polski mogło po raz pierw­szy zoba­czyć Huculszczyznę, poznać tam­tej­szą kul­tu­rę. W oby­dwu pro­jek­tach w róż­ne­go rodza­ju szko­le­niach, warsz­ta­tach i kur­sach wzię­ło udział kil­ka­set osób.
Ponadto odby­ło się kil­ka imprez maso­wych, takich jak: Festiwal Kultur Pogranicza po pol­skiej i ukra­iń­skiej stro­nie, impre­za ple­ne­ro­wa „Hucuły w Karpatach” oraz impre­zy po pol­skiej i sło­wac­kiej stro­nie pro­mu­ją­ce trans­gra­nicz­ną tury­sty­kę kon­ną oraz łem­kow­ską kul­tu­rę pogra­ni­cza. Łącznie w tych wszyst­kich impre­zach udział wzię­ło kil­ka­na­ście tysię­cy Polaków, Słowaków i Ukraińców. Powstał też album Hucuły – konie Karpat Wschodnich oraz pod tym samym tytu­łem film opi­su­ją­cy Beskidy, Bieszczady, Huculszczyznę oraz żyją­ce­go i pra­cu­ją­ce­go w tych górach konia hucul­skie­go.
Kreślimy też wspól­ne stra­te­gie do roku 2025 z myślą o nowych środ­kach i nowych dzia­ła­niach. Programy to też baza mate­rial­na za kil­ka milio­nów zło­tych – staj­nie, kry­ta ujeż­dżal­nia, ośro­dek szko­le­nio­wy, trwa­łe ścież­ki hucul­skie, prze­no­śne bok­sy dla koni, wspo­mnia­ne szla­ki kon­ne wraz z infra­struk­tu­rą. Wartość tych obu pro­jek­tów, w któ­rych łącz­nie uczest­ni­czy­ło 11 part­ne­rów (czyn­nie kil­ka­set osób, a bier­nie kil­ka­na­ście tysię­cy), to oko­ło 2,5 mln euro, ale nie pie­nią­dze są tu naj­waż­niej­sze, ale ludzie i budo­wa­nie róż­nych struk­tur do przy­szłej współ­pra­cy. Oczywiście cie­szę się z wybu­do­wa­nych czy odno­wio­nych budyn­ków u nas, na Słowacji czy na Ukrainie, ale przede wszyst­kim cie­szę się z tego, że reali­zu­jąc te pro­jek­ty, uda­ło się wokół nich zgro­ma­dzić, skon­so­li­do­wać koń­skie śro­do­wi­sko pogra­ni­cza. To było­by nie­moż­li­we, gdy­by mnie i wszyst­kim lide­rom zaan­ga­żo­wa­nym w te pro­jek­ty obca była idea wspól­ne­go dzia­ła­nia, a u wie­lu z nas idea ta wyku­wa­ła się w dzia­łal­no­ści związ­ko­wej.

Nie oglą­da się Pan na innych, nie narze­ka na rze­czy­wi­stość, potra­fi sku­pić na celu i efek­tyw­nie dzia­łać. Nie jest to czę­ste zja­wi­sko czy posta­wa – dość posłu­chać nie­któ­rych wypo­wie­dzi na wal­nych zjaz­dach PZHK…
– Często – para­fra­zu­jąc wypo­wiedź Kenedy’ego „Nie pytaj, co ci da Ameryka, ale zasta­nów się, co możesz dać Ameryce” – mówię „Nie pytaj, co ci da zwią­zek, śro­do­wi­sko, w któ­rym żyjesz, ale zasta­nów się, co możesz dać związ­ko­wi i śro­do­wi­sku”. To nie­praw­da, że nie narze­kam – narze­kam, ale przede wszyst­kim na poli­ty­ków usta­na­wia­ją­cych dur­ne prze­pi­sy, na poli­ty­kę rol­ną kre­owa­ną przez Ministerstwo Rolnictwa, któ­ra zno­wu dzie­li hodow­ców na lep­szych i gor­szych (co, mia­łem nadzie­ję, raz na zawsze się skoń­czy­ło), narze­kam na biu­ro­kra­cję, któ­rą nasi urzęd­ni­cy dopro­wa­dzi­li do absur­du, itd. Narzekam na róż­ne insty­tu­cje, ale pra­wie nigdy nie narze­ka­łem i nie narze­kam na ludzi, któ­rzy w nich pra­cu­ją. Nawet jeże­li powsta­ją sytu­acje trud­ne, wiem, że ci ludzie po pro­stu muszą reali­zo­wać bzdur­ne, nie­ży­cio­we i bez­dusz­ne prze­pi­sy usta­lo­ne zazwy­czaj przez ludzi sta­ją­cych dale­ko od prak­ty­ki. Na szcze­blu woje­wódz­twa nie spo­ty­kam się z ludź­mi, któ­rzy mie­li­by zła wolę i chcie­li nam zro­bić krzyw­dę, co naj­wy­żej boją się, bo prze­cież każ­dy musi z cze­goś żyć.
Odchodzi z róż­nych insty­tu­cji star­sze poko­le­nie. Byli to prze­waż­nie ludzie, któ­rzy otar­li się o pro­duk­cję. Być może cza­sem nie­po­rad­ni, jeże­li cho­dzi o biu­ro­kra­tycz­ne niu­an­se, ale ludzie, któ­rzy mie­li w sobie wie­le sza­cun­ku dla cięż­kiej pra­cy hodow­cy. Przychodzi mło­de poko­le­nie wykształ­co­ne świet­nie w teo­rii, poko­le­nie, któ­re nie mia­ło szans, a cza­sem nie chcia­ło zetknąć się z prak­ty­ką, z pro­duk­cją. Pokolenie, któ­re­mu od począt­ku wci­ska się, że naj­waż­niej­sze są prze­pi­sy, dyrek­ty­wy. Tak ukształ­to­wa­ny urzęd­nik nie boi się, że swo­ją decy­zją wyrzą­dzi komuś krzyw­dę. Nie wyobra­ża sobie, ile złe­go swo­ją decy­zją może zro­bić kon­kret­ne­mu czło­wie­ko­wi, jego rodzi­nie. Tego mu nikt nie wpa­jał, tego go nikt nie uczył, z tego go nikt nie roz­li­czy. On boi się, że może wydać decy­zję, któ­ra będzie sprzecz­na z róż­ne­go rodza­ju dyrek­ty­wa­mi, zarzą­dze­nia­mi, tych zaś jest tak dużo, czę­sto sprzecz­nych ze sobą, sta­le zmie­nia­ją­cych się, że na wszel­ki wypa­dek lepiej skrzyw­dzić hodow­cę, niż cze­goś zanie­dbać w pra­wie. To rodzi sytu­ację, w któ­rej byt hodow­cy w mniej­szym stop­niu zale­ży od jego wie­dzy i pra­co­wi­to­ści, a w więk­szym od jego spry­tu i wie­dzy praw­ni­czej, ukła­dów towa­rzy­skich i poli­tycz­nych.

Pycha kro­czy przed upad­kiem?
– Jeżeli pan redak­tor ma na myśli moją pychę, to dzię­ku­ję bar­dzo – bo każ­dy czło­wiek musi się pil­no­wać, ale potrzeb­na jest też kon­tro­la zewnętrz­na i jestem wdzięcz­ny każ­de­mu, kto przy­po­mi­na mi o tym. U pew­ne­go Żyda w karcz­mie wisiał napis: „Nie zawsze tak będzie”. W chwi­lach trud­nych pod­trzy­my­wał go na duchu, kie­dy wszyst­ko dobrze szło, przy­po­mi­nał, że może być gorzej. Mimo dużych inwe­sty­cji i reali­za­cji dużych pro­jek­tów przy­szłość sek­to­ra, w któ­rym przy­szło mi pra­co­wać – pań­stwo­wej hodow­li, wca­le nie rysu­je się dobrze i dziś wię­cej we mnie obaw niż jakiej­kol­wiek pychy.

Nie bra­ku­je w śro­do­wi­sku hodow­ców koni oszo­ło­mów i dema­go­gów. Czy Pan jako były pre­zes PZHK ma recep­tę na kul­tu­ral­ną i rze­czo­wą deba­tę? Czy to w ogó­le moż­li­we?
– Rzeczowe deba­ty toczą się tam, gdzie mamy do czy­nie­nia z doj­rza­łą demo­kra­cją oraz rze­tel­ną wie­dzą i kul­tu­rą oso­bi­stą dys­ku­tan­tów. Na wszyst­ko trze­ba cza­su i pew­nych pro­ce­sów nie spo­sób przy­śpie­szyć. Trzeba cier­pli­wie cze­kać. Środowisko samo musi się oczy­ścić z róż­nych oszo­ło­mów i wyda­je mi się, że jest ich coraz mniej. Im więk­sza wie­dza – i ta facho­wa, i ta ogól­na – człon­ków związ­ków, tym mniej miej­sca dla oszo­ło­mów.

Tymczasem – brak koni w sys­te­mie płat­no­ści bez­po­śred­nich na lata 2015-2020. Proszę o komen­tarz…
– Cóż tu komen­to­wać, już chy­ba wystar­cza­ją­co dużo, a może za dużo powie­dzia­łem na temat poli­ty­ki rol­nej ostat­nich lat. Mam wra­że­nie, że mini­ster rol­nic­twa nie czu­je i nie lubi hodow­li, a w szcze­gól­no­ści nie lubi koni i wca­le się z tym nie kry­je. Szkoda tyl­ko, że byt tysię­cy ludzi i stan hodow­li koni zale­ży od tego, kogo i co lubi albo nie lubi mini­ster.

Czy dzia­ła­nia PZHK w tej mate­rii były mało sku­tecz­ne; czy zro­bio­no dosta­tecz­nie dużo i wyka­za­no mak­sy­mal­ną sta­ran­ność?
– Nie sądzę, aby moż­na było zro­bić coś wię­cej niż zro­bił PZHK. Nieszczęściem jest to, że podej­mo­wa­ne decy­zje w więk­szo­ści są decy­zja­mi poli­tycz­ny­mi, a nie mery­to­rycz­ny­mi, podej­mo­wa­ny­mi dla dobra hodow­li; że są to decy­zje na dziś, a nie decy­zje opar­te na kil­ku-, kil­ku­na­sto- lub kil­ku­dzie­się­cio­let­nich stra­te­giach.

Jesteśmy w roku jubi­le­uszu 120-lecia zor­ga­ni­zo­wa­nej hodow­li koni na zie­miach pol­skich. To świę­to PZHK, ale i rów­nież całej hodow­li, zarów­no pań­stwo­wej, jak i pry­wat­nej. Czego życzy Pan z tej oka­zji śro­do­wi­sku?
– Po pierw­sze, aby­śmy się nie dali dzie­lić i aby hodow­la była jed­na, i aby byt hodow­ców zale­żał od ich facho­wej wie­dzy i wkła­du pra­cy, a nie od łaski czy nie­ła­ski oraz od stra­chu poli­ty­ków i urzęd­ni­ków.

Gdzie powin­no być PZHK za kolej­ne 20-30 lat, np. z chwi­lą gdy będzie­my cele­bro­wać obcho­dy 150-lecia?
– Będzie to sil­na orga­ni­za­cja liczą­ca się w Polsce i w Europie, spraw­nie zarzą­dza­na przez pro­fe­sjo­na­li­stów, z któ­rej człon­ko­wie będą dum­ni.

Czyli PZHK doży­je 200-lecia, tak jak przy­kła­do­wo Uniwersytet Warszawski?
– Na pew­no tak.

Uprzejmie dzię­ku­ję Panu za roz­mo­wę.

Więcej w Hodowla

Na górę