Connect with us

Budowanie histo­rii

Hodowla

Budowanie histo­rii

Anna Stojanowska

XXXIV Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi w Janowie Podlaskim

Polacy lubią daty i licz­by. To nasza histo­rycz­na nale­cia­łość. Celebrujemy rocz­ni­ce, wzru­sza­ją nas „lecia” i zawsze sta­ra­my się pamię­tać, jaki prze­dział cza­so­wy oddzie­la nastę­pu­ją­ce po sobie wyda­rze­nia. Kiedy więc w piąt­ko­we sierp­nio­we popo­łu­dnie na pla­cu poka­zo­wym w Janowie Podlaskim padło z gło­śni­ków: Dobry wie­czór Państwu, przy­naj­mniej poło­wa obec­nych pamię­ta­ła, że oto sta­je się fak­tem XXXIV Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi.

Rozpoczęcie Dni Konia Arabskiego wszyst­kich - zarów­no orga­ni­za­to­rów, jak i wystaw­ców, gości, klien­tów czy obser­wa­to­rów - przy­pra­wia o lek­ki dreszcz eks­cy­ta­cji, wycze­ki­wa­nia. To pięk­na impre­za, o wyjąt­ko­wej duszy, nie­spo­ty­ka­nym kli­ma­cie, pozo­sta­ją­ca jak zie­lo­na wyspa nor­mal­no­ści na tle zacię­tej wal­ki pod­czas innych czem­pio­na­tów. Rywalizacja, owszem, ist­nie­je, ale sta­no­wi rodzaj sil­ni­ka napę­dza­ją­ce­go zdro­we emo­cje. I zdro­wy roz­są­dek. A przy­naj­mniej tak chcie­li­by­śmy ją postrze­gać…
Sędziowie, zapra­sza­ni do Janowa z naj­róż­niej­szych zakąt­ków świa­ta, pod­da­ją się temu kli­ma­to­wi. Z jed­nej stro­ny towa­rzy­szą im oba­wy, bo pokaz nie­ła­twy, koni dużo, czę­sto bar­dzo dobrych, tem­po mor­der­cze i odpo­wie­dzial­ność, a jak­że, spo­ra. Z dru­giej - atmos­fe­ra rodzin­ne­go pik­ni­ku, uśmiech­nię­te twa­rze, bez pre­sji zwy­cię­stwa za wszel­ką cenę. Wygrani się cie­szą, prze­gra­ni… też się cie­szą - nadzie­ją, że następ­nym razem będzie lepiej. Tegoroczna komi­sja sędziow­ska - w skła­dzie: Christiane Chazel z Francji, Ferdinand Huemer z Austrii, Peter Pond z Australii i Jaroslav Lacina z Czech - sta­ra­ła się pod­dać miej­scu i chwi­li. Mimo że w więk­szo­ści pol­skie linie hodow­la­ne nie były kie­run­kiem, któ­rym podą­ża­li, przy­je­cha­li do Janowa Podlaskiego, aby bez­stron­nym, chłod­nym okiem przyj­rzeć się wysta­wia­nym kla­czom i ogie­rom, aby oddzie­lić per­so­nal­ne upodo­ba­nia i kur­tu­azję od pro­fe­sjo­nal­nej oce­ny. Aby się prze­ko­nać, że naj­lep­sze konie moż­na zna­leźć tyl­ko w Polsce. I nawet jeśli przy­sło­wio­wą koszu­lą bliż­szą cia­łu są linie egip­skie, to dobry koń pozo­sta­je dobrym koniem. A takich w naro­do­wym czem­pio­na­cie nie bra­ko­wa­ło.
Niemal 140 zgło­szeń to w ostat­nim cza­sie wyczyn na mia­rę zło­wie­nia zło­tej ryb­ki w przy­do­mo­wym sta­wie. Liczne kla­sy kla­czy, szcze­gól­nie rocz­nych, sta­ją się już nie­mal tra­dy­cją. Podobnie jak słab­sze kla­sy ogie­rów star­szych. Takie cza­sy. Generalnie obraz tego­rocz­ne­go poka­zu two­rzą moc­ne, wyso­kiej jako­ści repre­zen­ta­cje zarów­no hodow­li pań­stwo­wej, jak pry­wat­nej.
Nawet pogo­da oszczę­dzi­ła wystaw­ców. W sąsied­nich woje­wódz­twach sza­la­ły burze, chło­sta­ły desz­cze i zim­ne podmu­chy wia­tru, a w Janowie, poza nie­wiel­kim sobot­nim prysz­ni­cem - sło­necz­nie, ale nie gorą­co, rześ­ko, ale nie zim­no, po pro­stu tak jak trze­ba. W nie­dzie­lę przed fina­ła­mi try­bu­ny pęka­ły w szwach, a z każ­dym pre­zen­to­wa­nym koniem ujaw­niał się nowy fan­klub, gło­śno dopin­gu­ją­cy ulu­bień­ca.

Dojrzałość kon­tra mło­dość…

Najtrudniejszy, ale może w związ­ku z tym naj­cie­kaw­szy oka­zał się wybór czem­pion­ki kla­czy młod­szych, do któ­re­go przy­stą­pi­ło 12 fina­li­stek. Jedna lep­sza od dru­giej. O pal­mę pierw­szeń­stwa wal­czy­ła mło­dość i świe­żość rocz­nia­czek z doświad­cze­niem, kali­brem i doj­rza­ło­ścią dwu- i trzy­la­tek. Jak widać, na suk­ces war­to cza­sa­mi pocze­kać, by w peł­ni doce­nić jego smak. Urodzona w 2009 r. w Janowie Podlaskim zachwy­ca­ją­cą gnia­da PRIMERA, po Eden C od Preria po Ararat, docze­ka­ła się swo­ich pię­ciu minut. Zasłużenie. Wybrana mło­dzie­żo­wą czem­pion­ką Polski, świe­ci­ła wewnętrz­nym bla­skiem.
Wiele lat minę­ło, przy­naj­mniej od cza­su uda­ne­go wystę­pu Celsjusza w 2007 r., odkąd bia­łec­kie konie sta­wa­ły na podium. W zeszłym roku bły­snę­ła w praw­dzie Egema, ale ona w Białce już nie miesz­ka, za to zali­cza kolej­ne wygra­ne na kon­to nowe­go wła­ści­cie­la. Natomiast w tym roku na ring wkro­czy­ła rocz­na siwa PERFINKA, po Esparto od Perfirka po Gazal Al Shaqab, i spra­wy zaczę­ły wyglą­dać zupeł­nie ina­czej. Perfinka prze­nio­sła Białkę w nową erę i spo­wo­do­wa­ła, że oczy hodow­ców i miło­śni­ków koni arab­skich zaczę­ły spo­glą­dać na stad­ni­nę z podzi­wem. Perfinka - typo­wa, szla­chet­na, dobrze się rusza­ją­ca - zosta­ła mło­dzie­żo­wą wice­czem­pion­ką Polski. Na takie kla­cze war­to cze­kać całe życie.
Brązowy medal za spra­wą EMANDILLI, po Om El Shahmaan od Espadrilla po Monogramm, poje­chał do Michałowa. W pierw­szej piąt­ce zna­la­zły się bar­dzo uro­dzi­wa POTENTILLA, po Ekstern od Panonia po Eukaliptus, ze Stadniny Koni Janów Podlaski i egzo­tycz­na PERLAHABA, po Al Lahab od Pernacja po Ekstern, ze Stadniny Koni Falborek Arabians Krzysztofa Goździalskiego.
Wybór mło­dzie­żo­we­go czem­pio­na Polski był prze­wi­dy­wal­ny jak śnieg zimą na Alasce. Bezkonkurencyjny i abso­lut­nie pora­ża­ją­cy występ zali­czył dwu­let­ni, kapi­tal­nie się rusza­ją­cy gnia­dy EQAUTOR, po Qr Marc od Ekliptyka po Ekstern, ze Stadniny Koni Michałów. W zeszłym roku z róż­nym skut­kiem poty­kał się z Pogromem z Janowa Podlaskiego. W tym - doro­ślej­szy i nie­by­wa­le cha­ry­zma­tycz­ny - po pro­stu nie miał sobie rów­nych. Za chwi­lę przyj­dzie mu się zmie­rzyć ze świa­to­wą czo­łów­ką w naj­po­waż­niej­szych Title Show, a na razie cie­szy­my się, że rośnie nam dosko­na­ły ogier.
Niemałe wzru­sze­nie hodow­ców wywo­ła­ło przy­zna­nie tytu­łu wice­czem­pio­na Polski trzy­let­nie­mu EMARCOWI, po QR Marc od Eksterna po Ekstern, ze Stadniny Koni Falborek Arabians. Emarc zacza­ro­wał sędziów świet­nym ruchem i znie­wa­la­ją­cym bukie­tem, pew­nie nie pierw­szy i nie ostat­ni raz w życiu. Brązowy medal ozdo­bił szy­ję deli­kat­ne­go BAROKA, po Om El Bellissimo od Baida po Balon, z Janowa Podlaskiego, czwar­te i pią­te fina­ło­we miej­sca podzie­li­ły mię­dzy sie­bie micha­łow­ski rocz­ny EMIRZO, po Enzo od Emira po Laheeb, i dwu­let­ni POMIAN po Gazal Al Shaqab od Pilar po Fawor, z Janowa Podlaskiego.
Czempionat kla­czy star­szych od zawsze wywo­łu­je naj­więk­sze wzru­sze­nie. Pojawienie się dostoj­nych fina­li­stek, jak­by dosko­na­le świa­do­mych swe­go ponad­cza­so­we­go pięk­na, łączą­cych dumę i kla­sę z deli­kat­no­ścią i żeń­sko­ścią, zapie­ra dech i wypom­po­wu­je powie­trze z płuc. Nawet doświad­cze­ni obser­wa­to­rzy, wie­lo­let­ni hodow­cy i wystaw­cy śle­dzą­cy poka­zy od lat też ule­ga­ją tej magii. Oprawa muzycz­na, ser­wo­wa­na przez Romka Koszpera, pod­czas ich wstę­pu jest też inna, jakaś nostal­gicz­na, ete­rycz­na… magicz­na. Te kla­cze wcho­dzą i nagle wypeł­nia­ją sobą nie tyl­ko głów­ny plac, ale kon­cen­tru­ją całą uwa­gę wszech­świa­ta. Sędziowie też pod­da­ją się tej magii. Chodzą, oglą­da­ją, cza­sa­mi głasz­czą pięk­ne, wygię­te szy­je. Same Alicje w kra­inie cza­rów.
Wybrali PALMETĘ, po Echo od Pilica po Fawor, z Janowa Podlaskiego, któ­ra jako jed­na z nie­licz­nych zebra­ła dwie dwu­dziest­ki pod­czas wystę­pu w kla­sie. Klacz nie­zwy­kłą pod każ­dym wzglę­dem. Przez następ­ne 12 mie­się­cy będzie nosić koro­nę Narodowej Czempionki Polski. Srebrny medal nale­żał do moc­nej EL SHAGIRY, po Galba od Emira po Laheeb, ze Stadniny Koni Michałów. Brązowy wywal­czy­ła bar­dzo szla­chet­na SEFORA, po Ekstern od Sawantka po Pepton, z Janowa Podlaskiego. A staw­kę fina­li­stek uzu­peł­ni­ły sub­tel­na PILAROSA, po Al Adeed Al Shaqab od Pilar po Fawor, z Janowa Podlaskiego i zama­szy­sta EL PIATZOLLA, po WH Justice od Enya po Ekstern, hodow­li ZPH Strusinianka Ltd.
Niezbyt licz­ne kla­sy ogie­rów star­szych wyło­ni­ły czte­rech fina­li­stów. Swoją życio­wą szan­sę wyko­rzy­stał bar­dzo obie­cu­ją­cy syn ogie­ra Pesal - PALATINO, któ­ry razem z mat­ką, chwi­lę wcze­śniej deko­ro­wa­ną Palmetą, powięk­szył kolek­cję zło­tych meda­li w Janowie Podlaskim. Tym spo­so­bem wszyst­ko zosta­ło w rodzi­nie. Sędziowie jed­no­myśl­nie wska­za­li Palatino na zło­te­go meda­li­stę.
Dziewięcioletni już PEGASUS (rety, jak ten czas leci!), po Gazal Al Shaqab od Pepesza po Eukaliptus, naj­pierw został zwy­cięz­cą kla­sy ogie­rów 7-let­nich i star­szych, a następ­ne­go dnia wice­czem­pio­nem Polski. Brązowy medal sędzio­wie przy­zna­li ele­ganc­kie­mu kasz­ta­no­wa­te­mu ELMARANOWI, po Al Maraam od Ekstera po Ekstern, hodow­li i wła­sno­ści Wojciecha Parczewskiego. Finałową czwór­kę uzu­peł­nił dosko­na­le zna­ny SALAR, po Ecaho od Saba po Etat, któ­ry przez ostat­nie lata odkry­wał głów­nie uro­ki pra­cy pod sio­dłem.
Czterokrotnie ode­gra­no hymn Polski - pod­czas każ­dej deko­ra­cji czem­pio­nów, wrę­czo­no pucha­ry, zawie­szo­no gir­lan­dy z kwia­tów, wybra­no naj­lep­sze­go konia poka­zu - Best In Show, któ­rym zosta­ła, któż by inny, PALMETA. I kolej­ny naro­do­wy pokaz prze­szedł do histo­rii. Pozostały jesz­cze do roz­da­nia nagro­dy spe­cjal­ne, miłe uzu­peł­nie­nie emo­cjo­nu­ją­cych chwil. Najlepszym tre­ne­rem i pre­zen­te­rem czem­pio­na­tu ogło­szo­no po raz dru­gi Pawła Kozikowskiego z Janowa Podlaskiego, któ­re­go kole­dzy po fachu tra­dy­cyj­nie pod­rzu­ci­li paro­krot­nie w powie­trze i nawet nie upu­ści­li.
Ale praw­dzi­we łzy wzru­sze­nia wyci­snę­ła PIANISSIMA, krad­nąc show wszyst­kim. Do ogrom­nej ilo­ści nagród, któ­re wygra­ła w cią­gu swo­je­go nie­dłu­gie­go, ale pra­co­wi­te­go życia, dołą­czy­ła jesz­cze jed­ną, prze­chod­nią - Trofeum WAHO (Światowej Organizacji Konia Arabskiego) - przy­zna­wa­ną dla wybit­ne­go przed­sta­wi­cie­la rasy arab­skiej hodow­li pol­skiej. Chyba nikt bar­dziej niż ona nie zasłu­żył na to wyróż­nie­nie. Jej poja­wie­nie się na pla­cu wywo­ła­ło poru­sze­nie rów­ne nie­ocze­ki­wa­ne­mu wystę­po­wi hol­ly­wo­odz­kiej gwiaz­dy. Fotoreporterzy rzu­ci­li się z obłę­dem w oczach, bły­ska­jąc fle­sza­mi, try­bu­ny krzy­cza­ły i kla­ska­ły, a sama zain­te­re­so­wa­na, z miną wynio­śle obo­jęt­ną, przyj­mo­wa­ła te ozna­ki uwiel­bie­nia jak zupeł­nie należ­ne hoł­dy. I wte­dy Marek Trela - pre­zes Stadniny Koni Janów Podlaski - oświad­czył, że jest to ostat­ni w życiu publicz­ny występ Pianissimy. Na poka­zach osią­gnę­ła wszyst­ko, teraz przy­szedł czas, aby mogła cie­szyć się życiem nor­mal­ne­go konia, korzy­stać z dobro­dziejstw pastwisk i swo­bo­dy, zmyć sce­nicz­ny maki­jaż i tarzać się w pia­chu do woli. Po raz ostat­ni po pla­cu poka­zo­wym prze­pro­wa­dzi­li Pianissimę jej tre­ne­rzy: Johana Ulstrom ze Szwecji i Greg Gallun ze Stanów Zjednoczonych. Zrobiło się jakoś pod­nio­śle, tro­chę smut­no, tro­chę gorz­ko. Pianissima wró­ci­ła do staj­ni, a gości i wystaw­ców ogar­nę­ła gorącz­ka przy­go­to­wań do aukcji.

Aukcja tro­chę bez histo­rii…

Od wie­lu lat nie było w Janowie Podlaskim tak trud­nej aukcji jak tego­rocz­na. Trudnej nie ze wzglę­du na wynik finan­so­wy, któ­ry w rezul­ta­cie oka­zał się pozy­tyw­ny, czy nie­wy­star­cza­ją­cą jakość koni, bo tego­rocz­na staw­ka była wyrów­na­na i dobra. Pozornie mecha­nizm zadzia­łał. To tak jak­by w wie­lo­ele­men­to­wych puz­zlach ktoś wyjął jeden frag­ment. Powstały obraz z dystan­su wyglą­da na peł­ny i nie­na­ru­szo­ny, ale cała kon­struk­cja ukła­dan­ki zosta­je zabu­rzo­na. I aby zno­wu poczuć kom­fort i przy­jem­ność z oglą­da­nia dzie­ła kom­plet­ne­go, dopra­co­wa­ne­go w szcze­gó­łach, trze­ba ten bra­ku­ją­cy ele­ment zna­leźć.
Janowska aukcja, już 43., to nie tyl­ko istot­na impre­za han­dlo­wa, któ­ra wie­lu hodow­com - ze wzglę­du na wyso­kie ceny sprze­da­wa­nych koni - pozwa­la na dal­szy roz­wój i roz­mach. Nie spo­sób prze­ce­nić jej zna­cze­nia pro­mo­cyj­ne­go, kul­tu­ro­we­go, socjo­lo­gicz­ne­go, wresz­cie poli­tycz­ne­go. Była i nadal jest praw­dzi­wym oknem na świat, zapew­nia­ją­cym zdro­wą wymia­nę powie­trza w oby­dwie stro­ny. Oczywiście przez ponad czte­ry deka­dy bywa­ło róż­nie. Mijały lata zło­te, wręcz nie­by­wa­łej koniunk­tu­ry na pol­skie konie i nie­prze­bra­ne­go stru­mie­nia dewiz wpły­wa­ją­ce­go do kra­ju, bywa­ły lata trud­ne, a nawet nie­bez­piecz­ne, kie­dy pod zna­kiem zapy­ta­nia sta­ło prze­pro­wa­dze­nie samej impre­zy. Ostatnie dwa­na­ście lat to mimo wszyst­ko czas sta­bil­nej pozy­cji aukcyj­nej sprze­da­ży, z nie­wiel­ki­mi wah­nię­cia­mi. Ludzie zwią­za­ni bez­po­śred­nio z samą impre­zą powo­li zaczę­li wie­rzyć w jej dobre­go ducha i nie­prze­mi­jal­ność.
I cho­ciaż od kil­ku lat ogól­no­świa­to­wy kry­zys groź­nie szcze­rzył kły, choć infor­ma­cje docie­ra­ją­ce z róż­nych stron wska­zy­wa­ły na spa­dek cen, nad­miar koni na ryn­ku i trud­no­ści ze zna­le­zie­niem nabyw­ców, wyda­wa­ło się, że i tym razem aukcja Pride of Poland oprze się prze­ciw­no­ściom losu. Oczywiście nikt nie pozo­sta­wał głu­chy ani śle­py na sygna­ły z zewnątrz. Tym bar­dziej że już sprze­daż ostat­nich dwóch lat poru­szy­ła czu­łe stru­ny i z jed­nej stro­ny była dość wyraź­nym dro­go­wska­zem nad­cho­dzą­cych ten­den­cji, z dru­giej przy­po­mi­na­ła o realiach panu­ją­cych cen.
Wyłączając fajer­wer­ki ceno­we lat 2008 i 2009, spek­ta­ku­lar­ne sprze­da­że Kwestury, Pinty i Fallady, wyni­ki roku 2010 na pozio­mie 1 200 000 euro i 2011 na pozio­mie 1 700 000, przy dodat­ko­wym nie­wy­wią­za­niu się klien­ta z Australii z powzię­tych zobo­wią­zań, kur­ty­zo­wa­ły ocze­ki­wa­nia do bar­dziej zdro­wo­roz­sąd­ko­wych roz­mia­rów. Dlatego, zakła­da­jąc, że nie będzie łatwo, począw­szy od zeszłe­go roku zmniej­sza­no liczeb­ność ofer­ty głów­nej. W roku 2009 zawie­ra­ła 36 koni, w 2010 - 35, w 2011 już 31, w 2012 „cię­żar gatun­ko­wy” nio­sło 28 kla­czy. Za to poja­wi­ły się w niej gwiaz­dy, na któ­re wie­lu hodow­ców przez lata spo­glą­da­ło łako­mym wzro­kiem, uzna­jąc za nie­osią­gal­ne.
Zarówno hodow­la pań­stwo­wa, jak i pry­wat­na zmie­rzy­ły się z trud­ną rze­czy­wi­sto­ścią i, zda­jąc sobie spra­wę, że prze­sy­co­ny i sła­by rynek nie zare­agu­je na prze­cięt­ną pro­po­zy­cję, zaofe­ro­wa­ły napraw­dę wyrów­na­ną, dobrą staw­kę. Koncentrowała się na koniach mło­dych, o zróż­ni­co­wa­nych, cie­ka­wych rodo­wo­dach, czę­sto wybit­nych karie­rach poka­zo­wych i hodow­la­nych. Przedaukcyjny szum, zacie­ka­wie­nie wywo­ła­ne po uka­za­niu się kata­lo­gu, wizy­ty poten­cjal­nych klien­tów i agen­tów wska­zy­wa­ły na słusz­ność pod­ję­tych decy­zji. Oczywiście - jak zawsze przed samą aukcją i jak zawsze w typo­wo pol­skim sty­lu - wska­za­ny był umiar­ko­wa­ny opty­mizm. Co kraj to oby­czaj…
I jak co roku na roz­po­czę­cie licy­ta­cji cze­ka­ły wypeł­nio­ne po brze­gi try­bu­ny janow­skiej hali, kolo­ro­wy, falu­ją­cy sek­tor VIP i pode­ner­wo­wa­ni wystaw­cy.
Na pierw­szy ogień poszła micha­łow­ska DIORAMA, siwa, ośmio­let­nia cór­ka ogie­ra Gazal Al Shaqab, któ­ra mimo począt­ko­wo dość wart­kiej licy­ta­cji nie osią­gnę­ła zado­wa­la­ją­cej ceny. Zdążyliśmy się już jed­nak przy­zwy­cza­ić do swo­iste­go tem­pa i melo­dy­ki aukcji. Klienci potrze­bu­ją cza­su, aby nabrać roz­pę­du i w cią­gu ostat­nich lat zda­rza­ło się już, że koń z nume­rem jeden scho­dził nie­sprze­da­ny. Wystawiana z nume­rem dru­gim uro­dzo­na w Białce CYMRA, po Ekstern od Cyfra po Pesal, tra­fi­ła na podat­niej­szy grunt i zna­la­zła nabyw­cę z Arabii Saudyjskiej, za real­ną cenę 20 000 euro.
Ale praw­dzi­we emo­cje wzbu­dzi­ło dopie­ro poja­wie­nie się EJRENE… Urodzona w Michałowie, gnia­da, nie­du­ża klacz o por­ce­la­no­wej, wręcz nie­rze­czy­wi­stej gło­wie, sta­no­wi­ła jed­ną z głów­nych atrak­cji tego­rocz­nej aukcji. Od pierw­sze­go poja­wie­nia się na czem­pio­na­tach uzna­wa­na za jed­ną z naj­uro­dziw­szych uro­dzo­nych w Polsce córek ogie­ra Gazal Al Shaqab. Dotychczas żyła oto­czo­na aurą wyjąt­ko­we­go zja­wi­ska. Oczekiwano za nią ceny wyso­kiej, ale nie absur­dal­nej. Licytacja ruszy­ła od 200 000 euro i toczy­ła się ener­gicz­nie do 400 000. Przy kwo­cie 440 000, na sku­tek nie­zro­zu­mie­nia wza­jem­nych inten­cji mię­dzy klien­tem a pro­wa­dzą­cym sprze­daż Scottem Benjaminem, klacz zosta­ła ode­sła­na do staj­ni nie­sprze­da­na. Wprawdzie powró­ci­ła na ring na zakoń­cze­nie aukcji, klient potwier­dził ogło­szo­ną wcze­śniej cenę 440 000 euro i osta­tecz­nie Ejrene poje­dzie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale z fan­ta­stycz­nej hali janow­skiej jak­by ktoś wypu­ścił powie­trze. Atmosfera wyraź­nie sia­dła i cho­ciaż aukcja toczy­ła się dalej, a kolej­ne konie zmie­nia­ły wła­ści­cie­li, tego elek­try­zu­ją­ce­go napię­cia, pew­nej gorącz­ko­wo­ści i nie­spo­ty­ka­nej nigdzie indziej aury nie dało się przy­wró­cić.
Świetna janow­ska BENITA, po Enzo od Bogini po Arbil, zna­la­zła nabyw­cę w Polsce, nie­zwy­kle uro­dzi­wa i uty­tu­ło­wa­na GATAKA, po Ekstern od Gwarka po Monogramm, hodow­li i wła­sno­ści Agnieszki Wójtowicz, poje­dzie do Arabii Saudyjskiej. I kie­dy wresz­cie przy­szedł czas na kolej­ną wycze­ki­wa­ną boha­ter­kę i głów­ną atrak­cję aukcji – nie­by­wa­le wręcz uro­dzi­wą i rewe­la­cyj­nie wyglą­da­ją­cą ETNOLOGIĘ, po Gazal Al Shaqab od Etalanta po Europejczyk, wyda­wa­ło się, że wcze­śniej­szy entu­zjazm znów zawi­tał pod strze­chę. Taką klacz chciał­by w swo­jej staj­ni posia­dać każ­dy, nic więc dziw­ne­go, że wal­ka o pra­wo posia­da­nia Etnologii ruszy­ła dość ener­gicz­nie. Powróciła daw­na magia, nie­zrów­na­na janow­ska publicz­ność kwi­to­wa­ła każ­de prze­bi­cie ceny grom­ki­mi bra­wa­mi. Z poje­dyn­ku zwy­cię­sko wyszli hodow­cy z Anglii, któ­rzy naby­li Etnologię za 370 000 euro. Zawsze tro­chę żal, kie­dy tak fan­ta­stycz­ny koń opusz­cza pol­ską hodow­lę, cie­szy nato­miast fakt, że resz­tę życia klacz spę­dzi oto­czo­na miło­ścią i tro­skli­wą opie­ką w zaci­szu zabu­do­wań Stadniny Halsdon Arabians.
Licytacja Etnologii i kil­ka nume­rów póź­niej dyna­micz­na sprze­daż BIRUTY, po Ekstern od Bajada po Pamir, któ­rą za 100 000 euro nabył ten sam klient, były jed­ny­mi z ostat­nich prze­ja­wów oży­wie­nia na tego­rocz­nej Pride of Poland. Pozostałe konie sprze­da­wa­ły się za przy­zwo­ite ceny, ale bez fajer­wer­ków. Na 28 kla­czy ofer­ty głów­nej zale­d­wie 8 nie zna­la­zło nabyw­ców. Z 27 kla­czy Selection Sale staj­nie zmie­ni 13. Wynik tego­rocz­nej sprze­da­ży to oko­ło pół­to­ra milio­na euro, co w dzi­siej­szych cza­sach nale­ży uznać za abso­lut­ny suk­ces finan­so­wy. Gwiazdy nie zawio­dły. A jed­nak… coś powo­du­je kwa­śny posmak w ustach. Brak atmos­fe­ry, nie­mra­we reak­cje klien­tów, któ­rych z róż­nych wzglę­dów było znacz­nie mniej niż w zeszłym roku, zamie­sza­nie przy sprze­da­ży Ejrene - wszyst­kie te czyn­ni­ki i pew­nie tak­że inne wpły­nę­ły na ogól­ne poauk­cyj­ne wra­że­nie. - Poprawna aukcja, ale taka tro­chę bez histo­rii - pod­su­mo­wa­ła wyda­rze­nia orga­ni­zu­ją­ca impre­zę Barbara Mazur z fir­my Polturf. Ale janow­skie aukcje budu­ją histo­rię, ba!, one ją two­rzą. Trudne cza­sy mobi­li­zu­ją do więk­sze­go wysił­ku i sta­wia­nia czo­ła prze­ciw­no­ściom. I dla­te­go w przy­szłym roku musi być lepiej.

Więcej w Hodowla

Na górę