Connect with us

Hodowca i Jeździec

Brzytwa czy klawiatura?

Sport i wyścigi

Brzytwa czy klawiatura?

*Redakcja prze­pra­sza, za błąd w wer­sji dru­ko­wa­nej pod­pi­su pod zdję­ciem. Prawidłowy pod­pis znaj­du­je się na stronie.


Jan Skoczylas

Jeździec i koń nawią­zu­ją rela­cję. Im więk­sze wyzwa­nia, tym bar­dziej oczy­wi­ste, że rela­cja może bywać burz­li­wa. Dotyczy to wszyst­kich dłu­go­trwa­łych związ­ków mię­dzy żywy­mi isto­ta­mi. Co spra­wia, co daje naj­więk­sze szan­se, że rela­cja nie będzie tok­sycz­na? Trzy rze­czy: doj­rza­łość osob­ni­ków (przy­naj­mniej jed­nej ze stron), aser­tyw­ność i komunikacja.

Daruję sobie oma­wia­nie doj­rza­ło­ści, przy­naj­mniej ludz­kiej. Bo doj­rza­ły wie, co to jest, a nie­doj­rza­ły i tak nie zro­zu­mie. Zaapeluję tyl­ko: jeśli ktoś, kogo cenisz, mówi ci, że potrze­bu­jesz doj­rza­łe­go konia, to mu uwierz! O koniach trze­ba przy­po­mnieć, że konie (w sen­sie jeź­dziec­kim) sta­ją się doj­rza­łe dużo póź­niej, niż lubi­my przyj­mo­wać, że 8-latek jest koniem led­wie doj­rza­łym, mło­dym, u począt­ku roz­wo­ju dorosłości.

Asertywność to coś nie­zwy­kle waż­ne­go. To sztu­ka osią­ga­nia mądre­go celu bez agre­sji i bez płasz­cze­nia się. Sztuka cenie­nia sie­bie i part­ne­ra. Sztuka zakre­śla­nia i pil­no­wa­nia zdro­wych gra­nic. Można się jej nauczyć, moż­na wyprak­ty­ko­wać, moż­na dopro­wa­dzić do mistrzostwa.

Bez komu­ni­ka­cji nie da się wspól­nie roz­wią­zać żad­ne­go kon­flik­tu ani spro­stać żad­ne­mu poważ­ne­mu zada­niu. Brak komu­ni­ka­cji jest spraw­cą nie­zli­czo­nych nie­szczęść na świe­cie, a jaz­da kon­na bez komu­ni­ka­cji jest po pro­stu nie­moż­li­wa. Jakość jaz­dy kon­nej zale­ży od jako­ści komunikacji.

Czemu tyle „filo­zo­fii”, sko­ro pla­nu­ję kon­ty­nu­ować roz­mo­wę o kieł­znach? Zwykłą roz­mo­wę o sprzę­cie? Bo im wię­cej dzie­się­cio­le­ci spę­dzam przy spor­to­wych are­nach, tym bar­dziej jestem prze­ko­na­ny, że o osta­tecz­nym suk­ce­sie decy­du­je gło­wa. Konia? Tak. Ale bar­dziej – jeźdź­ca. Kto jest świet­nym czło­wie­kiem, będzie też świet­nym jeźdźcem.

Powtórzę: kieł­zno jest narzę­dziem komu­ni­ka­cji, prze­kaź­ni­kiem i odbior­ni­kiem. Poprzednio oma­wia­li­śmy pod­sta­wy. W roz­wo­ju każ­dej pary jeź­dziec­kiej przy­cho­dzi moment, że trze­ba uspraw­nić komu­ni­ka­cję: w celu roz­wią­za­nia kon­flik­tu (inte­re­sów?) lub w celu jej wysu­bli­mo­wa­nia. Zawsze w celu osią­gnię­cia mak­sy­mal­ne­go poro­zu­mie­nia. Jakości poro­zu­mie­nia nie doty­czy zasa­da poszu­ki­wa­nia roz­wią­zań opty­mal­nych. Tu poszu­ku­je­my roz­wią­za­nia naj­lep­sze­go z możliwych.

Znaczenie tego zagad­nie­nia jest zna­ne ludz­ko­ści nie od dzi­siaj. Ale dziś ludz­ka kre­atyw­ność i moż­li­wo­ści tech­no­lo­gicz­ne ofe­ru­ją nam bar­dzo duże moż­li­wo­ści (oby nasze port­fe­le zdzier­ży­ły). Niektórzy tra­dy­cjo­na­li­ści burzą się na „paten­ty”. Niektórzy nowa­to­rzy sądzą, że „patent” zała­twi wszyst­ko. Tymczasem trze­ba po pro­stu wybrać to, co jest potrzeb­ne i dobrze dzia­ła – sprzy­ja komu­ni­ka­cji, obu­stron­nej. Każde kieł­zno, któ­re unie­moż­li­wia jeźdź­co­wi odbie­ra­nie komu­ni­ka­tów od stro­ny konia, jest kieł­znem złym. Każde kieł­zno, któ­re umoż­li­wia konio­wi nie­odbie­ra­nie komu­ni­ka­tów od stro­ny jeźdź­ca – jest kieł­znem złym. A komu­ni­ka­ty powin­ny być takie­go rodza­ju i jako­ści, jakie są potrzeb­ne do jak naj­lep­sze­go wspól­ne­go wyko­na­nia zada­nia, opar­te na dobrej relacji.

06_rys1glowa konia

[Wg:] Gottfried Bammes, Anatomia zwie­rząt. Przewodnik dla arty­stów, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 1995.

Porozmawiajmy naj­pierw o tym, co znaj­du­je się w pysku. Konkretnie na języ­ku, nad języ­kiem. Dla uprosz­cze­nia część kieł­zna wewnątrz pyska konia będę nazy­wać wędzi­dłem, nie­za­leż­nie do jakie­go typu kieł­zna nale­ży. Wędzidło podwój­nie łama­ne może mieć część środ­ko­wą róż­ne­go rodza­ju. „French link” to pła­ska płyt­ka. Łącznik może być w kształ­cie jaj­ka, mniej lub bar­dziej pła­skie­go, nie­mal kul­ki, kul­ki z kółecz­kiem, „zabaw­ki”, połą­cze­nia obro­to­we­go typu rewol­wer, rolki/rolek… Bardzo cie­ka­wym wędzi­dłem jest wędzi­ło typu rota­ry, w któ­rym część środ­ko­wa jest połą­czo­na za pomo­cą kulek. Taki układ umoż­li­wia konio­wi wybór, ile życzy sobie swo­bo­dy języ­ka, jak roz­ło­żyć nacisk. To wędzi­dło nie­kie­dy może dzia­łać jak wędzi­dło z por­tem, bez nega­tyw­nych kon­se­kwen­cji tako­we­go. Próbując prze­wi­dzieć, co „pod­pa­su­je” konio­wi, roz­wa­ża­my, jaki rodzaj naci­sku na język pre­fe­ru­je nasz wierz­cho­wiec, jaki łącz­nik będzie sprzy­jał temu, żeby język był luź­no uło­żo­ny, bo to od języ­ka zale­ży naj­wię­cej. Jasne, że czę­ści leżą­ce na żuchwie i łącz­nik mogą być wyko­na­ne z naj­róż­niej­szych mate­ria­łów, od skó­ry przez sto­py meta­li po zaawan­so­wa­ne tech­no­lo­gicz­nie syn­te­ty­ki. O ich „sym­pa­tycz­no­ści” wypo­wie się koń. Części leżą­ce na żuchwie muszą mieć opty­mal­ny kształt i prze­krój, żeby wywo­ły­wać dys­kom­fort konia dokład­nie taki (nie­wiel­ki) i dokład­nie wte­dy, kie­dy życzy sobie jeź­dziec. Żeby moż­na było nagra­dzać konia wygo­dą za dobrą reak­cję, cią­głą dobrą pra­cę, a łatwo komu­ni­ko­wać, cze­go sobie nie życzy­my. Konia nie może spo­ty­kać dys­kom­fort za to, co robi dobrze.

Wędzideł typu sztan­ga, jed­no­rod­nych, uży­wa­my wte­dy, gdy koń tole­ru­je nacisk na język, gdy lubi mniej wię­cej rów­ny roz­kład naci­sku, co zazwy­czaj zbie­ga się z nad­wraż­li­wo­ścią na nacisk punk­to­wy. Oczywiście, kształ­ty i mate­ria­ły sztang mogą też być róż­ne. Sztangę lek­ko wygię­tą nazy­wa­my „mul­len”. Zapewnia nie­co miej­sca na język, podob­nie do nie­wiel­kie­go, ale sze­ro­kie­go por­tu. Węższy port imi­tu­je sztan­ga zwę­żo­na pośrod­ku. Jednym z naj­cie­kaw­szych kiełzn typu sztan­ga jest cha­rak­te­ry­stycz­nie bla­do­tur­ku­so­we, syn­te­tycz­ne popon­ci­ni, w jeź­dziec­kim żar­go­nie zwa­ne „smocz­kiem”, ze wzglę­du na podo­bień­stwa do „umi­la­cza” dla dzie­ci. Występuje w róż­nych twar­do­ściach, co też nie jest bez znaczenia.

Oczywiście są też wędzi­ła łączą­ce w sobie rucho­mość i „jed­no­rod­ność”, gdzie wewnętrz­ne czę­ści rucho­me obla­ne są mate­ria­łem syntetycznym.

Wędzidła z por­tem mają dawać miej­sce na język, gdy koń nie lubi takie­go naci­sku. Często też gene­ru­ją nacisk na pod­nie­bie­nie, słu­żą­cy wypię­trza­niu koń­skiej syl­wet­ki. Służą też temu, żeby koń nie był w sta­nie łago­dzić dzia­ła­nia, sta­wiać opo­ru języ­kiem! Co bywa bar­dzo szko­dli­we, gdy jed­nak nastą­pi nie­chcia­na akcja, jak np. zda­rza się w nie­uda­nym sko­ku. Dla pary ska­czą­cej znacz­nie lepiej jest poszu­kać kieł­zna relak­su­ją­ce­go język bez por­tu lub z mini­mal­nym czy two­rzo­nym przez konia. Porty nabie­ra­ją ogrom­ne­go zna­cze­nia w munsz­tu­kach i czan­kach westo­wych. Kształty por­tów są naj­róż­niej­sze, od nie­mal pła­skich przez naśla­du­ją­ce kształt pod­nie­bie­nia i języ­ka – ana­to­micz­ne, po wąskie a wyso­kie. Są tak­że por­ty o kształ­cie Ω, cza­sem zwa­ne segun­do. Port nie musi wystę­po­wać przy wędzi­dle (w sen­sie czę­ści w pysku) jed­no­rod­nym. Może być rucho­my. W jed­no­rod­nych bar­dzo waż­ny jest ewen­tu­al­ny kąt nachy­le­nia por­tu. Od tego zale­ży, czy i w któ­rym momen­cie powsta­nie nacisk na pod­nie­bie­nie. Wybierając kieł­zno z por­tem, pro­szę koniecz­nie dokład­nie przyj­rzeć się kształ­to­wi całej czę­ści leżą­cej na żuchwie i na języ­ku. Szczególnie cho­dzi o przej­ście por­tu w dol­ne ramio­na Ω. Im to przej­ście będzie łagod­niej­sze, tym mniej­sze praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pie­nia spek­ta­ku­lar­nych reak­cji u konia, wystą­pie­nia po pro­stu bólu. Bo „ostre” kieł­zno jest napraw­dę ostre – gdy jest ostre. Ostre fizycz­nie. Wszystko co kłu­je – jest ostre. Co kłu­je język – kłu­je bole­śnie. Bywają „łagod­nie” wyglą­da­ją­ce munsz­tu­ki, w któ­rych przej­ście w port ma moc­ne „dziob­ki”. Takie munsz­tu­ki będą ostre, a rzad­ko kie­dy chce­my aż tak ostrych reakcji.

Dodatkowe miej­sce na język i samo­dziel­ne poszu­ki­wa­nie kom­for­tu przez konia two­rzy w munsz­tu­ku rucho­my ścię­gierz, prze­su­wa­ją­cy się góra-dół lub obro­to­wy. To nie­praw­da, że munsz­tuk jest „nie­ru­cho­my”, a pel­ham rucho­my – nie­któ­rzy tak pró­bu­ją roz­róż­niać te kieł­zna. Munsztuk od pel­ha­mu (oba typy mają czan­ki) odróż­nia to, że munsz­tuk ma miej­sce na jed­ną parę wodzy, bo do pra­wi­dło­we­go uży­cia potrze­bu­je dru­gie­go kieł­zna – wędzi­deł­ka. Pelham jest jedy­nym kieł­znem w pysku konia, ma miej­sce na dopię­cie dwóch par wodzy, jed­nej do pier­ście­nia na wyso­ko­ści ścię­gie­rza, dru­giej do kółka/otworu u dołu czan­ki. Nie wni­kam tutaj w mie­sza­ne roz­wią­za­nia do jaz­dy w sty­lu west, tam bogac­two jest ogrom­ne, bo też „sty­li­sty­ka” komu­ni­ka­cji z koniem nie­co inna. Ruchomy ścię­gierz jest zasad­ni­czo lubia­ny przez jeźdź­ców i konie, o ile… niko­go z pary nie dener­wu­je szczę­ka­nie – rucho­me a ciche ścię­gie­rze spo­ty­ka się nie­zwy­kle rzad­ko. Odpada też wte­dy, gdy ocze­ku­je­my bły­ska­wicz­nej reak­cji konia, bo dzię­ki takiej kon­struk­cji koń ma spo­ro swo­bo­dy. Co oczy­wi­ście może sprzy­jać dialogowi.

06_pelham

zdję­cie z archi­wum auto­ra *Ilustracja powszech­ne­go pozio­mu wie­dzy o kieł­zna­niu. Obrazuje ono oczy­wi­ście nie­pra­wi­dło­we zasto­so­wa­nie kiełzna.

Zarówno munsz­tu­ki, jak i pel­ha­my są czę­sto demo­ni­zo­wa­ne. Niesłusznie. Zazwyczaj, jeśli dobrze dobra­ne, i jeśli ręka jeźdź­ca dobrze dzia­ła (gło­wa też), są lubia­ne przez konie i umoż­li­wia­ją inten­syw­ną pra­cę nad gim­na­sty­ką czwo­ro­bo­ko­wą (munsz­tuk) lub sko­ko­wą (znacz­nie czę­ściej pel­ham). Nie jest tak, że pel­ham zawsze jest moc­niej­szym kieł­znem niż każ­de „łagod­nie” wyglą­da­ją­ce wędzi­ło (w sen­sie kiełzn bez czan­ki). Czanki ogól­nie mają złą sła­wę. Ludzie widzą dźwi­gnię i wyobra­ża­ją sobie ogrom­ne dzia­ła­ją­ce siły. Na co? Ano – na wraż­li­we tkan­ki w koń­skim pysku. Tymczasem pod­sta­wo­we dzia­ła­nie kieł­zna z czan­ką odby­wa się mię­dzy łańcuszkiem/paskiem nad pod­bród­kiem a poty­li­cą. Oba kieł­zna pro­wa­dzą do ugię­cia w poty­li­cy i są „złe” wte­dy, gdy ktoś tyl­ko na to zwra­ca uwa­gę, zanie­dbu­jąc naj­waż­niej­szą pra­cę całej kło­dy konia, swo­bo­dę cho­dów, zasa­dy ujeż­dże­nia. Zaniedbując komu­ni­ka­cję i tra­cąc z oczu cel współpracy.

Ugięcie w poty­li­cy jest bar­dzo waż­ne w jeź­dziec­twie, ale mało kto wie dla­cze­go. Tu odwo­łam się do rysun­ku zamiesz­czo­ne­go na poprzed­niej stro­nie. Artysta zazna­czył gru­py mię­śni otwie­ra­ją­ce (nie­bie­skie strzał­ki) i zamy­ka­ją­ce (czer­wo­ne strzał­ki) otwo­ry w czasz­ce konia. W tym otwór naj­bar­dziej nas inte­re­su­ją­cy, czy­li gębo­wy. Proszę zauwa­żyć, że jeśli czasz­ka będzie luź­no zwi­sać z poty­li­cy, z luź­niej szyi, nos będzie dokład­nie w pio­nie, koń nie ma jak, nie ma czym… roze­wrzeć żuchwy! Żuchwa zwi­sa, mię­śnie otwie­ra­ją­ce nie dzia­ła­ją. Przytrzymanie musi się prze­nieść przez poty­li­cę i szy­ję na całe cia­ło konia. Oczywiście każ­dy z nas wie, że konie w tej pozy­cji otwie­ra­ją jed­nak pyski. Dlaczego? Artysta zapo­mniał o klu­czo­wym a bar­dzo sil­nym i dużym mię­śniu. O języ­ku. Koń w popraw­nym usta­wie­niu ujeż­dże­nio­wym otwie­ra pysk, odpy­cha­jąc żuchwę języ­kiem(!) od nie­ru­cho­mej szczę­ki i/lub kieł­zna. Jaki z tego wnio­sek? Że jeśli ktoś ma kło­po­ty z nie­po­żą­da­nym otwie­ra­niem pyska, to zamiast krę­po­wać pysk powi­nien zadbać o luz mię­śni otwie­ra­ją­cych, w tym języ­ka. I zapew­nić miej­sce na język. I nie trzy­mać za pysk! Czyli – nie blo­ko­wać, fik­so­wać kieł­zna. I oczy­wi­ście – nie roz­wie­rać żuchwy siłą wła­snych mię­śni. Co cie­ka­we, koń z total­nie luź­ną szy­ją i cał­ko­wi­cie nie­ru­cho­mą gło­wą nie będzie też żuł (ruchy żuchwą), naj­wy­żej poru­szał wędzi­ło języ­kiem i war­ga­mi. Tak w pysku konia odby­wa się dia­log. Między zapew­nie­niem luzu dla języ­ka a stwo­rze­niem takie­go kom­for­tu (przez roz­kład naci­sku tak­że na język), żeby koń się nie usztyw­niał z przy­kro­ści czy… z bólu. Ten dia­log umoż­li­wi komu­ni­ka­cję mię­dzy czło­wie­kiem i koniem: spraw­ne dyk­to­wa­nie wierz­chow­co­wi gim­na­stycz­nych zadań, któ­re ów chęt­nie wykona.

Wróćmy do cza­nek i łań­cusz­ka. Wpływają na spe­cy­ficz­ne usta­wie­nie gło­wy i szyi, tonus oko­lic pod­gar­dla, pra­cę śli­nia­nek. Największe nie­bez­pie­czeń­stwo ich uży­cia wią­że się z… zakłó­ce­niem komu­ni­ka­cji. Od stro­ny konia. Bo przy tym rodza­ju kiełzn koń nie bar­dzo ma jak infor­mo­wać, że coś mu spra­wia dys­kom­fort, nie opo­rem języ­ka i mię­śni szyi. Jedynie reak­cją (a ta może być gwał­tow­na) i mową całe­go cia­ła. Stąd pły­nie duża odpo­wie­dzial­ność cią­żą­ca na czło­wie­ku. Ale jeśli wie­my, co i po co robi­my, i robi­my to dobrze – nie ma sen­su np. uży­wać znacz­nie gor­sze­go kieł­zna tyl­ko dla­te­go, żeby nie było czanki.

Czanki mają róż­ne for­my. Od zre­du­ko­wa­nych, jak w kieł­znach kim­ber­wick, w posta­ci pół­pier­ście­nia z otwo­ra­mi, od kółek w wielokrążku/pessoa przez krót­kie i dłu­gie pro­ste czan­ki po naj­róż­niej wygię­te, nie tyl­ko typu S. Wersje „motyl­ka”, but­ter­fly, to też czna­ki. Oczywiście, im dłuż­sza dźwi­gnia, tym więk­sze prze­ło­że­nie sił, ale nie nale­ży tego rozu­mieć, że tym moc­niej będzie­my fizycz­nie cią­gnąć. Należy to rozu­mieć bar­dziej w spo­sób geo­me­trycz­ny – że może­my wyko­nać mniej­szy ruch dla tego same­go efek­tu, dosłow­nie drgnie­nie. Ktokolwiek dłu­żej pojeź­dził na munsz­tu­ku, wie, że mię­śnie rąk muszą się przy­zwy­cza­ić do zna­czą­ce­go bez­ru­chu, i że taka sta­tycz­na pra­ca jest obcią­ża­ją­ca. Nie trze­ba wiel­kiej empa­tii, żeby natych­miast pojąć, jak obcią­ża konia doma­ga­nie się nie­mal zupeł­nej dłu­go­trwa­łej nie­ru­cho­mo­ści czę­ści ciała.

Krótsza czan­ka, zwa­na „baby”, jest mniej wyma­ga­ją­ca, i nie­ja­ko dzia­ła nie­co szyb­ciej, ale to wszyst­ko jest tak deli­kat­ne i pre­cy­zyj­ne, że prze­sta­ją obo­wią­zy­wać ści­słe regu­ły. Wiele zale­ży od masy kieł­zna, a cały czas obo­wią­zu­ją nas pro­por­cje budo­wy koń­skie­go pyska – dość dziw­nie na czwo­ro­bo­ku wyglą­da czan­ka znacz­nie dłuż­sza od szpa­ry pysko­wej. Dobór munsz­tu­ka jest trud­ny. Pamiętajmy, że jed­nak cho­dzi o komu­ni­ka­cję, a nie „w czym mu ładniej”.

O zna­cze­niu łań­cusz­ka mało gdzie moż­na prze­czy­tać. Oprócz infor­ma­cji, że munsz­tuk nie może prze­pa­dać ani sztor­co­wać. Tymczasem łań­cu­szek może moc­niej oddzia­ły­wać na konia niż wymyśl­ny kształt w pysku. Przypomnę, że dzia­ła­ją­ca czan­ka przy­ci­ska łań­cu­szek do żuchwy, jed­no­cze­śnie poprzez ogło­wie naci­ska­jąc na poty­li­cę. To jed­no­cze­sne dzia­ła­nie usta­wia oko­li­ce pod­gar­dla konia, dając zapew­ne podob­ne odczu­cia, jakie mamy przy prze­ły­ka­niu śli­ny. Ewentualny nacisk na pod­nie­bie­nie ze stro­ny por­tu bywa potrzeb­ny, gdy koń jak­by wcią­ga gło­wę, żeby wska­zać mu syl­wet­kę bar­dziej otwar­tą, wdzięcz­ną. Po raz kolej­ny, dro­dzy czy­tel­ni­cy – to są infor­ma­cje dla konia, a nie narzu­ca­nie siłą. Informacje: znajdź sobie takie miej­sce, przy­bież taką posta­wę – tak będzie nam razem dobrze. Wobec łań­cusz­ka konie wypo­wia­da­ją się bar­dzo czy­tel­nie, więc łań­cu­szek, tak­że rodzaj pod­kład­ki, dobie­ra się nie mniej sta­ran­nie niż ścię­gierz i regu­lu­je bar­dzo dokład­nie. Na czan­kach więk­szo­ści munsz­tu­ków znaj­du­je się mały otwór do zacze­pie­nia jarzem­ka, czy­li pasecz­ka łączą­ce­go czan­ki ze środ­ko­wym kół­kiem łań­cusz­ka. Dziś coraz czę­ściej jest – bo jest. Bo munsz­tu­ki są dobie­ra­ne jak pan­to­fe­lek Kopciuszka, a jarzem­ko to rodzaj sznu­rów­ki. Może się przy­dać, gdy łań­cu­szek nie ukła­da się w tym miej­scu co powi­nien albo gdy koń jed­nak prze­su­wa munsz­tuk na strony.

Do munsz­tu­ka dobie­ra się wędzi­deł­ko, bra­do­on. Długości obu kiełzn zazwy­czaj się róż­nią. Jak się róż­nią? Zależy od kształ­tu pyska konia i dokład­ne­go poło­że­nia kiełzn. Munsztuk leży niżej, gdzie żuchwa jest węż­sza, może być krót­szy niż wędzi­deł­ko, ale kształ­ty budo­wy tka­nek konia powy­żej szpa­ry pysko­wej mogą dyk­to­wać inne rozwiązania.

Dwa kieł­zna – dwie pary wodzy. Nie będę się roz­wo­dził o spo­so­bach trzy­ma­nia dwóch par wodzy, to moż­na łatwo zna­leźć w inter­ne­cie, tyle tyl­ko że dziś każ­dy jeź­dzi, jak mu pasu­je, i są spo­so­by trzy­ma­nia wodzy odbie­ga­ją­ce od tych opi­sa­nych w pod­ręcz­ni­kach. Przypomnę, że na dwóch parach wodzy moż­na jeź­dzić i na pel­ha­mie, daje to lep­szą komu­ni­ka­cję niż uży­wa­nie łącz­ni­ka do jed­nej pary. Oczywiście spraw­ne­go ope­ro­wa­nie dwo­ma para­mi wodzy trze­ba się nauczyć, a kom­ple­to­wać je tak, żeby się wyraź­nie od sie­bie róż­ni­ły – wizu­al­nie, w doty­ku. Wodza munsz­tu­ko­wa jest zazwy­czaj węż­sza, gład­ka, i… jest wodzą, a nie wodza­mi, bo nie ma łączą­cej sprzącz­ki. Wodze wędzi­dło­we są szer­sze, mie­wa­ją sto­pe­ry, mogą być gumo­we. Ogółem: wyra­fi­no­wa­ny sprzęt do komu­ni­ka­cji trze­ba dobrać rów­nie sta­ran­nie jak wybie­ra­my… jak powin­ni­śmy wybie­rać wła­sne­go konia.

Dwóch par wodzy uży­wa się też przy „cygankach”/gagach/wędzidłach prze­lo­to­wych. Kiełzna cygań­skie nie są szcze­gól­nie popu­lar­ne w Polsce, i bar­dzo dobrze. Bo tyl­ko pozor­nie uła­twia­ją zada­nie jeźdź­co­wi. W rze­czy­wi­sto­ści dają zwięk­szo­ną kon­tro­lę nad koniem, czy też zapo­bie­ga­ją wyj­ściu spod kon­tro­li, ale roz­my­wa­ją komu­ni­ka­cję. Zalety i wady konia jeż­dżo­ne­go na wędzi­dle prze­lo­to­wym ponie­kąd przy­po­mi­na­ją efekt dzia­ła­nia tzw. gum, czam­bo­nu gumo­we­go. Czasem i to jest dro­ga do poro­zu­mie­nia, ale śmiem twier­dzić, że da się zna­leźć lep­szą. W sukurs przy­cho­dzą nam prze­cież jesz­cze haka­mo­re, połą­cze­nia haka­mo­re z wędzi­dłem, naj­róż­niej­sze nachrap­ni­ki, od sznu­ro­wych po Total Comfort… Jest w czym wybierać.

Nie wszyst­ko, co „groź­nie” wyglą­da, jest z defi­ni­cji przy­kre dla konia. Warto mieć odro­bi­nę zaufa­nia do władz spor­to­wych, że „co nie jest praw­nie zabro­nio­ne…”. Przepisy dys­cy­plin dyk­tu­ją mniej­sze lub więk­sze ogra­ni­cze­nia. Mam nadzie­ję, że naj­więk­szym ogra­ni­cze­niem jest mądrość jeźdź­ców i trenerów.

Co praw­da słyn­ne „wię­cej sprzę­tu – mniej talen­tu” nie zasłu­gu­je na swo­ją popu­lar­ność, bo moż­na i trze­ba szu­kać jak naj­lep­sze­go poro­zu­mie­nia z koniem, tak­że za pomo­cą prze­myśl­nych roz­wią­zań tech­nicz­nych. Ale jeśli coś dotych­czas świet­nie się spraw­dza i słu­ży współ­pra­cy – wahał­bym się nawet przed pochop­ną wymia­ną naczół­ka w ogło­wiu. Korzystajmy z dostęp­nych moż­li­wo­ści, zgłę­biaj­my nowin­ki – ale z głową.

Więcej w Sport i wyścigi

Na górę