„Against the clock”, cz. 1"> "Against the clock", cz. 1 | Hodowca i Jeździec
Connect with us

Sport i wyścigi

Against the clock”, cz. 1

Jan Skoczylas

Dlaczego taki tytuł? „Against the clock” w ter­mi­no­lo­gii jeź­dziec­kiej ozna­cza kon­kur­sy jeź­dziec­kie w sko­kach, w któ­rych kry­te­rium kla­sy­fi­ko­wa­nia zawod­ni­ków (przy tej samej licz­bie błę­dów) jest czas, czas decy­du­je o wygra­nej: kon­kur­sy zwy­kłe, nawro­ty i roz­gryw­ki na czas. Zasada kwa­li­fi­ka­cji „aga­inst the clock” obo­wią­zu­je w wie­lu kon­kur­sach spe­cjal­nych: szta­fe­tach, kon­kur­sach z joke­rem, kon­kur­sach do pierw­sze­go błę­du i wie­lu innych. Walka o jak naj­lep­szy czas jest jedy­nym kry­te­rium w kon­kur­sach sędzio­wa­nych według tabe­li „C”: myśliw­skich, szyb­ko­ści i zręcz­no­ści, gdzie nawet popeł­nio­ne błę­dy prze­li­cza­ne są na czas. Niestety, wyra­że­nia „aga­inst the clock” nie da się łatwo prze­tłu­ma­czyć na język pol­ski. Istnieje wie­le rów­no­praw­nych tłu­ma­czeń: czas decy­du­je o wygra­nej, wal­ka z cza­sem, z uwzględ­nie­niem cza­su, dosłow­ne - na prze­kór zega­ro­wi, czy też naj­krót­sze - o czas. Wieloznaczność tego wyra­że­nia naj­le­piej odda­je to, o czym chcę mówić: dla wszyst­kich dys­cy­plin jeź­dziec­kich czas jest tą zmien­ną (we wszyst­kich swo­ich wymia­rach), któ­ra decy­du­je o „być albo nie być”. Czas w jeź­dziec­twie liczy się od 0,01 s do… kil­ku­dzie­się­ciu lat karie­ry jeź­dziec­kiej, do całe­go życia zwią­za­ne­go z koń­mi. W każ­dym uję­ciu odgry­wa zna­czą­cą rolę. Wyczucie cza­su jest spra­wą klu­czo­wą nawet w kon­kur­sach dokład­no­ści, nawet w kon­kur­sach ujeż­dże­nia. Chcę jed­nak zacząć od tego, co wie­lu jeźdź­ców inte­re­su­je naj­bar­dziej: jak jeź­dzić kon­kur­sy, w któ­rych o wygra­nej decy­du­je czas? W potocz­nym języ­ku jeź­dziec­kim wszyst­kie takie prze­bie­gi okre­śla­my jed­nym mia­nem: „ści­ga­ne”.

No wła­śnie, jak jeź­dzić „ści­ga­ne”, od cze­go zacząć? Od… nie jeż­dże­nia ich. Najpierw trze­ba się nauczyć przy­zwo­icie poko­ny­wać par­ku­ry, w któ­rych naj­waż­niej­sza jest sta­ran­ność. Idealnie było­by gdy­by jeź­dziec (i koń) mógł uczyć się prze­jaz­dów na szyb­kość w kla­sie łatwiej­szej niż ta, do któ­rej „dorósł” w prze­jaz­dach na dokład­ność. Niestety, zasa­dy orga­ni­za­cji zawo­dów prak­tycz­nie unie­moż­li­wia­ją tego typu roz­wią­za­nie. Może war­to by roz­wa­żyć wpro­wa­dze­nie w pro­gra­my zawo­dów kon­kur­sów kla­sy „P” jako dwu­fa­zo­wych z dru­gą fazą też na dokład­ność? W przy­pad­ku nie­do­świad­czo­nej pary moż­na zasta­no­wić się nad rezy­gna­cją z roz­gryw­ki, któ­ra zazwy­czaj jest trud­niej­sza pod wzglę­dem wymia­rów prze­szkód i tra­sy prze­bie­gu a prak­tycz­nie zawsze na czas. Można też zre­zy­gno­wać ze „ści­ga­nia się” i jechać na dokład­ność.

To brzmi tro­chę tak, jak­by ści­ga­nie się było nie­bez­piecz­ne?! Nie musi być nie­bez­piecz­ne. Jazda na czas od jaz­dy na dokład­ność róż­ni się zale­d­wie dwie­ma zmien­ny­mi. W kon­kur­sach na dokład­ność przyj­mu­je­my wyj­ścio­we, zało­żo­ne, opty­mal­ne tem­po i sta­ra­my się do nie­go wra­cać. Na czas - natu­ral­ny roz­pęd konia umoż­li­wia nam sta­łe, płyn­ne zwięk­sza­nie tem­pa w spo­sób nie zabu­rza­ją­cy mecha­ni­ki ruchu. Drugą zmien­ną jest tra­sa prze­jaz­du. Na dokład­ność jedzie­my po tra­sie opty­mal­nej; na czas - po naj­krót­szej. Ale te dwie róż­ni­ce spra­wia­ją, że pogoń za cza­sem jest obar­czo­na dużym ryzy­kiem. Zwiększone tem­po powo­du­je wydłu­że­nie foulé konia. Wywołuje pod­eks­cy­to­wa­nie wierz­chow­ca. Pozostawia mniej cza­su na reak­cję. Przeszkoda „zbli­ża się” szyb­ciej. „Skracają się” odle­gło­ści mię­dzy prze­szko­da­mi. Jazda naj­krót­szą tra­są ozna­cza czę­sto rezy­gna­cję z odbi­cia do sko­ku w naj­ła­twiej­szy dla konia spo­sób: na wprost środ­ko­wej czę­ści prze­szko­dy. Dochodzą pro­ble­my z rów­no­wa­że­niem konia. Zwiększa się ten­den­cja do prze­nie­sie­nia rów­no­wa­gi (konia, jeźdź­ca, obu) na przód, do roz­cią­gnię­cia konia, do odsta­wie­nia zadu - sytu­acji bar­dzo nie­po­żą­da­nej. Możliwość popeł­nie­nia błę­du zwięk­sza się nie­bez­piecz­nie. Przy złej tech­ni­ce wyko­ny­wa­nia zakrę­tu w dużym tem­pie ist­nie­je nie­bez­pie­czeń­stwo spo­wo­do­wa­nia kon­tu­zji konia a nawet wywró­ce­nia się pary. Ekscytacja jeźdź­ca może dodat­ko­wo utrud­niać oce­nę sytu­acji. Niedoświadczony jeź­dziec jest w sta­nie podyk­to­wać konio­wi skraj­nie trud­ne warun­ki sko­ku - i wza­jem­nie: nie­do­świad­czo­ny koń - jeźdź­co­wi. To napraw­dę może koń­czyć się źle!

Wmeldowanie w prze­szko­dę” daje zgub­ne skut­ki: od utra­ty wza­jem­ne­go (żmud­nie budo­wa­ne­go) zaufa­nia zaczy­na­jąc, przez psy­chicz­ny uraz jeźdź­ca i konia, strach potra­fią­cy się dłu­go utrzy­my­wać - do kon­tu­zji zwie­rzę­cia i czło­wie­ka (oby ich nigdy nie było!) włącz­nie. To wszyst­ko powo­du­je olbrzy­mią stra­tę cza­su w tre­nin­gu i co naj­mniej zaha­mo­wa­nie postę­pów spor­to­wych. Czy war­to dla jed­nej set­nej sekun­dy decy­du­ją­cej o wygra­nej np. walk­ma­na sta­wiać pod zna­kiem zapy­ta­nia całą wie­lo­let­nią spor­to­wą karie­rę jeźdź­ca i konia?! Szkoda cza­su!

Na co nie szko­da cza­su? Na dokład­ne, spo­koj­ne i pre­cy­zyj­ne obej­rze­nie par­ku­ru naj­le­piej z doświad­czo­nym dorad­cą. Na sta­ran­ne zapla­no­wa­nie tra­sy prze­jaz­du. Znajdowanie naj­krót­szej tra­sy uła­twia zwy­kła zna­jo­mość geo­me­trii. Każda tra­sa skła­da się zawsze(!) z łuków i pro­stych. Oczywiście nale­ży uwzględ­nić umie­jęt­no­ści swo­je i konia. Co z tego, że znaj­dzie­my skrót wyma­ga­ją­cy zakrę­tu o trzy­me­tro­wym pro­mie­niu sko­ro nie potra­fi­my go wyko­nać?

Czasu nie szko­da na wytrwa­ły tre­ning ujeż­dże­nio­wy. Mamy moż­li­wość dopra­co­wa­nia się ela­stycz­no­ści konia, natych­mia­sto­wej reak­cji na pomo­ce, zwrot­no­ści, wła­da­nia środ­kiem cięż­ko­ści konia - o sta­bil­no­ści wła­sne­go dosia­du i nie­za­leż­no­ści uży­wa­nia pomo­cy jeź­dziec­kich nie wspo­mi­na­jąc! Nie szko­da cza­su na ucze­nie się od naj­lep­szych. Polecam gorą­co oglą­da­nie tele­wi­zyj­nych prze­ka­zów z Pucharu Świata (i nie tyl­ko) i bacz­ne obser­wo­wa­nie dwóch zwy­cię­skich prze­jaz­dów. Na trze­cim lepiej już się nie wzo­ro­wać! Bez prze­szkód nato­miast może­my uczyć się na błę­dach pozo­sta­łych. Każdy błąd ma swo­ją przy­czy­nę! Odradzam przy­wią­zy­wa­nie się do nazwisk, sty­lów i manier bo nawet naj­lep­si mie­wa­ją okre­sy spad­ku for­my.

Co zatem jest naj­waż­niej­sze przy poko­ny­wa­niu par­ku­rów?
TEMPO, RYTM, RÓWNOWAGA!

Jak to rozu­mieć? Tempo jest zało­żo­ną pręd­ko­ścią poko­ny­wa­nia tra­sy, w jeź­dziec­twie liczo­ną w metrach na sekun­dę. Każdy jeź­dziec powi­nien znać róż­ni­ce pomię­dzy tem­pem 300 - 400 - 450 i nie ule­gać złu­dze­niu, że koń galo­pu­je „za szyb­ko”. Złudzenie „szyb­ko­ści” konia wywo­łu­je „trzy­ma­nie za pysk” z odsta­wio­ną łyd­ką, sta­nie w strze­mio­nach. Koń „cią­gnie”! Takie jest wra­że­nie jeźdź­ca Tymczasem real­ny pomiar pręd­ko­ści poka­zu­je: tem­po mniej­sze od 300m/s. Podobnego wra­że­nia, że koń szyb­ko galo­pu­je, dozna­je­my gdy koń szyb­ko prze­bie­ra noga­mi. A to już jest kwe­stia ryt­mu.

Rytm jest czymś wię­cej niż tyl­ko sta­łą czę­sto­tli­wo­ścią foulé galo­pu. Rytmiczny, w sen­sie nie­mal muzycz­nym, musi być cały prze­jazd. Widoczne zmia­ny ryt­mu: prze­bie­ra­nie noga­mi pod sie­bie, „grze­ba­nie się” konia lub nagle „zwol­nio­ny film” - są czymś okrop­nym. Należy pamię­tać, że pomię­dzy tem­pem, ryt­mem a dłu­go­ścią foulé ist­nie­ją sta­łe współ­za­leż­no­ści. Wydłużenie foulé przy sta­łym ryt­mie powo­du­je zwięk­sze­nie tem­pa. Przyśpieszenie ryt­mu przy sta­łym tem­pie - to skró­ce­nie foulé. Zwolnienie ryt­mu przy sta­łej dłu­go­ści foulé - to spa­dek tem­pa. F (foulé) x R (rytm) = T (tem­po). Idealną sytu­ację mamy w kon­kur­sach na styl. Możemy (i powin­ni­śmy) zacho­wać sta­łe wszyst­kie trzy skła­do­we. W kon­kur­sach na dokład­ność będzie­my dążyć do zacho­wa­nia sta­łe­go ryt­mu zmie­nia­jąc w razie potrze­by dłu­gość foulé (i w związ­ku z tym - nie­znacz­nie - tempo).W kon­kur­sach „ści­ga­nych” wszyst­kie trzy war­to­ści będą się zmie­niać dyna­micz­nie ale muszą zmie­niać się płyn­nie. W celu zwięk­sze­nia tem­pa posta­ra­my się zwięk­szyć nie­znacz­nie dłu­gość foulé i rów­nie nie­znacz­nie przy­spie­szyć rytm - co będzie znacz­nie lep­szym roz­wią­za­niem niż np. znacz­na zmia­na ryt­mu przy nie­zmien­nej foulé. Taki spo­sób postę­po­wa­nia (nie­wiel­kie zmia­ny i dłu­go­ści foulé i ryt­mu) jest naj­bar­dziej zgod­ny z natu­ral­ną mecha­ni­ką ruchów konia i uła­twia zacho­wa­nie rów­no­wa­gi.

Równowaga jest to stan, w któ­rym śro­dek cięż­ko­ści jeźdź­ca, konia i wspól­ny nie prze­szka­dza ani jed­ne­mu ani dru­gie­mu w wyko­na­niu ruchu.Równowaga ule­ga oczy­wi­stym zmia­nom w cza­sie par­ku­ru. Te zmia­ny wyni­ka­ją z dyna­mi­ki ruchu (na pro­stej, w sko­ku, na łuku, w zakręcie).Naszym zada­niem jest pod żad­nym pozo­rem nie zabu­rzać rów­no­wa­gi konia np. rzu­ta­mi cia­ła. Ale to mało. Naturalną ten­den­cją konia przy dużym tem­pie i po każ­dym sko­ku jest sil­ne prze­nie­sie­nie cię­ża­ru cia­ła na przód i roz­cią­gnię­cie się. Temu zja­wi­sku musi­my zde­cy­do­wa­nie prze­ciw­dzia­łać sta­ra­jąc się utrzy­mać cię­żar cia­ła konia na zadzie. Jest to nie­zbęd­ne ze wzglę­du na koniecz­ność poko­na­nia następ­nej prze­szko­dy w opty­mal­ny spo­sób.

To wyda­je się dosyć trud­ne… Przy zacho­wa­niu pod­sta­wo­wych zasad jaz­dy par­ku­ro­wej nie jest to takie trud­ne.

Jakie są te zasa­dy? Parkury jeź­dzi­my pół­sia­dem nazy­wa­nym zwar­tym lub głę­bo­kim. Od peł­ne­go sia­du róż­ni się nie­znacz­nym prze­su­nię­ciem ramion przed pion (i zwią­za­nym z tym pochy­le­niem bio­der) przy sil­nym opar­ciu o strze­mio­na i sta­bil­nej, przy­ło­żo­nej, zamknię­tej łyd­ce. Koń sta­le jest na deli­kat­nym ale wyraź­nym kon­tak­cie, pro­wa­dzo­ny mięk­ką ręką. Pomoce napę­dza­ją­ce: dosiad, łyd­ka muszą mieć zawsze(!) prze­wa­gę nad dzia­ła­niem ręki. Pożądanego rów­no­wa­że­nia konia doko­nu­je­my bez­po­śred­nio po każ­dym sko­ku i w każ­dym zakrę­cie. Po każ­dym sko­ku koń jest zamy­ka­ny mięk­ką ręką w momen­cie lądo­wa­nia i „dojeż­dża­ny” do ręki. Silnie zamknię­ta łyd­ka i aktyw­ny dosiad anga­żu­ją zad i umoż­li­wia­ją prze­nie­sie­nie środ­ka cięż­ko­ści na tył. Przyjęcie lądo­wa­nia na strze­mio­na przy zamknię­tej łyd­ce umoż­li­wia mięk­ki powrót jeźdź­ca w sio­dło - koń płyn­nie galo­pu­je dalej. Do następ­nej prze­szko­dy galo­pu­je­my nie zmniej­sza­jąc tem­pa - odle­gło­ści „roz­li­cza­my do przo­du” przez płyn­ne wydłu­że­nie foulé. Aktywne dzia­ła­nie pomo­cy napę­dza­ją­cych utrzy­mu­je rów­no­wa­że­nie na zadzie.

A zakrę­ty? Każdy zakręt słu­ży zebra­niu konia - maga­zy­no­wa­niu ener­gii napę­dza­ją­cej i sprę­ży­sto­ści zadu. Koń pod­sta­wi zad o ile nie pozwo­li mu się istot­nie zwol­nić i utrzy­ma się wygię­cie tuło­wia zgod­ne z łukiem zakrę­tu. Zakręty też jeź­dzi­my „do przo­du”. Duże tem­po powo­du­je „skła­da­nie się” konia w zakręt. W natu­ral­ny spo­sób do wewnątrz podą­ża nasz śro­dek cięż­ko­ści. Jest to podob­ne do poko­ny­wa­nia przy zjeź­dzie z dużą pręd­ko­ścią wira­ży na rowe­rze - skła­da­my się do wewnątrz ale dzię­ki obcią­ża­niu obni­żo­ne­go zewnętrz­ne­go peda­łu i obcią­gnię­tej pię­cie zapo­bie­ga­my wywrot­ce. Podobnie postę­pu­je­my na koniu. Takie dzia­ła­nie nie­wie­le da jeże­li zapo­mni­my o zgod­nym z łukiem wygię­ciu konia. Wejście w zakręt koniem pro­stym, sztyw­nym gro­zi upad­kiem. Uzyskanie pra­wi­dło­we­go wygię­cia jest nie­moż­li­we bez dzia­ła­nia łydek. Zewnętrzna łyd­ka musi być nie­co cof­nię­ta i kon­tro­lu­jąc zad utrzy­my­wać żąda­ne wygię­cie kło­dy konia dooko­ła łyd­ki wewnętrz­nej. Częstym błę­dem jest kon­cen­tra­cja jeźdź­ca w fer­wo­rze wal­ki wyłącz­nie na dzia­ła­niu wodzy i zapo­mi­na­nie o dosia­dzie i łyd­kach. Koń pozba­wio­ny dzia­ła­nia pomo­cy napę­dza­ją­cych zwal­nia i odsta­wia zad.

A jak wyglą­da uży­cie wodzy? W zakrę­cie zewnętrz­na wodza jest wodzą pro­wa­dzą­cą, dyk­tu­je nie­prze­kra­czal­ny pro­mień zakrę­tu; wewnętrz­na - wska­zu­ją­cą, wska­zu­je kie­ru­nek zakrę­tu. Przewaga dzia­ła­nia wodzy wewnętrz­nej powo­du­je obro­nę konia: uciecz­kę od naci­sku, „wypa­da­nie” z zakrę­tu i utra­tę rów­no­wa­gi. Skoro już jeste­śmy przy wodzach… Parkury, zwłasz­cza „ści­ga­ne”, nale­ży jeź­dzić na opty­mal­nie naj­krót­szych wodzach. Krótkie wodze nie­sły­cha­nie popra­wia­ją ste­row­ność. Jest to logicz­ne - krót­ka dro­ga dzia­ła­nia. Krótkie wodze uła­twia­ją też bły­ska­wicz­ne „domy­ka­nie” konia i utrzy­my­wa­nie rów­no­wa­że­nia na zadzie.Trzeba jesz­cze dodać, że umie­jęt­ność wyjeż­dża­nia regu­lar­nych zakrę­tów bar­dzo uła­twia zapla­no­wa­nie tra­sy i znaj­do­wa­nie punk­tów odbi­cia.

O punk­tach odbi­cia dużo napi­sa­no w lite­ra­tu­rze facho­wej… I wła­ści­wie wszyst­ko jest praw­dą. Punkty odbi­cia pla­nu­je­my przy obcho­dze­niu par­ku­ru pamię­ta­jąc, że muszą być ade­kwat­ne do zało­żo­ne­go tem­pa. Im wyż­sze tem­po tym dalej od prze­szko­dy powi­nien znaj­do­wać się odskok. Zapewnia to pra­wi­dło­wą, płyn­ną, opty­mal­ną para­bo­lę lotu. Dla jeźdź­ca, któ­ry czu­je rytm, tem­po, rów­no­wa­gę, zwią­za­ne z tym dłu­gość foulé i sto­pień zaan­ga­żo­wa­nia zadu, wła­ści­wy punkt odbi­cia nie sta­no­wi żad­ne­go pro­ble­mu. Oczywiście pod warun­kiem pre­cy­zyj­nej reali­za­cji zało­żo­ne­go pla­nu, usta­lo­nej tra­sy. Każda przy­pad­ko­wa zmia­na dłu­go­ści foulé, ryt­mu zmie­nia te usta­le­nia. Warunki sko­ku mogą się znacz­nie zmie­nić jeśli prze­je­dzie­my o pół metra w bok od zapla­no­wa­nej linii czy punk­tu. Precyzji kie­ro­wa­nia koniem uczy­my się na tre­nin­gu. Czasem w cza­sie tre­nin­gu zada­ję moim pod­opiecz­nym pro­ste ćwi­cze­nie: jechać nie przy ban­dzie a w odle­gło­ści 0,5 metra do wewnątrz; zmie­nić tę odle­głość na metr. Zdumiewające jak wie­lu, nawet zaawan­so­wa­nych, zawod­ni­ków nie potra­fi tego wyko­nać!

Jakie pod­su­mo­wa­nie? Konkursy „ści­ga­ne” jeź­dzi­my w wyso­kim tem­pie, w moż­li­wie mało zmie­nia­ją­cym się ryt­mie, z cią­głą dba­ło­ścią o duże zaan­ga­żo­wa­nie tyl­nych nóg konia w dźwi­ga­nie wspól­ne­go środ­ka cięż­ko­ści. Wysokie tem­po ma dużą zale­tę - uła­twia poko­ny­wa­nie prze­szkód. Energia kine­tycz­na prze­kła­da się na ener­gię poten­cjal­ną. Ale ogól­nie z powyż­szych roz­wa­żań wyni­ka, że kon­kur­sy „ści­ga­ne” sta­no­wią o wie­le więk­sze obcią­że­nia dla konia niż kon­kur­sy dokład­no­ści, wyma­ga­jąc zwięk­szo­ne­go nakła­du ener­ge­tycz­ne­go, wysił­ku mię­śni, obcią­że­nia ścię­gien. Każde zwięk­sze­nie dłu­go­ści foulé, dłuż­sza para­bo­la lotu, szyb­ki rytm - to wszyst­ko jest moż­li­we dzię­ki wiel­kie­mu wysił­ko­wi całe­go orga­ni­zmu konia. Ze wzglę­du na konia do „ści­ga­nia się o wszyst­ko” nale­ży pod­cho­dzić z roz­wa­gą.

Jan Skoczylas
tre­ner jeź­dziec­twa
fjs@wp.pl

Więcej w Sport i wyścigi

Partnerzy

Popularne wpi­sy

Ostatnie wpi­sy

Na górę