Connect with us

Hodowca i Jeździec

365 dni z per­spek­ty­wy kozła

Hodowla

365 dni z per­spek­ty­wy kozła

Tadeusz Kodź

Sezon zaprzę­go­wy 2014 roz­po­czął się w maju zawo­da­mi kra­jo­wy­mi w pod­strze­gom­skiej Morawie, a zakoń­czył w tym samym miej­scu w paź­dzier­ni­ku. Klub Stragona Strzegom, od kil­ku lat pro­fe­sjo­nal­nie orga­ni­zu­ją­cy zawo­dy w WKKW, sko­kach i ujeż­dże­niu, roz­po­czął przy­go­dę z powo­że­niem wio­sną, by zakoń­czyć sezon per­fek­cyj­nie zor­ga­ni­zo­wa­ny­mi mistrzo­stwa­mi Polski w parach.

Podczas tych zawo­dów Marcin Konarski zapew­nił wszyst­ko, by rywa­li­za­cja prze­bie­ga­ła spraw­nie: sta­bil­ne pod­ło­że na kil­ku pla­cach, elek­tro­nicz­ny pomiar cza­su na wszyst­kich prze­szko­dach, try­bu­ny w ich pobli­żu, inte­gru­ją­cą śro­do­wi­sko sobot­nią zaba­wę, ale przede wszyst­kim sło­necz­ną pogo­dę. Były dyna­micz­ne prze­jaz­dy w mara­to­nie i odpo­wied­nia doza napię­cia w kon­kur­sie zręcz­no­ści powo­że­nia, w czym głów­na zasłu­ga Marka Zalewskiego.
W kon­kur­sie ujeż­dże­nia dobrze zapre­zen­to­wa­li się Przemysław Sroka, Szymon John, Waldemar Kaczmarek i Adrian Kostrzewa, choć w opi­nii poszcze­gól­nych sędziów mogło to wyglą­dać tro­chę ina­czej. W mara­to­nie bar­dzo szyb­ko i pre­cy­zyj­nie poje­chał Waldemar Kaczmarek, któ­ry wró­cił na kozioł przed kil­ko­ma tygo­dnia­mi po pół­rocz­nej prze­rwie, a jego konie od wio­sny pra­co­wa­ły wyłącz­nie w karuzeli.
Palma pierw­szeń­stwa w keglach przy­pa­dła Adrianowi Kostrzewie, któ­ry zna­ko­mi­tym prze­jaz­dem swo­ich doświad­czo­nych lipi­ca­nów wygrał ten kon­kurs i z 3. miej­sca po dwóch dniach wsko­czył na naj­wyż­szy sto­pień podium mistrzostw Polski.
Po kil­ku latach nie­obec­no­ści na zaprzę­go­wy hipo­drom powró­cił Roman Kusz, naj­bar­dziej uty­tu­ło­wa­ny pol­ski powo­żą­cy, wie­lo­krot­ny meda­li­sta MP i MŚ. Strzegomski powrót był bar­dzo uda­ny, a wyso­kie 4. miej­sce w kon­kur­sie ujeż­dże­nia MP to dowód na jego nie­prze­mi­ja­ją­cą formę.
Przy oka­zji nale­ży wspo­mnieć o koniach, któ­rych cechy rucho­we i uzdol­nie­nia zaprzę­go­we wyróż­nia­ły je na tle pozo­sta­łych. To przede wszyst­kim dwie kla­cze – Cybinka sp (Patriarch baw. – Cyfra sp po Genius han.) z zaprzę­gu Waldemara Kaczmarka i Barbarossa śl (Purist xx – Barbórka śl po Liton śl) Szymona Johna. Obie mają nie­wiel­kie doświad­cze­nie i wyma­ga­ją dal­sze­go szko­le­nia, ale z pew­no­ścią war­to w nie inwestować.
W 2014 r. odby­ło się kil­ka waż­nych mię­dzy­na­ro­do­wych imprez, w któ­rych bra­li udział pol­scy powo­żą­cy i pol­skie konie.

ME w Książu

Po suk­ce­sach mło­dych powo­żą­cych przed dwo­ma laty poku­si­li­śmy się o zor­ga­ni­zo­wa­nie i u nas, w Książu, Mistrzostw Europy Dzieci, Juniorów i Młodych Powożących. Na począt­ku pomysł wyda­wał się nie do zre­ali­zo­wa­nia, że za mało cza­su, w ostat­niej chwi­li, tym bar­dziej że Stado Książ prze­cho­dzi­ło zmia­ny reor­ga­ni­za­cyj­ne. A jed­nak się uda­ło. Odbyła się wiel­ka impre­za z udzia­łem dzie­ci i mło­dzie­ży, CAI, któ­re­go w kra­ju od kil­ku lat nie mie­li­śmy, i mistrzo­stwa Polski D-1. Były pew­ne potknię­cia, zda­rzy­ło się, że nagro­dę wrę­czo­no nie temu zawod­ni­ko­wi, któ­ry zwy­cię­żył, a błę­du nigdy nie napra­wio­no, ale ogól­nie poszło sprawnie.
Sukcesem spor­to­wym ME był tytuł mistrzow­ski i zło­ty medal w kate­go­rii mło­dych powo­żą­cych Marcina Kilańczyka, brąz w kate­go­rii dzie­ci Weroniki Bogacz oraz medal brą­zo­wy naszej dru­ży­ny. Pozostali nasi zawod­ni­cy wypa­dli przy­zwo­icie, na mia­rę aktu­al­nych moż­li­wo­ści. Pecha w mara­to­nie miał nasz dotych­cza­so­wy mistrz Europy mło­dych powo­żą­cych Filip Nowacki, a uty­tu­ło­wa­na Monika Święcicka, nie­dy­spo­nu­ją­ca koniem na mia­rę Erdyla, zaję­ła 5. miejsce.
W MP D-1 swój pierw­szy zło­ty medal zdo­by­ła Weronika Kwiatek, któ­ra po wcze­śniej­szej kon­tu­zji oboj­czy­ka mia­ła „dziu­ra­wy” sezon, prze­rwę w tre­nin­gach i star­tach. W Książu star­to­wa­ła swo­im dru­gim jak do tej pory koniem, cią­gle roz­wi­ja­ją­cym się Igielinem wlkp (Akcent sp – Intercyza wlkp po Basten wlkp). Medal srebr­ny przy­padł Bartłomiejowi Kwiatkowi star­tu­ją­ce­mu Nigrem śl (Turkus śl – Niwa śl po Alpinex xx), a brą­zo­wy Adrianowi Kostrzewie i Maestoso Garba 11 lp (Maestoso Platona II lp – Garba lp).
Klasę w kon­kur­sie zręcz­no­ści powo­że­nia poka­za­ła Alicja Chodkiewicz z Drują sp (Wolf’s Panter KWPN – Demanissa xx po Double Alleged xx), któ­ra jako jedy­na poko­na­ła trud­ny par­kur bez zrzu­tek i w nomie czasu.
Niestety kon­tu­zja Weroniki, któ­rej naba­wi­ła się w mara­to­nie pod­czas CAI Vecses, była jed­ną z wie­lu, któ­re dotknę­ły pol­skie powo­że­nie w mija­ją­cym sezo­nie i nie były bez wpły­wu na układ sił w tej dys­cy­pli­nie. Jeszcze w mar­cu Druja, pod­sta­wo­wy koń Alicji Chodkiewicz, pod­czas pra­cy na lon­ży ule­gła nie­wiel­kiej kon­tu­zji, co wyklu­czy­ło ją z pra­cy i star­tów aż do MP, gdzie po wygra­nych keglach w bok­sie o nie­rów­nym pod­ło­żu wyko­py­ci­ła się. To z kolei wyklu­czy­ło ją z wyjaz­du do Izsák – poje­cha­ła młod­sza i mniej doświad­czo­na Czarda (Wolf’s Panter KWPN – Czantoria sp po Hajfong sp).
Kontuzja naj­lep­sze­go i bar­dzo uty­tu­ło­wa­ne­go pol­skie­go konia zaprzę­go­we­go Lokan śl (Largis śl – Lokana śl po Glöckner old.) pod­czas CAI Nebanice, po wcze­śniej­szych pro­ble­mach ocznych, spo­wo­do­wa­ła prze­rwę w tre­nin­gach i star­tach na prze­strze­ni nie­mal całe­go sezo­nu, łącz­nie z MP. Nieszczęśliwemu wypad­ko­wi kop­nię­cia przez konia w łopat­kę pod­czas prze­glą­du wete­ry­na­ryj­ne­go w Książu uległ póź­niej­szy mistrz Europy Marcin Kilańczyk. Na szczę­ście kości były całe – lekarz stwier­dził sil­ne stłu­cze­nie. Jego zwy­cię­stwo było więc oku­pio­ne praw­dzi­wym bólem. Jeszcze wcze­śniej pod­czas ZK w Bogusławicach poważ­ne­go ura­zu pal­ca i kola­na dozna­ła Monika Święcicka. Ponadto nie­od­wra­cal­nie po cięż­kiej kol­ce wyco­fa­ny zastał jej pod­sta­wo­wy koń, wie­ko­wy kuc walij­ski Erdyl Celebration (Erdyl Tywysog – Erdyl Magic Lady po Nebo Magic), któ­rym wcze­śniej w kolej­nych latach zdo­by­ła tytu­ły wice­mi­strza i mistrza Europy.
Jak wyni­ka z tego zesta­wie­nia, mie­li­śmy w powo­że­niu trud­ną sytu­ację, któ­ra – miej­my nadzie­ję – wię­cej się nie powtórzy.

Igrzyska w Normandii

Wyzwaniem dla śro­do­wi­ska jeź­dziec­kie­go były igrzy­ska jeź­dziec­kie w Normandii, a dla śro­do­wi­ska zaprzę­go­we­go star­ty pol­skich czwó­rek. Pojechały tam dwa zaprzę­gi – Piotra Mazurka i Ireneusza Kozłowskiego. Ich występ zasłu­gu­je na uzna­nie, zwłasz­cza że bar­dziej doświad­czo­ny Piotr powo­ził nowy­mi, mło­dy­mi koń­mi, a dla Irka i jego inte­re­su­ją­cych koni ślą­sko-orłow­skich był to pierw­szy sezon poważ­nych star­tów. Obaj pano­wie kwa­li­fi­ka­cje do star­tu w Normandii zdo­by­wa­li nie­mal do ostat­niej chwi­li. Podkreślenia wyma­ga fakt, iż zarów­no gnia­de konie Piotra Mazurka, jak i siw­ki Irka Kozłowskiego to w więk­szo­ści konie ich hodow­li, powsta­łe według kon­se­kwent­nie reali­zo­wa­nych zało­żeń hodow­la­nych – celem był spor­to­wy koń zaprzę­go­wy. Każdy z nich poszedł inną dro­gą, ale każ­da z nich pro­wa­dzi­ła do Rzymu. Piotr wyko­rzy­stał spraw­dzo­ne­go w hodow­li ogie­ra mało­pol­skie­go Pastisz (Huzar m – Paria śl po Prom wlkp), Irek użył kłu­sa­ka orłow­skie­go Kałkan (Krzyk – Kolizja po Zubr), któ­rym pokrył kla­cze ślą­skie. Mimo małej popu­la­cji kla­czy, jaki­mi każ­dy z nich dys­po­no­wał, efek­ty są imponujące.
Ważna jest sama obec­ność pol­skich teamów i ukoń­cze­nie igrzysk w dobo­ro­wym towa­rzy­stwie wiel­kich nazwisk tej kró­lew­skiej dys­cy­pli­ny. Polskich akcen­tów w kon­kur­sach zaprzę­gów czte­ro­kon­nych było wię­cej za spra­wą pol­skich koni w innych eki­pach, a zwłasz­cza fran­cu­skiej. Powożący z nad Sekwany zazwy­czaj star­tu­ją koń­mi impor­to­wa­nym, gdyż ich sel­le fra­nça­is nie­ko­niecz­nie chcą pra­co­wać w zaprzę­gu. Polskie konie cie­szą się nadal uzna­niem, choć w sin­glach i parach wypar­ły je konie holen­der­skie. Najwięcej pol­skich koni jest użyt­ko­wa­nych w zaprzę­gach czte­ro­kon­nych. W Normandii nali­czy­łem ich jede­na­ście, co po doli­cze­niu następ­nych dzie­się­ciu w zaprzę­gach naszych powo­żą­cych daje zauwa­żal­ną licz­bę 21 koni. Czwórki Thibaulta Coudri (Czako, Karuzo, Pikador, Drakon), Sebastiana Mourier (Barot, Beretto, Divers, Drużbin), a w zaprzę­gu Sebastiana Vincenta Klon, Quinn oraz pocho­dzą­cy z Bielina, choć z pasz­por­tem nie­miec­kim, Bushido to konie uro­dzo­ne w Polsce.
Wspomnę tyl­ko histo­rię nie­któ­rych z tych koni. Czako i Karuzo to syno­wie Wolf’s Pantera KWPN, któ­ry­mi do nie­daw­na powo­zi­ła Alicja Chodkiewicz. Pikador to syn pępow­skie­go Ascety sp (Clayton baw. – Asteria wlkp po Colorado han.), wł. Arkadiusza Górskiego, zaku­pio­ny wraz z Drakonem przez Bernarda Pouvreau. Siwymi wała­cha­mi Beretto i Divers star­to­wał naj­lep­szy powo­żą­cy z Podhala Henryk Bobak. Klonem sp (Derkos śl – Karmela sp po Dunaj sp), hod. Zenona Jadczaka, star­to­wa­ła wspo­mnia­na wyżej Alicja, rów­nież w jed­nych z pierw­szych MPMK. Bielińskim wała­chem Bushido (Barzac hol. – Cedra po Barnaul xx) powo­ził Adam Lachowicz, a Quinn (Martel sp – Quini sp po Quito BWP) pocho­dzi od Piotra Mazurka. Barot kupio­ny został w Polsce przez Denisa Hulne, podob­nie jak Drużbin, któ­ry tra­fił do zaprzę­gu Pierre’a Junga.
Przykładem dla nas może być fakt wza­jem­ne­go wspie­ra­nia się fran­cu­skich powo­żą­cych przy oka­zji waż­nych imprez. Tym razem Pierre Jung wspo­mógł swo­imi koń­mi zarów­no Sebastiena Vincenta – Bushido, jak i całą czwór­ką zwy­cięz­cę fina­ło­we­go kon­kur­su zręcz­no­ści powo­że­nia Thibaulta Coudry. Takie zacho­wa­nia moż­na było zaob­ser­wo­wać rów­nież pod­czas MŚ w Warce.

MPMK w Kwiekach

Mistrzostwa Polski Młodych Koni odby­ły się podob­nie jak w roku ubie­głym w kaszub­skich Kwiekach. Obsada koni nie­co skrom­niej­sza niż w latach poprzed­nich: 4 konie 4-let­nie, 5 5-lat­ków i 3 konie 6-let­nie. Poza sta­ły­mi uczest­ni­ka­mi MPMK poja­wił się nowy powo­żą­cy mło­dy­mi koń­mi – Bartosz Kowalski.
Sędziowie sty­lu to Roman Krzyżanowski – prze­wod­ni­czą­cy, Tomasz Mossakowski i Piotr Helon. Komisja sędziow­ska zawo­dów dzia­ła­ła pod prze­wod­nic­twem Tomasza Mossakowskiego, a w jej skła­dzie byli Piotr Helon i Witold Bogacz.
Na trój­ką­cie naj­wy­żej został oce­nio­ny siwy ślą­ski og. Eter (Basior śl – Eurella śl po Domingo xx), hod. Jana Wiszniowskiego, wł. Bartosza Kowalskiego, któ­ry otrzy­mał 9 pkt za ruch. Wśród 4-lat­ków ujeż­dże­nie wygrał Eter powo­żo­ny przez wła­ści­cie­la, uzy­sku­jąc 8,38 pkt, dru­gie miej­sce zaję­ła gnia­da ślą­ska Żabka (Jordan – Żenada po Jogurt), hod. i wł. Sławomira Królika, z oce­ną 7,63 pkt, z Tomaszem Bogaczem, a trze­ci był ślą­ski Rodos (Drab – Regencja po Bank), hod. SO Książ, wł. OHZ Kamieniec Ząbkowicki, w zaprzę­gu Bartłomieja Kwiatka.

Prymus w zaprzęgu Marcina Kilańczyka, luzak Małgorzata Wróbel fot. Małgorzata Helon

Prymus w zaprzę­gu Marcina Kilańczyka, luzak Małgorzata Wróbel
fot. Magdalena Helon

W ujeż­dże­niu koni 5-let­nich naj­le­piej oce­nio­no ślą­ską karą klacz Frezja (Regiment – Fuksja po Jogurt), hod. SO Książ, wł. Grzegorza Świątka. Klacz pre­zen­to­wa­na przez Bartłomieja Kwiatka otrzy­ma­ła 9,5 pkt za wra­że­nie ogól­ne i dwie „9” za przy­dat­ność do powo­że­nia i kłus. Na miej­scu 2. i 3. zna­leź­li się dwaj pod­opiecz­ni Alicji Chodkiewicz: Czikos sp (Wolf’s Panter KWPN – Czantoria sp po Hajfong sp), hod. i wł. Joanny Kodź, i Don Panter sp (Wolf’s Panter KWPN – Dasmiretta xx po Purist xx), hod. Tadeusza Hajdukiewicza, wł. Joanny Kodź. Najlepszym 6-lat­kiem w ujeż­dże­niu oka­za­ła się ślą­ska Lawenda (Arabetto śl – Lokana śl po Glöckner old.), hod. SO Książ, wł. OHZ Kamieniec Ząbkowicki. Lawendą powo­ził Bartłomiej Kwiatek. Drugi był rów­nież ślą­ski Prymus (Tycjan – Prymka po Ryko), hod. Antoniego Zwierzańskiego, wł. Andrzeja Kilańczyka, powo­żą­cy Marcin Kilańczyk. Trzecią loka­tę uzy­skał wiel­ko­pol­ski Iwan (Rubin han. – Igła wlkp po Agat wlkp), hod. Katarzyny Brzozowskiej, wł. Mariusza Machnika. Powoził właściciel.

Żabka, Tomasz Bogacz i luzak Aneta Bogacz fot. Magdalena Helon

Żabka, Tomasz Bogacz i luzak Aneta Bogacz
fot. Magdalena Helon

Maraton 4-lat­ków wygrał Rodos, dru­ga była Żabka, a trze­ci Eter. Wśród koni 5-let­nich naj­le­piej poje­cha­ła Frezja z Bartłomiejem Kwiatkiem, dru­gi był Don Panter, a trze­ci Czikos. Konie 6-let­nie poko­nu­ją mara­ton na zasa­dach prze­pi­sów PZJ. Tu w prze­szko­dach naj­szyb­szy był Iwan, dru­ga Lawenda, a Prymus trzeci.
Konkurs zręcz­no­ści powo­że­nia nie wniósł zasad­ni­czych zmian w oce­nie mło­dych koni na styl. W koniach 6-let­nich wygra­ła Lawenda, dru­gi z jed­ną zrzut­ką był Prymus, a trze­ci z dwo­ma błę­da­mi i prze­kro­cze­niem nor­my cza­su Iwan.
Mistrzem Polski Młodych Koni wśród 4-lat­ków zosta­ła szyb­ka i walecz­na Żabka, kolej­ne miej­sca zaję­ły ślą­skie ogie­ry Rodos i Eter. Wśród koni 5-let­nich tytuł MPMK wywal­czy­ła Frezja, dru­gi był Don Panter, a trze­ci Czikos, rodzo­ny brat zwy­cięz­ców MPMK Czardy, Czaka i Czangi. Najlepszym koniem 6-let­nim oka­za­ła się Lawenda, któ­ra poczy­ni­ła ogrom­ne postę­py w pod­po­rząd­ko­wa­niu się, ule­gło­ści i roz­luź­nie­niu w sto­sun­ku do roku ubie­głe­go. Tytuł wice­mi­strzow­ski otrzy­mał Prymus, a trze­ci był wiel­ko­pol­ski Iwan z tytu­łem II wicemistrza.
W tego­rocz­nych MPMK, podob­nie jak w latach ubie­głych, współ­za­wod­ni­czy­ła naj­licz­niej­sza gru­pa koni rasy ślą­skiej. W oce­nie naszych sędziów konie tej rasy są kla­sy­fi­ko­wa­ne naj­wy­żej. Powszechnie uwa­ża­my, że konie ślą­skie są zna­ko­mi­tym mate­ria­łem na spor­to­we­go konia zaprzę­go­we­go. Końmi ślą­ski­mi nasz aktu­al­nie naj­bar­dziej uty­tu­ło­wa­ny powo­żą­cy wygry­wa ran­kin­gi FEI. Przeglądając wyni­ki zawo­dów CAI, nie spo­ty­ka­my koni ślą­skich ani na pierw­szych, ani na koń­co­wych miej­scach – poza Regimentem (Nomen śl – Regentka śl po Hades xx), któ­rym star­tu­je Dunka pol­skie­go pocho­dze­nia Monika Koier Andersen, i Instruktorem (Izoton śl – Instancja śl po Evento sch.warm.), któ­rym pró­bu­je star­to­wać Finka Heidi Sinda. Dlaczego tak się dzie­je, że oni nie wie­dzą tego, co my? Jak prze­ko­nać nie­do­wiar­ków, jeśli suk­ce­sy Bartka Kwiatka ich nie prze­ko­nu­ją? Może tyl­ko Bartek umie nimi wygry­wać? A może z tymi koń­mi jest coś nie tak? Może one są za cięż­kie, za duże, za mało zwin­ne, za toporne?
Jak dłu­go jesz­cze będzie­my „pro­du­ko­wać” konie do pro­gra­mu? Ile cza­su upły­nie, nim zde­cy­du­je­my się użyć ogie­ra z obce­go rodu? Czy to będzie ogier, któ­ry popra­wi jakość koni ślą­skich pod wzglę­dem pożą­da­nych cech użyt­ko­wych, czy będzie kolej­nym ogie­rem w typie dzi­siej­sze­go pro­gra­mo­we­go ślą­za­ka, lecz z obce­go rodu. Na te pyta­nia muszą sobie odpo­wie­dzieć hodow­cy koni ślą­skich i człon­ko­wie komi­sji ślą­skiej księ­gi stadnej.

MŚ w Izsák

Weronika Kwiatek i Bartnik fot. Magdalena Helon

Weronika Kwiatek i Bartnik
fot. Justyna Dera

Na mistrzo­stwa świa­ta sin­gli do węgier­skie­go Izsák uda­ło się czwo­ro pol­skich zawod­ni­ków. W dru­ży­nie zna­leź­li się: Weronika Kwiatek z Bartnikiem (Caretino K hes. – Biaroza wlkp po Clayton baw.), Bartłomiej Kwiatek z Lokanem śl (Largis śl – Lokana śl po Glöckner old.), Adrian Kostrzewa z lipi­cań­skim wał. Maestoso Garba 11 lp (Maestoso Platona II lp – Garba lp) i indy­wi­du­al­nie Alicja Chodkiewicz z Czardą sp (Wolf’s Panter KWPN – Czantoria sp po Hajfong sp). Na miej­scu oka­za­ło się, że po dwóch tygo­dniach ule­wy wszę­dzie stoi woda. Na such­szych miej­scach sku­pi­li się wszy­scy ze swo­imi konio­wo­za­mi, przy­cze­pa­mi i brycz­ka­mi. My dzię­ki sze­fo­wi eki­py Tomaszowi Mossakowskiemu i dok­to­ro­wi Zdzisławowi Peczyńskiemu mamy miej­sce cia­sne, ale suche.
Próbę ujeż­dże­nia nasi zawod­ni­cy wyko­na­li na mia­rę swo­ich aktu­al­nych moż­li­wo­ści. Różnice ocen u poszcze­gól­nych sędziów w wie­lu wypad­kach były ogrom­ne – cza­sem wyno­si­ły 40 punk­tów. Najwyżej, na 4. miej­scu zna­lazł się Bartek, Weronika o oko­ło 3 pkt gorzej i miej­sce 10., Alicja jest 56., a Adrian 58. Maraton jest dłu­gi, pierw­szy odci­nek w kop­nym pia­sku, prze­szko­dy roz­le­głe, mono­ton­ne i bar­dzo tech­nicz­ne. Alicja z Czardą koń­czą dzię­ki zna­ko­mi­te­mu luza­ko­wi Filipowi Nowackiemu. Adrian po cięż­kiej wal­ce jest 42., a Bartek 46. Lokan jest bez for­my i nie „odcho­dzi”, na popę­dza­nie batem „mie­le ogo­nem”, więc zawod­nik rezy­gnu­je z tej for­my dopin­gu. Weronika i Bartnik poko­nu­ją kolej­ne prze­szko­dy płyn­nie i szyb­ko koń­czą mara­ton na zna­ko­mi­tej 6. pozycji.
Na liście z wyni­ka­mi po dwóch dniach jest cia­sno, róż­ni­ce nie­wiel­kie. Weronika jest 3., a Bartek 25. ze stra­tą oko­ło 12 pkt (4 zrzut­ki) do stre­fy meda­lo­wej. Jeśli par­kur będzie trud­ny, na mia­rę mistrzostw świa­ta, i czo­łów­ka, jak w takich wypad­kach bywa, będzie się stre­so­wać – mamy szan­sę. Jeśli tor będzie łatwy, może wygrać przy­pa­dek, co ozna­cza, że wła­ści­wie każ­dy. Parkur oka­zał się łatwy. Pierwszym zawod­ni­kiem z zero­wym dorob­kiem był Czech Jiří Kříž, a po nim jesz­cze sze­ściu pre­ten­den­tów do meda­li. Bez zrzu­tek z mini­mal­nym prze­kro­cze­niem nor­my cza­su było 18 zawod­ni­ków, a z jed­ną zrzut­ką i w nor­mie 11. Trójka naszych zawod­ni­ków zro­bi­ła po jed­nej zrzut­ce z więk­szym lub mniej­szym prze­kro­cze­niem nor­my – naj­szyb­ciej poje­chał Adrian Kostrzewa. Bartek z Lokanem, któ­ry sła­bo odpo­wia­dał na pomo­ce, zrzu­cił 3 piłecz­ki i mini­mal­nie prze­kro­czył czas.
Mistrzostwa nasza dru­ży­na zakoń­czy­ła na miej­scu 6., indy­wi­du­al­nie naj­le­piej wypa­dła aktu­al­na mistrzy­ni Polski Weronika Kwiatek, zaj­mu­jąc bar­dzo dobre 5. miej­sce. Gdyby nie ten potrą­co­ny kegel w zyg­za­ku, był­by medal brązowy.
Wydaje się, że decy­zja o udzia­le Lokana w MŚ była błęd­na i chy­ba wymu­szo­na na zawod­ni­ku. W Izsák koń był bez wła­ści­wej sobie for­my, szcze­gól­nie w mara­to­nie i kon­kur­sie zręcz­no­ści – był to jego pierw­szy start po nie­ukoń­czo­nych CAI w Nebanicach. Konkurenci są coraz sil­niej­si, wie­le wysił­ku i pie­nię­dzy wkła­da­ją w przy­go­to­wa­nie zawod­ni­ków i koni do każ­dej waż­nej impre­zy. Niemcy tre­no­wa­li na Węgrzech od dwóch tygo­dni. Ekipy naro­do­we mają sta­łych tre­ne­rów, zain­te­re­so­wa­nie i wspar­cie swo­ich fede­ra­cji, mediów. My mamy zapał, mało środ­ków i obo­jęt­ność dzia­ła­czy PZJ.
W Izsák mie­li­śmy zgra­ną eki­pę, wspie­ra­ją­cą się i poma­ga­ją­cą sobie. Szczególnie zgra­na była gru­pa luza­ków z Pawłem Kaczmarkiem na cze­le. Polski stół pod­czas Dnia Narodów był oble­ga­ny, a posta­wa Bartka wobec zmę­czo­ne­go Lokana zna­la­zła uzna­nie współ­za­wod­ni­ków i widzów.

Więcej w Hodowla

Na górę